Wydanie bieżące

1 listopada 21 (309) / 2016

Mateusz Dworek,

PRZEPAŚĆ NAD SZACHOWNICĄ (CEZARY DOMARUS: 'CARGO, FRACHT')

A A A
Zacznijmy mocno: „cargo, fracht” jest książką o języku zawłaszczonym przez mechanizmy polityczne i technologiczne we współczesnym biopolis. Najnowszy tomik Cezarego Domarusa można by przez to sytuować po stronie poezji zaangażowanej, tym bardziej, że znajdziemy w niej fronty zmagań z korporacyjnym językiem (językiem współczesnej ekonomii neoliberalnej?), postindustrialnym porządkiem kulturowym (obowiązujących kodów językowych, systemu zależności klasowej) czy społeczną (dez)informacją.

„Postawiono długi płot z aluminium,

za którym niedługo ruszą prace.

Opłacono ziemię i ludzi

– nic o tym nie wiemy.”





(z wiersza „WIDOK NA CARGO”)

Jednak społeczny wydźwięk wierszy Domarusa stanowi tylko pole do znacznie głębszych przemyśleń: język ekonomii jako narzędzie służące do komunikacyjnej dezorientacji, wielkomiejskie arterie jako pole zmagań z martwą naturą, wszechobecne poczucie konsumpcyjnego niedosytu jako rozpaczliwy krzyk o chwilę uwagi. I co dalej? Dalej jest tło, biopolis, martwe miasto, kompletnie pozbawione żywej substancji, w którym jedyny ruch napędza korporacyjna pogoń i fabryczne maszyny. Podmiot, nieco ironicznie i naiwnie, powtarza retoryczne pytania „co chciałbyś robić?”, „co nas powstrzymuje?”, „co tak go przeraziło”, formułując je w atmosferze przerażenia i rezygnacji, tak jakby nic już nie mogło powstrzymać rozpadu „wielkomiejskiej zatraty” (za Maciejem Meleckim). A może to wszystko (przestrzeń między nadawcą a odbiorcą) umożliwia formowanie się nowego języka, nowej konwencji lirycznej? Nieco wirpszowskiej narracji o budowaniu nowej płaszczyzny językowej, gdzie język techniczny przekształca się w język mistyczny? Pełnej sprzeczności i podejrzliwej wobec języka? Domarus nie tyle odbiera możliwość wyboru indywidualnej drogi, ile rezygnuje z możności jednostkowego kształtowania, rozwijania i nieustannego dookreślania tożsamości. A przestrzeń, w „cargo, fracht” występująca często jako beznamiętne zbiorowiska (perony, blokowiska, bezkształtne budynki), jawi się jako przestrzeń zniewolenia – przez większość uznawana za środowisko naturalne, a więc tym groźniejsza.

„Dawno do ciebie nie dzwoniłem

i da się to wytłumaczyć na wiele sposobów

choć jest to przecież wynik rachunku wad”





(z wiersza „ŁĄCZLIWOŚĆ”)

Można też przyjąć, że wiersze są osobną historią, skrojoną na miarę jednostkowej opowieści, osadzonej w konkretnym miejscu (wspomnianego już wcześniej biopolis, czyli postindustrialnego konglomeratu), tak aby za każdym razem przeprowadzały czytelnika przez (nie)znane pole wyobraźni. Wiersz to żaden skończony tekst, ale niekończący się zapis – to kontynuacja tego, co już (na)pisane, której rewersem jest niezgoda i unieważnienie tego co już (za)pisane. Od początku każdego kolejnego wiersza, stale od nowa podejmowany akt pisania rozpięty jest między procesem (pod postacią rozmowy telefonicznej, wyjścia do pracy) a momentalnością (awarią urządzenia, nagłymi czynnościami fizjologicznymi), pomiędzy kontynuacją a ciągle nowym początkiem, pomiędzy ciągłością a zerwaniem. To, co pojawi się na początku, będzie się potem pojawiało w rozlicznych wersjach, odsłonach, wariantach, kolejnych repetycjach – a więc powracać będą tematy śmierci, przemijania, dwuznaczności ludzkich zachowań. Ale także te, które z pozoru wydają trywialne, czyli powrotu tych samych słów, zdań, fraz, wydarzeń, obrazów. „cargo” będzie zbliżało się do „fracht”, indywidualna perspektywa stanie się zbiorową świadomością. Doskonale obrazuje to okładka tomiku, będąca reprodukcją obrazu Victora Mana, gdzie na skraju górskiej przepaści, setki metrów nad polem przypominającym szachownicę, znalazł się mężczyzna w czarnym, eleganckim stroju. „Co nas powstrzymuje?”.

„cargo, fracht” zaciera tropy stabilności i atakuje wyobraźnię.
Cezary Domarus: „cargo, fracht”. Instytut Mikołowski. Mikołów 2016.