Wydanie bieżące

15 lipca 14 (302) / 2016

Justyna Hanna Budzik,

ANTROPOLOGIA WIDM (OLGA DRENDA: 'DUCHOLOGIA POLSKA')

A A A
Miałam 10 lub 11 lat, kiedy podczas wakacji nad morzem rodzice kupili mi na straganie z tanią książką (prowizoryczne, rozkładane stoły, drewniane podesty, „namiotowe” ściany z tworzywa) „Najdalszy brzeg” Ursuli K. Le Guin – trzecią część wybitnej trylogii fantasy o Ziemiomorzu i Czarnoksiężniku, który poznaje prawdziwe imiona rzeczy. Oczywiście, czytając wtedy tę powieść, nie miałam świadomości, że jest ona jedną z najbardziej wartościowych i kultowych już opowieści fantastycznych. Przez wiele kolejnych lat wspomnienia przygód Geda-Czarnoksiężnika były dla mnie nieodłączne z mglistymi wyobrażeniami pochmurnego i chłodnego wybrzeża, ale też – przede wszystkim – z pamięcią okładki tego wydania „Najdalszego brzegu”, które później przez wiele lat przyciągało mój wzrok już na półce w domu. Na pierwszym planie znajdowała się zakapturzona postać bez twarzy, nad nią, na niebie poprzecinanym błyskawicami, unosił się w powietrzu zielony smok, a w tle widać było pomarańczowo-czerwone fale i odległe góry. Jakakolwiek wzmianka o powieści, na którą natykałam się później w literaturze czy podczas rozmów z przyjaciółmi, automatycznie przywoływała mi na myśl ten obraz, który odcisnął swoje piętno na moich wyobrażeniach postaci bohaterów i przestrzeni Ziemiomorza.

Okładkę tę zaprojektował Krzysztof Izdebski dla wydawnictwa Fantom/Phantom (w zależności od publikacji spotyka się różny zapis) Press w 1991. Znalazła ona swoje miejsce w „Duchologii polskiej” Olgi Drendy, w rozdziale zatytułowanym (równie poetycko jak inne) „Zafoliowane motyle”, a dotyczącym plakatów i okładek – i zmiany, jaką przeszło projektowanie graficzne po 1989 roku. Piotr Rypson podsumowuje nową tendencję w dziedzinie ilustrowania fantastyki, nieodłącznie związaną z powstaniem wyspecjalizowanych wydawnictw i z dostępnością środków komputerowych: „Wielkie znaczenie miała zmiana technologiczna, bo po 1989 roku każdy mógł kupić sobie Corela i posadzić przy nim zdolnego siostrzeńca, żeby klecił jakieś napisidła” (s. 148). Okładki Phantom Press są przykładem wolnorynkowego kiczu, który zagościł w księgarniach po przełomie. Moje wspomnienie czarnoksiężnika i smoka, zniekształcające obraz tamtych wakacji i literackich śladów, jakie pozostawiła w moim umyśle książka Le Guin, a także pamięć straganu, typowego dla krajobrazu miejscowości wypoczynkowych połowy lat 90., stanowią przejawy „duchologii”, o której sama Drenda mówi: „(…) to historia rzeczy zbędnych i nieistotnych, wirtualna wizyta na strychu, na który trafiły przypadkowe przedmioty” (Kowalczyk 2013: „Dwutygodnik”). Zwodniczy, niewyraźny, mglisty charakter wspomnień, osadzonych wokół przedmiotów, obrazów i wrażeń, jest wedle antropolożki i dziennikarki kwintesencją duchologii, która w omawianej książce obejmuje „lata transformacji” – czyli lata 80. i 90. XX wieku.

We wstępie autorka tłumaczy proweniencję wieloznacznie brzmiącego pojęcia „duchologia”, w którym zawiera się „duch”, który może być rozumiany jako widmo, ale też jako duch Heglowski. Drenda inspiruje się projektem hantologie, skontruowanym przez Jacques’a Derridę w książce „Widma Marksa” (1993) jako kontrpropozycja dla tradycyjnej ontologii (fr. ontologie, wymawiana niemal identycznie jak hantologie), kładącej nacisk na obecność. Tymczasem Derrida wprowadza w obręb metafizyki kategorię widma, które nie jest ani obecne, ani nieobecne, ani żywe, ani martwe – sytuuje się gdzieś pomiędzy. Według filozofa Andrzeja Marca widmontologia jest „zainteresowana rozchwianiem i osłabieniem obowiązujących dotąd na jej [metafizyki – J.H.B.] terytorium twardych struktur oraz nadwerężeniem, przesunięciem sztywnych granic” (Marzec 2015: 13). W anglojęzycznych studiach nad kulturą (przede wszystkim popularną) hauntology stanowi wartościowe narzędzie krytyki i interpretacji od mniej więcej 2006 roku, umożliwiając badanie teraźniejszości „nawiedzanej” przez przeszłość, której (nie)obecność jest trudno uchwytna, pełna zakłóceń i deformacji, jakie cechują wspomnienia. Wśród intelektualnych patronów „Duchologii polskiej” Drenda wymienia Marka Fishera, określającego hauntology w 2006 roku jako ducha czasu, oraz Simona Reynoldsa, autora książki „Retromania” o modzie na to, co minione we współczesnej muzyce. Te inspiracje autorka łączy z praktykami antropologii codzienności w duchu Rocha Sulimy, ćwiczonymi przez nią w trakcie studiów. Impulsem do badania duchologii stały się badania terenowe, podczas których, jeszcze jako studentka, Drenda przepytywała badanych na okoliczność wspomnień dotyczących czasu transformacji. Zanim powstała „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji”, pięknie wydana przez Karakter, antropolożka założyła również bloga oraz facebookowy fanpage „Duchologia”, na którym codziennie pojawiają się fotografie z epoki duchologicznej.

Opisująca ludzi, przedmioty i obrazy książka podzielona jest na 8 rozdziałów. W pierwszym z nich autorka przegląda reporterskie i uliczne zdjęcia wykonane w większości przez zagranicznych fotografów (m.in. Felix Ormerod, David Hlynsky, Teun Voeten), dokumentujące niemożliwe przecież wrażenie, iż „W duchologicznej Polsce panuje wieczny sierpień, bursztynowe światło popołudnia u schyłku lata” (s. 23). Kolejny rozdział („Przytulnie”) przywołuje trendy obowiązujące w meblarstwie i wystroju wnętrz, od ikeowskiego zestawu wypoczynkowego Kon-Tiki, przez znienawidzone dziś meblościanki, po chałupnicze rozwiązania, którymi próbowano sobie poradzić z małymi przestrzeniami mieszkalnymi. Następny szkic konfrontuje losy produktów rodzimych, które sukces odniosły dopiero na zagranicznych targach (jak np. drewniana żaba-zabawka Małgorzaty i Wojciecha Małolepszych), z przyjmowanymi z euforią gadżetami i kosmetykami zagranicznymi, droższymi, bardziej kolorowymi, „nowoczesnymi” – a przez to pożądanymi. W rozdziale „Super Stereo Quality” Drenda najpierw przygląda się budom i przyczepom handlowym i gastronomicznym, by przypomnieć następnie kasetomanię i szał VHS-ów, w pierwszych latach popularności pirackich. Potem następuje wspomniany już zapis dziejów plakatów i okładek, a kolejna część książki przypomina zmieniające się wraz z ustrojem strategie reklamy telewizyjnej i prasowej. „Fiolet przechodzący w biel” to opowieść o fascynacji New Age, ezoteryzmem i zagadnieniami parapsychologii. Ostatni rozdział, opatrzony tytułem-cytatem z piosenki Magdy Fronczewskiej „Michael sernik ze smakiem zje”, to przyczynek do historiografii brand-droppingu – czyli wskazywania na markowe elementy stroju czy dekoracji – w polskiej popkulturze czasów przełomu, głodnej zagranicznych luksusów. Całości dopełniają liczne ilustracje, a i sam projekt oraz wykonanie okładki nawiedzone są obrazami przeszłości. Niech czytelnik nie zapomni zajrzeć pod obwolutę, przypominającą swoim dizajnem radiową skalę – czeka pod nią duchologiczna perełka, przywołująca styl opisywanej epoki.

Dotychczas nauka o widmach i nawiedzonej teraźniejszości, wypływająca z Derridiańskiego konceptu hantologie, w polskiej literaturze obecna była na gruncie filozofii i estetyki, dzięki studiom wspomnianego już Andrzeja Marca („Widmontologia. Teoria filozoficzna i praktyka artystyczna ponowoczesności”) oraz filozofa i literaturoznawcy Jakuba Momry („Widmontologie nowoczesności. Genezy”). Walorem pracy Drendy jest przybliżenie polskiemu czytelnikowi hauntology pod patronatem Fishera i Reynoldsa – jako narzędzia badania i opisu rzeczywistości, narzędzia, które pozwoliło autorce pośród widm przekazać wiedzę o „niby dobrze, a jednak powierzchownie zapamiętanym okresie” (s. 19). „Duchologia polska” to książka skupiona na prywatnych mikrohistoriach, dotykająca „duchów”, które nawiedzają sposób, w jaki dziś widzi PRL zarówno pokolenie, które ten okres pamięta z dzieciństwa, jak i generacja młodsza, której udziałem staje się pamięć tworzona przez artefakty, obrazy, media. Autorce udało się uniknąć waloryzowania opisywanych przedmiotów. Nie wpada też w pułapkę nostalgii, choć u źródeł projektu leży nostalgia, której częścią może być – według Reynoldsa – „tęsknota za czasem przed czasem: możliwy do postrzeżenia czas teraźniejszy dzieciństwa”, a ta z kolei może „obejmować też całe przeszłe epoki (…), rozumiane jako odpowiedniki dzieciństwa w Historii” (Reynolds 2011: 26). Szkice Drendy wywodzą się ze wspomnień autorki oraz jej koleżanek, które opisywaną w książce erę pamiętają mgliście (duchologicznie!) z bardzo wczesnego dzieciństwa, a odkrycie łączących je „szumów” i zakłóceń stało się motorem do próby „uzupełnienia białych plam” (s. 23). Czy autorce się to udało? Trudno będzie na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, biorąc pod uwagę wymykającą się „twardym” kategoriom ontologii duchologię. I na tym chyba polega powab widmontologicznych rozważań.

LITERATURA:

Gallix A.: „Hauntology: A not-so-new critical manifestation”. “The Guardian”. 17.06.2011. https://www.theguardian.com/books/booksblog/2011/jun/17/hauntology-critical

Marzec A.: „Widmontologia. Teoria filozoficzna i praktyka artystyczna ponowoczesności”. Warszawa 2015.

Kowalczyk P.:, „Pop magic ’88. Rozmowa z Olgą Drendą”. „Dwutygodnik” 2013 nr 4 (105). http://www.dwutygodnik.com/artykul/4456-pop-magic-%E2%80%9988.html

Reynolds S.: „Retromania: Pop Culture's Addiction to Its Own Past”. New York 2011.
Olga Drenda: „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji”. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2016.