Wydanie bieżące

15 września 18 (306) / 2016

Marta Baron-Milian,

ODCISKI PALCÓW HISTORII (FRANCO MORETTI: 'WYKRESY, MAPY, DRZEWA')

A A A
Co jest właściwym przedmiotem wiedzy historyka literatury? Bez wahania odpowiedzielibyśmy – teksty literackie. Franco Moretti radykalnie hamuje jednak naszą pewność, pokazując, że utwory są co prawda przedmiotami literatury, ale nie przedmiotami wiedzy historii literatury, gdyż żaden pojedynczy tekst, nawet ten uznany za najbardziej reprezentatywny, nie może „świadczyć” i dawać wiarygodnego obrazu niezmierzonego ogromu literackiej produkcji oraz jej różnorodności. Co jest więc dla badacza właściwym przedmiotem wiedzy historycznoliterackiej? Nie o teksty literackie, a o formy tu chodzi. To one zdaniem Morettiego próbują być niejako reakcją, odpowiedzią na społeczne, historyczne, polityczne czy ideologiczne konflikty, napięcia. Chwyty, style, gatunki, które pozwalają na rekonstrukcję struktur ewolucji, wizualizowanych pod postacią diagramów, m.in. drzew, na których każdy tekst (bez względu na to, czy uznany za kanoniczny, czy zupełnie zapomniany) stanowi tylko jeden mały listek pośród wielu.

Włoski filozof (od kilkudziesięciu lat prowadzący swoje spektakularne badania nad powieścią w literackim laboratorium, do tej pory na większą skalę nieobecny w polskim przekładzie) między wierszami kolejnych tekstów pomieszczonych w książce „Wykresy, mapy, drzewa. Abstrakcyjne modele na potrzeby literatury” (pierw. F. Moretti: „La letteratura vista da lontano”. Torino 2005) daje odczuć, że każdy, kto uznaje się za oczytanego erudytę, jest w gruncie rzeczy potwornym ignorantem, który odwraca wzrok od całej wielkiej nieprzeczytanej masy, rezygnując zarazem z jakiejkolwiek wiedzy na temat tego, czym jest i czym kiedykolwiek była literatura, skazując się jedynie na skrawki. Na tym tle zarówno kanon, jak i historia literatury w ogóle jawią się nie jako przestrzeń pamięci, lecz intencjonalnego zapominania, które odbiera szansę na skonstruowanie faktycznej mapy literackiego terytorium, uchwycenie jego właściwości, przecinających go relacji i powiązań oraz – być może zwłaszcza – ewolucji. Metoda Morettiego unicestwia tradycyjne rozróżnienia: literatura wysoka i niska, artystyczna i popularna, narodowa i światowa, kanon i archiwum, uznając je za nieprzydatne. Cel swój badacz ujmuje jasno: jako próbę stworzenia „bardziej racjonalnej historii literatury” (s. 8). Co to jednak oznacza?

O związkach na odległość

Do odpowiedzi przybliża nas jedno z centralnych pojęć projektu włoskiego badacza, którym staje się bez wątpienia „czytanie na dystans” (to pojęcie obecne w teorii Morettiego od lat, choć dało tytuł dopiero niedawno wydanej książce, zbierającej osnute wokół problemu teksty – por. Moretti 2013). Ideę „close reading” zastępuje więc zachęta do uprawiania „distant reading”, wynikająca – jak można to ująć – z prostego przekonania: im dalej, tym widoczniej. W miejsce mikroperspektywy pojawia się więc makro, a w miejsce powiększającego szkła interpretatora – luneta historyka literatury, którego związek z tekstem staje się teraz związkiem na odległość. I nic nie robi sobie Moretti z faktu, że – jak głoszą poradniki – taki związek utrzymać wielce trudno. Wprost przeciwnie. Zdaniem badacza, zacieśniając więzi z tekstami, tj. czytając namiętnie i dogłębnie, wcale nie wiemy więcej o samej historii literatury. Dowiadujemy się natomiast czegoś bardzo istotnego, trzymając teksty na dystans. I oto docieramy do największego paradoksu projektu Morettiego, który sprowokował falę krytyki: „(…) ze znajomości mniejszej liczby elementów wynika głębsze poczucie ich wzajemnych powiązań: kształty, relacje, struktury. Formy. Modele” (s. 3). Idea czytania na dystans czyni z owego dystansu „specyficzną formę wiedzy”; takiej wiedzy, która jest niemożliwa do zdobycia dla (jak możemy ich roboczo nazwać) historyków-interpretatorów czy po prostu „czytelników”. By zatem osiągnąć właściwą perspektywę, Franco Moretti rozpoczyna od zaproszenia nie na terytorium, lecz na orbitę literatury.

Co jednak zjawia się przed oczami badacza przyglądającego się literaturze z dystansu? Potężny w swych rozmiarach projekt komparatystyki literackiej Morettiego uwzględnia koncepcję literatury światowej (por. Moretti 2014) oraz metodę nazwaną „morfologią porównawczą”. Przepis na komparatystyczne postępowanie wydaje się prosty: „(…) wybierzmy sobie jakąś formę literacką, wędrujmy za nią od jednej przestrzeni do drugiej i zbadajmy przyczyny jej transformacji” (s. 104). W myśleniu o owej makroperspektywie, o świecie i Weltliteratur Moretti nie ma jednak złudzeń, że mogłoby chodzić o cały rzeczywisty świat. Swoją wizję literatury światowej buduje w oparciu o koncepcję świata-systemu Immanuela Wallersteina, twierdząc, że to system jest światem i jedynie w jego obrębie dochodzi do tarć i konfliktów pomiędzy tym, co centralne, a tym, co peryferyjne. W ten sposób raczej niż z literaturą światową mamy do czynienia ze „światowym rynkiem literatury” (s. XVI), który podlega podobnym prawom jak wolny rynek, oparty na asymetrycznych podziałach, marginalizacji, nierównym dostępie do dóbr i władzy kapitału.

W swojej metodzie Moretti przedkłada zatem „objaśnianie ogólnych struktur nad interpretację pojedynczych tekstów” (s. 106). Stawką tak zarysowanego projektu nie jest więc żadne nowe odczytanie tekstu, odkrycie sensu, aktualizacja, ale objaśnienie i precyzyjne zdefiniowanie struktur, stanowiących dla poszczególnych utworów „warunki wstępne”, determinanty o charakterze historycznym, przestrzennym, gatunkowym. Relację pomiędzy interpretacją a objaśnianiem (explanation) widzi Moretti jako antytetyczną, co podkreśla w odpowiedzi na dyskusję wokół swojego projektu, zawartej w zbiorze „Reading Graphs, Maps and Trees” (zob. Moretti 2011: 74). Te dwa sposoby postępowania (interpretacja i objaśnianie) miałyby okazać się nie do pogodzenia, jako że jeden dotyczy pracy nad pojedynczym tekstem, drugi zaś – pracy na abstrakcyjnych modelach powstałych w oparciu o jak największe grupy tekstów. Moretti w późniejszych komentarzach do książki podkreśla jednak również komplementarny charakter tych dwóch przeciwstawnych postaw przyjmowanych w badaniach literackich, osłabiając nieco radykalny wydźwięk swojej argumentacji z „Graphs, Maps and Trees”. Sam zresztą potwierdza tę komplementarność w swoich późniejszych książkach, w których panoramiczne spojrzenie, metody ilościowe i myślenie systemowe przeplatają się z frapującymi odczytaniami tekstów (zwłaszcza powieści realistycznych). Jednakże na zarzut, jakoby jego projekt miał odbierać przyjemność czytania, Moretti odpowiada bardzo stanowczo: „(…) pomiędzy przyjemnością i wiedzą o literaturze (albo przynajmniej dużą częścią tej wiedzy) nie ma związku. Czytać nie znaczy wiedzieć” (tamże: 71). Silne przekonanie Morettiego, że wiedza o literaturze nie powinna być utożsamiana z koniecznością czytania, to najbardziej kontrowersyjny sąd badacza, szablonowo powielany w recenzjach i opracowaniach, niesłusznie przyćmiewający niejednokrotnie inne, znacznie ciekawsze i ważniejsze aspekty jego teorii.

Tymczasem podstawowe pytania, jakie zdaje się stawiać Moretti w „Wykresach, mapach, drzewach” (ale również w podobny sposób w innych swoich książkach), mają ogromny zasięg. Dotyczą po pierwsze tego, w jaki sposób historia literatury może poradzić sobie z nadmiarem literackiej produkcji i – co się z tym wiąże – jak może na nowo zdefiniować swój przedmiot, po drugie, w jaki sposób można nadać badaniom literackim bardziej empiryczne, racjonalne, naukowe oblicze, po trzecie, jak pogodzić myślenie systemowe o literaturze z myśleniem historycznym, po czwarte, jak połączyć tekstowe i międzytekstowe struktury z naporem zewnętrznych sił, jak przełożyć na przestrzeń porządku symbolicznego relacje władzy i dynamikę, odciskających swe piętno na tekstach, społecznych konfliktów. Kluczowe punkty odniesienia dla tego ostatniego, najbardziej złożonego pytania odnajduje Moretti dla całej swojej twórczości w pracach Georga Lukácsa, Waltera Benjamina, Luciena Goldmanna czy Galvana Della Volpe’a. Pytanie to jest zarazem postawieniem problemu celu badań literackich i literatury w ogóle, problemu, który Moretti próbuje rozwiązać we wszystkich swoich książkach, choć najmocniej artykułuje zapewne w wydanej w 2013 roku „The Bourgeois: Between History and Literature”. Wyczekiwaną odpowiedź precyzyjnie formułuje Tomasz Bilczewski w znakomitym, syntetycznym wstępie do „Wykresów…”: „Literatura towarzyszy wielkim zmianom społecznym, nie tyle je naśladując, ile usiłując rozwiązać problemy stawiane przez historię, uczynić egzystencję bardziej zrozumiałą i przejrzystą; toczy się w niej nieustanna gra między życiem i formą, historią i retoryką. Inaczej rzecz ujmując, społeczny wymiar literatury kryje się w jej formie, ta zaś rozwija się zgodnie z własnymi prawami, tworząc pole sił interpretowane jako pewna struktura” (s. X).

Moretti nieustannie łączy więc myślenie systemowe, w obrębie którego najważniejsze inspiracje stanowią dla niego pisma rosyjskich formalistów (na które powołuje się wielokrotnie), z historycznym, wpisując się w obszar historii społecznej czy socjologii historycznej, a nade wszystko czerpiąc z marksizmu. Dla tego rodzaju połączeń ważny kontekst w twórczości Morettiego stanowią właśnie wspomniane już prace Immanuela Wallersteina, z jego teorią systemów-światów na czele.

Szczególną rolę dla Morettiego (o czym wspomina on wielokrotnie; por. s. 3) odgrywa koncepcja materialistycznej estetyki włoskiego marksistowskiego teoretyka, Galvana Della Volpe’a, wyłożona zwłaszcza w książce „Critique of Taste” (pierw. G. Della Volpe: „Critica del Gusto”. Milan 1960), w której badacz proponuje własną wersję socjologicznej lektury poezji i sztuki, konfrontowaną zwłaszcza z romantycznym i idealistycznym spojrzeniem na estetykę. Della Volpe przeciwstawia mistycyzmowi interpretacji i ciągłego zgłębiania sensu badania nad realizmem poetyckiej formy, które wydają się kluczowe także Morettiemu (autor „Wykresów, map, drzew” szczegółowo prezentuje to w jednej z wczesnych książek, „Signs Taken for Wonders: Essays in the Sociology of Literary Forms” z 1983 roku). To między innymi w ślad za tym badaczem Moretti nazywa swój projekt „materialistyczną koncepcją formy”, łącząc go z historią badań marksistowskich. Co wyraźnie widać w całej myśli badacza, forma pozostaje dla niego najbardziej społecznym aspektem literatury, wykresem sił, który powstaje w bezpośrednim związku z rzeczywistością społeczną i polityczną, a zmienia się pod wpływem różnego typu napięć i konfliktów, które są w stanie przekształcać jedną formę w drugą.

Literaturoznawca w laboratorium

Tytułowa triada „Wykresy, mapy, drzewa” odsyła nas zarazem do kilku dyscyplin naukowych: statystyki, geografii (czy może raczej kartografii, ale i geometrii) oraz teorii ewolucji (i genetyki), stających się tu źródłem nowych metod, pozwalających Morettiemu przejść drogę od tekstu do abstrakcyjnego modelu, który miałby stanowić właściwy przedmiot historii literatury.

Trzy części książki i trzy zaprezentowane w nich metody badania obszaru literatury jednak diametralnie się od siebie różnią i choć u ich początku stoją wizja „distant reading” zamiast „close reading”, owa materialistyczna koncepcja form, zaczerpnięta od Fernanda Braudela logika dziejów, wiara w „ducha nauki” (s. 8) i podobne badawcze spojrzenie na problem interdyscyplinarności, to jednak trudno pisać i myśleć o nich łącznie. Faktycznie są one zupełnie różne, w innym stopniu przekonują i na inny sposób pobudzają do formułowania pytań, generując całkiem odmienną temperaturę polemicznej dyskusji.

Wprowadzając do pierwszej części książki, Moretti jako soczewkę krytycznego oglądu poczynań historyków literatury obiera Braudelowską teorię ram czasowych, w której francuski historyk pomiędzy tradycyjną historią, wrażliwą na wydarzenia, a długim trwaniem sytuuje oscylację cykliczną, przechodząc od „spiesznej, dramatycznej, zadyszanej opowieści” (s. 18) do historii „o najgłębszym oddechu”. Przyjęcie tego pryzmatu dla oglądu badań literackich rzuca według Morettiego jaskrawe światło na brakujący element: jeśli krytyka jest wrażliwa na czas krótki, jednostkowość, pojedyncze teksty, a przedmiotem teorii staje się „wielka panorama niezmiennych struktur” (s. 19), to celem historyków powinna być praca nad cyklami, której faktyczny charakter zdaniem Morettiego nigdy nie został przez nich zrozumiany. Filozof nie wskazuje tu wprost źródła owego niezrozumienia, jak można jednak z łatwością wywnioskować z innych jego tekstów, owa ślepa plamka historii literatury związana jest z faktem ciągłego poprzestawania na swoistym „zszywaniu” kawałków (refleksji powstałych w efekcie pojedynczych, kanonicznych lektur), z których jeśli tworzy się jakaś całość, to jest ona zupełnie zafałszowana, jako że nie uwzględnia całej potężnej pominiętej reszty. Cykle natomiast miałyby konstytuować „okresowe struktury pojawiające się w ramach przemian historycznych” (s. 19), w których spotyka się forma i historia, widoczne stają się społeczne fluktuacje i relacje władzy. Co ciekawe, owe „struktury okresowe” w dalszej części wywodu Morettiego przyjmują już świetnie oswojoną nazwę „gatunków”, które stają się faktycznym przedmiotem oglądu. Refleksję o charakterze genologicznym, tak historyczną, jak i teoretyczną, łączy Moretti z socjologią, a co najważniejsze, posługuje się metodami ilościowymi – przynosi to ciekawe rezultaty, zwłaszcza te wiążące wzrosty i spadki literackiej koniunktury ze zjawiskami społecznymi i kryzysami politycznymi. Podobnie rzecz ma się z narodzinami i śmiercią gatunków – bez wątpienia społecznie i politycznie uwikłanych – które na krótki czas tylko mogą odpowiadać na wezwanie współczesności, wpisywać się w tzw. „horyzont oczekiwań”, by w końcu jednak przegrać nierówną walkę z naporem rzeczywistości.

Skala projektu zarysowanego w „Wykresach, mapach, drzewach” budzi podziw, przede wszystkim ze względu na ogromne ilości wykorzystanych danych. Przyglądanie się kolejnym wykresom i analizowanie następujących po sobie wniosków prowadzi jednak do pytania, czy faktycznie te krytykowane przez Morettiego za swą wybiórczość historia i socjologia literatury nie zaoferowały nam już wiedzy na temat wszystkich tych zjawisk, procesów i związków literatury? Czy Moretti aby za pomocą metod ilościowych nie daje dowodów i nie potwierdza tylko tego, co i tak już świetnie w procesie historycznoliterackim rozumiemy?

Bardzo ciekawe jest podjęcie urwanego w części I wątku przemian gatunkowych, który w ostatniej partii książki powraca, ale za pomocą zupełnie innych narzędzi oglądu. Przenosimy się bowiem od wykresów i statystyki do drzew i teorii ewolucji. Drzewa ewolucyjne tworzą tu „wykresy morfologiczne, na których historia podlega systematycznej korelacji z formą” (s. 79). Jednak negatywny punkt odniesienia, od którego rozpoczyna się ta część, jakoby w ramach literaturoznawstwa teorie form pozostawały zupełnie ślepe na historię, prace historyczne zaś na formę (s. 79), wydaje się nieco przesadzony, nawet jeśli przyjrzymy się badaniom literackim z nader krytycznej perspektywy. Trudno nie odczuć niedosytu: Moretti jednym arbitralnym sądem pomija całkiem spore pole badań historycznoliterackich nad ewolucją gatunku. Konfrontacja chociażby polemicznych teorii Brunetiere’a, Paula van Tieghem’a czy Jurija Tynianowa z metodą Morettiego mogłaby przynieść bardzo ciekawe rezultaty, wykazując przede wszystkim teoretyczne słabości dawnych projektów, ale i pewne punkty zbieżne. Próżno jednak ostrzyć sobie apetyt na taką konfrontację, a szkoda. I to przeświadczenie dotyczy niestety całej książki – Moretti, jak się zdaje, zdecydowanie zbyt szybko przekreśla szanse historii, teorii, filozofii, socjologii literatury, niewiele interesują go płynące z ich strony impulsy, potencjalne inspiracje, polemiczne punkty zaczepienia i prowokujące do konfrontacji różnice. Jego ambicja zaczynania „od nowa” jest bardzo wyraźna, a pragnienie budowania swojej teorii na „dziewiczym” gruncie, który mimo niewątpliwie pionierskiej metody badań wcale się takim nie wydaje, nieposkromione. Ze stratą dla całości, bo choć zaproponowana przez badacza analiza ewolucji powieści detektywistycznej i śledzenie zaznaczonego na drzewach różnicowania cech w obrębie gatunku jest fascynujące, to jednak konkluzja dotycząca dywergencji jako kluczowej dla procesu ewolucji gatunkowej zawisa jak gdyby w próżni. Czytelnik pozostaje z niejasnym przeświadczeniem, że właściwie nie wie, co z tą puentą począć, bo raczej duma, że udało się na temat czegoś tak mglistego jak literatura sformułować twardy, naukowy sąd, może nie wystarczyć. Najistotniejszym jest jednak fakt, że teoria ewolucji okazuje się dla Morettiego tym, co nierozerwalnie łączy ze sobą formę i historię, wyrywając je z przestrzeni klasycznej opozycji.

Pytania innej natury wzbudza natomiast bardzo ciekawa część II książki, poświęcona mapom, których potencjał został z kolei wykazany przez badacza na przykładzie brytyjskich opowieści wiejskich z początku XIX wieku. Moretti zaczyna tym razem zachowawczo, formułując pytanie: „Czy mapy wnoszą cokolwiek do naszej wiedzy o literaturze?” (s. 45) i kilka stron dalej udzielając odpowiedzi: „Nie chodzi tu oczywiście o to, że mapa ma pełnić funkcję wyjaśnienia; ale przynajmniej pokazuje ona, że pojawia się coś, co wymaga wyjaśnienia” (s. 51). I w tym sensie konstruowane przez Morettiego mapy (przedstawiające kolisty wzorzec, podług którego uporządkowana jest przestrzeń) wydają się bardzo użyteczne, ujawniając symboliczny, a co najważniejsze ideologiczny charakter przestrzeni w inny sposób, niż wyniknęłoby to z „klasycznej” interpretacji. Ta swoista „geografia wiejskich narracji” (s. 58) stanowi podskórny układ rządzący opowieścią i wskazujący zarazem na ukryte mechanizmy władzy i historii, które porządkują przestrzeń według niezależnych od jednostki praw, obnażając zarazem ideologiczny charakter powieściowego chronotopu. Rodzi się jednak kolejne pytanie, na ile ów chronotop może być zrekonstruowany na sposób obiektywny, tak jak ma to miejsce w przypadku mapy? Czy przestrzeń w literaturze może znaczyć jako oderwana od podmiotowego doświadczenia, emocjonalnie nienacechowana, wyabstrahowana, a przede wszystkim oderwana od języka, który ją opisuje (stwarza?)? Z całą pewnością nie, ale z drugiej strony metoda Morettiego, co oczywiste, nie zamyka drogi do wszystkich tych rodzajów czytania, które pozwolą nam ująć przestrzeń w przywołanych powyżej kontekstach. I choć zapewne podejmując się interpretacji tekstu, bez większego trudu moglibyśmy rozpoznać np. „logikę przestrzenną idylli” (s. 61) czy to, jak represyjne narzędzia państwowości doprowadzają do destrukcji struktur lokalnej wspólnoty, to mapy Morettiego wydają się jednak ciekawym rozwiązaniem, bo pozwalają na osiągnięcie innej perspektywy. Jeżeli więc zgodzimy się na moment, na strukturalistyczną modłę, na istnienie w tekście ukrytych wzorców przestrzennych, mapy Morettiego okażą się przydatne w analizie tekstu (na co wskazuje sam badacz). Najciekawszy jednak wydaje się ich potencjał związany z ujawnianiem politycznego i ideologicznego charakteru przestrzeni, z faktem, że wszystkie wzorce i struktury jawią się tutaj jako „odciski palców historii” (s. 68), niedostrzegalne w klasycznym czytaniu. Tak jak dzieje się to w przypadku zaprezentowanych w książce opowieści wiejskich, dla których mapy/diagramy odsłoniły nieusuwalne związki pomiędzy formą a konfliktem społecznym, w którym zewnętrzna wobec literatury siła (walka klas, narodziny przemysłu) wpłynęła na zmianę kształtu struktury narracyjnej idylli.

To mapy prowadzą Morettiego do sformułowania kolejnej definicji formy, którą tym razem ujmuje za D.W. Thompsonem po kartezjańsku, jako „diagram sił”. Dodaje do niej definicję tego, czym więc powinna być socjologia literatury: „dokonywaną na podstawie formy przedmiotu dedukcją sił” (s. 68). I znowu trochę tęskno za konfrontacją, bo przecież na horyzoncie widać od razu „przygotowanego” do niej chociażby Pierre’a Bourdieu, który ma na ten temat do powiedzenia bardzo wiele i nawet w podobnych słowach.

Lekcja upokorzenia i euforii?

„Wykresy, mapy, drzewa” wywołały prawdziwy intelektualny ferment, którego pokłosiem stały się nie tylko internetowe dyskusje, ale i kilkanaście artykułów składających się na wspominany już tom „Reading Graphs, Maps and Trees. Critical Responses to Franco Moretti” z 2011 roku. Jak pokazują kolejne teksty, największe kontrowersje wzbudzają problemy stawiane tradycyjnie w centrum sporów o trans- czy multidyscyplinarność, dotyczące głównie badawczej kompetencji w zakresie aplikacji pojęć pochodzących z nauk przyrodniczych na obszar wiedzy o literaturze (tu argumenty dotyczą zwłaszcza genetyki i teorii ewolucji), co tworzy tym samym jedynie aurę iluzorycznej naukowości (J. Goodwin). W ten sposób zakwestionowaniu ulega niejednokrotnie sama idea literackiego laboratorium, gdzie pod stertą danych ginąć miałby sam tekst (M. Kirschenbaum, J. Davidson). Jeśli chodzi o sytuującą się w centrum książki włoskiego badacza materialistyczną koncepcję formy, głosy krytyczne próbują z kolei obnażyć redukcjonistyczny charakter teorii Morettiego, ukazującej wszelkie przemiany formalne jako efekt naporu czynników zewnętrznych (C. Shalizi, J. Holbo).

Osobliwy jest paradoks, który powstaje na skrzyżowaniu równoczesnych dążeń Morettiego do uchwycenia zarówno różnorodności czy wielości, jak i podobieństwa, niezbędnego w tworzeniu struktury. Autor „Distant Reading” pokazuje swoją metodę jako ciągłe upominanie się o różnorodność, której warunkiem możliwości jest przede wszystkim destrukcja myślenia o przestrzeni literatury za pomocą opozycji kanon – archiwum. To punkt wyjścia, lecz w gruncie rzeczy cały tok postępowania Morettiego, prowadzący do budowania struktur i modeli, ujmujący wyniki badań w diagramy, ma charakter – co oczywiste – zamierzenie redukcjonistyczny i jawi się jako ciągłe dążenie do ujawniania raczej podobieństwa i tożsamości niż różnicy, tak afirmowanej na pierwszym niejako etapie postępowania. Byłaby to osobliwa aporia, w którą wikła się metoda Morettiego, gdyby nie fakt, że sam badacz jest tym osobliwym przypadkiem literaturoznawcy, który śladem nauk ścisłych opowiada się raczej za powszechnymi prawami niż wyjątkami.

O sile przekładu Tomasza Bilczewskiego i Anny Kowalcze-Pawlik świadczy fakt, że książkę naprawdę dobrze się czyta, czego wcale przecież nie zapowiada tytuł „Wykresy, mapy, drzewa”. O sile projektu Morettiego, którego ta książka daje jedynie niewielką próbkę, bez wątpienia świadczy natomiast ilość pytań, do których prowokuje, krytyczny potencjał, jaki wyzwala, stawiając współczesną historię i teorię literatury w stan podejrzenia, w którym te wypadają wyjątkowo blado i chybotliwie. Jak pisze autor: „To podwójna lekcja, upokorzenia i euforii zarazem: upokorzenia spowodowanego dotychczasowymi (niewystarczającymi) osiągnięciami historii literatury oraz euforii motywowanej (wielką) pracą, która pozostaje jeszcze do wykonania” (s. 4). Mimo jednoczesnego badawczego entuzjazmu co do wyzyskanego tu w inny sposób potencjału, jaki od lat niesie ze sobą „materialistyczna koncepcja formy”, ale i mimowolnej literaturoznawczej niepewności co do ściśle naukowych metod Morettiego, do owych upokorzenia i euforii trzeba by dodać jeszcze jedno: niepokój, że faktycznie najwyraźniejszych odcisków palców historia nie pozostawia tam, gdzie zwykliśmy ich szukać.

LITERATURA:

Moretti F.: „Distant Reading”. London, New York 2013.

Moretti F. „Moretti Responds II”. W: „Reading Graphs, Maps and Trees. Critical Responses to Franco Moretti”. Red. J. Goodwina, J. Holbo. Anderson, South Carolina 2011.

Moretti F.: „Przypuszczenia na temat literatury światowej”; F. Moretti: „Więcej przypuszczeń”. Przeł. P. Czapliński. „Teksty Drugie” 2014, nr 4.
Franco Moretti: „Wykresy, mapy, drzewa. Abstrakcyjne modele na potrzeby historii literatury”. Przeł. Tomasz Bilczewski i Anna Kowalcze-Pawlik. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2016 [seria: Hermeneia].