Wydanie bieżące

1 listopada 21 (309) / 2016

Sara Nowicka,

O WSZACH I FLAUBERCIE (KARL OVE KNAUSGARD: 'JESIEŃ')

A A A
Zwykło się mawiać, że książka jest substytutem rozmowy z drugim człowiekiem. Jest to szczególnie widoczne w przypadku takich powieści jak „Jesień” Karla Ovego Knausgårda. Skandynawski autor po raz kolejny z wielką szczerością odsłania swoje życie przed czytelnikiem. Po autobiograficznej serii „Moja walka”, w której Knausgård opisywał swoją przeszłość, przyszła pora na cykl czterech pór roku, w którym pisarz skupia się na teraźniejszości i przyszłości. Punktem wyjścia jest chęć opisania świata dziecku pisarza, które dopiero przyjdzie na świat. Stąd, obok esejów dotyczących mniej lub bardziej znaczących elementów codzienności, znajdują się listy do nienarodzonej córki. Relacja nadawca-odbiorca w tej twórczości non-fiction jest bardzo intymna, przez co przypomina raczej rozmowę z bliskim znajomym, niż zagłębianie się w literacką fabułę. Zaś w rozmowie, jak to w rozmowie, czasem padają błyskotliwe i odkrywcze zdania, jednak jej przeważającą część stanowią prozaiczne tematy, nierzadko błahe i banalne. Co również doskonale widać w „Jesieni”.

Knausgård podzielił swoją powieść na trzy części, przyporządkowane kolejnym jesiennym miesiącom. Każdy z nich podzielony jest na kilkanaście krótkich miniatur, opowiadających o prozaicznych, a czasami nadzwyczajnych, rzeczach lub zjawiskach. Przedmiotami namysłu mogą stać się zarówno guziki, wymioty, tynk czy butelki, jak i Flaubert, Van Gogh, cisza lub samotność. Norweski pisarz pokazuje czytelnikowi pozbawiony wartościowania i selekcji potok życia. Rzeczywistość taką, jaka jest w istocie, w której sacrum i profanum stale przeplatają się ze sobą.

Obok rodzicielstwa, głównymi motywami „Jesieni” jest wpływ krajobrazu na człowieka oraz rola tradycji. Pejzaż interesuje Knausgårda przede wszystkim w odniesieniu do jego własnego domu – analizując zjawiska związane z rytmem przyrody i zmianą pór roku, autor stara się pokazać nienarodzonej córce cykliczność życia. Opisy krajobrazu pozwalają pisarzowi także nauczyć córkę wrażliwości na zjawiska, które dla wielu są niedostrzegalne. Gdy Knausgård pisze o codziennych wschodach słońca, określa je jako sytuację zaskakującą, do której nie można się przyzwyczaić. Z drugiej strony słońce świecące na niebie o godzinie piętnastej jest już dla nas bardziej oczywiste. Autor podkreśla piękno stanów pośrednich, przejścia z nocy w dzień, z ciemności w światło, co wprowadza jego rozważania w lekko filozofujący ton. Wchód słońca czy widok ptaków są bodźcem do opowieści o uniwersalnych kwestiach dotykających życia.

Dla Knausgårda krajobraz jest również ważny pod względem nastroju i emocji, jakie budzi. Na ten element pisarz zwraca szczególną uwagę, analizując dzieło innych twórców. O obrazach Van Gogha pisze: „jego krajobrazy nie zbudzają uczuć, które zwykle wywołuje krajobraz, zupełnie jakby nie zatrzymał na nich dłużej wzroku, jakby właśnie odchodził i rzucał ostatnie spojrzenie na świat. (...) Van Gogh próbował związać się ze światem, ale nie dał rady, próbował związać się z malarstwem, ale nie dał rady, dlatego wzniósł się ponad jedno i drugie i związał się ze śmiercią - i dopiero wtedy świat i malarstwo stały się dla niego możliwe” (s. 148). Sposób widzenia i przedstawiania przyrody jest dla Knausgårda jednoznaczny ze spojrzeniem osoby na świat i najpełniej określa jej z nim relację.

Przyglądanie się naturze jest u Knausgårda przede wszystkim ćwiczeniem kontemplacji, sztuką uważnego patrzenia na rzeczywistość. Pod tym względem „Jesień” może kojarzyć się z dziennikami Rainera Marii Rilkego, szczególnie ze zbiorem „Cézanne”, w którym autor równie intensywnie opisywał przyrodę, co obrazy malarskie, i podkreślał wzniosły wpływ, jaki mają na niego. Zarówno Knausgård, jak i Rilke starają się odkryć istotę materii, która ich otacza. Jednak tam, gdzie Rilke dostrzega metafizykę, Knausgård widzi proste zasady rządzące światem. Podstawowa różnica między pisarzami leży w języku. Ekspresyjne, intensywne i poetyckie określenia Austriaka, u Norwega są zastąpione prostym i zwyczajnym językiem. Knausgård stara się tłumaczyć rzeczywistość tam, gdzie Rilke się nią zachwyca. „Jesień” jest co prawda hołdem oddanym światu, sporo w tym tomie pięknych zdań i prawdziwej fascynacji doświadczaniem życia. Jednak brak u Knausgårda elementu duchowego, który u Rilkego jest niezwykle ważny i który ma znaczący wpływ na ekstatyczność jego twórczości.

Drugim ważnym punktem rozważań pisarza jest tradycja i rodzina. Knausgård oswaja nienarodzoną córkę z jej przyszłą rodziną, ale przede wszystkim uczy szacunku do tradycji, również w jej mniej oczywistych przejawach. Wiele w tych opowieściach nostalgii: za XIX wiekiem, za dawną fotografią, za innymi schematami myślenia. Pisarz opisuje nie tylko zmiany społeczne, ale także te, które zaszły w nim podczas całego jego życia. Szczególnie ciekawy jest w tym kontekście fragment poświęcony „Dziennikom” Witolda Gombrowicza, w którym Knausgård opisuje różnicę w ich odbiorze przed i po zostaniu ojcem.

„Jesień” jest pochwałą tradycji i prostego życia. Autor chętnie podkreśla fakt, że wszystko jest stałe, a zmiany, wbrew pozorom, są ponownym użyciem tego, co było. W jednym z rozdziałów pisze: „podstawowe proste, fundamentalne czynności. Ich namacalność i wiek: ludzie robią to od tysięcy lat. Właściwie ta cała rzeczywistość jest mi obca, ale zawsze ją lubiłem, gdy miałem z nią kontakt. Uczucie przynależności do świata, bycia jego częścią. Dotykać czegoś świadomie, ze zrozumieniem. (...) Prawie tak jak wtedy, gdy stare pojęcie zostaje użyte w nowym kontekście i wszystko, co niegdyś reprezentowało, znowu zacznie przesączać się do myśli o świecie” (s. 74). Opisy prostego życia i jego stałych elementów, prozaicznych, takich jak obecne od pokoleń guziki, czy tych związanych ze sferą emocji, mają na celu danie córce poczucia bezpieczeństwa i stworzenie przed nią obrazu stabilnego i pewnego świata.

Najlepszym rozdziałem tomu jest ten poświęcony Flaubertowi. W komentarzu: „zdania u Flauberta są jak ścierka, którą wyciera się okno zarośnięte brudem i spalinami, przez które człowiek przyzwyczaił się spoglądać na świat” (s. 184), zawiera się cała siła twórczości francuskiego pisarza. Za tak celną wypowiedź wiele można Knausgårdowi wybaczyć. Nawet to, że w tym samym rozdziale czyni z „Pani Bovary” kolejny przedmiot, który zostawiony w trawie, odbija promienie słoneczne i nasiąka poranną rosą. Opis miał być piękny i poetycki, jednak trudno nie zarzucić mu banalności i nadmiernej egzaltacji.

Lektura „Jesieni” nasuwa podstawowe pytanie: czemu ma służyć ta próba poskromienia codzienności? Czy ma pomóc w zrozumieniu świata? Komu? Nienarodzonej córce? Jeśli tak, to nie widzę potrzeby wydawania tego zbioru. Jeśli pisarzowi i, przy okazji, jego czytelnikom, to nie sposób zarzucić tej prozie banału. Nie czytałam „Mojej walki”, więc jestem pozbawiona możliwości porównania „Jesieni” do wcześniejszej twórczości Knausgårda, jednak nie ulega wątpliwości, że książka sama w sobie jest niezbyt odkrywcza i nie wnosi nic nowego do literatury. Próby uchwycenia codzienności istnieją w sztuce od zawsze. Czasami, jak w przypadku Georgesa Pereca i OuLiPo, to, co zwyczajne, zostaje wyniesione na poziom pozazwyczajny. Tacy twórcy jak Eric Rohmer (który w swoim dorobku również ma serię pór roku), pokazując proste życie swoich bohaterów, sprzeciwiają się jednocześnie konsumpcyjnemu stylowi życia i presji sukcesu. U Knausgårda opisywanie rzeczywistości służy jedynie próbie wytłumaczenia jej córce i, w domyśle, próbie zrozumienia jej przez autora. Przyznaję, można w „Jesieni” znaleźć parę interesujących myśli i nierzadko autor pokazuje całkiem świeże spojrzenie na zupełnie zwyczajne kwestie. Jednak tom jest przede wszystkim zbiorem truizmów i frazesów, czego w moim odczuciu nie da się wybronić jedynie faktem, że jest to powieść skierowana do dziecka, które nie zna jeszcze świata.

„Jesień” jest pięknie zilustrowana przez Vanessę Baird. To właśnie obrazy i estetyka wydania są największymi walorami tego tomu. Pod względem wydawniczym książka jest prawdziwym cackiem. Pod względem treści, niestety, niekoniecznie.
Karl Ove Knausgård: „Jesień”. Przeł. Milena Skoczko. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2016.