Wydanie bieżące

15 września 18 (306) / 2016

Przemysław Pieniążek,

GNIEW PRZECIWKO MACHINIE (HOWARD ZINN: 'LUDOWA HISTORIA STANÓW ZJEDNOCZONYCH')

A A A
Młodociany stoczniowiec, bombardier w armii amerykańskiej, wieloletni działacz ruchu na rzecz praw obywatelskich, jeden z intelektualnych liderów masowych protestów przeciwko wojnie wietnamskiej, nauczyciel i akademik nieukrywający swojej głębokiej niechęci do militaryzmu, gniewu z powodu rasowych nierówności, jak również wiary w „demokratyczny socjalizm” (s. 6) oraz sprawiedliwy podział światowego bogactwa. To tylko niektóre oblicza Howarda Zinna (1922-2010): pochodzącego z rodziny żydowskich emigrantów historyka, którego jawnie deklarowane przekonania – także za pośrednictwem jego książek – skutecznie dzieliły opinię publiczną.

Nie inaczej było w przypadku debiutującego w 1980 roku woluminu pod tytułem „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych”, w równym stopniu budzącego entuzjazm i uznanie dla niepokornego autora, jak i ściągającego na jego głowę oskarżenia o antyamerykanizm, wywrotowość oraz deprawowanie (szczególnie młodych) umysłów. We wprowadzeniu do polskiego wydania rzeczonego tomu Artur Domosławski słusznie zauważa, że Howard Zinn swoją publikacją złamał „(…) niemal wszystkie uświęcone interpretacje wydarzeń z amerykańskiej historii, od przybycia Kolumba do Nowego Świata zaczynając” (s. 19).

Sportretowanie Ojców Założycieli jako sprawnych polityków oraz twórców nowej potęgi światowej, ale i jako właścicieli niewolników, przerażonych potencjalnością krwawej rebelii ze strony tych drugich, jest jednym z wielu newralgicznych punktów na – kreślonej przez amerykańskiego profesora – historycznej mapie USA. Celem przyświecającym powstaniu recenzowanej księgi było bowiem opowiedzenie, nader często przemilczanych, dziejów „(…) ludzi bez głosu: podbijanych autochtonów, czarnoskórych niewolników, nisko opłacanych robotników, kobiet, imigrantów z różnych części świata, oddolnych ruchów emancypacyjnych niemających przez długi czas swojej reprezentacji w establishmencie kraju” (s. 19-20). Zaznaczmy przy tym, że akademikowi nie zależało na unieważnieniu obowiązującej makrohistorii czy wyrzucaniu na śmietnik większości podręczników: pragnął natomiast, aby jego dzieło – świadomie unikające pokusy neutralności i wyważonego obiektywizmu – mogło posłużyć za medium odrębnej, choć równie uprawnionej refleksji nad (także) przeszłością Stanów Zjednoczonych.

Nie zmienia to jednak faktu, że „Ludowa historia…” dostała się pod ogień krytyki zarówno ze strony ugrupowań prawicowych, jak i lewicy. Pierwsze stronnictwo wysnuwało pod adresem autora niebezzasadne oskarżenia o faktograficzne nieścisłości (sukcesywnie korygowane w kolejnych wznowieniach tomu), ahistoryczne interpretacje, polityczne zaangażowanie czy „(…) wywodzące się z myśli marksistowskiej objaśnienia wskazujące na chciwość i egoizm amerykańskich elit jako motor wielu nieszczęśliwych zdarzeń w historii kraju” (s. 22). Środowiska lewicowe zarzucały natomiast Zinnowi – najbardziej widoczne w pierwszych wydaniach książki – zbyt oględne potraktowanie kwestii walki ruchów kobiecych o równouprawnienie, marginalizowanie wątku represji wobec walczących latynoskich emigrantów czy pominięcie działalności ruchów LGBT. Ale mimo wiązanki merytorycznych uwag lektura „Ludowej historii…” niezmiennie imponuje swoim rozmachem (objętość woluminu to aktualnie nieco ponad 900 stron) oraz spójnością przekazu, który dla wielu czytelników wciąż może okazać się co najmniej poruszającym doświadczeniem.

To właśnie na kartach tego tomu odbiorca odnajdzie pozbawiony podniosłej otoczki, za to szalenie sugestywny szkic poświęcony odkryciu przez Krzysztofa Kolumba Nowego Świata – choć w ujęciu Howarda Zinna owo wiekopomne wydarzenie jawi się jako napędzany bezbrzeżną chciwością akt ludobójstwa. Złowieszczy obraz wyłania się także z rozdziału dokumentującego zarówno relacje angielskich kolonistów z rdzenną ludnością Ameryki Północnej, jak i kolejne wojny białych z autochtonami czy proces wysiedlania indiańskich plemion z ich macierzystych terytoriów. Nie mniej gorzkie konstatacje, również czynione z perspektywy kolejnych współczesności, przynoszą fragmenty dedykowane (nie)dolom czarnoskórych obywateli USA. Wspominając okoliczności, w jakich sprowadzano na kontynent tanią siłę roboczą, ukazując rozwój systemu plantacji i opisując sposób rozwiązywania przez kolonialne elity problemów stwarzanych przez domagającą się swoich praw białą biedotę (służebnych, dzierżawców, żołnierzy czy marynarzy), Howard Zinn nie pozostawia złudzeń, że kształtowanie się rasistowskich postaw było efektem „pogardy o charakterze klasowym” (s. 95). Co więcej, według badacza rasizm nie był zjawiskiem właściwym wyłącznie południowej części Stanów Zjednoczonych, lecz kwestią ogólnonarodową, mającą oparcie w rządzie federalnym.

Rekonstruując przebieg i skutki buntów zniewolonych oraz wskazując na (w gruncie rzeczy mocno ambiwalentną) specyfikę politycznych rozgrywek Abrahama Lincolna, autor nie ukazuje wojny secesyjnej jako „konfliktu pomiędzy ludem Północy a ludem Południa”, lecz jako „starcie elit” (s. 250), w którym nadrzędnym celem było zachowanie jedności ogromnego terytorium państwa oraz rynków i zasobów. Pomyślność tego przedsięwzięcia wymagała „(…) krucjaty, której impet wprowadził do polityki krajowej nowe siły: zarówno czarnych, zdeterminowanych, by nadać ich świeżo uzyskanej wolności rzeczywiste znaczenie, jak i białych zaangażowanych w sprawę równości rasowej” (s. 262). Oczywiście nie zmienia to faktu, że wraz z zakończeniem bratobójczego konfliktu ponowne zredukowanie statusu czarnych obywateli do poziomu niewiele odbiegającego od epoki niewolnictwa było tylko kwestią czasu. W tym miejscu warto podkreślić, iż niepokorna szwaczka Rosa Parks, pastor Martin Luther King czy Malcom X to oczywiście wybrane symbole buntu z opracowanej przez historyka przebogatej galerii osób na różne sposoby walczących ze skutkami segregacji rasowej.

Snując opowieść o losach zarobkowych migrantów, Howard Zinn rozprawia się z ideą amerykańskiego snu (w tym z etosem „od pucybuta do milionera”), wykazując, że choć większość fortun zbudowano zgodnie z prawem – często we współpracy z władzami oraz sądownictwem – to za taką kooperację trzeba było w ten czy innym sposób zapłacić. Z kolei przedstawiając okoliczności powstania Partii Ludowej i Socjalistycznej Partii Ameryki, jak również proces kształtowania się związków zawodowych, w tym rewolucyjnych Robotników Przemysłowych Świata (IWW), akademik przekonująco oddaje koloryt omawianych przez siebie okresów w historii USA, kładąc szczególny nacisk na kwestię (zmieniających się na przestrzeni dekad) form oraz dynamiki strajków, protestów, zrywów, buntów, zamieszek, demonstracji czy antywojennych pochodów, zwięźle przybliżając przy tym genezę, przebieg oraz następstwa różnych przejawów obywatelskiego nieposłuszeństwa. Diagnozując postępujący dystans między polityką oraz oczekiwaniami zwykłych obywateli (rozróżnienie między krajem/społeczeństwem a rządem jest kluczową kwestią w myśli Howarda Zinna), autor „Ludowej historii…” przypomina także o innym obliczu buntu przełomu lat 60. i 70., skierowanego przeciw opresyjnym, sztucznym, niekwestionowanym dotąd modelom egzystencji, ale również odnoszącego się, jak przekonuje badacz, do praktycznie wszystkich aspektów życia codziennego.

Przedstawiając „alternatywną” wizję historii Stanów Zjednoczonych, Zinn gros miejsca poświęca fundamentom amerykańskiej polityki wewnętrznej i międzynarodowej, wielokrotnie podejmując wątek dotyczący zastraszania opinii publicznej „komunistycznym zagrożeniem”, jak również wnikliwie analizując (chwilami nazbyt niebezpieczne) związki Białego Domu z zachodnimi korporacjami oraz długą tradycję szkoleń zagranicznych kadr wojskowych wypełniających przeróżne misje – szczególnie te mające mało wspólnego z szerzeniem demokracji. W recenzowanym tomie nie mogło zabraknąć zadumy nad zbrojnymi konfliktami, które Howard Zinn dość szczegółowo omawia, wydobywając na pierwszy plan antagonizm między politycznymi decydentami – wikłającymi cieleśnie, duchowo, mentalnie oraz finansowo kolejne pokolenia Amerykanów w nowe wojny (od światowych, przez brudne, po gwiezdne) – a „ludową” opozycją udzielającą się w ruchach o profilu pacyfistycznym. Doświadczenie wojny koreańskiej, piekło Wietnamu, incydent zbrojny w Zatoce Świń, konflikty w Zatoce Perskiej, interwencja w Somalii, naloty na Jugosławię czy rozgorzała w cieniu tragedii 11 września „wojna z terroryzmem” to najważniejsze, choć nie jedyne tematy poruszane przez autora w ramach historycznych rekolekcji o pragnieniu dominacji oraz bezpardonowej, cynicznej walce o wpływy, toczonej w imię obrony światowego pokoju bądź interesu/bezpieczeństwa narodowego.

Może wydać się dziwne, że opus magnum Howarda Zinna nie przyczyniło się do stworzenia masowego ruchu ani nie stanowiło swoistego „paliwa” dla żadnego z nich (s. 23). Ba, publikacja akademika swój czytelniczy renesans przeżyła dopiero w drugiej połowie lat 90., głównie za sprawą filmu „Buntownik z wyboru” (1997) Gusa Van Santa, gdzie genialny matematyk samouk Will Hunting (Matt Damon) wygłaszał pochwałę dzieł, od których włosy jeżą się na głowie, mając na myśli przede wszystkim dorobek amerykańskiego profesora. Niemniej „Ludowa historia…” odegrała swoją niebagatelną, pionierską rolę zarówno poprzez ukazanie krytycznej opowieści o dziejach Stanów Zjednoczonych, jak i kształtowanie umysłów oraz sumień tych Amerykanów, którzy chcieli jej wysłuchać.

To, co przemawia na korzyść owego dzieła, to wyjątkowa przejrzystość wywodu: z miejsca przykuwającego uwagę, niepozbawionego publicystyczno-literackich konstrukcji i sformułowań, zrozumiałego dla wszystkich odbiorców. Duża w tym zasługa (obok dopracowanej warstwy językowej) imponującego zestawu materiałów źródłowych. Przejmujące human stories, wyimki z artykułów, komentarzy i doniesień prasowych, cytaty z publikacji w różnym stopniu korespondujących z poruszanym przez autora tematem, treść danych statystycznych, kazań, odezw, apeli, przemówień, listów prywatnych i publicznych, depesz, fragmenty powieści czy wierszy – trudno o lepszy przykład narracyjnego wielogłosu (mówiąc metaforycznie, dobiegającego z obu stron barykady), którego zadaniem nie było kreowanie fikcyjnych zwycięstw ruchów ludowych, idealizowanie ofiar czy zapalczywe obwinianie katów i prześladowców. Howard Zinn pragnął raczej przypomnieć o ogromnej zdolności (pozornie bezbronnych) ludzi do oporu. A przy tym zachęcić do indywidualnego odkrywania historii jako potężnego impulsu, który niejednokrotnie „popycha ludzi do obrony własnego człowieczeństwa” (s. 813).
Howard Zinn: „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś”. Przeł. Andrzej Wojtasik. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2016 [seria: Seria Historyczna].