Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (303-304) / 2016

Ewelina Świstak,

SIWCZYKA POTYCZKI Z PRZEMIJANIEM (KRZYSZTOF SIWCZYK: 'JASNOPIS')

A A A
Być może ów jasnopis (z premedytacją używam małej litery i nie wprowadzam cudzysłowu) jest synonimem czystopisu… Bo czytając go, tworzymy w pewien sposób własne interpretacje, własne sensy i przesłania. Siwczyk nie podaje nam, jak to ma (stety, niestety) w zwyczaju, sensów na talerzu, nie odkrywa ich. Buduje poezję nie-wprost, zawoalowaną, niezwykle trudną w rozumieniu.

Czytanie „Jasnopisu” to skomplikowana podróż po labiryncie słów, po składni pozbawionej interpunkcji, za to naszpikowanej przerzutniami. Ale „Jasnopis” to także, a może przede wszystkim, zwrot ku nowemu życiu, ku własnym dzieciom, które dopiero wprowadzają się do świata i znaczą czasoprzestrzeń. Do świata, którym nierzadko rządzi przerażająca nieprzewidywalność. Kontrast dla tej rzeczywistości stanowi dzieciństwo – jasne, czyste, piękne w swej naiwności i wierności, będące czystą kartą do zapisania. Będące owym jasnopisem. Nie sposób w tym miejscu odnieść się do poematu poprzedzającego najnowszy tom. W „Dokąd bądź” Siwczyk prezentuje podobne postawy. Poemat pisany w momencie oczekiwania narodzin pierwszego dziecka wskazuje zbliżone intencje poety, który pisze wtedy: „dziecko, może być coś na tę modłę, sens inny, co bądź / uchroni przed nami, dochowa wierności przykazaniu / dalszego ciągu […]”. Chwilę później dodaje: „Dziecko, które niebawem się pojawi, daje nadzieję na progres”.

Siwczyk, który, jak się zdaje (przemawia za tym wiele elementów, głównie odniesienia do sytuacji kontaktu z dzieckiem), jest podmiotem lirycznym „Jasnopisu”, bodaj największą część tomu poświęca czasowi. Zwraca uwagę na jego bezlitosny upływ, a co za tym idzie, na jego pogłębiający się brak. Ratunku przed jego całkowitą utratą, przed całkowitą utratą możliwości korzystania z czasu życia upatruje we własnych dzieciach, które stają się niejako przedłużeniem jego egzystencji. Ale czy można traktować to jako happy end? Idealnie uwidacznia się to w wierszu „Wywiedzione”, gdzie już sam tytuł może przywoływać skojarzenia z biblijnym wywiedzeniem z niewoli, tu: z niewoli uciekającego czasu. Ten tekst to swoista historia wspólnej zabawy, obserwacji dziecięcych rozrywek, których każdy element, jak podkreśla Siwczyk, „emanuje koniecznym sensem”. Wprost zarysowuje kontrast między dzieciństwem swojego dziecka a własną dorosłością. Pisze: „jak miło / widzieć zabawy kompasem z listka w nich odbywa się / wyraźna gra wtajemniczeń z jakiej dawno wypadłem”. Wspomina własne dziecięce szaleństwa i przystaje na szaleństwa własnej pociechy, bo wie, że taka już kolej losu. Siwczyk, obserwując harce, przyznaje: „czuję, że nowieję / biegnę po twoich śladach do siebie raz jeszcze po coś / szczególnego”. I, jak się okazuje, podążanie za szczęściem, odrodzeniem, powrót do tajemnic dzieciństwa i dziecięcej satysfakcji są złudne. Nie ma miejsca na ów happy end: „to robiłem kiedyś zaledwie by mieć o czym śnić / teraz by wieść życie uwiedzione jawą zanim się okaże nie moje / pozwól się zabrać do czego prowadzisz”. W tej prośbie słychać być może nutę strachu, być może smutnego pogodzenia się z owym złudzeniem. Podobne tony pobrzmiewają w wierszu „Międzyseans”, w którym Siwczyk podkreśla znaczenie istnienia potomka jako przedłużenia jego własnego istnienia: „wydobędziesz znajomą postać towarzysza zabaw / w beztroskę opanowującą każdy kąt […] jakbym nie próbował nigdy mówić jestem / wysłowiony w tobie do cna płomienia”. A zatem Siwczyk zostaje wysłowiony przez dziecko i będzie wciąż wysławiany, a profil dziecka stanie się dla niego na starość drogowskazem… Ale nie jest tak, że Siwczyk negatywne cechy życia koncentruje li tylko wokół siebie. Ostrzeżenia, przestrogi i smutne zapowiedzi skierowane do pociech wplata w swoje teksty. Zapowiada: „zobaczysz zawczasu bezformie bólu”.

Zdaje się, że kwintesencja tomiku kryje się w pierwszych wersach tytułowego wiersza „Jasnopis”. W nich to zawiera się refleksja o upływie czasu, niedającym się ominąć końcu wszystkiego i powtarzalności, w którą uwikłani są nasi potomkowie: „brzydliwe następstwa oczywistych zawierzeń / zostają daleko za nami kiedy wychodzimy / w otchłanną przejrzystość końca kalendarzy / jest jakby wszystko możliwe ponownie”.
Krzysztof Siwczyk: „Jasnopis”. Wydawnictwo a5. Kraków 2016.