Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (303-304) / 2016

Miłosz Markiewicz,

NA PRZECIĘCIU ŚWIATÓW (ANNA SZYJKOWSKA PIOTROWSKA: 'PO-TWARZ')

A A A
Jak zauważał Giorgio Agamben, „łacińskie słowo persona – osoba – znaczyło pierwotnie »maska«; poprzez maskę jednostka zdobywa społeczną rolę i tożsamość” (Agamben 2010: 56). Oznaczałoby to więc, że w procesie kształtowania osobowości, procesie tożsamościotwórczym, najważniejszą rolę odgrywa nasza twarz – to, w jaki sposób za jej pomocą komunikujemy (przybierając maski), ale także to, w jaki sposób jest ona postrzegana i odbierana. To właśnie twarz stawałaby się węzłem, punktem przecięcia pomiędzy mną a światem. Dlatego też każdy dba o tę, którą posiada – z jednej strony próbuje zabezpieczyć się przed jej utratą, a z drugiej obawia się obrazy, jaką stanowi potwarz.

Jak możemy jednak zauważyć, właśnie dokonaliśmy pomieszania dwóch porządków: na fizyczną, cielesną twarz (można by powiedzieć, że „twarz realną”) nałożyliśmy twarz rozumianą jako obraz, symbol czy metafora. Niestety problem ten jest praktycznie nie do uniknięcia, ponieważ to właśnie w twarzy (znów to robię!) przecinają się najważniejsze kulturowe dychotomie, przez stulecia rozpalające europejską humanistykę: męskie/kobiece, wnętrze/zewnętrze, dusza/ciało, realne/symboliczne, ludzkie/zwierzęce czy nawet boskie/ludzkie itd. Zagadnienie to zauważa i rozwija w swojej książce Anna Szyjkowska‑Piotrowska, która w studium zatytułowanym „Po‑twarz. Przekraczanie widzialności w sztuce i filozofii” postanowiła przyjrzeć się nieco dokładniej kwestii niejednoznaczności, ale i nieoznaczoności twarzy. Powiedziałbym, że rozczytuje ona twarz jako jeden z najważniejszych w naszej historii tekstów kultury, jednak już samo zauważenie, że publikacja ta stanowi część serii „Przygody ciała” wydawnictwa słowo/obraz terytoria, nie pozwala na tak prostą klasyfikację. Musimy bowiem pamiętać, iż „przypisywane twarzy kulturowe sensy pozostają wieloznaczne – od przykrytego pozorem mięsa po ucieleśnienie boskiego pisma, od maski po najbardziej autentyczne miejsce ekspresji wewnętrznego życia” (s. 24).

I rzeczywiście, tym, co stara się zrobić autorka, będzie przede wszystkim ukazanie myślowego przecięcia, w którym twarz spotyka się z ciałem, a jednocześnie od niego oddala. Na przestrzeni wieków postrzeganie twarzy miało bowiem charakter przynajmniej dwojaki. Z jednej strony fizjonomika ucieleśniała twarz, przypominając nam o jej konkretnych wymiarach i sposobach funkcjonowania, a także próbując tworzyć klasyfikacje oraz metody opisu. W tej perspektywie pozostawała twarz przede wszystkim „kawałkiem mięsa”, elementem pewnej całości, somy. Osadzona w konkretnym miejscu ciała, nieprzesuwalna, stawała się zagadnieniem namacalnym i konkretnym. Miała jednocześnie swój kształt, a także implikowaną przezeń wizję twarzy idealnej, wzorcowej, dzięki której to wizji można było określić braki lub naddatki w poszczególnych ludzkich twarzach. Jednak już mówienie o „twarzy idealnej” prowadzi nas do pewnej wyabstrahowanej wizji, która stanowi właśnie drugi aspekt postrzegania twarzy – już nie jako konkretu, a jedynie zjawiska. Nadanie jej pewnych cech symbolicznych, przeniesienie w sferę sztuki czy też religijną, przyczyniło się do odłączenia twarzy od ciała. To drugie bowiem stanowiło synonim grzeszności, brudu i niedoskonałości. Twarz tymczasem okazywała się tym, co reprezentuje naszą duszę, czy też – w bardziej zsekularyzowanej perspektywie – tożsamość. W ten sposób twarz przenosiła się do sfery obrazów i symboli.

Problem w tym – i to słusznie zauważa Szyjkowska‑Piotrowska – że nie sposób tych perspektyw oddzielić. Jeśli więc próbujemy „wziąć na warsztat” problematykę związaną z twarzą, powinniśmy pamiętać o obu tych aspektach i próbować znaleźć dla nich punkty styczne, a nawet jeśli nie, to sposoby przechodzenia pomiędzy nimi. I tak też autorka buduje swoją książkę, dzieląc ją na trzy części: „Paradygmat ciała”, „Przejścia” oraz „Współczesny paradygmat twarzy”. Ten ostatni musi być „współczesny”, ponieważ „dawny paradygmat twarzy” umieszcza Szyjkowska‑Piotrowska w części pierwszej, zwracając tym samym naszą uwagę na interesujący element kartezjańskiego dualizmu, jakim było myślenie o twarzy w kategoriach obrazu ludzkiej duszy. Tymczasem „Przejścia” stanowić będą opowieść o dwukierunkowości przemian zachodzących pomiędzy dwoma przywołanymi paradygmatami. Autorka, choć początkowo proponuje analogię do dekonstrukcji, zwracając uwagę na niebywałą siłę pustego miejsca pozostawionego po znikającej z ciała twarzy, dostrzega, iż w tym przypadku powinno się jednak mówić właśnie o pewnej niejednoznaczności związanej z funkcjonowaniem twarzy równocześnie w przestrzeni wykluczenia i świętości. Tym samym „przejścia, obejmujące zjawiska prze‑twarzania twarzy, koncentrują się na przeciwległych biegunach – ruchu i petryfikacji, sakralizacji i profanacji, ekspresji i neutralizacji znaczenia” (s. 132).

W owej niejednoznaczności i wielokierunkowości, w tej narracji o funkcjonowaniu na przecięciach pojęć oraz światów proponuje Szyjkowska‑Piotrowska pojęcie tytułowe, a więc po‑twarz. Słowo to ma dla niej niebywałe znaczenie, gdyż – jak sama pisze – w jego kształt „wpisane jest pęknięcie, które naraz stanowi spojenie, odnosi się ono do twarzy jako »przestrzeni pomiędzy«, zawierającej liczne dychotomie, ale też scalającej w sobie rozmaite opozycje kultury. W słowie »po‑twarz« można zobaczyć, jak w wizualnych łamigłówkach, ale również jak we współczesnych obrazach, potwarz lub nową twarz, dostrzec nasze przekraczanie twarzy w jej wizualności ku kolejnemu stadium symbolu lub też wymykanie się nam twarzy” (s. 6). Byłaby więc po‑twarz próbą stworzenia nowego paradygmatu; podjętym wyzwaniem opisu tego, co każdorazowo okazuje się czym innym i ujawnia swoje kolejne wymiary. Stanowiące element tego pojęcia „po‑” wiązałoby się więc zarówno z niemożliwością dostrzeżenia twarzy w czasie rzeczywistym (nasze spojrzenie na własną twarz, pojawiającą się dla nas wyłącznie w obrazie odbitym, zawsze jest przecież spóźnione, nieaktualne), jak i zawierało sugestię czegoś nowego, perspektywy otwierającej się po przepracowaniu dotychczasowego rozumienia pojęcia „twarzy”. Jednocześnie jednak jest po‑twarz potwarzą dla dotychczasowego myślenia. Zwraca bowiem naszą uwagę na jego ubytki, ślepe zaułki, do których nas doprowadza, kiedy próbujemy zamykać świat w upraszczających kategoriach i nieprzekraczalnych ramach. Problematyka związana z twarzą, doskonale ujawnia niedoskonałości takiego rozumowania.

Dlatego też po‑twarz będzie skupiona na efemeryczności, na niekończącym się, wielokierunkowym ruchu płynnego przechodzenia pomiędzy opozycjami i pojęciami. Będzie raczej zadawała pytania, niż dawała odpowiedzi. Jednocześnie zaś stanowić będzie punkt wyjścia do propozycji kolejnych przemian współczesności. Jeśli bowiem chcielibyśmy spojrzeć na twarz tak, jak postulował Emmanuel Lévinas, a więc w kontekście etycznym, to musimy także tutaj wyciągnąć wnioski z dostrzeżonej już, towarzyszącej jej niejednoznaczności. Stojący za twarzą Inny, którego spotykam i któremu się przyglądam, to nie obraz, który mogę sobie zbudować i pozostawić w pamięci. Wystarczy, aby się skrzywił, i już zaczyna się nowa narracja – już muszę budować go sobie od nowa, mając jednocześnie w pamięci wszystko, co do tej pory o nim wiedziałem/pomyślałem. Dlatego też autorka sugeruje, iż za po‑twarzą powinna iść nowa wizja etyki, którą ona sama nazywa w swojej książce protoetyką, a więc jedynie pewną pojawiającą się propozycją, której kierunki należałoby jeszcze rozwinąć. „Paradygmat twarzy w swojej najnowszej, protoetycznej wersji nadal odnosi się do pojęć aksjologicznych, nadal też zbudowany jest na symbolicznych biegunach opozycji, jego konstelacja jednak ulega przesunięciu. Ujawniające się współcześnie poprzez ekspresję, emocję czy afekt tożsamość i podmiotowość są niestabilne, płynne, przechodzące od autoafirmacji po samozatratę” (s. 182). Zamiast więc statyczności i próby budowania stałych wizji osobowości i zachodzących pomiędzy osobami relacji Szyjkowska‑Piotrowska proponuje nam etykę zmienności, opartą raczej na ekspresji. W swojej książce próbuje jednak wyłącznie zaznaczyć tę problematykę, zasugerować kierunek zamiast oferować konkretną wizję i jej realizacje. Jest to oczywiście zrozumiałe – jeśli bowiem chcielibyśmy próbować opisać tę nową etykę, powinniśmy najpierw dobrze opracować pojęcia, z których będzie ona wychodzić. Jedno z nich stanowi właśnie opisywana przez autorkę po‑twarz.

Studium Anny Szyjkowskiej‑Piotrowskiej to zdecydowanie praca ważna. Jej wielowymiarowość (rozważania lingwistyczne, filozoficzne, antropologiczne, etyczne czy estetyczne) sprawia, że po‑twarz może stać się pojęciem, które znajdzie swoje miejsce w wielu dyskursach współczesnej humanistyki. Otwiera bowiem wiele perspektyw, które pozwalają na ciekawe dalsze rozwinięcia, a także wprowadza pojęcia (obok tytułowego), które wydają się być kluczem do wielu aktualnych zagadnień, jak chociażby antyportret (zwracający naszą uwagę na afirmatywność negacji i siłę znikania) czy twarz performatywna (jako rozumienie tożsamości ustalanej w interakcji). Tym, co zasługuje na dodatkową uwagę, jest także niezwykle bogaty materiał ikonograficzny dostarczony przez autorkę. Na 253 strony tekstu przypada aż 49 ilustracji, a więc niemalże 20% wywodu stanowi materiał wizualny. Najważniejsze jednak, iż jego zadaniem nie jest ilustrowanie przywoływanych egzemplifikacji – towarzyszy on czytelnikowi już od samego początku, stając się tym samym równoprawnym z tekstem elementem rozważań. Znamy ten zabieg chociażby ze „Sposobów widzenia” Johna Bergera (por. Berger 2008), gdzie oprócz tekstów znajdują się także „eseje wizualne”. Warto więc przeczytać „Po‑twarz” również pod tym kątem, ujawniającym sposoby splatania się estetyki i filozofii kultury.

Przede wszystkim jednak warto zapamiętać pojęcie po‑twarzy, gdyż odnoszę wrażenie, że właśnie nadchodzi jego czas. W dobie coraz większej popularności posthumanistycznych tendencji do utrzymywania myślenia w rozmyciu i braku zgody wobec twardych, segregujących kategorii tego typu ujęcie trafia na podatny grunt. Przede wszystkim również dlatego, że odwraca nas od myślenia w kategoriach abstrakcji, a kieruje ku temu, co ucieleśnione. Stanowi wyraz sprzeciwu wobec zdystansowanego oglądu i traktowania rzeczywistości wyłącznie jako obrazu. Jak pisze sama autorka: „Twarz oferowała nam swoje piękno, po‑twarz zmusza nas do przeżycia wzniosłości” (s. 16).

LITERATURA:

Agamben G.: „Nagość”. Przeł. K. Żaboklicki. Warszawa 2010.    

Berger J.: „Sposoby widzenia”. Przeł. M. Bryl. Warszawa 2008.
Anna Szyjkowska‑Piotrowska: „Po‑twarz. Przekraczanie widzialności w sztuce i filozofii”. Słowo/obraz terytoria. Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina. Gdańsk – Warszawa 2015 [seria: Przygody ciała].