Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (303-304) / 2016

Katarzyna Warmuz,

RAZEM CZY OSOBNO? (KAMPER)

A A A
Wydawałoby się, że twórczość w XXI wieku będzie osadzona w ramach ciągłego eksperymentu, żonglowania kontekstami i wzorami, mieszania fabularnych wątków mających na celu nieustannie zwodzić widza oraz wprawiać go w konsternację. Opozycją do postmodernistycznych gier byłaby popkultura karmiąca się wykreowanymi przez kapitalizm wyolbrzymionymi pragnieniami społeczeństwa, które dotyczą podążania za marzeniami, świetnie płatnej pracy, kupna mieszkania bez kredytu i miłości trwającej do grobowej deski. Te dwie tendencje, jakże różniące się od siebie, skłoniły młodych twórców do podążenia w stronę codzienności, za czymś prozaicznym, przyziemnym i mało spektakularnym. W konsekwencji stworzyli dzieła osobliwe, niemalże egzotyczne, ścierające się z dominującymi konwencjami.

Od kilku lat można zauważyć, że młodzi artyści opuszczają bezpieczne lądy kultury i sięgają do swoich własnych historii, by, po pierwsze, pokazać konkretne grupy społeczne, i, po drugie, nobilitować przestrzeń dnia codziennego. Lena Dunham, autorka serialu „Dziewczyny”, czyli jednego z najbardziej rewolucyjnych i symptomatycznych tworów ostatnich lat, lub Zander Lehmann, twórca serialu „Casual”, to niektóre z licznych osób, które przedstawiają zwykłe życie pozbawione wzniosłych i patetycznych czynów. Na podobnej zasadzie filmowcy wytworzyli w kulturze undergroundu modę na pokazywanie codzienności, która w Polsce rozwijała się małymi krokami, a twórcami sięgającymi po nią jako pierwsi byli Andrzej Jakimowski, Przemysław Wojcieszek oraz Grzegorz Jaroszuk. „Kamper” Łukasza Grzegorzka to debiut zbierający dorobek alternatywnej sceny filmowej w jedną, zwartą całość, a zarazem film zaskakujący świeżością, młodzieńczą ikrą i niezwykle czułym podejściem do amerykańskich chwytów.

Tytułowy bohater (Piotr Żurawski) to trzydziestoletni, żonaty mężczyzna pracujący jako tester gier komputerowych. Przez życie przechodzi z wiecznie obojętną miną i nie próbuje diametralnie zmieniać swojej sytuacji, bowiem wszystko względnie mu odpowiada. Mieszka z Manią (Marta Nieradkiewicz), kobietą z chęcią podejmującą wyzwania, ucząca się i pragnącą próbować nowych rzeczy, nawet skazanych na niepowodzenie. Chociaż sceny z życia małżeńskiego tej pary wskazują na pewną dozę ciepła i uczucia, to już pierwsza sekwencja, przedstawiająca samotnego, pijanego Kampera w klubie jest mglistą wskazówką, jak potoczą się losy bohaterów. Takie rozpoczęcie filmu stawia widza w zawieszeniu i sieci pytań na temat tego, czy pokazane w filmie wspólne posiłki, dowcipy i przyjazne docinki wystarczą, by małżeństwo przetrwało po splocie zdrad, niedomówień i skrywanych fascynacji osobami trzecimi.

Historia przedstawiona w debiucie Grzegorzka nie jest odkrywcza, nie odsłania wielkich tajemnic warszawskiego życia, hipsterskich domówek i miłosnych perypetii, ale jest w niej kilka elementów, które sprawiają, że „Kamper” intryguje i nie nudzi swoją banalną fabułą. Niewątpliwie najlepszym urozmaiceniem tej opowieści jest humor, zwłaszcza pojawiający się w wypowiedziach najlepszego przyjaciela głównego bohatera, Carlosa (Bartłomiej Świderski) albo wykorzystujący nawiązania do programów kulinarnych, wyolbrzymionych w kwestii formalnej i poddanych groteskowym chwytom. Chociaż komizm budowany jest konsekwentnie od samego początku, zatraca się on na rzecz pogarszającej się sytuacji małżeństwa, co sprawia, że uśmiech widza przeradza się w grymas, bo czy można śmiać się gromko, gdy widzi się rozpad długoletniego związku? Humor jest poddawany ciągłej próbie, często niewygodny, ścierany przez niepokój, wręcz troskę o bohaterów, przy czym stwierdzenie to bynajmniej nie stanowi zarzutu skierowanego w stronę scenarzystów, raczej komplement, ponieważ w życiu zachodzą przecież podobne tarcia między uczuciami – smutek łączy się ze śmiechem, miłość z nienawiścią.

Sam tytuł, nawiązujący do slangu świata gier komputerowych, jest wskazówką dopełniającą psychologiczny portret głównego bohatera. Kamper to osoba trzymająca się uparcie jednego miejsca i czekająca w ukryciu na pojawienie się przeciwnika w celu szybkiego, bezkonfliktowego jego zlikwidowania. Odwołanie do specyficznego żargonu cybernetycznego uniwersum jest o tyle istotne, że sam Kamper zajmuje się testowaniem gier i o ile w czasie pracy aktywnie uczestniczy w rozwijaniu akcji, o tyle w życiu pogrąża się w stagnacji i zastyga w najbardziej dla siebie niewygodnych momentach. W takim przedstawieniu można doszukiwać się analizy współczesnego człowieka, który w wirtualnym świecie porusza się sprawnie i pewnie, ale w konfrontacji z rzeczywistością zamiera i czeka, aż ktoś inny popchnie go w dobrym (albo jakimkolwiek) kierunku. Główny bohater filmu Grzegorzka nie przeżywa życia, a raczej kluczy z wiecznie niezadowoloną miną i nawet romans z piękną Hiszpanką nie przynosi mu satysfakcji i radości. Istotnym fragmentem „Kampera” jest moment, w którym mężczyzna po raz pierwszy szczerze uśmiecha się i spogląda na swoją przestrzeń, wydawałoby się, z nadzieją, ale do tego momentu w swoim życiu dojdzie dopiero po dokonaniu konkretnej akcji.

Debiut Łukasza Grzegorzka to jedna z pozycji dających nadzieję, że młodzi polscy twórcy skierują swoje talenty w stronę codzienności, pozornej banalności, z której przecież wyziera tyle niezauważalnych przy pierwszym spojrzeniu niuansów i ciekawych detali. W „Kamperze” pojawia się również problematyka środowiska trzydziestolatków, a raczej jego ułamka charakteryzującego się komfortowym życiem uzyskanym dzięki pomocy rodziców, ale zagadnienia poruszane przez twórców filmu są nad wyraz uniwersalne. Jednakże nadrzędne dla całego film pytanie dotyczy tego, czy można wybaczyć, zapomnieć? Czy lepiej być razem czy osobno?
„Kamper”. Reżyseria: Łukasz Grzegorzek. Scenariusz: Łukasz Grzegorzek, Krzysztof Umiński. Obsada: Piotr Żurawski, Marta Nieradkiewicz, Jacek Braciak i in. Zdjęcia: Weronika Bilska. Produkcja: Polska 2016, 90 min.