Wydanie bieżące

1 listopada 21 (309) / 2016

Przemysław Pieniążek,

CO TU DUŻO (NIE) MÓWIĆ (FAZY / ZONZO)

A A A
Urzekające narracyjno-wizualnym zamysłem fińskie „Fazy” Heikkiego Rönkkö oraz bezkompromisowy, chwilami wręcz zdumiewający zbiór „Zonzo” sygnowany nazwiskiem Hiszpana Joana Cornelli Vázqueza to dwa diametralnie różne, choć szalenie ciekawe przykłady komiksu niemego.

Wszystko się zmienia? („Fazy”)

Mieszkający w Helsinkach Heikki Rönkkö jest z zawodu projektantem i grafikiem, który z równym powodzeniem realizuje się jako twórca komiksów – jego debiutanckie „Fazy” są tego najlepszym przykładem. Zaczynając swoją opowieść od dość przewrotnie ukazanego świtu ludzkości, Fin snuje pasjonującą narrację, w której przenikające się czasoprzestrzenne porządki (ukazane na tle zmieniających się pór roku oraz nieustającego cyklu narodzin, wzrostu i śmierci) stanowią atrakcyjną scenografię dla przypowiastki o (r)ewolucji kultury, życia i samego świata. Konflikt między naturą a cywilizacją czy różne oblicza walki o byt i przetrwanie w rzeczywistości podlegającej ciągłym metamorfozom to swoisty leitmotiv „Faz”, przypominających, że tam, gdzie jest człowiek, zawsze znajdzie się miejsce dla niesprawiedliwości, ucisku i przejawów brzemiennej w tragiczne skutki głupoty.

Chociaż w recenzowanym albumie każda strona jest konsekwentnie podzielona na dwadzieścia kadrów, ich zawartość skrzętnie wymyka się symetrycznym ramom, tworząc niesamowity system połączeń między poszczególnymi historyjkami, w których puenta jednej stanowi równocześnie punkt wyjścia dla kolejnego wątku, konsekwentnie rozrysowywanego przez Rönkkö w formie alegorycznych, niemych slapsticków. Dowcipne, aczkolwiek skłaniające do głębszej refleksji „Fazy” to komiksowy minitraktat o tym, skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, posiadający siłę oddziaływania magicznego widowiska godnego samego Georges’a Mélièsa.

Tężejący uśmiech („Zonzo”)

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: na krześle elektrycznym siedzi uśmiechnięty skazaniec, podczas gdy równie ujmująco wyszczerzony funkcjonariusz przygotowuje się do dokonania egzekucji. Ale nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności z kabury policjanta wypada broń, uderzając o podłogę. Przypadkiem wystrzelona kula trafia więźnia w sam środek głowy, podczas gdy wstrząśnięty kat zalewa się rzewnymi łzami. Nie mniejsze wrażenie robi cykl kadrów, gdzie szczęśliwy mnich dokonuje aktu samospalenia pod oknem domu pewnej kobiety, którą nieoczekiwanie dosięgają płomienie. Niewiasta traci równowagę, pechowo upadając na podłogę, gdzie bawi się rozkoszny bobas. Trzymane przez bohaterkę nożyczki wbijają się w główkę radosnego malucha, zaś epizod wieńczy obraz trawionego przez ogień oblicza zakonnika o zastygłym na nim pogodnym grymasie. Albo pomyślmy o sytuacji, w której mężczyzna w koszulce z napisem Free Hugs stara się przytulić bliźniego swego. Cały dowcip polega na tym, że obaj nie mają rąk.



Przywołane scenki rodzajowe stanowią zaledwie wyimek z zestawu niepokojących, surrealistycznych i pełnych czarnego humoru komiksowych pasków autorstwa Joana Cornelli Vázqueza. W tomiku pod tytułem „Zonzo” czytelnik odnajdzie reprezentatywny wybór prac (datowanych na lata 2013–2015) tego hiszpańskiego rysownika oraz ilustratora, w których artysta – z właściwym sobie wyczuciem – bierze na celownik ludzkie przywary wyraźnie manifestujące się w przeróżnych sytuacjach życia codziennego. Narkomania, wykluczenie, niepełnosprawność, pedofilia, bezmyślna przemoc czy desperackie poszukiwanie akceptacji – Joan Cornellà Vázquez co rusz udowadnia, że piekło to inni, ale także przypomina, że czasem nie robimy nic, by ich powstrzymać albo sami prosimy się o to, co nas spotyka. Hipokryzja i znieczulica jawią się w „Zonzo” jako stały element okrutnych gier (a w zasadzie pułapek), w które uwikłani są bohaterowie albumu, przy czym rola kata i ofiary nie jest trwale przypisana jednej ze stron.

Ważkie treści zyskują w albumie Hiszpana z miejsca rozpoznawalną oprawę, podkreślającą, że w tych komiksowych paskach nic nie jest takim, jakim się na pozór wydaje. Utrzymany w jaskrawej kolorystyce, często makabryczny, chwilami zaś obsceniczny slapstick pozostawia odbiorcę w stanie lekkiego szoku, z nerwowym, choć szybko zamierającym uśmieszkiem na twarzy. Wszak „Zonzo” jest pozbawioną hamulców satyrą społeczną, która co wrażliwszych czytelników może przyprawić o palpitacje serca. Niemniej w tym cukierkowym ekscesie kryje się zaskakująco skuteczna metoda. Warto!
Heikki Rönkkö: „Fazy” / Joan Cornellà Vázquez: „Zonzo”. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2016.