Wydanie bieżące

1 września 17 (305) / 2016

Sara Nowicka,

'VAMPIR-MORPHIUM' (GÉZA CSÁTH: 'OPIUM. OPOWIADANIA I DZIENNIKI')

A A A
Wokół. Literatura Europy Środkowej

Palić opium - to tak, jakby opuścić ten pociąg w pełnym biegu i zająć się czymś innym niż życie, niż śmierć
Jean Cocteau: „Opium, dziennik z kuracji odwykowej”
Jean Cocteau, podobnie jak wielu pisarzy, którzy starają się opisać swoje doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi, chętnie je upiększa, całkowicie pozbawiając nałóg jego prozaicznego wymiaru. Nawet Witkacy, który w „Narkotykach. Niemytych duszach” nie omija fizycznej reakcji na przyjmowane używki, czyni głównym przedmiotem analizy aspekt duchowy i wrażenia metafizyczne. Géza Csáth, węgierski autor, którego twórczość po raz pierwszy ukazuje się w Polsce w pełnym książkowym wydaniu, wyróżnia się na tym tle. W jego opowieści o nałogu narkotykowym nie ma miejsca na metafizykę i poezję. Autor z lekarską precyzją opisuje działanie poszczególnych substancji na swoją psychikę i ciało. W zawartych w tomie dziennikach z lat 1912-1913 Csáth pieczołowicie opisuje dawki morfiny i pantoponu, które sobie aplikuje, oraz konkretne fizyczne lub psychiczne działanie, jakie wywołuje w nim narkotyk. Zaznacza, jaka dawka niweluje w nim poczucie nerwowości, a jaka potęguje niepokój. Pisarz podobnie traktuje swoje doświadczenia erotyczne. Zapisuje reakcje ciała na poszczególne pieszczoty i sytuacje w ten sam sposób, w jaki wskazuje na symptomy chorobowe swoich pacjentek i wpływ leków na poprawę ich zdrowia. Życie seksualnym Csátha, jak również jego reakcją na smak jedzenia czy papierosa, rządzą narkotyki. Autor wierzy, że to właśnie one wyleczyły go z impotencji.

Dzienniki Csátha są przede wszystkim historią walki z nałogiem: kolejnych postanowień, zmniejszania dawek i próby całkowitego odstawienia narkotyków. Widać w tym pewne podobieństwo do „Morfiny” Michaiła Bułhakowa. Bohater tego opowiadania opisuje swoją praktykę lekarską oraz nieudane zmaganie się z nałogiem, w który wpadł przypadkiem. Tak samo u Csátha rozpoczęcie przyjmowania morfiny zbiegło się w czasie z rozpoczęciem pracy lekarza w prowincjonalnych miejscowościach. Początki nałogu Węgra były równie przypadkowe, co w „Morfinie”. 9 kwietnia 1910 Csáth usłyszał od lekarza, że cierpi na lekkie zapalenie szczytu prawego płuca. Lęk przed śmiercią i ciężką chorobą skłonił pisarza do przyjęcia pierwszej dawki bromu, a następnie zaaplikowania sobie morfiny. Ta część biografii autora jest opisana w dodatku „Historia mojego morfinizmu”, w której Csáth wspina się na wyżyny samoświadomości i udowadnia, że badany może być jednocześnie badaczem, bez szkody dla obiektywizmu pracy. Jednocześnie nietrudno zauważyć, jak wiele bólu sprawia młodemu człowiekowi świadomość własnej klęski.

Niezwykle wartościowe są także wspomnienia Dezső Kosztolányia, kuzyna Csátha, o życiu, śmierci i twórczości krewnego. Kosztolányi, pisarz dużo bardziej znany i doceniony, wspomina Csátha nie tylko jako człowieka, ale przede wszystkim jako artystę. W takich opowiadaniach jak „Ogród czarodzieja” i „Popołudniowy sen” autor „Ptaszyny” widział ślady gorączki nerwów, którą jego kuzyn chciał wyleczyć morfiną. Autobiograficzne teksty Csátha wraz z wspomnieniami Kosztolányia składają się na pełny obraz piekła morfinizmu. Najgorszym efektem nałogu dla obu pisarzy jest zobojętnienie. W momentach słabości Csáth pisze, że „rozkosz i ból dla prawdziwego morfinisty są tak samo nieznośne” (s. 347), zaś w dobrych chwilach docenia zbawienny wpływ narkotyków. Obserwujący życie krewnego Kosztolányi nie boi się zburzyć romantycznego mitu narosłego wokół środków zmieniających świadomość. Otwarcie przyznaje: „morfina bowiem nie przynosi upojenia i nie rozpala niebiańskim ogniem, jak to sobie wyobrażają ci, którzy się na niej nie znają. Działa dokładnie odwrotnie. Zwęża źrenice i ogranicza pole widzenia. Podobnie wpływa też na umysł. Wyostrzają się detale, ale ogólny obraz traci na znaczeniu. Środek ten przybija człowieka do ziemi, czyni go otępiałym, obojętnym, zadowolonym, spokojnym i prozaicznym. Géza Csáth, kiedy był zdrowy, miewał wizje, potem już tylko wpatrywał się w ziemię. Jest to szczególny rodzaj przemiany, o której nigdy dotąd nie czytałem, pisarze bowiem mają zbyt romantyczne wyobrażenie na temat morfinizmu” (s. 364).

Wbrew pozorom narkotyki nie stanowią klucza do twórczości Csátha. Pisarz poświęca im tylko jeden utwór, „Opium”, napisany jeszcze przed początkiem nałogu. Opowiadania zawarte w tomie są niezwykle zróżnicowane. Przewodzi im pesymizm, świadomość brutalności życia i jego szybkiego przemijania, jednak nie są to tematy obecne w każdym z tekstów. Autor chętnie opowiada o świecie z dziecięcej perspektywy, podkreślając, że dzieci nie są wcale beztroskie i niewinne. Rzeczywistość z opowiadań Csátha jest pełna okrucieństwa, niesprawiedliwości, bicia przez rodziców i nauczycieli, nieodwzajemnionych miłości i niczym nieuwarunkowanej podłości. Najbardziej brutalne i niezapominanie historie, „Matkobójcy” i „Mała Emma”, to świadectwa dziecięcych zabaw polegających na znęcaniu się nad zwierzętami i zabijaniu ich, czego naturalną konsekwencją jest traktowanie ludzkiego życia jako bezwartościowego, a morderstwa jako zwyczajnego czynu. Tym, co najbardziej mrozi krew w żyłach, jest zupełne pozbawienie bohaterów emocji. Wieszanie kota i rozpruwanie mu brzucha jest taką samą czynnością jak zjedzenie obiadu. Nie towarzyszy mu lęk, ekscytacja, czy wyrzuty sumienia. Dziećmi powoduje jedynie ciekawość i zwykła nuda.

Csáth udowadnia, że w każdym z nas drzemią nieskończone pokłady sadyzmu. Zarówno w jego opowiadaniach, jak i w dziennikach, związek Erosa i Tanatosa jest szczególnie silny. Seks związany jest ze śmiercią, ale najczęściej z przemocą, chęcią upokorzenia drugiej osoby. Odważne opowiadania kryją wielką wrażliwość ich twórcy rozczarowanego życiem i ludźmi.„Przez chwilę chce mi się płakać z powodu brutalności natury” (s. 330), pisał o przemijaniu w swoim dzienniku. W niektórych opowiadaniach to poczucie nostalgii daje o sobie znać. Szczególnie w „Sobotnich wieczorach” – ciepłe wspomnienie przyjemnych, rodzinnych chwil budzi tęsknotę za lepszym, niewinnym życiem.

Przemoc u Csátha zdaje się być podstawą relacji społecznych. Czymś wciąż spychanym do zbiorowej nieświadomości, co będzie zawsze rzucać cień na nasze życie. Ogromny wpływ na twórczość i pracę lekarską pisarza wywarł Freud i psychoanaliza. Zainteresowanie teorią poskutkowało wydaniem przez Csátha pracy „Psychiczny mechanizm chorób umysłowych”, która na Węgrzech, gdzie myśl Freuda dotarła wyjątkowo późno, była prawdziwym przełomem. Opowiadania zawarte w „Opium” również są silnie inspirowane psychoanalizą. Csáth nie opowiada, jak wielu jemu współczesnych, o szaleńcach, tylko przedstawia życie prostych, przeciętnych ludzi, pozbawione jednak tematów tabu. Pisarz wystawia na światło dzienne skrywane popędy i fantazje, pokazuje, ile zła i okrucieństwa mają w sobie z pozoru mili i niewinni ludzie.

Csáth podejmował tematy popularne w jego czasach, jednak, podobnie jak w przypadku narkotyków, nie poetyzował rzeczywistości i nie posługiwał się symbolizmem czy ekspresjonizmem, co wyraźnie wyróżniało go na tle innych autorów. Warto zestawić jego twórczość z dziełem dwóch pisarzy urodzonych w tym samym, co węgierski prozaik, 1887 roku i obarczonych tak samo tragiczną biografią. Niemiec Georg Heym i Austriak Georg Trakl również z upodobaniem penetrowali mroczne zakątki ludzkiej psychiki i, niestety, również przedwcześnie stracili życie w bardzo burzliwych okolicznościach. Heym utonął w wieku dwudziestu czterech lat. Zmarłego w wieku dwudziestu siedmiu lat Trakla, podobnie jak Csátha, nałóg narkotykowy zmusił do samobójstwa. Węgierski pisarz przeżył wymienionych twórców o kilka lat. Zmarł wycieńczony nałogiem po zażyciu trucizny w 1919 roku, w wieku chrystusowym. Lecz wcześniej nastąpił najmroczniejszy moment jego burzliwego życia – zabił swoją żonę strzałami z rewolweru, po czym podciął sobie żyły i wziął dużą dawkę morfiny. Został wtedy odratowany, natomiast kobieta zmarła po upływie godziny.

Wymienieni pisarze sięgali po podobne tematy: szaleństwo, śmierć, ból i przemijanie. Każdy z nich przedstawiał je w zupełnie inny sposób. Trakl i Heym chętnie tworzyli ekspresjonistyczne opisy, używali sugestywnego, poetyckiego języka. Csátha charakteryzowała oszczędność środków stylistycznych i brutalny realizm. Jego opowiadania również są pesymistyczne i pełne bólu, jednak zamiast poetyckich, sugestywnych i mięsistych obrazów autor w pozbawiony emocji sposób opisuje mrok i cierpienie zwyczajnej egzystencji. Nawet gdy Csáth sięga po tak popularny wówczas temat jak sekcja zwłok, nie wchodzi w romantyczną konwencję znaną z „Sekcji” Heyma czy poetycki turpizm. W opowiadaniu „Triepow na stole prosektoryjnym” tworzy charakterystyczną dla siebie historię pozbawionego sensu, ludzkiego sadyzmu.

Bogaty tom dopełnia tekst krytyczny tłumaczki Csátha Elżbiety Cygierskiej. Wydanie zawierające opowiadania, dzienniki i wypowiedzi dotyczące autora jest satysfakcjonującą odpowiedzią na dotychczasowy brak książkowego wydania twórczości węgierskiego pisarza. Jednak pozostaje nadzieja, że nie będzie to wydanie ostatnie. Choć od śmierci Csáth minęło niemal stulecie, jego diagnozy dotyczące ludzkiej kondycji pozostają nadal aktualne. Najważniejszą zaletą opowiadań zebranych w „Opium” jest to, że nadal robią piorunujące wrażenie na czytelniku. Oszczędność stylu po latach okazała się być niezwykle korzystna dla dzieła pisarza. Ekspresjonistyczne, przeestetyzowane, pełne poetyckich porównań teksty, wzbudzają dziś raczej uśmiech niż przejęcie. Natomiast opowiadania Csátha wciąż intrygują i nie pozostawiają odbiorcę obojętnym. „Opium” to także jedno z ciekawszych spojrzeń na nałóg narkotykowy. Bliższe dzisiejszemu, racjonalnemu spojrzeniu niż ówczesnym romantycznym przedstawieniom. Csáth, po stu latach, nareszcie trafił w odpowiedni czas.
Géza Csáth: „Opium. Opowiadania i dzienniki”. Przeł. Elżbieta Cygierska, Anna Górecka, Wojciech Obiała i inni. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2016.