Wydanie bieżące

1 września 17 (305) / 2016

Dominik Szcześniak,

SANDOVAL, JAKIEGO NIE ZNAMY (SPOTKANIE W PHOENIX)

A A A
Tak spokojnego Tony’ego Sandovala polscy czytelnicy nie mieli jeszcze okazji podziwiać. Autor opisuje los nielegalnych migrantów, przywołując prawdziwą i w dodatku swoją własną historię przekroczenia meksykańsko-amerykańskiej granicy. Osobisty charakter dzieła sprawia, że „Spotkanie w Phoenix” pozbawione jest ogólnych przemyśleń na temat poruszanej problematyki. Choć nie brak tu drastycznych, wpływających na bohatera przypadków, to wybrzmiewają one raczej gdzieś w tle – w zasłyszanych opowieściach i legendach. Odnoszę wrażenie, że autor nie stworzył tego komiksu po to, by zabierać głos w dyskusji, ale by podzielić się z odbiorcami ważnym momentem swojego życia.

Podobnie jak inne dzieła artysty, także „Spotkanie w Phoenix” zrealizowane jest perfekcyjnie. Meksykański twórca pięknie wykorzystuje motyw butów, które wręcz stają się symbolem tego albumu. Cudownie (jednym dialogiem) opisuje różnice w pracy rysownika komiksów w Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim jednak Sandoval, bardzo świadomie spoglądając wstecz, mówi czytelnikom: gdyby nie uwiecznione w tytule dzieła wydarzenie, nie byłoby ani „Wybryków Xinophixeroxa”, ani „Trupa i sofy”, ani „Doomboya”. Przekroczenie granicy dla jednych było kluczem do wrót amerykańskiego snu i wyrwaniem się z beznadziei, natomiast dla twórcy „Węża wodnego” było (między innymi) szansą na pracę w branży komiksowej. Wystarczy zresztą spojrzeć na okładkę: pustynia, żar leje się z nieba, stojąca obok autora butla z wodą, a jednak najbardziej eksponowanym i przykuwającym oko elementem jest trzymany w dłoni pisak!

Autobiograficzna opowieść Sandovala nie ma takiej siły rażenia jak komiksowe reportaże, ale wydaje się, że artyście przyświecał zupełnie inny cel. „Spotkanie w Phoenix” jest bowiem dziełem przygodowym, zrobionym bez dziennikarskiego zacięcia oraz z naciskiem na rozrywkę. To tutaj twórca „Tysiąca Sztormów” odpowiada na wszystkie najbardziej banalne pytania, jakie słyszał w czasie licznych wywiadów („Jak to się zaczęło?”, „Dlaczego komiks?” itp., itd.).

Zdaję sobie sprawę, że najzagorzalsi wielbiciele dorobku Tony’ego Sandovala mogą mieć mu za złe, że nie stworzył kolejnej opowieści o gotyckich laskach, słuchających ostrej muzyki dzieciakach z problemami, demonach z piekła rodem i dziwnych stworach wyskakujących z wody. Warto jednak zauważyć, że opisując przełomowe w swoim życiu zdarzenie, oddał czytelnikom największy hołd. A w dodatku zrobił to w sposób absolutnie nienapuszony i stylowy.
Tony Sandoval: „Spotkanie w Phoenix” („Rendez-vous à Phoenix”). Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska i Jakub Jankowski. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2016.