Wydanie bieżące

15 października 20 (308) / 2016

Natalia Gruenpeter,

MATKI, ŻONY I LUDZIE (TALLULAH)

A A A
Nazwisko Alison Bechdel znane jest przede wszystkim z tak zwanego „testu Bechdel”, który w prosty i humorystyczny sposób wskazuje na problem obecności i obrazu kobiet w kinie. Aby pozytywnie przejść ten sprawdzian, film musi spełnić trzy warunki: posiadać co najmniej dwie kobiece bohaterki (noszące imiona) oraz zawierać scenę dialogu kobiet, ale takiego, który nie dotyczy mężczyzn. Nic prostszego, prawda? Codzienność pełna jest takich sytuacji. Kobiety rozmawiają o kulturze, piłce nożnej, innych kobietach, kosmetykach, polityce, pogodzie, dzieciach…

Okazuje się jednak, że filmowcy nieszczególnie są takimi sytuacjami zainteresowani, a historia kina pełna jest filmów, które oblały ten prosty test. Znacząca nieobecność autonomicznych postaci kobiecych często wpisana jest już w konwencje gatunkowe (film gangsterski, wojenny, sensacyjny, western, komedia romantyczna, spopularyzowany niedawno bromance). Nie prowadzę wprawdzie statystyk opartych na „teście Bechdel”, który traktować należy z pewną dozą dystansu, ale mam wrażenie, że amerykańskie kino głównego nurtu oraz telewizja ostatnio reagują na ten brak. Mieliśmy chociażby zabawne „Siostry” z Tiną Fey i Amy Poehler, rozgrywającą się w środowisku studentek kontynuację „Sąsiadów”, a także kilka znaczących seriali: „Orange is the New Black”, „Dziewczyny” czy wspaniałe „Broad City”, które nie tyle programowo przełamuje pewne zasady, co bezceremonialnie i nonszalancko je ignoruje.

„Tallulah”, film wyprodukowany i od razu udostępniony przez serwis Netflix, wydaje się w tym kontekście ćwiczeniem w przesunięciu (przyznajmy: nieszczególnie wymagających) kryteriów „testu Bechdel” jeszcze dalej. Sian Heder, reżyserka i scenarzystka filmu, wyraźnie zmaga się z myśleniem o kinie w kategoriach feministycznych. Ta autorska samoświadomość znajduje wyraz w postaci Margo (Allison Janney), intelektualistki, porzuconej przez męża dojrzałej kobiety i autorki książki o instytucji małżeństwa. W jednej ze scen bohaterka spotyka się ze swoimi czytelniczkami i czytelnikami w księgarni, gdzie, zapytana o poglądy na temat patriarchalnej władzy jako fundamentu małżeństwa, prostuje, że to nie jej osobisty pogląd, ale feministyczna teoria z lat 70. Jedna z uczestniczek spotkania puentuje całą refleksję prostym pytaniem: „A może ludzie po prostu nie chcą być sami?”. Epizodyczna scena ujawnia rozdźwięk między intelektualną próbą wyjaśnienia pewnych zjawisk a elementarnymi ludzkimi motywacjami i emocjami.

Bardzo interesująca jest pozycja, jaką w tym starciu przyjmuje reżyserka. Początek filmu skłania ku interpretacji intelektualnej, a sama Sian Heder objawia się jako autorka sprawnie żonglująca cytatami i nawiązaniami, które akcentują tekstualność dzieła. Oczywiście, od razu rozpoznajemy wyraziste nawiązanie do „Juno”, popularnego filmu nakręconego niemal dekadę temu i podejmującego temat niechcianej ciąży, rodzicielstwa i odpowiedzialności. To na planie „Juno” spotkały się wcześniej Allison Janney i Ellen Page, wcielające się tam w matkę i córkę. W „Tallulah” ich bohaterki nie łączą wprawdzie więzy krwi, ale Margo w pewnym wymiarze stanie się dla tytułowej bohaterki uobecnieniem figury matki. Innym punktem odniesienia jest kino Todda Solondza, z którego reżyserka czerpie odrobinę humoru deadpan towarzyszącego portretowaniu skomplikowanych rodzinnych relacji.

Świadome, choć pełne dystansu, wydaje się także podejście do „testu Bechdel”. Sian Heder przesuwa kryteria testu jeszcze dalej, ponieważ „Tallulah” w całości opiera się na kobiecych kreacjach. Tytułowa bohaterka jest młodą dziewczyną, która prowadzi nomadyczną egzystencję, kieruje się intuicją i konsekwentnie kwestionuje dominujące reguły życia społecznego. Kiedy jej chłopak nagle znika, Tallulah postanawia pojechać do jego matki, Margo. Skomplikowana relacja dwóch kobiet, mających całkowicie odmienne poglądy na życie, jest główną osią filmu. Ale są jeszcze dwie inne ważne postaci, które staną się katalizatorem dramatycznych wydarzeń: Carolyn, rozczarowana życiem, zagubiona i zmagająca się z problemem alkoholowym kobieta oraz jej maleńka córeczka, pozostawiona pod opieką tytułowej bohaterki, która nieoczekiwanie przywiązuje się do dziewczynki i zabiera ją od matki. Głównym wątkiem filmu jest zatem macierzyństwo: nieplanowane, choć chciane (Margo), planowane, choć niechciane (Carolyn), zawsze trudne, wyboiste i raniące.

Z jednej strony „Tallulah” z naddatkiem spełnia kryteria „testu Bechdel”. Z drugiej, to w zasadzie melodramat macierzyński, który można poddać feministycznej krytyce, pytając na przykład o to, czy w niezależnej, buntowniczej dziewczynie musi obudzić się instynkt macierzyński. Rzecz w tym, że w bohaterce – jak sądzę – taki instynkt wcale się nie budzi. Jej więź z zaniedbywaną, bezbronną dziewczynką ma inny charakter. Tallulah raczej widzi w niej samą siebie, porzuconą kiedyś przez matkę, pozbawioną gruntu pod nogami, samotną i zrezygnowaną. Oczywiście, można dopytywać dalej: czy społeczne niedostosowanie tytułowej bohaterki musi być przedstawione jako rezultat porzucenia?

To moment, w którym Sian Heder kieruje się w stronę emocji, empatii, indywidualnych doświadczeń. Jej porte parole staje się – dosyć nieoczekiwanie – kobieta z publiczności zadająca naiwne pytanie: „A może ludzie po prostu nie chcą być sami?”. Widz może tę perspektywę przyjąć bądź odrzucić. Trzeba jednak przyznać, że siłą filmu Heder jest to, że jego bohaterki są przede wszystkim – to oczywiste, choć wciąż nieustannie kwestionowane – po prostu ludźmi.
„Tallulah”. Scenariusz i reżyseria: Sian Heder. Zdjęcia: Paula Huidobro. Obsada: Ellen Page, Allison Janney i in. Produkcja: Stany Zjednoczone 2016, 111 min.