Wydanie bieżące

1 października 19 (307) / 2016

Michał Paweł Urbaniak,

OGIEŃ, WODA I SZALEŃSTWO (ALEKSANDRA ZIELIŃSKA: 'BURA I SZAŁ')

A A A
„Bura” – to słowo kojarzy się potocznie z reprymendą, pretensjami. W języku polskim „bure” chętnie łączy się z „szarym” (i negatywnymi konotacjami). Tak też postrzega się Bura, główna bohaterka najnowszej książki Aleksandry Zielińskiej. W swoich oczach jest przede wszystkim szara. Widzi siebie jako ćmę, szarego, nocnego motyla. W pierwszym rozdziale oznajmi w rozmowie ze swoim byłym terapeutą (sprowadzonym w powieści do inicjału – M): „Mówili na mnie czasem »ćma«, jeszcze na wsi, jeszcze w domu, bo ciągnęło mnie do ognia w piecu, jak matkę ciągnęło do rzeki”. Będą to pierwsze słowa w powieści wypowiedziane przez nią „na poważnie”. M przeprowadza Test Rorschacha. Wraz z kolejnymi plamami atramentowymi odsłania się dramatyczna historia młodej kobiety naznaczonej szaleństwem.

Przybliżając tę postać, nie można zapominać o drugim znaczeniu jej przezwiska – „bura” to także określenie silnego wiatru, niszczycielskiego i zarazem fascynującego. Warto tu zacytować słowa M: „Bura jest najpiękniejszym wiatrem, jaki miałem okazję poczuć, ale najbardziej niebezpiecznym. Burzy morze, porywa statki, których nikt już nie odnajduje. Zrywa liście z drzew, a rankiem zostają tylko nagie szkielety. Wciska w oczy piasek, kurz i kamienie. (…) Bura rozbija nawet ptaki o szyby okien (…), nie daje spać, z hukiem wciska się do uszu”. Taka też jest bohaterka Zielińskiej, choć nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. W poprowadzonej równolegle opowieści (autorka „Przypadku Alicji” bawi się narracją i chronologią) Bura – silna, zdecydowana, tak jakby na zawsze zażegnała swoje demony, wraca do rodzinnego domu. Nie jest podobna do dawnej siebie („Nowa Bura była inna. […] Nowa Bura była normalna”, stwierdzi jej siostra). Nadchodzi wraz ze straszliwą burzą, niszczy spokój swojej siostry Lulu i jej rodziny. Przypomina krwawą boginię zemsty. Pragnie rozliczyć się z przeszłością, z najbliższymi, z samą sobą i ze zdarzeniami, które ją ukształtowały.

Wychowała się na wsi, w cieniu rzeki. Dorastała w nieszczęśliwej rodzinie. Bura, jej opiekunowie, siostra – wszyscy tkwili zamknięci „we własnej bańce problemów, przestrzelonych uczuć i poczucia krzywdy”. Matka, choć rządziła domownikami, żyła jakby obok, zamknięta w sobie. Lepiej czuła się nad rzeką niż w domu. Podczas powodzi straciła ukochanego mężczyznę, ojca Bury. Później poukładała sobie życie, a jednak nie pogodziła się z dawną tragedią. Przybrany ojciec Bury, choć był bardzo oddany żonie, zdawał sobie sprawę, że nigdy nie będzie tak kochany jak jego poprzednik. Przez to odczuwał nienawiść zarówno względem siebie, jak i żony, a także przybranego dziecka. Bura funkcjonowała zatem jako „córka marnotrawna”, dla rodziców stała się żywym symbolem osobistych miłosnych dramatów. W lokalnej społeczności była traktowana z podejrzliwością, pogardą, nienawiścią. Została wykluczona jako lokalna wariatka, zsyłająca klątwę na rodzinną wioskę. W końcu rzuciła się (a może ją wepchnięto?) w chorobę psychiczną.

Rodzice umierają, córki dorastają. Lulu wtapia się w świat wioski, prowadząc do bólu konwencjonalne, a zarazem dalekie od szczęścia życie u boku równie konwencjonalnego męża. Wciąż próbuje zażegnać dawne traumy poprzez obsesyjne porządki. Inaczej mówiąc, stara się za wszelką cenę uporządkować swój świat czy raczej nie dopuścić doń bałaganu kojarzącego się z trudnym dzieciństwem. A jednak idealny obrazek to tylko starannie utrzymane pozory: „Nic się nie oparło mocy Lulu. Dom lśnił nieustannie, kurz nie miał szans opaść na parkiet, pracowały wilgotne szmatki, szczotki, miotły i odkurzacz. Każdy bibelot stał na swoim miejscu i niechby tylko ktoś spróbował coś przesunąć, gniew Lulu nie znał granic. Wszystko poddawało się bez problemu. Tylko (…) gdyby tak naprawdę zacząć skrobać tę doskonałą powierzchnię, wkrótce znalazłoby się ogniska ropy, gotowe wybuchnąć i skazić rodzinę jak z obrazka”. Kiedy Bura – nieproszona, niechciana, znienawidzona – wraca do domu, przynosząc ze sobą to, co chciałoby się ukryć, poukładany świat Lulu chwieje się w posadach.

Bura to najciekawsza pod względem psychologicznym postać w powieści. Nie potrafiła się odnaleźć – ani w sobie, ani w świecie. Nie pasowała zarówno do wioski rządzącej się twardymi, bezlitosnymi prawami, jak i do wielkomiejskiej rzeczywistości Krakowa. Poukładany dom kuzyna Darka Kondratowicza (u którego Bura zamieszkuje) to miejskie, bardziej luksusowe odbicie domu rodzinnego. Panuje w nim taka sama hipokryzja, niezasłużone zadowolenie z siebie. Bura okazuje się niewygodna zarówno dla Lulu i rodziców, jak i dla Kondratowiczów. Pada ofiarą takiej samej fizycznej i psychicznej przemocy, nie otrzymuje zrozumienia – co najwyżej protekcjonalne traktowanie. Leki, terapie – to wszystko nie działa. Dopiero psychoterapeuta M – substytut podwójnie straconego ojca – kiedy już wyjdzie ze swojej zawodowej roli, naprawdę będzie w stanie jej pomóc.

Właściwym domem zagubionej bohaterki wydaje się rzeka. Bura stwierdza: „nie mam domu, w Krakowie mnie nie chcą, na wsi mnie nie chcą, zechce mnie tylko rzeka”. W powieści Zielińskiej rzeka (woda) jest bardzo istotnym elementem, niepodważalnie związanym z Burą i jej bliskimi („Jeśli coś zostaje w rzece, to przecież zostaje w rodzinie”). Rzeka przyciąga nie tylko członków rodziny, ale, ogólniej, także innych reprezentantów wiejskiej społeczności. Jest poniekąd toksyczna, pozwala spotkać się z tym, co w człowieku ciemne, niezgłębione. To ona wreszcie paradoksalnie kształtuje życie, przynosząc śmierć. Za jej sprawą giną obaj ojcowie Bury, a także Leszek Niemota (chore dziecko, wioskowy „głupek”, którego w oczach miejscowych później „zastąpi” Bura). To przez rzekę łamie się życie matki i głównej bohaterki. Tęskni ona do rzeki, instynktownie jej szuka. Zastanawia się: „Sama nie wiem, jaka jest prawda, może rzeka to łącznik między miastem a wsią, płynie i tu, i tu, a ja nie mam pojęcia, dokąd należę, nie chcą mnie w domu, nie chcą mnie w Krakowie, jestem zawieszona, o, w rzece zawieszona”.

„Bura i szał” to mroczna i duszna opowieść o szaleństwie – (nie)określonym, oswajanym przez armię mocnych leków, wreszcie – szaleństwie wmówionym. Zielińska pyta ustami jednego z bohaterów: „skąd możemy wiedzieć, gdzie tkwi szaleństwo?”. Bura jako postać uosabia szaleństwo nazwane wprost, odarte z pozorów. Nawiązując do cytowanego wyżej pytania – jest to oczywiście szaleństwo w znaczeniu, jakie nadaje temu pojęciu społeczeństwo; szaleństwo kłócące się z luksusowym domem Kondratowiczów i uporządkowanym światem Lulu, szaleństwo niewygodne, takie, które najlepiej zajeść lekami, pasujące do szpitalnych sal pozbawionych klamek. A przecież za tym szaleństwem – udowadnia autorka „Przypadku Alicji” – kryje się nie tyle „brak piątej klepki” (że użyję tego potocznego sformułowania), co krzywda, nieprzepracowana trauma, poczucie winy. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że Aleksandra Zielińska tworzy wieloaspektowe i wnikliwe portrety bohaterów – dotyczy to nie tylko postaci tytułowej, ale także tych z drugiego planu. Lulu, M, Darek – oni są przekonujący pod względem psychologicznym. Wszyscy zostali ciężko doświadczeni i dźwigają swoje traumy. Inaczej mówiąc: są tak samo podatni na problemy psychiczne. Można się zatem zastanawiać, ile „szaleństwa” (cudzysłów zamierzony) ma w sobie Bura. Idąc dalej – ile jest go w Lulu z jej obsesyjnymi porządkami? Ile w jej matce hipnotycznie podążającej w stronę rzeki? Ile w M, terapeucie, który – jak można przypuszczać – nie umie sobie poradzić z własnymi problemami? Ile w Darku Kondratowiczu tak troskliwym wobec kuzynki? Od tych pytań nie ucieknie się podczas lektury.

„Bura i szał” Aleksandry Zielińskiej to przykład prozy mocnej, niejednoznacznej, inteligentnie prowokującej. Główną siłą tej książki jest fascynująca tytułowa bohaterka umieszczona na marginesie „normalnej” rodziny, „normalnego” społeczeństwa, „normalnego” życia. Bura szuka samej siebie we własnej historii, w rodzinie, w świecie, między lekami i lękami, między ludźmi i między żywiołami – wodą (rzeką) i ogniem (nie tylko wewnętrznym). Pozostaje bezradna, przynajmniej dopóki nie uświadomi sobie, że szaleństwem jest to, co się szaleństwem nazwie.
Aleksandra Zielińska: „Bura i szał”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2016 [seria: archipelagi].