Wydanie bieżące

1 października 19 (307) / 2016

Katarzyna Warmuz,

ROZKOSZUJ SIĘ PANIKĄ, JAKĄ NIESIE ŻYCIE (MAQUINARIA PANAMERICANA)

A A A
Piątek określany jest przez uczących się i pracujących jako dzień zapomnienia o całym tygodniu, maksymalnego i hedonistycznego relaksu. W opisach czas ten urasta do jednodniowego karnawału, który polega na wyzbyciu się wszelkich zasad i norm moralnych. Ludzie przed nastaniem piątku marzą o neonowych światłach, morzu alkoholu i pięknych, interesujących nieznajomych – wszystko to jest na wyciągnięcie ręki, ale dopiero po wyrobieniu określonej liczby godzin w pracy. Chociaż pokazywany na MFF Ars Independent film „Maquinaria Panamericana” nie skupia się tylko na wyczekiwaniu końca dnia roboczego, jego pierwsze minuty należy ulokować w narracji apoteozy piątkowej wolności. Sekretarka malująca paznokcie w wariackie wzory, nerwowe i niespokojne ruchy, lekkie rozleniwienie, a czasami wręcz spanie za biurkiem – to sygnały, że pracownicy meksykańskiej firmy niedługo zakończą swoje obowiązki. Jeszcze tylko zarządca powie do radiostacji kilka krzepiących słów o umiłowaniu paniki, nowym życiu rozpoczynającym się w piątek i równowaga zostanie zachowana. Cykl zostanie domknięty, rytuał pozostanie nienaruszony. To tylko pozory, bo za kilka chwil wszyscy pracownicy dowiedzą się, że prezes Maquinaria Panamericana umarł nad ranem. Dla nich przyszedł czas, by polubić panikę na serio, nie tylko w teorii.

Śmierć jest początkiem, punktem zaczepienia historii o tym, jak funkcjonowała firma, która opierała się na stałym fundamencie – prezesie postrzeganym przez pracowników jako dobry ojciec. Nic w tym dziwnego, skoro mieszkał w samym sercu zakładu w domku z kołatką na drzwiach, prowizorycznym gankiem, a z niektórymi zatrudnionymi osobami tworzył firmę od samego początku. W obliczy śmierci prezesa pracownicy stoją przed przykrym faktem. Otóż, pieniędzy na emerytury i zapomogi nie ma. Pojawiają się zażalenia, smutek, frustracja, z którymi nie można walczyć. Przyszedł czas na poddanie się, posprzątanie swojego biurka, opuszczenie zakładu. Jednakże w umyśle kierownika pojawia się myśl, że czas można „zamrozić” poprzez schowanie ciała, zignorowanie systemu i dalsze funkcjonowanie tak, jakby nic się nie wydarzyło. Należy jedynie zamknąć bramy, zabarykadować wejścia, aby świat zewnętrzny nie dowiedział się o radykalnej zmianie, przejrzeć księgi rachunkowe i to być może wystarczy.

Film Joaquina del Paso można odnieść nie tylko do stanu meksykańskiej gospodarki silnie dotkniętej recesją w 2008 roku, lecz także do kondycji ludzkiej jednostki, globalnej zbiorowości. Reżyser przechwycił i wyostrzył kapitalistyczne hasła, powszechnie znane frazy w celu ich wyśmiania, sparodiowania, a tym samym stworzył gorzką historię. Recytowane przez zarządcę firmy zdania to nic innego jak peany na cześć systemu, który wiele obiecywał, a równocześnie doprowadzał społeczeństwo do punktu między stagnacją, zawieszeniem a możliwością podjęcia odważnego kroku. Tyle że del Paso pokazuje sytuację patową. Wybór polega na przejściu do stanu „zamrożenia” czasu. Wyłamać się mogą jednakże ci, którzy mają jeszcze szansę na stanowisko, dobry zarobek, emeryturę albo nie brak im siły na podjęcie rywalizacji o dobra oferowane przez prywatne firmy. Przez cały seans widz zadaje sobie pytanie: kto wyjdzie z tej enklawy? W „Aniele zagłady” Luisa Buñuela, do którego del Paso subtelnie i zręcznie nawiązuje, opuścić dom mogli wszyscy, ale w czasach późnego kapitalizmu, kryzysów, recesji i ekonomicznych niewiadomych porzucić zawieszoną przystań mogą tylko nieliczni, uprzywilejowani, młodzi i jeszcze zdolni do faszerowania swojego CV kolejnymi pozycjami. Chwyty surrealistyczne zostały zastosowane w „Maquinaria Panamericana” do pokazania, jak sytuacja ekonomiczna i globalne zmiany wpływają na lokalne, małe i prywatne przedsiębiorstwa. Również samo przedstawienie anarchistycznej zabawy, którą urządzają pracownicy, ma w sobie duże pokłady niepokoju i kłamstwa, bo przecież nie można odciąć się od świata za pomocą murów. On nadal funkcjonuje i każe podporządkować się swoim mechanizmom.

Film „Maquinaria Panamericana”, pełnometrażowy debiut del Paso, współtworzony z polskimi filmowcami, nie jest operatorskim fajerwerkiem okraszonym aktorskimi popisami, ale niesie dużo świeżości w podejściu do surrealistycznej estetyki spod znaku Buñuela. Twórcy używają kulturowych kalek, silnie zakorzenionych w świadomości widzów obrazów, by pobawić się nimi, powodzić za nos odbiorców, ale również w celu pokazania, jak współcześnie mogą się one zmienić pod wpływem fantazji. Może jest to nie tyle kwestia ukazania siły wyobraźni, co chęć wskazania na istotny problem, jakim jest manipulacja wzorami kultury, poglądami i oczekiwaniami. Dobrym przykładem wydaje się sytuacja, w której kierownik o neoliberalnych poglądach, gloryfikujący dobrze wykonaną pracę, lecz niepotrafiący zarządzać finansami firmy, staje na koparce, wygląda jak Lenin przemawiający do ludu i głosi hasła o wspólnym budowaniu przyszłości. Ten obrazek śmieszy poprzez konsternację, ale równocześnie niepokoi. W tym momencie pojawia się pytanie, czy świat nie opiera się jedynie na tak silnym pragnieniu zysku, że w sekundzie można dla niego diametralnie zmienić swoją pozycję. Niestety, jest to częsta praktyka, bo nikt nie czerpie przyjemności z odczuwania paniki.
„Maquinaria Panamericana”. Scenariusz: Joaquin del Paso, Lucy Pawlak. Reżyseria: Joaquin del Paso. Zdjęcia: Fredrik Olsson. Obsada: Javier Zaragoza, Ramiro Orozco, Irene Ramirez i in. Produkcja: Meksyk, Polska 2016, 90 min.