Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (300) / 2016

Anna Katarzyna Dycha,

LAO CHE I PINK FREUD ŁĄCZĄ SIŁY. JAZZOMBIE TWORZY NOWĄ JAKOŚĆ

A A A
Zespół Jazzombie działa od 2014 roku. Pomysł narodził się, gdy Lao Che i Pink Freud zagrały razem trasę koncertową. Pojemna nazwa mieści w sobie gatunek, w którym porusza się Pink Freud i tytuł jednego z popularnych utworów Lao Che i Pink Freud. Na zatytułowanej „Erotyki” płycie muzycy wykorzystali teksty przedwojennych polskich poetów – Jana Brzechwy, Juliana Tuwima, Bolesława Leśmiana, Emila Zegadłowicza, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy Czesława Miłosza o erotycznym zabarwieniu.

Planowali nagrać płytę w studiu pełnym analogowego sprzętu. Plany są jednak od tego, by je zmieniać. Muzycy z nagraniami przenieśli się do ogrodu i stwierdzili, że w plenerze osiągają duży ciekawszy efekt. Do studia już nie powrócili. Całość została zarejestrowana z użyciem zaledwie trzech do pięciu mikrofonów, za każdym razem ustawianych w innym miejscu. Chodziło o zarejestrowanie całej grupy i aury sesji. Artyści używali mikrofonów z lat 50. i 60., a w nagraniach słychać wiatr, szum lasu, ptaki czy jadący traktor.

Niech was nie zmyli promująca album kompozycja „Dziewiąta”, nawiązująca do utworu „Umówiłem się z nią na dziewiątą” wykonywanego przez Eugeniusza Bodo w filmie „Piętro wyżej”. Utwór brzmi jak wyjęty z repertuaru zespołu Koli, który przed laty tworzyli muzycy Lao Che. Hiphopowy rytm, odważne wstawki. To przebój w radiowych rozgłośniach.

Jednak owa piosenka nie odzwierciedla tego, co znajduje się na albumie. Jest to bowiem płyta mocno eklektyczna, zwariowana, nieobliczalna – jak przystało na projekt stworzony przez muzyków obecnych na muzycznej scenie od lat. Usłyszeć możemy tu nie tylko rock i jazz w najlepszym wydaniu, ale też punk, funk, reggae, blues czy wspomniany hip-hop. Muzycy bawią się swoim pomysłem, nie mają raz obranej, wydeptanej ścieżki, wędrują w zaskakujące rejony. Zagrane z werwą dźwięki idą w parze z melancholijną, knajpianą atmosferą.

W klimat wprowadza reggae’owy „Erotyk” do wiersza Jana Brzechwy. Funkujące „Ty jesteś moją miłością” do słów Andrzeja Kondriatiuka zachęca do tańca. Uspokojenie (ciekawa perkusja) przynosi „Sic!” o spotkaniu dziewczyny spacerującej po Nowym Świecie z ratlerkiem Smyk. Niepokojąco i jazzująco brzmi „Z tymi wierszami, to trzeba uważać”, nawiązujące do Charlesa Bukowskiego. Rozerotyzowany tekst „Szału” Emila Zegadłowicza kontrastuje ze spowolnioną momentami warstwą muzyczną.

Z kolei „Uczciwe…” z fragmentem wiersza „Uczciwe opisanie samego siebie nad szklanką whisky, na lotnisku dajmy na to w Minneapolis” Czesława Miłosza nawiązuje do brzmień… afrykańskich. Do najbardziej zaskakujących nagrań należy też z pewnością „Miłość” do wiersza Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Spięty z wielkim urokiem wyśpiewuje znany liryk („Nie widziałam cię już od miesiąca. / I nic. Jestem może bledsza, / trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, / lecz widać można żyć bez powietrza!”) w rodzaju żeńskim. Z kolei tuwimowskie „Przedwczoraj” jest zagrane na punkową nutę.

Spięty sięga też po ludowe słowa w „Dwa serduszka, cztery oczy”, a do utworu „Ostatni gang bang” tekst napisał sam. Zaczynająca utwór fraza „Czasem świat się pieprzy, a wraz z nim my” śmiało może konkurować z twórczością najlepszych polskich poetów.

Album zamyka kompozycja „Sarajevo… Zagreb… Beograd…” – kompilacja nawiązująca do popularnych przebojów jugosłowiańskich z lat 70.- 90. XX wieku. Pierwotnie traktowała ona o miłości do kobiety, która popełniła samobójstwo. Jak tłumaczy autor tekstu Marek Schwartz, tą kobietą jest Jugosławia lat 90. XX wieku – pogrążona w wojnie i podziałach. Jest miłością, która już nigdy nie będzie istnieć.
Jazzombie: „Erotyki” [Mystic, 2016].