Wydanie bieżące

1 października 19 (307) / 2016

Robert Rybicki,

PRZESUW W PRZESTERZE (TOMASZ BĄK: '[BEEP] GENERATION')

A A A
Tomasz Bąk należy do pokolenia roczników dziewięćdziesiątych, związany jest z Łodzią, w 2012 roku zadebiutował tomem „Kanada” wydanym w serii Wielkopolskiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, w tym to wydawnictwie, w tym roku opublikował swoją najnowszą książkę „[beep] GENERATION”. Trzeba przyznać, że sytuuje się ona na czele wyrobów „poetyckich grup poszukiwawczych”, eksperymentujących z muzyką w poetyckich tonach, splatających ze sobą odległe znaczenia i przestrzenie kulturowe, mowę niską i wysoką. Wspomniany autor wypuszcza swoją poetykę jak batyskaf oświetlający dno ludzkiej egzystencji, snop językowego światła pada na żywot prekarny, snop zawiesza się na nowoczesnych technologiach w komunikacji, na zwykłym kantowaniu jednego człowieka przez drugiego i, ostatecznie, na człowieku-piździe (Katarzyna Felbergowa w „Wyborczej“ wskazała na podobieństwo z Herbertowym Panem Cogito). Bąk eksploruje tereny współczesnego, przy okazji samplując kawałki z gazet, parodiując pieśni, często łącząc skrajne elementy doświadczenia w przestrzeni zwrotki jak w czarodziejskim alembiku, tu zapsioczy, tam zacytuje, innym razem coś in english zapoda, wszystko w klamrze niemal muzycznej (krytycy literaccy lubią zaznaczać w poezji autora „Kanady” wpływy nieraz konkretnych zespołów). Wszystkie te wiersze, o których jest i będzie mowa, grane są na modłę eksperymentalną, przypominają kombinacje awangardowo-postmodernistyczne, a najbliższa Bąkowi poetyka narzuca się w osobie Marka Krystiana Emanuela Baczewskiego, który, jak wiedzą czytelnicy poezji, jest w stanie wykpić wszystko. Autor „[beep]” apogeum osiąga w wierszu „Puls biznesu“, gdzie właściwie przedrzeźnia czasopismo czasopisma cytacjami.

Bąk konfrontuje typową rzeczywistość ze światem przedstawionym mediów, często wyciągając ze zderzenia tychże, ich nieprzystawalności, brutalne wnioski; używa ostrego tonu, kąśliwie akcentując wszelkie niedociągnięcia w tejże materii, mocno akcentując swoją nieprzystawalność do współczesnych realiów, przeprowadza swoiste „odzłudzenie“, trochę w tym przypominając strategię Nowej Fali, która przecież w swoim czasie prowadziła też swój rozrachunek z efektami i decydentami „transformacji” politycznej, gdyby czasy po 1945 roku tak zwać! Pisze autor: „gdzie żelazna logika dwuwartościowa przepoczwarza się / w wykonaną z giętkiego alu logikę bezwartościową” i „mój tatuaż z Bogiem na tle niewidzialnej ręki rynku” w swoim pierwszym wierszu pomieszczonym w zbiorze (w innym utworze „Człowiek-pizda przestępuje z lewej na prawą” brzmi to: „Kolega z kapeli tatuuje mi krzywą Laffera / gdzieś pomiędzy Bogiem a niewidzialną ręką rynku“). Autor często serwuje nam gorzkie obserwacje, gorzkie konstatacje. W jednym z wierszy opisuje nędzę, pustkę Tomaszowa Mazowieckiego, w innym pisze o Łodzi jako o mieście, „na które / osobiście chciałbym zrzucić napalm“. Świat przedstawiony jest niewygodny, niedorobiony, zakłamany przez media, a dla podmiotu wszystko to śmieszne jest do granic absurdu. Tutaj można porównać skalę natężenia emocji w doborze środków stylistycznych do Konrada Góry czy Kiry Pietrek. W Bąkowych wierszach dużo jest sztafażu militarnego, acz występuje on jako obśmiany, słownictwo wojskowe jest tu jak rusztowanie przy budowie, więc jedynie podpiera zasób środków stylistycznych, a nie jest budulcem. Internetowe formy funkcjonowania również odnajdą się w tym tomie, raczej jako bliższe bohaterowi. Świat przedstawiony Bąka jest światem zawiedzionych nadziei, światem bez miłości, w którym „ja liryczne” mówi: „Obserwowany przez satelity / kreślę na ziemi kształt / obłędu”. Obraz zwariowanej światowej ekonomii i zwariowanej karuzeli polskich stereotypów, jaki w wierszach postawiony jest przed percepcją czytelnika/słuchacza, powoduje, że po lekturze nie sposób nie pomyśleć, że szaleństwo człowieka współczesnego wynika z obrazu świata, jaki został narzucony skołowanym obywatelom przez media, a autor, jakoby zapędzony w kozi róg, inaczej tego nie może wyrazić jak przez gwałtowny bluzg. No bo jak wyrazić współczesny świat? Tak naprawdę nie jest to poezja kojąca nerwy.

Tomasz Tomaszowianin używa metonimii, parodiując do granic rozumialności jej podstawę, i tak zyskujemy „sound ostateczny”, „życie pozadragowe”, „zapach stanu”, zderza to z niewybrednymi kolokwializmami („że wszystko chuj”, wspomniany „człowiek-pizda”, który nie tylko może kojarzyć się z Panem Cogito, jak zauważa Felbergowa, ale też „Człowiekiem z Żelaza”, jego antytezą właściwie, negacją). Organizuje w niektórych partiach melodyczność wiersza przez używane powtórzenia, ale i też przez fikuśną organizację warstwy brzmieniowej („optyka po neuroleptykach, „bananożerka i banda pismaków”, „Yesmenizm jest nowym mesjanizmem”, „ampułka z nasieniem 67-67 pod ciśnieniem”), pojawiają się powtórzenia (na przykład kilkakrotnie repetowane: „[Kapitał depcze pracę w przytulańcu]”, „[reklama jest dźwignią handlu]”), rytmizujące anafory (w wierszu „Człowiek-pizda pracuje nad strategią promocyjną / dla miasta Tomaszowa Mazowieckiego”, gdzie część fraz zaczyna się od porównawczego „jak”: „jak sierpniowa kąpiel w Zalewie Sulejowskiej; / jak organizowane przez harcerzy karaoke; / jak spojler na tylnej klapie daewoo tico”), a utwór „Genesis” przypomina do złudzenia litanię („Świat stworzony z Boga, mrok nad głębią wód, / byłby niemożliwy bez Smoleńska, / Kinkiet z trybem stand-by, miód na cudzy blackout, / byłby niemożliwy bez Smoleńska”, gdzie narzuca się kontekst liturgiczny z refrenicznością w recytacji uczestników nabożeństw), wystarczy się przyjrzeć wierszowi „Litania do człowieka-pizdy”, który niemalże wieńczy zbiór wierszy. Instrumentalizacje głoskowe wpisane mocniej w tryb zwrotki także mają tu miejsce: „Tygodniki opinii, terminal i dreszcze / jakie to szczęście, że tematy zastępcze”, asonans: „z całego świata nadciągają netocirrusy / i wiesz już, że nie unikniesz burzy”, choc zbliżenie do rymu „usy/urzy” otwiera synestetyczne bramki i wyprowadza nas w kosmos.

Jaki jest człowiek w „[beep] GENERATION”? Jest przedstawiony jako ten, który musi brnąć przez świat rozszarpywany przez mity, zmiażdżony przez reguły rynku, (jak autor wspomina: jaśnierynku), gdzie stosunki własności gatunku urągają gatunkowi; krajanom pozostaje na pocieszenie muzyka i najebka, reguły rynku są niedostępne dla wszystkich, niewidzialną rękę rynku możemy jedynie sobie wyobrazić.
Tomasz Bąk: „[beep] GENERATION”. WBPiCAK. Poznań 2016.