Wydanie bieżące

15 września 18 (306) / 2016

Miłosz Markiewicz,

WOKÓŁ WIEDZY (PETER BURKE: 'SPOŁECZNA HISTORIA WIEDZY')

A A A
O tym, iż wiedza stanowi jeden z najciekawszych kulturowych i filozoficznych konstruktów, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dzięki takim badaczom jak chociażby Florian Znaniecki, Thomas Kuhn, Pierre Bourdieu czy Michel Foucault mamy świadomość funkcjonowania otaczających nas z każdej strony dyskursów, będących strumieniami informacji wykorzystywanymi w rozmaitych celach. Jedną z najciekawszych postaci na scenie badaczy dziejów wiedzy, historii historiografii oraz historii idei pozostaje Peter Burke, autor kilkudziesięciu opracowań związanych ze wspomnianymi tematami, który poświęcił ich zgłębianiu większą część swojego życia. Dzięki Wydawnictwu Aletheia w ręce polskiego czytelnika trafia monumentalne, dwutomowe dzieło „Społeczna historia wiedzy” (w ramach polskiego wydania oba tomy zostały umieszczone w jednej publikacji), stanowiące niejako zwieńczenie wieloletnich prac Burke’a. Jak pisze sam autor, pierwszy z tomów to wynik „co najmniej czterdziestu lat badań” (s. 9), natomiast drugi, wydany dwanaście lat później, jest jego uzupełnieniem uwzględniającym współczesność (s. 259). Otrzymujemy więc studium powstające przez ponad pół wieku, podejmujące refleksję nad funkcjonowaniem wiedzy od czasów wynalezienia druku aż po wszechwładzę Wikipedii.

Książka Burke’a, a właściwie jej dwa tomy, posiadają przejrzystą strukturę i zostały podzielone na okresy: tom pierwszy – „Od Gutenberga do Diderota”, tom drugi – „Od »Encyclopédie« do Wikipedii” (jak łatwo więc zauważyć, autorowi udaje się utrzymać ciągłość historycznej narracji, dzięki uczynieniu punktem granicznym działań francuskich encyklopedystów). Podział ów nie powinien dziwić, jako że Burke specjalizuje się przede wszystkim w epoce early modern, którą tłumaczka Anna Kunicka oddaje jako „nowożytność”, jednak z całą świadomością konotacji towarzyszących określeniu, które dosłownie przetłumaczylibyśmy jako „wczesna nowoczesność” (s. 22, przypis). Oba tomy złożone są z mniejszych esejów mających charakter studiów nad konkretnymi problemami, dzięki czemu każdy z nich można czytać oddzielnie, choć dopiero w całości pozwalają na dostrzeżenie zagadnienia w szerokiej perspektywie. W pierwszym tomie Burke przygląda się poszczególnym zjawiskom towarzyszącym zagadnieniu, jakim jest wiedza, m.in. kształtowaniu się sylwetki intelektualistów, znaczeniu uniwersytetów, akademii i stowarzyszeń, uzależnieniu nauki od Kościoła i państwa, tworzeniu programów nauczania, organizacji bibliotek czy funkcjonowaniu naukowego czasopiśmiennictwa. W drugim natomiast skupia się na procesach, jakim podlegała wiedza (np. kwantyfikacja, profesjonalizacja, demokratyzacja, globalizacja czy technologizacja). Dzięki takiemu sproblematyzowaniu zastępującemu diachroniczną narrację, której spodziewalibyśmy się po pracy historyka, udaje się autorowi stworzyć książkę charakteryzującą się płynnymi przejściami pomiędzy skupieniem na detalu a szerszym spojrzeniem na uniwersalny problem. Dobrym przykładem niech będzie kwestia powstania przypisu, powszechnie stosowanego już w XVII wieku. Aby nas do niej doprowadzić, Burke przedstawia opowieść o naukowej nieuczciwości i nierzetelności (w tym plagiatach), których wynikiem był nowożytny sceptycyzm, w efekcie którego w nauce wypracowano dwie metody dowodzenia – geometryczną oraz empiryczną. Brak zaufania wobec podawanej bezpośrednio wiedzy, przy jednoczesnym zaufaniu do liczb oraz potrzebie możliwości „sprawdzenia źródeł”, zaowocowały powstaniem przypisu, który „miał pozwolić czytelnikowi w razie potrzeby na powtórzenie doświadczenia autora” (s. 250).

Praca Burke’a charakteryzuje się pewnym rodzajem erudycyjnej transdyscyplinarności, więc właściwie mamy do czynienia nie tylko z socjologią i historią wiedzy, ale także jej antropologią, ekonomią, geografią czy filozofią. Autor sprawnie przechodzi pomiędzy kolejnymi dziedzinami wiedzy (sic!), a także epokami, zderzając ze sobą perspektywy i tworząc tekst, który nie do końca posiada chronologiczny charakter (na jednej stronie znajdziemy informacje opisujące zarówno średniowieczne, jak i wiek XVIII czy współczesność) – ale właśnie na tym polega siła snutej przez Burke’a narracji. Trudno uciec od wrażenia, iż budowana przez niego społeczna historia wiedzy (a właściwie wiedz) to projekt na wskroś foucaultowski, raczej archeologiczny, wywodzący się z gruntu tzw. teorii krytycznej. Czytając tego brytyjskiego historyka, tak jak w przypadku lektury prac autora „Nadzorować i karać”, mamy nieustające poczucie, że przywoływane przez niego dzieje to jedynie pretekst. Że za pomocą wnikliwych badań historii próbuje nam powiedzieć coś ważnego o naszych czasach, o tym, skąd pochodzi i jaki jest status wiedzy we współczesności. Można tu także odnaleźć, wyłaniającą się z dziejów, refleksję o idei i roli uniwersytetu, czy szerzej – o funkcjonowaniu nauki (nie tylko) w akademickim świecie.

Autor nieustannie przypomina nam fakt, iż wiedza jest konstruktem tworzonym przez silniejszych i narzucanym słabszym (oczywiście kategorie te można rozumieć na wiele sposobów), a więc zawsze powinniśmy mieć na uwadze, że nie istnieje jedna wiedza, a wiele rodzajów wiedz. Studium Burke’a to właśnie próba „stworzenia polifonicznej historii wiedz, historii oglądanej z wielu perspektyw”, gdyż „wiedze w liczbie mnogiej, tak jak opinie, są pożądane, ponieważ zrozumienie rodzi się z intelektualnego dialogu, a nawet konfliktu” (s. 267). Dlatego też badacz skupia się na „społecznej historii”. Bardziej niż to, czym jest wiedza, interesuje go, w jaki sposób ona funkcjonuje, jaka jest jej historyczna i kulturowa rola, a także do kogo owa wiedza należy. Autor stawia tezę, iż stanowi ona efekt pewnych napięć i na ich przecięciu się wyłania, stając się tym samym tekstem kultury, którego odczytanie może przynieść interesujące odpowiedzi na pytania o to, w jaki sposób społecznie funkcjonujemy. Dla Burke’a historia wiedzy to „historia wzajemnych relacji pomiędzy outsiderami a establishmentami, między amatorami a profesjonalistami, intelektualnymi przedsiębiorcami a intelektualnymi rentierami. To także wzajemna zależność między innowacją a rutyną, płynnością a upartym dążeniem do celu (…), oficjalną a nieoficjalną wiedzą” (s. 69).

„Społeczna historia wiedzy” to praca wartościowa z wielu powodów. Przede wszystkim stanowi niezwykle rzetelne i dokładne studium funkcjonowania wiedzy w kulturze Zachodniej Europy (o rzetelności tej niech zaświadczy chociażby ponad 50 stron zapisanej drobnym drukiem bibliografii, którą znajdziemy na końcu publikacji). Staje się również doskonałą egzemplifikacją tego, jak powinna być tworzona dziedzina nazywana socjologią wiedzy (dodatkowo, w pierwszym rozdziale pierwszego tomu, autor interesująco kreśli historię dziedziny i zastanawia się nad jej znaczeniem pośród innych dyskursów). Tym, co jednak wydaje mi się najciekawsze w pracy Petera Burke’a, jest wspomniany już krytyczny potencjał proponowanego ujęcia. Lektura kolejnych stron i analiza przywoływanych faktów pozwala na zdiagnozowanie stanu nauki we współczesnym świecie i roli humanistów w rozwoju kultury. Pomimo historyczności tego studium, podczas całej lektury odnajdujemy wątki, zjawiska i sytuacje, które dobrze znamy z dzisiejszych czasów. Jak chociażby ten: „W połowie XVII wieku podaż studentów zaczęła przewyższać popyt na ich usługi i pokaźny odsetek absolwentów ulegał frustracji z powodu niezrealizowanych aspiracji” (s. 37). Jako że Burke nie poprzestaje jedynie na podawaniu informacji, a każdy fakt poddaje szerszej społeczno-kulturowej refleksji, ujawniają się mechanizmy społecznego funkcjonowania wiedzy, które przetrwały do dziś.

Dlatego właśnie książka ta wydaje się interesującym – choć przecież niewypowiadanym wprost – głosem w dzisiejszej dyskusji na temat uniwersytetów i kształcenia. Z usytuowanej, polskiej perspektywy pozwala natomiast lepiej zrozumieć sposób funkcjonowania nauki w Zachodniej Europie – rolę, jaką odgrywają w niej czasopisma, wszechobecność języka angielskiego czy akademicka mobilność. Okazuje się bowiem, iż korzenie tych zjawisk – dla nas przecież całkiem świeżych – sięgają czasów tak dawnych, że dla „zachodnich naukowców” stały się czymś naturalnym i niekwestionowanym. Być może prześledzenie ich rozwoju i wpływu na ewolucję wiedzy pozwoli dostrzec korzyści z przenoszenia ich na nasz grunt.
Peter Burke: „Społeczna historia wiedzy”. Przeł. Anna Kunicka. Wydawnictwo Aletheia. Warszawa 2016.