Wydanie bieżące

1 lipca 13 (301) / 2016

Magdalena Boczkowska,

ZROZUMIEĆ SCHULZA (SKLEPY CYNAMONOWE)

A A A
Opowiadania Brunona Schulza wielokrotnie (ponad trzydzieści razy!) próbowano już przenieść na deski teatralne, z mniejszym lub większym powodzeniem. Wydaje się, że jest to proza bardziej filmowa niż teatralna, o czym świadczyć może choćby sukces filmu Wojciecha Hasa „Sanatorium pod klepsydrą” z 1973 roku. Tym razem w Teatrze Śląskim

im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach adaptacji „Sklepów cynamonowych”, wydanych w 1933 roku przez słynne wydawnictwo „Rój”, podjął się Ingmar Villqist, jeden z najważniejszych i najwybitniejszych współczesnych polskich dramaturgów i reżyserów teatralnych, autor między innymi głośnej „Miłości w Königshütte” czy znakomitego „Chłopca z łabędziem”. Spektakl miał premierę 13 maja bieżącego roku na Scenie Kameralnej.

Na samym początku widz zwraca uwagę przede wszystkim na scenografię. To niby dawna czytelnia, niby antykwariat – mnóstwo tu starych, zakurzonych woluminów i dawne szufladkowe regały z kartkowymi katalogami, niestosowanymi już chyba w żadnych bibliotekach. Na ścianach ogromne mapy, zdjęcia Franza Kafki i gablota z artykułami o Zofii Nałkowskiej (sam Schulz był autorem tekstu „Zofia Nałkowska na tle swej nowej powieści”). Na środku stolik z magnetofonem szpulowym. Tego skansenu słów i zapomnianych ksiąg strzegą trzy kobiety – strażniczki ludzkiej pamięci. Główny bohater – grany przez Adama Baumana – nagrywa na magnetofonie wspomnienia dotyczące Ojca. „W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszołamiających dni letnich. Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek” – zaczyna słynnym początkiem „Sklepów…”. Z czasem jednak staje się nie tylko narratorem, ale i bohaterem swych opowieści, wcielając się w różne role. W zależności od historii, raz jest Józefem-Synem, innym razem Jakubem-Ojcem… Każdy z aktorów odgrywa zresztą po kilka ról, nawiązując do metamorfoz, jakim ciągle ulegają Schulzowscy bohaterowie.

W przedstawieniu Villqista na pierwszy plan wysuwa się język. Schulz operował oryginalnym stylem, gęstym od metafor, obcych słów, archaizmów, trudnych terminów. To język animizacji, synestezyjny, dźwiękonaśladowczy. Jak pisał Tadeusz Breza: „u Schulza słowa (…) brzmią nie cudzoziemsko, ale zaziemsko”. Mimo to aktorzy świetnie dają sobie radę. Mają doskonałą dykcję, grają podniesieniem głosu, wyartykułowaniem odpowiedniego dźwięku czy konkretnej sylaby, a także twarzą, emocją, gestem. Wszystko to sprawia jednak, że omawiany spektakl jest bardziej słuchowiskiem – można zamknąć oczy i nie straci się nic ze świata przedstawionego. Być może taki był zamysł Villqista, który przecież w 2015 roku został nagrodzony Tele-Splendorem, czyli nagrodą dla najbardziej telewizyjnego słuchowiska. Świetnie w ten klimat wpisuje się także muzyka skomponowana przez jazzmana i kontrabasistę Ola Walickiego. Podkreśla ona skondensowaną atmosferę cynamonowych sklepów.

Opowiadania z tomu „Sklepy cynamonowe” są bez wątpienia dziełem wybitnym, a – jak mówił sam Schulz – także mocno autobiograficznym. Bohater podróżuje po krainie dzieciństwa – jawi mu się ona jako mityczna sfera, w której nie istnieje czas linearny i gdzie ważną postacią jest figura Ojca, swoistego Demiurga. Dźwiękowa strona przedstawienia staje się w tym świetle jednocześnie zaletą i wadą inscenizacji. Zaletą, bo pokazuje ogromną wagę słowa, intonacji, barwy, gestu, grymasu, za co wszystkim aktorom należą się ogromne brawa. Wadą, bo skupienie na języku i oddawaniu jego niuansów spowodowało, że w przedstawieniu brakuje innych istotnych elementów prozy Schulza: jej oniryczności, mistycyzmu, wizyjności, erotyzmu, gry z czytelnikiem. Na scenie postaci podporządkowane są tylko regułom składni. Nic się nie dzieje. A to usiądą na kanapie, a to podejdą do mikrofonu, a to poszukają czegoś w kartkowym katalogu. Brakuje balansowania na granicy jawy i snu, specyficznej poetyki, będącej gdzieś pomiędzy rzeczywistością kreowaną a realną, wyobrażeniową a zdarzeniową, dusznej atmosfery Schulzowskiego Drohobycza. Zabrakło tego „czegoś”, co prozę Schulza wyróżnia, a czego być może po prostu nie da się przełożyć na język teatru.
Bruno Schulz: „Sklepy cynamonowe”. Reżyseria, adaptacja i scenografia: Ingmar Villqist. Muzyka: Olo Walicki. Obsada: Adam Bauman, Anna Kadulska, Barbara Lubos, Violetta Smolińska. Teatr Śląski im. S. Wyspiańskiego. Premiera: 13 maja 2016 r.