Wydanie bieżące

15 lipca 14 (302) / 2016

Kamila Czaja,

KOCHAM KINO (KATARZYNA CZAJKA: 'DWÓCH PANÓW Z BRANŻY')

A A A
Katarzyna Czajka, autorka bloga „Zwierz popkulturalny”, napisała powieść. O ile czytelnicy nieznający bloga mogą się zdziwić dołączoną do książki informacją: „Ta książka zawiera przecinki”, a do samego tekstu podejdą bez jasno sprecyzowanych oczekiwań, to ktoś, kto bloga śledzi – jak ja na przykład – sięgnie zapewne po „Dwóch panów z branży” z ekscytacją zmieszaną z niepokojem. Z ekscytacją, bo Czajka jako Zwierz przyzwyczaiła swoich czytelników do pisania wnikliwego, poprzedzonego odpowiednimi kwerendami, przyciągającego autentyczną popkulturową pasją. Z niepokojem, bo powieść to jednak coś innego niż blogowe notki, a początkujący pisarze potrafią doprowadzić odbiorcę do rozpaczy – co w tym wypadku byłoby dodatkowo przykre, skoro się kibicuje autorce… Już na wstępnie pragnę więc donieść, że mimo pewnych wad książka Czajki zasługuje na przewagę ekscytacji nad niepokojem.

Ludzie i ich kino

Sporo tu fabularnej odwagi, ale polega ona nie na nadmiarze pędzącej akcji, a przeciwnie – na imponującym powstrzymywaniu się od zrobienia z książki przede wszystkim krwawego kryminału, namiętnego romansu czy patetycznej powieści historycznej. Taki wybór byłby prostszy, pozwalałby początkującej pisarce trzymać się reguł i narzucałby oś fabularną. Tymczasem Czajka sięga wprawdzie po wątki romantyczne, a wielka historia pierwszej połowy dwudziestego wieku siłą rzeczy co jakiś czas wkracza na karty „Dwóch panów z branży”, ale autorka robi przede wszystkim to, co zapowiada tytuł – pisze o dwóch przyjaciołach prowadzących kino (a raczej kilka kin, bo branża okazuje się zmienna i nieprzewidywalna).

Brzmi to co najmniej ryzykownie. Kto dziś pisze powieści o prowadzeniu biznesu (a nie o miejscu pracy w roli motywu morderstwa czy tła romansu)? Jednak prowadzenie kina okazuje się faktycznie godnym tematem, a opowieść o przyjaźni wspólników zapewnia dobry materiał literacki, w którym nie musi się wcale roić od tragedii, zdrad i wysilonych konfliktów. Owszem, dwudziestolecie międzywojenne daje pole do obserwacji socjologicznych (nienachalnie, a mądrze przedstawiony problem antysemityzmu), pojawiają się też elementy mądrze rozumianego patriotyzmu, ale takie wątki są po prostu nieodłącznie związane z życiem centralnych postaci i nie wybijają się na pierwszy plan kosztem codziennych zmagań Adama i Mariana.

Bohaterowie mają rodziców, rodzeństwo, potem żony i dzieci. Życie przynosi – jednak nie przesadnie nawarstwione, tylko przedstawione z umiarem – straty i radości, a związane z rodzinnymi relacjami sceny wypadają całkiem nieźle. Najbardziej przekonuje mnie wzruszający wątek Mariana i jego ojca, ale na uwagę zasługuje też feminizm „przemycony” w postaciach Ady i Heli. Dla Czajki liczy się jednak przede wszystkim „dwóch panów”, a reszta to konieczne tło dla działań Adama i Mariana lub sposób pokazania, że nie są oni aż tacy idealni. I choć chwilami drażnić może nadmiar refleksji, które wspólnicy poświęcają sobie nawzajem – jakby ich życie polegało głównie na charakteryzowaniu tego drugiego – to warto docenić fakt, że w czasach mody na antybohaterów autorka konsekwentnie stawia na ludzi sympatycznych, mających moralne skrupuły, niewstydzących się emocji. W tej powieści męska przyjaźń nie polega na szorstkości, wspólnym piciu, pokonywaniu wrogów przy pomocy pięści i podrywaniu kobiet, tylko na wspieraniu się w trudnych momentach, uzupełnianiu się zaletami, wzajemnym szacunku, ratowaniu przyjaciela przed popełnieniem życiowego błędu – i wybaczeniu, jeśli mimo wszystko takowy popełni. Miła odmiana.

Kino i jego ludzie

Tytułowa „branża” jest w powieści równie ważna jak ludzie. Kino funkcjonuje tu w dwóch ścierających się wersjach – jako interes, który ma przynieść zyski, i jako nowa sztuka, której potencjał należy twórczo zrealizować. Te sprzeczne cele pojawiają się w rozmowach bohaterów, a sporo miejsca zajmują kwestie przyziemne (podatki, braki kadrowe, problem… nielegalnego kopiowania filmów). Zdarzają się też komiczne – i skuteczne – pomysły marketingowe (wieszanie fotosów całujących się par poziomo zamiast pionowo) oraz sugestia, że cechą narodową Polaków jest przekonanie, że przepisy są po to, by je łamać („Ze statystyk wyraźnie zresztą wynikało, ile kin ominęło przepisy. W zeszłym roku paliło się w polskich kinach czterysta razy. Dla porównania w Niemczech tylko cztery” [s. 266]).

Równocześnie nie brakuje w książce wielkiej miłości do kina jako sztuki i/lub rozrywki. Z pasją czyta się filmowe czasopisma, przeżywa kwestie repertuarowe i obecność na premierze. „W końcu kino było cudem, którego nikt nie mógł się spodziewać” (s. 251) – zauważa Adam, a „Dwóch panów z branży” to powieść, która zmusza do dostrzeżenia tej cudowności na nowo. Świetnie wypada na przykład hołd dla Aleksandra Herza, założyciela pierwszej polskiej wytwórni filmowej, który nie jest idealizowany, ale okazuje się niezastąpiony: „Szukałem niskiej sylwetki mężczyzny w eleganckim płaszczu, który mógłby nam skinąć głową i życzyć powodzenia. Jednak magia kina nie sięgała tak daleko i na ciemnym mokrym chodniku staliśmy tylko ja i Marian” (s. 256). Chociaż kino nie może wszystkiego, to potrafi jednak bardzo wiele – tylko trzeba w nie uwierzyć: „Oglądałem film zauroczony, po raz kolejny dziwiąc się magii kina. Bo przecież to musiało być coś więcej niż tylko makijaż, charakterystyczny strój i doczepiony wąs. W każdym razie chciałem w to wierzyć” (s. 214).

Chwilami Czajka wierzy w kino odrobinę za mocno jak na powieściowe potrzeby. Stwierdza wprawdzie w odautorskim wstępie: „Kiedy autor przystępuje do pisania powieści mocno powiązanej z jego zainteresowaniami naukowymi, pojawia się pokusa, by tekst wypełnić szczegółami zrozumiałymi wyłącznie dla znawców i wielbicieli tematu. Na szczęście jednak, niezależnie od naukowej pasji twórcy, narracja rządzi się własnymi prawami” (s. 9). Ale czasem sama te prawa narracji nagina, tak bardzo chce jednak wypełnić tekst szczegółami – a potem je rozjaśnić dla laików, żeby było zrozumiale. Bohaterowie książki w ogóle trochę za często przemawiają, zamiast mówić, ale najwyraźniej widać to właśnie w kinowych fragmentach, gdy któryś ze wspólników (a czasem jakaś drugoplanowa postać) ciągle musi czegoś ważnego nie wiedzieć, żeby przyjaciel miał możliwość szczegółowego objaśnienia. Takich scen jest odrobinę za wiele, by tę manierę zignorować. A wstawki w rodzaju: „Pamiętasz, co napisał Matuszewski? Film to nowe źródło historii” (s. 128) – zwłaszcza że koncepcja Matuszewskiego pojawiła się już sto stron wcześniej – wprawdzie dydaktycznie odnoszą skutek i same w sobie mogą zainteresować, ale jednak dzieje się to kosztem powieściowej płynności. Na tle całości te wykładowe zapędy można jednak wybaczyć. Autorką kieruje wszak ta sama pasja, o której jest książka. Na przyszłość warto jednak pomyśleć nad takim przemycaniem wiadomości, żeby wypadało to bardziej naturalnie.

Na szczęście „Dwóch panów z branży” to równocześnie pokaz subtelności i humoru, które sprawiają, że powieść czyta się z pozytywnym nastawieniem – do bohaterów, książki i świata. Bawią zdania w rodzaju „Ja zaś powoli zacząłem żałować, że całe przedsięwzięcie odbywa się za moje ciężko odziedziczone pieniądze” (s. 26), a obserwacje typu: „Marian palił kiedyś całkiem sporo, ale przestał, kiedy się zorientował, że lubi tylko ten tytoń, którym pachniał gabinet jego ojca” (s. 41) dowodzą psychologicznego zmysłu. Czajka powinna mocniej uwierzyć, że czasem zwięźle i mniej wprost znaczy lepiej – a są w jej powieści liczne sygnały, że potrafi tak pisać, natomiast nadużywanie przemów i wyjaśnień to chyba po prostu efekt nadmiernych starań początkującej autorki, by powiedzieć jak najwięcej i jak najbardziej przystępnie.

Nie dorastać do swych lat

Te drobne narzekania na pisarski warsztat to sugestie na przyszłość, bo wierzę, że Czajka powinna dalej zajmować się literaturą. Przeczytałam „Dwóch panów z branży” w pół dnia, porzucając bez żalu inne zajęcia. Świadomość niedostatków książki nie przeszkodziła mi we wzruszaniu się losem bohaterów, kibicowaniu kolejnym ich przedsięwzięciom i poddaniu się dojmującej tęsknocie za starym kinem – filmami, które mam teraz ochotę zobaczyć ponownie, ale i przedwojennym kinem jako miejscem, którego nie dane mi było poznać. Nad warsztatem pisarskim zawsze można popracować, za to takie wciąganie czytelnika, że zapomina on o warsztatowych potknięciach – to już dar.

W czasie lektury może pojawić się pewna wątpliwość. Autorka najwyraźniej lubi swoich bohaterów (co nie dziwi, bo faktycznie budzą sympatię) i rzadko podnosi stawkę, każąc odbiorcy faktycznie się o nich bać. A szkoda, bo kiedy chwilami w życiu Adama i Mariana robi się nieprzyjemnie, okazuje się, że Czajka doskonale radzi sobie z trudnymi tematami. Po prostu nie chce chyba zaryzykować i woli, żeby ostatecznie było jednak miło. Dość to hollywoodzkie – ale zaskakująco łatwo zaakceptować tę wizję. Z zachowania na zawsze dziecięcej naiwności autorka robi zresztą atut. Jedna z bohaterek krytykuje inną: „Ona jest taka dorosła” (s. 179). A w trudnych czasach widzowie ustawiają się w kolejce, by oglądać „Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków”, co Marian komentuje: „Ludzie chcą baśni i magii” (s. 341). Książka Czajki, chociaż nieidealna, daje takiej magii sporo. W którymś momencie zanotowałam ołówkiem na marginesie „Dwóch panów z branży”: „Sentymentalne – i co z tego?”, a parę stron dalej przeczytałam opinię Adama o proponowanej przez Mariana nazwie wytwórni: „Trochę pretensjonalne, ale podoba mi się” (s. 356). No właśnie. I nie ma się czego wstydzić. Nie bądźmy tacy dorośli.
Katarzyna Czajka: „Dwóch panów z branży”. Czwarta Strona. Poznań 2016.