Wydanie bieżące

1 lipca 13 (301) / 2016

Andrzej Ciszewski,

HORROR WE MGLE (MIŁOSNE CIERPIENIA UMARŁYCH)

A A A
W Nazumi wróżby nie należą do rzadkości – w spowitych gęstą mgłą uliczkach miasta co rusz napotkamy przyczajonych przechodniów pragnących poznać swoją przyszłość, przepowiadaną na podstawie słów pierwszej napotkanej osoby. Wic polega na tym, że w posępnych zakamarkach czai się coś o wiele bardziej groźnego niż (potencjalnie) złośliwy nieznajomy serwujący nam druzgoczącą poradę w sprawach sercowych. Przekonuje się o tym Ryuusuke Fukada, powracający po latach w rodzinne strony, gdzie natychmiast odżywają demony przeszłości przypominające bohaterowi, że „Miłosnych cierpień umarłych” lepiej nie bagatelizować. Zwłaszcza wtedy, gdy w okolicy dochodzi do serii makabrycznych samobójstw.

Składający się z pięciu odsłon epizod patronujący zbiorkowi upiornych opowieści Junjiego Ito to przykład solidnego przerażacza, w którym misternie budowany klimat osaczenia, napięcia i niesamowitości idzie (widmowe) ramię w ramię ze spektakularnym rozlewem krwi oraz dużym stężeniem makabry. Lektura dla czytelników o mocnych nerwach, ale także tych ceniących sobie fabuły przemycające pod warstwą wizualnego ekscesu elementy społeczno-obyczajowego komentarza. Zresztą utkana z psychoanalitycznych podtekstów ghost story całkiem nieźle sprawdza się jako kameralne studium kryzysu emocjonalnego, palącego braku uczuciowej stabilizacji, a nade wszystko destrukcyjnego oblicza niespełnionej lub źle ulokowanej miłości. Japończyk potwierdza swoją klasę w kreowaniu opresyjnej aury, wprowadzając do historii wiarygodnych protagonistów wystawionych na działanie sił, w starciu z którymi muszą udowodnić swoją prawdziwą wartość.

W dyptyku poświęconym „Przedziwnemu rodzeństwu Hikizurich” mangaka chętniej odwołuje się do tradycji groteski, ze smoliście czarnym humorem przedstawiając – niepozbawione rzecz jasna wątku nadnaturalnego – perypetie osobliwej familii uwielbiającej uprzykrzać życie sobie i innym. Chwilę później autor „Black Paradox” porywa czytelnika „Tam, gdzie mieszka ból fantomowy”. Gdzie dokładnie? Ano, w pewnej ponurej posiadłości, do której trafia bezrobotny Kozeki. Radość z fuchy szybko rozwiewa się niczym sen złoty, gdy protagonista uświadamia sobie, co naprawdę należy do jego obowiązków. Niewątpliwym atutem tego segmentu jest gęstniejąca z każdą stroną (nomen omen) chorobliwa atmosfera, wiele zawdzięczająca narracyjnym sztuczkom Ito, skutecznie – jak onegdaj w „Gyo: Odorze śmierci” – odwołującego się do zmysłu powonienia odbiorcy.

Równie emocjonujący okazuje się przypadek nastoletniej Yuki. Główna bohaterka „Żeber”, szalenie niezadowolona z kształtu swojej talii, decyduje się na pewne chirurgiczne rozwiązanie, którego efekt przechodzi jej najśmielsze oczekiwania. Po sprawnej dramaturgicznie, zwieńczonej makabrycznym akcentem krytyce bezrozumnego pościgu za fizyczną doskonałością przychodzi pora na – przynależące do zgoła odmiennej kategorii „wagowej” i gatunkowej – „Wspomnienie o prawdziwej kupie”. Ot, czterostronicowa obyczajówka, w której ramach narrator powraca pamięcią do jesiennego festiwalu, gdzie na jednym ze straganów nabył dość specyficzną, hmm… zabawkę.

Choć wspomniana wyżej (zaprawiona goryczką) anegdota mocno odstaje od poetyki recenzowanego zbioru, „Miłosne cierpienia umarłych” powinny spotkać się z ciepłym przyjęciem ze strony wiernych fanów twórcy „Spirali”. A ci, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać smaku fantasmagorycznej kuchni Junjiego Ito, niech delektują się nią z zachowaniem pełnej ostrożności. Bo na nienagannie skomponowanych czarno-białych kadrach – urzekających pulsującą dynamiką, pieczołowitością w oddawaniu scenograficznych realiów oraz różnorodnością emocji rysujących się na twarzach dramatis personae – kryje się autentyczna groza, chwytająca za gardło zimnymi palcami upiorów, przybywających z mroków naszej podświadomości. 
Junji Ito: „Miłosne cierpienia umarłych” („Shibitono Koiwazurai”). Tłumaczenie: Ula Knap / Laboratorium Językowe KOTOKEN. Mierzyn 2016.