Wydanie bieżące

1 października 19 (307) / 2016

Kamila Czaja,

TERAZ CZECHY (IVA PROCHÁZKOVÁ: 'MĘŻCZYZNA NA DNIE')

A A A
Wokół. Literatura Europy Środkowej
Trochę bliższa zagranica

Im więcej kryminałów się czyta, tym większe ryzyko, że w końcu wszystkie zaczną się wydawać do siebie podobne. Tym, którzy mają za sobą liczne tomy przygód Herkulesa Poirota i panny Marple, zwiedzili wszystkie ciemne zaułki miasta u boku Philipa Marlowe’a, rozwiązali rosyjskie zagadki z Anastazją Kamieńską i Erastem Fandorinem, wpadli w depresję z licznymi skandynawskimi policjantami i dziennikarzami oraz na pamięć znają przedwojenną topografię miast z rodzimych kryminałów retro, pozostaje coraz trudniejsze szukanie świeżych wrażeń. Można w tej sytuacji sięgnąć po dobre polskie powieści kryminalne dziejące się współcześnie lub prawie współcześnie (tu choćby Zygmunt Miłoszewski czy Anna Kańtoch), ale i ta lekcja przez pilnego czytelnika gatunku zapewne została już odrobiona… Warto więc nieco poszerzyć horyzonty geograficzne. I o ile w tym poszerzeniu do niedawna kierowałam wszystkich zainteresowanych (a czasem i tych niezainteresowanych) głównie do francuskiej trylogii Pierre’a Lemaitre’a („Koronkowa robota”, „Alex”, „Ofiara”), to teraz odkryłam – przyznaję, że z lekkim opóźnieniem, bo premiera książki była w maju – że coś bardzo ciekawego znaleźć można znacznie bliżej polskiej granicy.

„Mężczyzna na dnie” Ivy Procházkovej to czeski kryminał, który skusił mnie krążącymi o nim dobrymi opiniami – ale zaniepokoił genezą. Książka nawiązuje do serialu „Vraždy v kruhu”, którego scenarzystką jest autorka powieści. I chociaż na okładce zapowiedziano, że mamy do czynienia z nową historią (a nie z literacką adaptacją istniejących odcinków), to można się w takiej sytuacji obawiać, czy publikacji nie towarzyszyło pragnienie odcinania kuponów od sukcesu telewizyjnej produkcji. Uspokajam od razu: nie dostajemy scenariusza udającego książkę, tylko nieprzeładowaną dialogami, bardzo ładną językowo powieść. Na dodatek znajomość serialu nie jest niezbędna do cieszenia się „Mężczyzną na dnie”. Książka Procházkovej wydaje się kryminałem dość klasycznym. Tajemnice przeszłości i świeże sekrety, ofiara morderstwa, wielu podejrzanych, policjanci na tropie… Oryginalność i wartość objawia się tu jednak w szczegółach.

Rozdarcie i rozbawienie

Wyróżnikiem śledztwa prowadzonego w „Mężczyźnie na dnie” okazuje się sięganie po pomoc do odkryć astropsychologii. I chociaż nie jestem fanką tej dziedziny, a po lekturze nie do końca wiem, gdzie miałaby się tu kończyć astrologia, a zaczynać psychologia, to przyznaję, że przekonująco wypada podejście głównego bohatera, podinspektora Mariána Holiny, kładącego nacisk na zgłębienie motywu sprawcy: „Dopóki będzie się mordować z ludzkich pobudek, motyw zbrodni może odkryć tylko człowiek” (s. 58). A jeśli astrologia jest w stanie jakoś pomóc, to szkoda nie spróbować. Taki chwyt sceptykom nie powinien w subtelnym wydaniu Procházkovej przeszkadzać, a zwolennikom wyjścia poza surową technikę kryminalistyczną zapewne bardzo się spodoba.

Czeska pisarka doskonale wyważa proporcje tego, co czytelnik powinien wiedzieć, żeby nie czuć się oszukanym, a tego, co należy ukryć, żeby nie było za prosto. Dużą zaletą „Mężczyzny na dnie” jest także postawienie odbiorcy wobec dylematu: kibicować śledczym czy sprawcy? Ofiara morderstwa okazuje się postacią antypatyczną, winną krzywd wielu ludzi, na dodatek sprytnie skrywającą się za maską stróża prawa. Czytelnik miota się między współczuciem wobec skrzywdzonych przez policjanta, którego znaleziona na dnie jeziora, a życzeniami sukcesu Holinie i jego zespołowi. Podejrzani sportretowani zostali dokładnie – to nie tylko pionki w grze o wykrycie sprawcy, ale ludzie z krwi i kości, mający skomplikowaną przeszłość, ukształtowani przez wzbudzające empatię nadzieje i rozczarowania. Ale i policyjna ekipa składa się z sympatycznych, wielowymiarowych bohaterów. Kierującego śledztwem Mariána wyposażono w kilka ciekawych cech – na przykład jego wykształcenie pedagogiczne dochodzi do głosu przy pracy z niedoświadczonym partnerem, a złożone pochodzenie daje podstawę do trzeźwego spojrzenia na Czechów, Słowaków i Węgrów.

Obserwacje codzienności zarówno Pragi, jak i czeskiej prowincji to mocny punkt powieści. Nieco absurdalny humor, dodany do kryminalnej intrygi ze sporym wyczuciem, pozwala nieco zdystansować się do sprawy morderstwa. Dialogi w rodzaju: „– Nie żyje? – zdumiał się kierownik. – Ale jak? / – Całkowicie – zapewnił go Diviš” (s. 216) czy obrazowe opisy typu: „Ciało na stole sekcyjnym wyglądało dość postmodernistycznie” (s. 159) wzmacniają przyjemność lektury. Do tego dochodzi godne uznania skupienie uwagi na drobnych przyjemnościach życia – jedzeniu, spędzaniu wolnego czasu w knajpkach i na łonie przyrody, cieszeniu się obecnością drugiego człowieka. Tego rodzaju ujmujące fragmenty książki sprawiają, że całość mimo mrocznego śledztwa nie przytłacza.

Ucz się czeskiego (kryminału)

„Mężczyzna na dnie” powinien przypaść do gustu smakoszom kryminałów prowadzonych dość powoli, ale za to przemyślanych, dopracowanych fabularnie i językowo, niepoprzestających na sensacyjnej fabule. Procházková stawia na postacie, psychologię, klimat i stopniowe wciąganie czytelnika. A jeśli ktoś nie lubi powieści kryminalnych, ale jest czechofilem (a tych przecież w Polsce nie brakuje), to też powinien sięgnąć po tę pozycję Wydawnictwa Afera otwierającą serię Czeskie Krymi. Ja po miłym spędzeniu czasu nad „Mężczyzną na dnie” czekam niecierpliwie na kolejne tomy. I liczę nieśmiało, że czeska telewizja, Netflix lub jakiś rodzimy nadawca umożliwi mi zapoznanie się z serialem „Vraždy v kruhu” z polskimi lub angielskimi napisami (jeżeli natomiast ktoś ma szczęście i zna język, to może oglądać serial po czesku na stronie telewizji czeskiej).
Iva Procházková: „Mężczyzna na dnie”. Przeł. Julia Różewicz. Wydawnictwo Afera. Wrocław 2016 [seria: Czeskie Krymi].