Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (303-304) / 2016

Zuzanna Sokołowska,

MIASTO-WIDMO (WIDMO)

A A A
Każde miasto to miasto duchów, w którym szepczą zmarli. W powietrzu unosi się aura przeszłości, obecne są także ślady architektury, której już nie ma. Budynki dokonują swojej egzystencji, ginąc pod powierzchnią nowych, świeżych, jeszcze nienaznaczonych historią, a także atmosferą ludzkiej obecności. Architektura nieustannie ulega transformacjom. Miasto przypomina ludzkie ciało, które w trakcie swojego życia zmienia się, ewoluuje, by potem ostatecznie poddać się zgubnemu działaniu czasu, ostatecznie rozsypując się w proch, który unosi się później w powietrzu jak mgła, robiąca największe wrażenie przede wszystkim nocą. Otulone przez krople wody zawieszone w powietrzu, miasto traci swój pierwotny kształt – przestaje być oswojone, znajome. Błądzi się po nim po omacku, szukając jakiegoś punktu zaczepienia. W taką niepokojąca wędrówkę zabiera widzów wystawa „Widmo”, którą można oglądać w katowickim BWA. Stanowi ona, jak można przeczytać w tekście kuratorki wystawy, Marty Lisok, „seans spirytystyczny, w którym artyści przywoływali pamięć o nieistniejących budynkach i pomnikach”. Ekspozycja dotyczy Katowic, które przeżywają od pewnego czasu rewitalizującą gorączkę, trawiącą wszystkie niepasujące do aktualnej wizji miasta budynki. Jej ofiarą padł między innymi Pałac Ślubów, znajdujący się w ścisłym centrum. Nie pozostał już po nim żaden ślad, może poza elementami posadzki znajdującymi się w magazynie Muzeum Śląskiego albo prywatnymi wspomnieniami utrwalonymi na fotografiach, na których rozentuzjazmowana młoda para podpisywała akt definiujący ich dalsze wspólne życie.

Czy wystawa „Widmo” przywraca pierwotny, utracony kształt miastu czy jest po prostu nostalgiczną, sentymentalną wędrówką po miejscach i historii, na których wspomnienie zakręci się w oku niejedna łza? Ekspozycja na pewno nie stanowi dosłownego odtworzenia miejsc – jest to raczej artystyczna wariacja na temat ich zniknięcia, śladu, który po nich pozostał. Bystry widz dostrzeże w instalacji Alicji Bielawskiej „Gdy znikną detale, pozostanie falowanie przestrzeni”(2016) znajomo wyglądającą posadzkę z Pałacu Ślubów, stanowiącą próbę zrekonstruowania tego miejsca, jego atmosfery, architektonicznej formy. Tymczasem Karolina Marusińska w wideo „Powidok” (2016) przedstawia aktualny stan przestrzeni, gdzie stał dawny budynek Muzeum Śląskiego, wzniesiony w latach 1936–1939 w Katowicach, zaprojektowany przez Karola Schayera. Jego budowa zakończyła się tuż przed II wojną światową, która uniemożliwiła działanie muzeum. W marcu 1940 roku hitlerowcy postanowili zburzyć ledwo co wzniesiony gmach, który ostatecznie legł w gruzach cztery lata później. Pozostawiono wtedy „przy życiu” małe mieszkalne skrzydło. Po zakończeniu wojny od początku starano się przywrócić muzeum życie, ostatecznie jednak na jego miejscu wzniesiono w latach 50. socrealistyczny biurowiec. Karina Marusińska postanawia przyjrzeć się tej przestrzeni zza firanki z nadrukowanym wizerunkiem dawnego Muzeum. Powstanie tej realizacji było nie lada wyzwaniem dla artystki, która usilnie starała się znaleźć prywatne mieszkanie z widokiem na przestrzeń byłego Muzeum Śląskiego. Jej działania obfitowały w spotkania z bardzo otwartymi ludźmi, którzy niemal natychmiast postanowili jej pomóc. „Firana jako mgła, błona, złudzenie, iluzja, zamroczenie, filtr innej rzeczywistości, granica jawy i snu…Wszystkie te skojarzenia utwierdzały mnie w przekonaniu, że ten niepozorny przedmiot może stać się nośnikiem dla zobrazowania architektury już nieistniejącej lub nigdy niepowstałej – funkcjonującej jedynie w planach. Firana stanowi granicę pomiędzy światem prywatnym i publicznym. Daje poczucie intymności, ale też umożliwia podglądanie” – opowiada o swojej pracy artystka.



Tomasz Koszewnik postanowił zbadać głębokość i częstotliwość snu w okolicach katowickiej rzeki Rawy. Efekty jego nocnego stanu czuwania zostały poddane specjalnemu działaniu algorytmu, a ostatecznie zostały zdefiniowane z pomocą dźwięków, które w galerii są bardziej odczuwalne fizycznie niż audialnie. Z kolei Anna Orłowska przygotowała dla widzów fotografię, która przedstawia ścieżki w ogrodzie znajdującym się na dawnym dworze Tiele Winclerów w Katowicach. Budynek został wzniesiony w 1841 roku, a wyburzono go w roku 1976, choć pierwotnie planowano uruchomienie w nim Muzeum Powstań Śląskich. Park przy pomniku Powstańców Śląskich jest pozostałością po dawnym dworskim ogrodzie.

Na wystawie obecna jest także dokumentacja działań Katarzyny Freino „Katarakta”, które miały miejsce 6 lipca tego roku, oczywiście w Katowicach. Jej realizacja związana jest z historią pięciu pomników, które w poprzednim wieku znajdowały się na Placu Wolności. Ich obecność miała związek z obowiązującą władzą, która niejednokrotnie się zmieniała – pomniki zresztą również. „Najpierw był to monument pruski celebrujący Dwóch Cesarzy (Wilhelma I i Fryderyka III), po przyłączeniu Katowic do Polski – pomnik Nieznanego Powstańca Śląskiego, po wybuchu II wojny światowej – hitlerowski obelisk pamięci żołnierzy niemieckich, zaś po wojnie dwa pomniki wdzięczności dla Armii Czerwonej. Po przeniesieniu figur żołnierzy na cmentarz radziecki w 2014 roku w centrum placu stoi teraz ogromny pusty postument. Czeka na nowy atrybut, jest w momencie inkubacji nowego, sformalizowanego wycinka pamięci Katowic” – opowiada Freino. W trakcie swoich działań artystka zasnuwała dymem postument, który stawał się w ten sposób niemal niewidzialny. Podobnie funkcjonuje ludzkie oko zaatakowane przez kataraktę – obraz staje się rozmyty, przykryty jakąś błoną, przez którą nie można się w żaden sposób przedrzeć. Freino starała się pokazać nieostrość miejsca, jego zmienność i ulotność, jakby miało ono zaraz zniknąć pod wpływem dymu i pozostawić po sobie przeraźliwą pustkę.

Kto pamięta stary dworzec w Katowicach i wiadukt, na który wchodziło się po schodach przyprawiających o lekki zawrót głowy? Antykwariaty rozmieszczone w różnych punktach dworca? Albo drogerię, w której towarem deficytowym były oryginalne flakony perfum? A także przeraźliwe, dojmujące zimno holi, w których, przy dobrych wiatrach, można było w trakcie tęgich mrozów nabawić się solidnego przeziębienia? Albo elektroniczny zegar witający podróżnych przy wejściu? Dziś dworzec to supernowoczesna budowla, definiowana także przez Galerię Katowicką, przeżywająca dzień w dzień potężne oblężenie. Wydaje się, że nikt już nie tęskni ani nie płacze za starą architekturą dworca – jest czysto, ładnie i solidnie. Ludzkie oko szybko zapomina, błyskawicznie przyzwyczajając się do oglądanego przez siebie krajobrazu. Prawdziwa nostalgia zaczyna budzić się wtedy, kiedy do rąk wpada jakaś stara pocztówka albo zdjęcie przypominające dawną architekturę miasta. Wówczas pojawia się dramatyczna tęsknota za miejscem, którego już nie ma, za przeszłością, której nie można w żaden sposób przywołać. I o tym jest przede wszystkim katowicka wystawa.



Zdjęcia: Barbara Kubska, dzięki uprzejmości Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach.
„Widmo”. Kuratorka: Marta Lisok. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach.  29.07.-11.09.2016.
„Widmo”. Katalog wystawy. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach. Katowice 2016.