Wydanie bieżące

1 września 17 (305) / 2016

Natalia Grabka,

SMUTEK NIE TYLKO TROPIKÓW (CZŁOWIEK)

A A A
Siłą filmów dokumentalnych pozbawionych fabuły, takich jak trylogia „Qatsi” Godfreya Reggio czy „Baraka” i „Samsara” Rona Fricke’a, są doskonałe, niczym wyjęte ze stron magazynu „National Geographic” obrazy, przedstawiające naszą planetę przeważnie z nadludzkiej perspektywy. Odpowiednio zmontowane, wprawione w ruch i zrytmizowane z eksperymentalną muzyką zdjęcia hipnotyzują widza i gdyby nie wolniejsze sekwencje, mógłby on zapomnieć o jakiejkolwiek refleksji. Zdumiewająca estetyka oraz tempo zmieniających się obrazów, które automatycznie podporządkowuje sobie tętno widza, oddziałują przede wszystkim na zmysły i emocje. Tak zaczyna się również najnowszy film twórcy słynnego dokumentu „S.O.S. Ziemia!”.

Kiedy Yann Arthus-Bertrand przedstawi widzowi część tytułowych bohaterów filmu (w wersji kinowej reżyser nie ujawnia nawet ich imion i narodowości), ciemny dotąd ekran wypełnia słoneczny górzysto-pustynny krajobraz Pakistanu. Grzbietem usypanych z piachu wzniesień wędrują ludzie prowadzący juczne zwierzęta. Przedstawieni z lotu ptaka wyglądają jak mrówki. Choć fotograf nie koncentruje soczewki obiektywu na mimice postaci, to kiedy w planie pełnym pokazuje nachylenie góry, a w slow motion żmudnie wspinających się tułaczy, wbija szpilki w wygodnie usadowionego w fotelu widza. Ta utarta już metafora ludzkiego życia wydaje się jednak obrazować marzenie reżysera – bo czy nie chodzi o to, byśmy razem szli przez życie, jeden za drugim, a raczej jeden obok drugiego w zgodzie z francuskimi wartościami?

Arthus-Bertrand nigdy nie był jednak tak „niemy”, jak Reggio czy Fricke. Reżyser dowiódł tego między innymi w „S.O.S. Ziemia!”, w którym głos z offu snuje opowieść o losach naszej planety, komentując przy tym zarówno niszczycielską, jak i ekologiczną działalność jej mieszkańców. Zaś sześć lat przed nakręceniem dokumentu o Ziemi francuski fotograf rozpoczął swój największy projekt: dwudziestu operatorów kamery przemierzyło osiemdziesiąt cztery państwa i przeprowadziło sześć tysięcy wywiadów z ludźmi zajmującymi różne miejsca w społecznej hierarchii. Nagrania osób wyrażających w słowach swe obawy, lęki, nadzieje, marzenia i doświadczenia, odpowiadających na pytania: „Czego nauczyłeś się od swoich rodziców?”, „Co chciałbyś przekazać swoim dzieciom?”, „Z jakimi doświadczeniami musiałeś się zmagać?”, „Czym jest dla ciebie miłość?” oraz przeszło trzydzieści innych, można było usłyszeć i zobaczyć w formie wideo, w tym roku między innymi w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, w ramach wystawy „7 miliardów Innych”. Sam Arthus-Bertrand mówi o sobie i swojej pracy: „Jestem jednym spośród siedmiu miliardów ludzi na Ziemi. Od czterdziestu lat fotografuję naszą planetę i różnorodność jej mieszkańców, ale cały czas mam wrażenie, że ludzkość nie zrobiła żadnego postępu. Nadal nie potrafimy żyć razem i zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje”.

„Człowiek” jest kontynuacją tego projektu, a jak na dzieło fotografa przystało, to, co w nim najmocniejsze, to właśnie słowa. Sam autor wspomina, że wszystko zaczęło się od usterki helikoptera pewnego dnia na Mali: „W oczekiwaniu na pilota rozmawiałem przez cały dzień z mieszkańcem tamtejszej wioski. Opowiadał mi o swojej codzienności, nadziejach, obawach; jego jedyną ambicją było wykarmienie dzieci. Zanurzyłem się w świat najbardziej elementarnych trosk. Ten nowopoznany człowiek patrzył mi prosto w oczy bez śladu najmniejszej skargi, prośby, poczucia krzywdy. Wyjechałem, by fotografować krajobrazy, a zostałem urzeczony jego spojrzeniem i słowem”.

W konsekwencji, chcąc skoncentrować się na słowach i spojrzeniach ludzi, reżyser wraz z innymi operatorami nakręcił kilka tysięcy godzin wypowiedzi „gadających głów” z całego świata. W ten sposób Arthus-Bertrand aranżuje spotkanie widza z siedzącym naprzeciwko niego ekranowym Innym, który na czarnym tle, jak na spowiedzi, opowiada o życiu, miłości, szczęściu, domu, pracy, rodzinie, związku, poświęceniu, wybaczeniu, a także o biedzie, depresji, zemście, starości, wojnie oraz śmierci.

Ta prosta metoda okazuje się jednak mało uniwersalna. Zetknięcie francuskiego fotografa z reprezentantami innych kultur ujawnia europejską perspektywę przedsięwzięcia. Podstawowe dla twórcy wartości umieszczone we wcześniej przygotowanym kwestionariuszu nie muszą oznaczać podstawowych wartości człowieka w ogóle – tak, jak mowa nie musi być podstawowym narzędziem komunikacji międzyludzkiej, a tym bardziej ekspresji uczuć i emocji. Mimo że każdy z bohaterów otrzymał identyczne pytania, nie do przecenienia są wyjątkowe i różnorodne odpowiedzi respondentów. Choć wizja autora przypomina strategię francuskich dokumentalistów sprzed połowy wieku – Jeana Roucha i Edgara Morina – sam Arthus-Bertrand zaznacza, że nie szuka odpowiedzi w statystykach czy analizach, ale w samym człowieku. Zaś sposób montowania odpowiedzi ujawnia troskę, tolerancję, zaangażowanie i otwarty umysł twórcy.

By otrzymać pełny obraz nas samych oraz planety, na której żyjemy i umieramy, artysta nagrywa i fotografuje antynomie oraz kontrasty. I tak, uwieczniając naturę, nie pomija kultury; przedstawiając falę życiodajnej wody, pokazuje również wojenną eksplozję; wskazując na urodzaj, nie bagatelizuje suszy. Jeżeli porusza problem pracy, zwraca uwagę również na bezrobotnych oraz pracowników wykorzystywanych w kopalni szafirów na Madagaskarze, w pakistańskiej przędzalni bawełny czy bengalskiej szwalni; zaś przeprowadzając wywiad z ubogimi, nagranie montuje z wypowiedzią bogatego, ale pogrążonego w depresji prezydenta Urugwaju. Jeżeli pyta bohaterów o związek między ludźmi, udziela głosu kobietom wykorzystywanym, jak i niezależnym, wyzwolonym czy rozwódkom; gromadzi opinie żon wywodzących się z kultur poligamicznych; przedstawia Brahima, który jest szczęśliwy, że w Burkina Faso nie obowiązuje poligamia dla kobiet, ponieważ nie wyobraża sobie, żeby jego partnerka miała drugiego mężczyznę; tymczasem jego rodak, ku zdziwieniu kolegi, chętnie gotuje rodzinie obiad, kiedy jego żona odpoczywa; zaś Frezno z San Francisco (sic!), choć wygląda jak połączenie Boba Marleya i młodego Axla Rose’a, śmiało wyznaje, że to on jest „panem” w związku, a jego partnerka powinna się z nim we wszystkim zgadzać. Zabierając głos w sprawie konfliktu Izraela z Palestyną, reżyser montuje wypowiedzi reprezentantów obydwu narodów, nie orzekając, który z nich jest sprawcą, a który ofiarą.

„Człowiek” to nie tylko film dokumentalny, ale również część projektu ekologa-aktywisty i obrońcy humanistycznych wartości. Stworzony w kilku wersjach i pokazywany jednocześnie na Festiwalu Filmowym w Wenecji, w siedzibie ONZ w Nowym Jorku i wielu ogólnodostępnych plenerach, obraz wydaje się ciekawszy, kiedy postrzegamy go właśnie jako jeden z elementów większego przedsięwzięcia. Reżyser stworzył nawet specjalny kanał na portalu YouTube, na którym udostępnił wszystkie materiały przetłumaczone na różne języki – wszystko po to, by zgodnie ze swoimi przekonaniami dotrzeć do „człowieka”. W efekcie, nie dziwi nawet fakt, że Arthus-Bertrand co kilka wypowiedzi wstawił znane z „Koyaanisqatsi” czy „Samsary” krajobrazy, które mają stanowić metaforę losu i kondycji człowieka, by nie zniechęcić masowego odbiorcy przesadną gadaniną i ciężarem życiowych historii. Wykorzystując symboliczne pejzaże, reżyser ani przez moment nie wypada jednak tajemniczo, a misja edukowania i uświadamiania widza przypomina szkolny elementarz. Pochodzący z zamożnej rodziny fotograf być może miał dosyć rodzinnego biznesu jubilerskiego i po raz kolejny, wykorzystując swoje artystyczne umiejętności, bez ogródek bije na alarm. Arthus-Bertrand jest jednak o wiele bardziej przekonujący, kiedy oddaje głos swoim bohaterom. Odpowiedzi reprezentantów sześćdziesięciu krajów, udzielone w sześćdziesięciu trzech językach, obok utartych obrazów-metafor fotografa, są jak klejnot przy odpustowych błyskotkach. Sens tkwi jednak nie w słowach i spojrzeniach człowieka, ale w samych ludziach – w każdym z nich.

LITERATURA:

Y. Arthus-Bertrand: Wstęp, 7 miliardów Innych, http://www.7billionothers.org/pl/content/o-projekcie.
„Człowiek” („Human”). Reżyseria: Yann Arthus-Bertrand. Gatunek: film dokumentalny. Produkcja: Francja 2015, 190 min.