Wydanie bieżące

1 września 17 (305) / 2016

Magdalena Kempna-Pieniążek,

APOKALIPSA TO STAN UMYSŁU (TESTUJĄC APOKALIPSĘ)

A A A
Być może Tom Kaczynski nie zgodziłby się z tezą postawioną w tytule niniejszej recenzji; być może stwierdziłby, że apokalipsa to raczej miasto, a ściślej rzecz biorąc: współczesna metropolia. Każda z dziesięciu nowel zamieszczonych w tomie „Testując apokalipsę” od miasta się zaczyna lub do miasta prowadzi. To ono jest rozrastającą się we wszystkich kierunkach, bez końca potworniejącą przestrzenią, w której dochodzi do najrozmaitszych anomalii zaburzających życie bohaterów. Podobnie jednak jak w realizacjach idei noir, miasto nie jest tu tylko miastem, stanowiąc symbol opalizujący znaczeniami, odsyłający raz do stanu cywilizacji (oczywiście: opłakanego), innym zaś razem do ponowoczesnej kondycji rozchwianego, niepewnego własnej tożsamości podmiotu, przede wszystkim zaś do specyficznego stanu umysłu pogrążonego w chaosie. Podobnie, ale jednak inaczej. Chociaż bowiem Kaczynski wysnuwa część swoich wizji z idei bliskiej „Metropolis” (1926) Fritza Langa, które ukształtowało wyobraźnię wielu noirowych i neo-noirowych autorów, to historiom, jakie opowiada – przynajmniej jeśli chodzi o atmosferę – bliżej jest do szalonych, absurdalnych, surrealistycznych snów na jawie Michela Gondry’ego lub Spike’a Jonze’a.

Apokalipsa jako stan umysłu objawia się u Kaczynskiego na różne sposoby: jako quasi-filozoficzne rozważania tkwiącego w korku zblazowanego pracownika korporacji (nowela „100 tysięcy mil”), jako oniryczna wizja podróży w przyszłość („10 tysięcy lat”) lub jako fantasmagoria na temat (przybierającej katastrofalną formę) ucieczki na przedmieścia („Błoga apokalipsa”). Bohaterów wszystkich historii łączy nie tylko przeczucie kresu nadciągającego nie wiadomo skąd, lecz także paraliżujące doświadczenie beznadziei zwykłego życia, codzienności zdominowanej przez miasto i narzucony przez nie rytm dojazdów do pracy, prób jego opuszczenia i nieuchronnych do niego powrotów, przez kompulsywną potrzebę jego niszczenia i tworzenia na nowo. Miejska apokalipsa Kaczynskiego wypełnia się niepostrzeżenie, bez huku walących się wieżowców i szumu powodzi. Jeżeli już pojawiają się w niej zombie, to tylko jako bohaterowie serialu z przyszłości (gdzie zresztą zamieszkują Marsa i są komunistami) i jeżeli ludzkość cofa się w cywilizacyjnym rozwoju do czasów prehistorycznych, to jedynie w ramach filmowo-muzycznego eksperymentu („Muzyka dla neandertalczyków”).

Testując kolejne formy apokalipsy, Kaczynski w innowacyjny sposób wykorzystuje utarte konwencje i motywy. Komunistyczne zombie z kosmosu wydają się na przykład drwiną z amerykańskich horrorów science fiction z lat 50. Na kartach tomu znajdziemy też wariację na temat thrillera korporacyjnego z wątkiem ekoterrorystycznym („Milion lat możliwości”) i opowieść o gotyckim domu (w noweli „90 m2” przybierającym formę luksusowego apartamentowca), a także szczyptę pradawnych teorii spiskowych („Nowy”). Dłuższe narracje przeplatane są jednoplanszowymi historiami, w których dominuje refleksja nad wielkomiejskim hałasem: bezcelowością prób jego stłumienia („100 decybeli”, „Hotel Silencio”) oraz uzależnieniem od cywilizacyjnego szumu („Biały szum”, „Historia hałasu”).

Jeżeli cokolwiek stanowi barierę w zagłębianiu się w wizjach Kaczynskiego, to język. „Pojazdy, niczym mechaniczne łoża Prokrusta, przemieniają swoich pasażerów w abstrakcyjne portrety miasta” (s. 10) – sformułowanie to, zawarte w pierwszej historii, można byłoby uznać za element subiektywnej narracji snutej z perspektywy bohatera, podobnie jak taki oto passus z „90 m2”: „Fundamenty jej jestestwa ugrzęzły w pozbawionych formy miazmatach śmieciowej przestrzeni” (s. 41). Lekko pretensjonalne, prawda? Być może zdania takie stanowią element świadomej stylizacji. W końcu Kaczynski nie jest pozbawiony poczucia humoru (por. gadżety przyszłości ze strony 22 lub opis apartamentu ze strony 40: „Płytki Durango, armatura Cubo, krany Ktulu”). Niestety, bombastyczne zwroty pojawiają się na kartach „Testując apokalipsę” nazbyt często: na stronie 76 „Wypacykowana darń odchodziła płatami, odsłaniając kipiący pod powierzchnią ocean niezadowolenia”, a na stronie 105 możemy kontemplować „Ciągnące się w nieskończoność dzielnice budowane ze śmieci, a zasilane krwią, potem i starymi bateriami litowo-jonowymi”. Kaczynski najwyraźniej jest poetą-filozofem ukrytym w ciele twórcy komiksowego, dlatego snute przez niego narracje przemówią głównie do osób o podobnej wrażliwości.

W trakcie lektury niektórych nowel wyobrażałam sobie ich nieme wersje, pozbawione wszystkich tych barokowych sformułowań. Czegokolwiek bowiem nie powiedziałoby się o literackim stylu autora, z pewnością jest on nad wyraz utalentowanym rysownikiem. Wizualna strona „Testując apokalipsę” stanowi źródło dużej przyjemności estetycznej. Kaczynski ewidentnie posiada architektoniczną i dizajnerską wyobraźnię, czemu daje doskonały wyraz w rysowanych przez siebie historiach. Już spis treści tomu jest swoistą przygodą, a co dopiero poszczególne opowieści. Kaczynski konstruuje je w duchu metropolii, która jest główną bohaterką jego prac. Rysunki są zatem precyzyjne, często oparte na motywach geometrycznych, eksponujące zimne bryły budynków i aseptyczne wnętrza mieszkań, a na dodatek utrzymane w czerni i bieli przełamywanych wybranymi dominantami kolorystycznymi (niezdrową żółcią, niepokojącą czerwienią, bezosobowym różem). W niektórych historiach grafika przekazuje znacznie więcej sensów niż słowa.

Kres w światach rozrysowywanych przez Kaczynskiego jest zaskakująco miałki, trywialny i gorzki równocześnie, może dlatego, że nie ma w nim ani wyrazistej katastrofy, ani nadziei na nowy początek wpisanej w apokaliptyczne myślenie. Mimo wątków humorystycznych i ciekawej oprawy wizualnej, tom „Testując apokalipsę” czyta się z narastającym uczuciem dyskomfortu. Być może zresztą takie było założenia autora; w końcu to my, czytelnicy, jesteśmy beta testerami jego apokaliptycznych wizji. 
Tom Kaczynski: „Testując apokalipsę” („Beta Testing the Apocalypse”). Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg. Wydawnictwo Komiksowe / Prószyński i S-ka. Warszawa 2016.