Wydanie bieżące

1 listopada 21 (309) / 2016

Przemysław Pieniążek,

ROSOMAK, KTÓRY PAMIĘTAŁ PRZYSZŁOŚĆ (WOLVERINE. SNIKT!)

A A A
To mógł być zwykły, niepozorny dzień w życiu Rosomaka. Na (nie)szczęście spacerującego bohatera, los zadecydował inaczej, stawiając na jego drodze dziewczynę o imieniu Fusa. Pełna determinacji, choć otoczona aurą tajemnicy prośba o pomoc idzie w parze z niewinnym z pozoru gestem, jakim jest uściśnięcie dłoni. W tej samej chwili nowojorski zakątek rozwiewa się niczym sen złoty, podczas gdy Logan doświadcza na sobie uroków czasoprzestrzennej podróży, która nieco się komplikuje. Twardo lądując na postapokaliptycznym gruncie, Wolverine staje oko w oko ze zmiennokształtną kreaturą, dającą się przybyszowi mocno we znaki. Odzyskawszy przytomność w azylu zamieszkiwanym przez niedobitki ludzkości, Rosomak poznaje kilka mało optymistycznych faktów dotyczących kondycji współczesnej rzeczywistości, dla której promykiem nadziei może okazać się on sam. Nie wdając się w jałowe dyskusje i rozważania, Logan zaczyna „robić swoje”, wykorzystując przy tym naturalną skłonność do destrukcji oraz pokryte adamantium pazury ochoczo wysuwające się przy wtórze tytułowej onomatopei.

Opublikowany pod szyldem Marvel Comics pięcioodcinkowy cykl „Wolverine: SNIKT!” Tsutomu Niheia jest nie lada gratką zarówno dla miłośników solowych przygód charyzmatycznego protagonisty, jak i dla fanów kultowej serii „Blame!”. Wszak futurystyczna eskapada Rosomaka rozgrywa się w cyberpunkowych realiach doskonale znanych czytelnikom tej skądinąd znakomitej mangi. Energetyzująca mieszanka fantastyki i horroru, w której gruntowna analiza profili psychologicznych nie jest kwestią priorytetową – recenzowany album idealnie sprawdza się jako sumiennie skrojone czytadło, skutecznie podnoszące poziom odbiorczej adrenaliny.

Największym atutem „Wolverine: SNIKT!” jest oczywiście oprawa wizualna. Z miejsca rozpoznawalna kreska twórcy „Abary” wyczarowuje imponujące gabarytami architektoniczne obiekty wznoszące się na rubieżach zniszczonego świata, kreśli odrażające fizjonomie śmiercionośnych Mandate’ów (których geneza jest skądinąd ciekawym patentem) oraz nadaje niezbędnej dynamiki sekwencjom pojedynków. Dodajmy do tego nastrojową kolorystykę, a staniemy się świadkami pełnej rozmachu komiksowej rozwałki, którą kontempluje się ze sporą satysfakcją. Szybka, przyjemna, okraszona galerią okładek lektura, będąca co prawda nie wiekopomnym dziełem z Rosomakiem w roli głównej, ale ostrą niczym brzytwa widokówką przysłaną z miejsca, do którego za żadne skarby nie chcielibyśmy trafić. 
Tsutomu Nihei: „Wolverine. SNIKT!”. Tłumaczenie: Alicja Modrzewska. Wydawnictwo Waneko. Warszawa 2016.