Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (300) / 2016

Maja Baczyńska, Marietta Kruzel-Sosnowska,

W POSZUKIWANIU WYCISZENA

A A A
Maja Baczyńska: W ramach cyklu wywiadów dla „artPAPIER” staram się rozmawiać z utalentowanymi polskimi muzykami, a przede wszystkim z kompozytorami i improwizatorami. Jednak tym razem zdecydowałam się porozmawiać o kompozytorze z osobą, która jego twórczość archiwizuje i popularyzuje, z uwagi na to, że wspomnienia o Marianie Sawie (1937-2005) wydają się mieć bardzo ważny wpływ na środowisko muzyczne w kraju. Od śmierci Mariana Sawy minęło już 11 lat.

Marietta Kruzel-Sosnowska: Czas pędzi nieubłaganie, ale też wyostrza wewnętrzny „wzrok” obserwatora. Z perspektywy upływającego czasu inaczej patrzy się na minione zjawiska, problemy, ludzi. Niektóre sprawy zmieniają rangę swoich wartości. Pewne rzeczy widzi się wyraźniej, inne w pamięci się zacierają.

M.B.: Jak rysuje się postać Mariana Sawy w środowisku muzycznym po tylu latach od jego śmierci?

M.K-S.: Myślę, że jest to problem złożony, powiedziałabym – trójwymiarowy. Po pierwsze – co roku na scenie muzycznej pojawiają się nowe twarze – młodzi ludzie, którzy Sawy osobiście nie znali. Może słyszeli o jego kompozycjach organowych i chóralnych lub surfując w Internecie natknęli się przypadkiem na portalu YouTube na jakiś utwór. I wtedy doznali olśnienia i stwierdzili, że jest to wspaniała, nieznana, współczesna muzyka, która jest warta wykonania. Dla nich Sawa jest już postacią „podręcznikową”, ale bardzo pozytywną. Po drugie – pokolenie rówieśników Sawy to pokolenie, które powoli „odchodzi na drugą stronę”. I które pamięta go jeszcze z czasów studiów jako wyjątkowo utalentowanego, młodego człowieka, któremu nikt nie mógł dorównać w grze na organach i improwizacji. Zwłaszcza te ostatnie wspominają jako tworzone przez Sawę na poczekaniu poematy nastrojów, mieniące się różnorodnością barw rejestrów organowych i przynoszące przekazywane przez Sawę emocje. Sama dobrze pamiętam jego grę na organach w Kościele św. Krzyża w Warszawie, np. na pogrzebie żony prof. Feliksa Rączkowskiego – Wiktorii Rączkowskiej. Sawa był z rodziną swojego profesora organów bardzo związany. Pani Rączkowska „matkowała” mu w czasie studiów. Na pewno doznał od niej wiele dobra i bardzo przeżywał jej odejście. Żałość, smutek i boleść były wtedy słyszalne w jego grze. Pod wpływem tej muzyki szczerze płakałam. Inni ludzie też, ponieważ ta muzyka docierała do najskrytszych zakamarków ludzkiego serca i budziła najgłębsze pokłady emocji. Dla tego pokolenia Sawa nie jest kompozytorem „książkowym”, lecz żywym człowiekiem, którego co prawda nie ma w tej chwili z nami, lecz żyje w naszej pamięci jako twórca muzycznej rzeczywistości. Twórca znakomity! Po trzecie – aktualne średnie pokolenie pamięta Mariana Sawę jako wykładowcę akademickiego bądź profesora szkoły średniej. Oni już byli wychowani na jego muzyce i kojarzyli ją z osobą kompozytora – życzliwą, pomocną i skromną. To pokolenie miało szczęście słuchania na żywo wielu znakomitych wykonań większych utworów Sawy, takich ja „Nativitas mundi”, „Missa Claromontana”, „Via crucis”, „Tu es Petrus” czy „Sancta Cecilia”. Ci ludzie znają wartość tej muzyki, cenią ją i chętnie wykonują lub polecają innym. To, o czym mówię, dotyczy przede wszystkim środowiska warszawskiego.

M.B.: A co z resztą Polski, Europy, świata?

M.K-S.: Sądzę, że zbyt mało czasu minęło od śmierci kompozytora, aby jego muzyka stała się powszechnie znana. Jednak zainteresowanie nią jest coraz większe. Zagraniczni muzycy – zwykle natykając się na utwory Sawy na YouTube – są nią zaciekawieni, ta muzyka ich wciąga i chcą ją wykonywać.

M.B.: Czy zatem Marian Sawa pozostaje twórcą szerszemu gremium nieznanym, czy też wręcz przeciwnie ?

M.K-S.: Właśnie ze stwierdzeniem, że Sawa jest nadal nieznany, nie zgodziłabym się, zważywszy, że jest twórcą wspaniałych utworów. Ujęłabym to inaczej. Jest jeszcze za mało znany.

M.B.: Dlaczego tak się dzieje?

M.K-S.: Otóż za życia zaważyła na tym na pewno osobowość kompozytora. Skromnego, nie narzucającego się nikomu, nie zabiegającego o wydawanie swoich dzieł, nie wchodzącego w układy. Treść jego życia stanowiło tworzenie, komponowanie. Wszystko, co nie było muzyką, było jakby na drugim planie. Pomysły rodziły mu się w głowie same, utwory w całości były układane podczas np. spacerów nad brzegiem morza i potem tylko czekały na ich zapisanie. Natomiast rzeczy przyziemne niezbyt go interesowały. Nie miał zresztą na to czasu. Często kiedy nie dokończył jeszcze jakiegoś utworu, a tymczasem pojawiał się pomysł na jakąś nową kompozycję (na prośbę znajomego muzyka czy kolegi), wolał odłożyć tamten utwór, aby zająć się czymś nowym. O tamtym poprzednim potem zapominał i stąd wiele niedokończonych kompozycji w jego rękopisach. O wydawaniu swoich utworów nie myślał za wiele, bowiem oprócz komponowania pochłaniała go także praca dydaktyczna. Sądzę, że w czasach jego młodości nie było prostą rzeczą wydanie jakiegoś utworu. Istniało w Polsce tylko jedno wydawnictwo muzyczne PWM, gdzie bardzo trudno było się dostać. Zresztą może wynikało to też z wewnętrznego lenistwa i odkładania na później spraw tak ważnych, jak zajęcie się promocją własnych kompozycji. Tymczasem śmierć przyszła znienacka i zaskoczyła nie tylko kompozytora.

M.B.: Skąd wzięła się potrzeba założenia Towarzystwa im. Mariana Sawy i jakie są jego najważniejsze cele? Jakie działania jak dotąd zostały podjęte?

M.K-S.: Właśnie dlatego, że śmierć kompozytora była dla wszystkich zaskoczeniem, jego przyjaciele i rodzina zaczęli się zastanawiać, co zrobić z utworami, które w rękopisach pozostały w domu kompozytora. Całe szczęście, że Sawa zdążył na łożu śmierci, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, sporządzić testament, w którym prosił o przekazanie swoich rękopisów do Biblioteki Narodowej. Do wykonania tej jego woli wyznaczył mnie. Zbadawszy z prof. dr. hab. Marcinem Łukaszewskim, zaprzyjaźnionym z Sawą, warunki, w jakich przechowywane są rękopisy w rożnych bibliotekach w Warszawie, zdecydowaliśmy, że znajdą się one w świeżo założonych zbiorach rękopisów polskich kompozytorów XX wieku w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Do tego jednak prowadziła długa droga. Pozostawione przez kompozytora dzieła trzeba było posegregować, opisać i usystematyzować. Nasuwało się też pytanie, czy można je tak po prostu zostawić, czy może trzeba by zatroszczyć się o to, aby były wydane. Kto jednak miałby to zrobić? I wtedy narodził się pomysł stworzenia stowarzyszenia, które mogłoby promować muzykę Sawy, muzykę, która pomimo swoich wartości artystycznych mogłaby nie ujrzeć nigdy światła dziennego. Pomysł podsunęli Paweł i Marcin Łukaszewscy, którzy mieli już wtedy pewne doświadczenie w tych sprawach. I tak 31 maja 2006 roku, a więc rok po śmierci kompozytora, w Sali Senatu Akademii Muzycznej w Warszawie zebrał się Komitet Założycielski liczący szesnaście osób i zawiązało się Towarzystwo im. Mariana Sawy. Ukonstytuował się też Zarząd Towarzystwa, który wytyczył cele jego działalności w Statucie.

M.B.: Co się wśród nich znalazło?

M.K-S.: Między innymi upowszechnienie i popularyzowanie muzyki Mariana Sawy, współpraca z wybitnymi wykonawcami, zawodowymi zespołami artystycznymi, muzykologami i teoretykami muzyki, fundowanie stypendiów i nagród specjalnych, podejmowanie działalności naukowej, artystycznej, edukacyjnej i badawczej związanej z tą twórczością, organizacja imprez artystycznych, współpraca z krajowymi i zagranicznymi organizacjami muzycznymi, prowadzenie i udostępnianie zbiorów biblioteki, wideoteki i archiwum, prowadzenie działalności wydawniczej i in.

M.B.: Czy te cele udaje się realizować?

M.K-S.: Myślę, że TiMS realizuje wszystkie te cele. W ciągu dziesięciu lat naszej działalności wydaliśmy kilka pozycji książkowych i dziesięć tomów utworów Mariana Sawy. W tym cztery tomy utworów na organy, dwa tomy utworów na fortepian, jeden tom utworów klawesynowych, jeden tom utworów kameralnych na instrumenty dęte z organami, jeden tom utworów wokalnych z organami i w tym roku, na dziesięciolecie istnienia TiMS-u, jeden tom utworów na skrzypce solo, skrzypce z fortepianem i skrzypce z organami. Wspólnie z Centrum Edukacji Artystycznej zostały zorganizowane w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych nr 4 im. Karola Szymanowskiego w Warszawie cztery edycje Ogólnopolskiego Konkursu Organowego dla uczniów średnich szkół muzycznych. Repertuar konkursów obejmował tylko muzykę Sawy. Imprezy te cieszyły się wielką popularnością wśród uczniów i pedagogów i w znaczący sposób przyczyniły się do popularyzacji jego twórczości organowej. Towarzystwo było też fundatorem nagród pieniężnych i rzeczowych na tych konkursach.

M.B.: A to zdaje się nie jedyne inicjatywy…

M.K-S.: Owszem. W ubiegłym roku w dziesiątą rocznicę śmierci naszego patrona zorganizowano Tydzień Muzyki Mariana Sawy w warszawskich szkołach muzycznych. Odbyły się też trzy edycje Warsztatów Interpretacji Muzyki Organowej, Fortepianowej i Klawesynowej Sawy w Częstochowie. W tym roku odbędzie się czwarta edycja warsztatów, w których znajdzie się też miejsce na muzykę kameralną z udziałem skrzypiec. Poza tym corocznie w rocznice śmierci kompozytora TiMS organizuje wielki koncert. Wykonawcami są wybitni soliści instrumentaliści i wokaliści. Często mają na nich miejsce prawykonania jego utworów, których sporo znajduje się jeszcze w rękopisach. W koncertach biorą udział także chóry i orkiestry.

M.B.: Czy widać już pierwszy oddźwięk tych działań?

M.K-S.: Owszem. Chociażby to, że powstają prace magisterskie i doktorskie na temat muzyki Mariana Sawy. Praca badawcza nad jego twórczością rozwija się w sposób bardzo widoczny. Na dziesięciolecie śmierci kompozytora dr hab. Marcin Łukaszewski zorganizował konferencję naukową i koncert. Referaty z konferencji niebawem ukażą się drukiem w wydawnictwie Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina.

M.B.: Jeszcze wróćmy na chwilę do postaci samego kompozytora. Muszę zapytać o kwestię, która wielu nurtuje – z czym wiązał się wielki przełom w jego twórczości i niemal całkowity odwrót od awangardy na korzyść nawiązywania do tradycji, a także inspiracji sakralnych, a nawet ludowych?

M.K-S.: Pytanie to należałoby zadać raczej badaczom twórczości Mariana Sawy. Mógłby na nie odpowiedzieć np. Leszek Mateusz Gorecki. Ja odpowiem subiektywnie. W pierwszym okresie swojej twórczości Sawa poszukiwał swojego języka muzycznego. Pisał w różnych technikach. Stosował nawet mało znaną wówczas w Polsce dodekafonię. Później jednak doszedł do wniosku, że chociaż potrafi skomponować w nowych technikach na wskroś oryginalne utwory, jak np. „Assamblage” z roku 1969, za który otrzymał I nagrodę na Konkursie Młodych Kompozytorów Związku Kompozytorów Polskich (ZKP), to jednak wszystkie te nowe systemy stwarzają ograniczenie dla jego wolności twórczej. A on nade wszystko cenił sobie swobodę. Swobodę, która po długich przemyśleniach doprowadziła go jednak do ograniczenia awangardowych środków na rzecz prostoty wypowiedzi i oparcia się na tradycji sakralnej i ludowej, o czym świadczą jego utwory z późniejszego okresu twórczości.

M.B.: Taki przełom możemy zaobserwować u twórców szalenie medialnych, jak np. Wojciech Kilar. Jak na takie „rewolucje” patrzy muzyczne środowisko?

M.K-S.: Tak, tego typu odwrót od „awangardy” można zaobserwować u wielu wybitnych twórców. Może to syndrom naszych czasów, które ze sobą niosą wiele zagrożeń i niepokoju. Muzyka, która ten niepokój wyraża odchodzi powoli na drugi plan, gdyż ludzie chyba bardziej poszukują i potrzebują teraz spokoju i wyciszenia oraz ładu i porządku w sztuce operowania dźwiękami niż ekspansywności agresywnych, dysonansowych współbrzmień, które cechowały twórców w drugiej połowie XX stulecia. Sawa podobnie jak Kilar znalazł się więc w grupie tych kompozytorów, którzy po latach doszli do innej od „awangardowej” drogi twórczej. Dla tzw. „środowiska muzycznego” to – jak mi się zdaje – rzecz normalna.

M.B.: Bardzo dziękuję za rozmowę.



Marian Sawa (ur. 12 stycznia 1937 w Krasnymstawie; zm. 27 kwietnia 2005 w Warszawie) - kompozytor, organista, improwizator, pedagog. W latach 1951-55 kształcił się w Salezjańskiej Szkole Organistowskiej w Przemyślu, a w latach 1955-58 w PSM II stopnia im. J. Elsnera w Warszawie. W latach 1958-68 odbył studia w PWSM w Warszawie (organy u F. Rączkowskiego, kompozycja u K. Sikorskiego). W tym czasie był członkiem Koła Młodych ZKP (1966-68 – skarbnik, 1968-71 – wiceprzewodniczący warszawskiego Koła Młodych). W latach 1956-66 był organistą w warszawskim Kościele Garnizonowym. Koncertował w kraju i za granicą (Belgia, Finlandia, Francja, Holandia, Niemcy, Włochy, ZSRR). Nagrał wiele płyt dla polskich wytwórni, a także dla Polskiego Radia i Telewizji. Współpracował z wieloma solistami i zespołami, m.in. z Chłopięco-Męskim Chórem Poznańskie Słowiki, Warszawskim Zespołem Chorałowym, Orkiestrą Filharmonii Wrocławskiej, Orkiestrą i Chórem Filharmonii Narodowej, teatrami – Dramatycznym w Olsztynie, Dramatycznym w Warszawie, Polskim we Wrocławiu, Teatrem Wielkim w Warszawie i Warszawską Operą Kameralną. Jako pedagog pracował w Warszawie – od 1966 w ZPSM im. J. Elsnera, od 1973 w Akademii Muzycznej im. F. Chopina, w latach 1992-2003 na muzykologii UKSW, od 2002 w ZPSM nr 4 im. K. Szymanowskiego. Prowadził kursy improwizacji organowej. W latach 1997-99 pełnił funkcję dyrektora artystycznego Oddziału Mazowieckiego PZCHiO. Był członkiem Stowarzyszenia Autorów ZAiKS i Stowarzyszenia Musica Sacra. Zasiadał w jury konkursów organowych, chóralnych i kompozytorskich. Utwory Mariana Sawy prezentowano na licznych krajowych i zagranicznych festiwalach, w tym na wszystkich polskich przeglądach muzyki organowej, a także za granicą m.in. w Belgii, Finlandii, Francji, Holandii, Niemczech, Watykanie, Włoszech, Rosji, krajach byłego ZSRR i USA. Twórczość Sawy utrwalona została na licznych płytach analogowych i kompaktowych, w tym na ośmiu płytach autorskich. Jego życiu i muzyce poświęcono kilkanaście prac magisterskich. Otrzymał szereg nagród kompozytorskich i odznaczeń państwowych, m.in.: I nagrodę na XII Konkursie Młodych Kompozytorów ZKP za Assemblage (1969), Nagrodę Ministra Oświaty i Wychowania II stopnia (1975), Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki II stopnia (1979), Złoty Krzyż Zasługi (1985), III nagrodę na Konkursie Kompozytorskim PZCHiO za Dyptyk wiejski (1987), I nagrodę na XV Międzynarodowym Festiwalu Filmów i Multimediów w Niepokalanowie za płytę Marian Sawa – Organ Music I (2000), nagrody Komitetu do spraw Radia i Telewizji za piosenki dla dzieci.
Fot. P. Grinholc.