Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (303-304) / 2016

Joanna Fligiel,

CZESINY TRYPTYK

A A A
O, jakżeś uszczęśliwiony, że Jezusa w rękach masz

 

Przydrożni święci mieszkają w muzeach

Świętego Antoniego widziano ostatnio w Muzeum

w Stęszewie. Uwięziono go z dzieciątkiem Jezus

na ręku w momencie, gdy szeptało „Bóg Cię Kocha”.

Tylko Cześka szuka go wszędzie. Zawodzi: Antoni,

Święty Antoni, patronie ubogich i zagubionych, dzieci

i narzeczonych, gdzie jesteś?! Nikt nie powiedział

pomylonej Cześce, że Święty ma się nieźle. Nie odrąbią

mu łobuzy ani rąk, ani nóg, ani najświętszego języka.

Stoi sobie wyczyszczony i gotowy do zdjęcia i nie musi

słuchać próśb o znalezienie utraconego szczęścia Cześki.

 

Nie ma świętych dla lesbijek:

Cześka

 

Nie takiej sławy spodziewano się dla Cześki,

jaką Cześka miała we wsi. Matka już trzy razy

przewróciła się w grobie, a zmarła jakoś tak

zaraz po Cześki porodzie. Ponoć nie pokazuje się

obcym po zmroku niechrzczonego dziecka,

ale jaki to był obcy – stryjek ze Stęszewa.

 

Może kto zapomniał zawiązać czerwoną kokardkę

przy kolebce, bo dziecek w domu było już sześcioro,

a wszystkie na skaranie boskie płci żeńskiej.

 

Nie takiej sławy spodziewano się dla Cześki,

jaką Cześka miała we wsi. Nawet babka z lasu

przyszła na ratunek – za darmo. Do wiadra mleka

wrzuciła gwoździe. Kogo miały kłuć w brzuchu,

ten był winny. Tak umarła Gabrysia na zapalenie

wyrostka. Nie wezwano w porę doktora. Miało

przejść od zdzielenia w głowę – miotłą.

 

Ileż to razy psy zlizywały słoninę ze stóp Cześki,

a białko w misce przy jej głowie i tak ścinało się

w kobiecą postać. Już lepiej byłoby, gdyby

jako siódma z rzędu przyduszała chłopów

we śnie.

 

Nie spodziewano się tego po Cześce, więc

znaleźli jej takiego, co śpiewał przy jedzeniu.

Bronek był niezbyt dorosły, ale barczysty i wielki,

owszem widział konie, ale nijak nie umiał

zabrać się do Cześki. Wystarczy, że spojrzała,

od tych czarnych oczu prosięta zdychały,

a co dopiero Bronkowy rolek.

 

Nie musiała więc Cześka chodzić z mężem do chlewa.

Mogła chodzić na łąki, obejmować drzewa. Jedyny chłop,

do którego po drodze gadała, to drewniany Antoni

z dzieciątkiem.

 

Nie tego spodziewano się po Cześce, ale

zawsze pokornie klęczała. Porządny owczarz,

co głowę Żyda zakopuje koło zagrody, żeby wilki

nie wykradły owiec lub jaki inny Czesiny urok,      

słyszał jak płakała. Od tej jej rozpaczy żal mu

robiło się dziewczyny. Widać było, że naprawdę

durzyła się w Gabrysi jak chłop w babie.

 

Ciąg dalszy nastąpił

Jestem jak Święty Antoni ze Stęszewa. Lubię być

czysta, stać w miejscu, nigdzie się nie wybierać.

Czasem ktoś złamie zakaz i dotknie eksponatu.

Czasem nawet draśnie. Eksponaty łatwopalne.

Bezpiecznie nam tam, gdzie gaśnice bywają mylone

z dziełami sztuki, a pomylone Cześki nie zawracają

nam drewnianej dupy.

 

Fot. Andrzej Walkusz