Wydanie bieżące

1 października 19 (307) / 2016

Andrzej Ciszewski,

BATY DLA CYBOPATY (CHEW. TOM 5. ŚNIADANIE Z MISTRZÓW)

A A A
Ostatnio w życiu Tony’ego Chu dzieje się sporo – co nie znaczy, że zawsze dobrze. Najpierw sympatyczny agent FDA (Wydziału Przestępstw Szczególnych Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków) zostaje przeniesiony do służby w Straży Miejskiej. Potem zaś ten szalenie sprawny cybopata, potrafiący odbierać mentalne odczucia ze wszystkiego, co zjada, zostaje dotkliwie pobity i porwany przez czterech jegomości, których lider postanawia karmić protagonistę makabrycznymi „specjałami”, by wydobyć od skatowanego funkcjonariusza cenne informacje niezbędne do wprowadzenia w czyn iście machiawelicznego planu. Na domiar złego kłopoty ma również córka Chu, Oliwka, uprowadzona przez (także obdarzonego cybopatycznymi talentami) dawnego zwierzchnika bohatera, Masona Savoya, który za wszelką cenę stara się nakłonić krnąbrną dziewczynę do współpracy. Jaki będzie finał tego kidnaperskiego dubletu?

W piątym tomie bestsellerowego cyklu stworzonego przez scenarzystę Johna Laymana oraz grafika Roba Guillory’ego stały czytelnik odnajdzie wszystkie elementy, do których ów kreatywny duet zdążył przyzwyczaić odbiorcę: jedyne w swoim rodzaju dramatis personae, nielinearną narrację, wartkie tempo akcji, czarny humor, soczyste i nade wszystko dowcipne dialogi. Niestety, w „Śniadaniu z mistrzów” sprawdzone we wcześniejszych odcinkach patenty oraz powracające schematy fabularne budzą nieuniknione wrażenie déjà vu, które tym razem nie pozwala czerpać z lektury spodziewanej satysfakcji – przynajmniej w stopniu gwarantowanym przez poprzednie epizody. Rzecz jasna, także w recenzowanym tomiku odnajdziemy gros absurdalnych pomysłów (vide: akcja w Jumping Bean Cafe!, wątek czekoskulptora Hershela Browna czy patronująca woluminowi groteskowa perypetia), jednak na solidny masaż przepony odbiorca raczej nie ma co liczyć.

Dla tych, którzy cenią „Chew” za nietuzinkową oprawę graficzną, prace Guillory’ego nadal będą atutem motywującym do sięgnięcia po album. Cartoonowa kreska, kapitalne połączenie pocieszności z szalenie sugestywnym, atakującym (przeróżne) zmysły turpizmem, bezbłędnie rozrysowane sceny pojedynków, strzelanin i innych aktów przemocy, a do tego chwilami mocno chorobliwa kolorystyka podkręcająca klimat utworu oraz korespondująca ze sferą emocji bohaterów – mówiąc krótko: artysta nie zawodzi. Więcej nawet: wraz z Laymanem umiejętnie przemyca na bliższych i dalszych planach intertekstualne tropy, których wyłapywanie wciąż przynosi dużo radości. Flagowy tytuł duetu Layman/Guillory – zwariowana mieszanka komedii sensacyjnej, policyjnego thrillera i horroru z elementami SF – łapie lekką zadyszkę, ale bynajmniej nie budzi poważnych wątpliwości co do dalszych losów tej wciąż (nomen omen) smakowitej serii. 
John Layman, Rob Guillory: „Chew. Tom 5. Śniadanie z mistrzów” („Chew: Major League Chew”). Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2016.