Wydanie bieżące

1 listopada 21 (309) / 2016

Radosław Pisula,

RĘCE, KTÓRE NIE LECZĄ (DOKTOR STRANGE. POCZĄTKI I ZAKOŃCZENIA)

A A A
Doktor Strange w pierwszej dekadzie XXI wieku miał wyjątkowego pecha do swoich solowych przygód (bo, o dziwo, w drużynach poczynał sobie całkiem nieźle). Oprócz znakomitej miniserii „Doktor Strange: Przysięga” Briana K. Vaughana, czytelnicy dostawali jedynie od wydawnictwa sygnały, że nikt z jego pracowników nie ma pomysłu na utrzymanie miesięcznika z tym bohaterem w roli głównej. Pojawił się jeszcze średnio udany album Marka Waida „Strange: The Doctor Is Out” i dopiero niedawno cudotwórca Jason Aaron wziął markę w swoje ręce, a potem wysmażył jedną z najbardziej pomysłowych serii Marvela, gdy postanowił… zabrać protagoniście prawie wszystkie jego magiczne zabawki!

Już w 2004 roku amerykański wydawca podjął próbę odświeżenia przygód swojego naczelnego maga, zlecając owe zadanie J. Michaelowi Straczynskiemu (wspieranemu przez wieloletnią współpracowniczkę, Samm Barnes), który ubrał genezę Strange’a we współczesne szaty. Fabuła tego komiksu trzyma się stałych elementów „originu” Doktora: poznajemy aroganckiego chirurga geniusza, wypadek kończący jego karierę, poszukiwanie pomocy, gdzie się tylko da, w końcu zaś udany romans ze sztukami magicznymi. W całą sprawę zamieszani są stary mistrz, piękna kobieta oraz demoniczni złoczyńcy.

Tu i ówdzie Straczynski dodaje jakieś nowe elementy, które jednak nie wpływają wymiernie na jakość historii, jeszcze bardziej zamykając ją w doszczętnie wyświechtanych schematach. Już na samym początku okazuje się bowiem, że Stephen Strange od zawsze miał dobre serduszko, a nawet był wybrańcem. Za dużo tutaj fascynacji „Matriksem” – Clea dostaje rolę Trinity, Przedwieczny spotyka się z protagonistą w ascetycznym dojo, a sam Strange zamienia fikuśną pelerynę na krwistoczerwony płaszcz. Również sposób wykorzystywania magii przeobraża się z narkotycznych starć (z użyciem wielobarwnych i dziwacznych czarów) w walki na magiczną broń białą.

„Początki i zakończenia”, mimo iż w założeniach miały przynieść powiew świeżości, już po ledwo kilkunastu latach wyglądają archaicznie, nie potrafiąc niczym zaskoczyć. Wrogowie są do bólu sztampowi i skrajnie nieinteresujący, fabuła naszpikowana sporą ilością tanich chwytów, a sam Doktor wypada zwyczajnie nijako. Jego przemiana została przez scenarzystę zbyt wykalkulowana, zaś prawdziwe emocje zastępuje tu skrupulatne odhaczanie kolejnych etapów monomitu Josepha Campbella – schematu równie solidnego, co zdradliwego. Nie pomagają też naszpikowane ciągłą ekspozycją dialogi, brzmiące niekiedy zbyt sztucznie – natężenie tekstu po prostu spowalnia tempo opowieści.

Niezbyt oryginalna jest także strona wizualna recenzowanego komiksu. Brandon Peterson, znany przede wszystkim z rysowania bohaterów z wielkimi giwerami dla wydawnictwa Top Cow, jest jednym z wielu naśladowców Jima Lee (w tym albumie z domieszką równie popularnego Marka Bagleya), który jednak nie ma szans nadgonić ultrapopularnego do dziś artysty. Wykonał poprawną robotę, niewyróżniającą się jednak niczym szczególnym – niektóre z czarów wyglądają nieźle, a neonowe znaki wokół rąk pożyczyli sobie nawet twórcy filmowych przygód „Doktora Strange’a”, ale trudno coś z tego zapamiętać na dłużej.

Ostatecznie „Początki i zakończenia” nie są złą historią; raczej niegroźnym czytadłem do zapomnienia w godzinę po lekturze. Najbardziej boli nijakość projektu, brak ryzyka, jakiejkolwiek próby oczarowania odbiorcy. Marvel dosyć szybko uczynił z tego opowieść alternatywną, a do nowej wersji świata ukazanej w tym albumie nikt już nie wracał. Straczynski to naprawdę dobry scenarzysta, któremu jednak czasami powinie się noga (vide: jego staże w „Wonder Woman” oraz „Action Comics”). Dużo lepszym wyborem będzie sięgnięcie po wydaną w Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela „Przysięgę”, gdzie Vaughan przedstawia najbardziej wydestylowaną wersję magicznej komiksowości niezwykłego doktora. 
J. Michael Straczynski, Samm Barnes, Brandon Peterson: „Doktor Strange. Początki i zakończenia” („Doctor Strange: Beginnings and Endings”). Tłumaczenie: Marek Starosta. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2016.