Wydanie bieżące

15 listopada 22 (310) / 2016

Michał Paweł Urbaniak,

CIEMNOŚĆ W BLASKU (MARGARET MAZZANTINI: 'BLASK')

A A A
Guido – narrator powieści Margaret Mazzantini „Blask” – jest wrażliwym intelektualistą. Mieszka z zamożnymi rodzicami na czwartym piętrze jednej z rzymskich kamienic. Nie jest szczęśliwym dzieckiem. To „cicha, niemalże niewidzialna istota”, chłopak rozpaczliwie tęskniący za wiecznie przemykającą gdzieś obok matką, której wątpliwym substytutem stają się służące. Osamotniony Guido myśli o samobójstwie. „Zamiennikiem” takiej dziecięcej próby samobójczej jest wyrzucenie przez okno układanki, kosztownego prezentu od wujka. Tym gestem bohater nieświadomie na zawsze zmieni swoje życie.

Costantino Cherubini jest synem dozorcy. Mieszka w kamienicznej suterenie. Jego rodzina żyje w biedzie i niepisanej pogardzie. Symbolem oddzielenia Cherubinich od reszty mieszczańskiej społeczności staje się elegancka, majestatyczna winda, w zasadzie dostępna tylko wybranym: „[winda – przyp. M. P. U.] stanowiła mechaniczny element łączący dół z górą, ulicę z naszym mieszkaniem, hałas z ciszą pustych pokoi. Rodzina dozorcy nie musiała z niej korzystać. Byli jedynymi lokatorami zamieszkującymi suterenę, a do ich drzwi, sąsiadujących z piwnicą, prowadziły ciemne schody”. W tym przypadku miejsce zamieszkania nie tylko określa status społeczny Costantina, ale także symbolizuje to, co ciemne, gorsze, zakryte, przemilczane, niewypowiedziane. To, co znajduje się (dosłownie) pod uporządkowanymi, jasnymi mieszkaniami. Znamienna jest scena, w której Guido obserwuje lokum dozorcy przez brudną kratę nad chodnikiem i zostaje zaproszony. Choć chce wejść do środka w poszukiwaniu ciepła, ostatecznie się wycofuje.

Ta odległość i odrębność światów dzieląca bohaterów utrzymuje się, gdy trafiają do jednej klasy. Guido pozostaje zanurzonym w kulturze błyskotliwym indywidualistą, Costantino ustawia się bardziej po stronie natury (pierwotności) – potężny, silny, rozwija swoje wielkie, muskularne ciało podczas treningów na pływalni. Jest w nim pewne zagubienie, które dostrzega Guido: „Syn dozorcy wyglądał w moich oczach jak Minotaur uwięziony w labiryncie Knossos”.

Trzeba dopiero wycieczki do Grecji, rozgrywającego się w ciemności, wstydliwego zbliżenia, aby ci dwaj naprawdę skonfrontowali się z łączącymi ich uczuciami, a przede wszystkim z tym, kim są. Ta miłość nie może być prosta. Między chłopcami panuje wyraźne napięcie, a jednak wstyd i strach przed napiętnowaniem określeniem „pedał” przejmują kontrolę. Dające siłę chwile porozumienia i szczęścia kończą się obawami przed społecznym ostracyzmem, konfrontacją z prawdą. Ostatecznie Guido i Costantino rozstają się wśród milczących oskarżeń, w poczuciu niespełnienia. Dobrze oddają to refleksje narratora: „Znowu pomyślałem, że to on [tzn. Costantino – przyp. M. P. U.] mnie w to wciągnął, że nie taka jest moja prawdziwa natura. Ale tylko jej część, ta najbardziej bolesna. Najciemniejsza, do której on miał łatwy dostęp. Nie miałem dla siebie szacunku. Z pewnością nie on pomoże mi odrosnąć, ukształtować się. On przytrzyma mnie przy sobie, zmiesza własną słabość z moją”. Guido wyjeżdża do Londynu, wkrótce robi karierę na uczelni jako wykładowca historii sztuki. Costantino zostaje we Włoszech, otwiera restaurację. Obaj zakładają rodziny. A jednak nie mogą o sobie zapomnieć, uśpiona na lata miłość odżywa – a z nią strach, niepewność, uprzedzenia, cudza nienawiść.

Dwóch mężczyzn utrzymuje miłosną relację, ale nie mogą być razem ze względu na ograniczenia społeczne i własny strach. To historia znana z wielu książek, a także filmów reprezentujących kulturę LGBT. Margaret Mazzantini umiejętnie wykorzystuje wiele typowych dla literatury tego nurtu motywów i rozwiązań. W „Blasku” woda (a zatem i obnażone męskie ciało) jest czynnikiem, przy którym budzi się homoseksualne pożądanie (podobne kody znajdziemy na przykład w wielu opowiadaniach Jarosława Iwaszkiewicza, „Domu na krańcu świata” Michaela Cunninghama, „Samotnym mężczyźnie” Christophera Isherwooda, „Nie oglądaj się w stronę Sodomy” Gore Vidala czy „Tajemnicy Brokeback Mountain” Annie E. Proulx). Eros istnieje tu przy Tanatosie. Ważnym wydarzeniem są wakacje w Grecji, kulturowej kolebce homoseksualizmu (to właśnie tam bohaterowie najpierw uczestniczą w nacechowanych erotycznie zabawach ze szkolnymi kolegami, a potem pozwalają sobie na zbliżenie). Z kolei Guido napastujący Eleonorę, siostrę Costantina, dokonuje zgodnego z teoriami Germana Ritza przeniesienia niewypowiedzianego pożądania. Również sposób ujęcia miłości w „Blasku” jest charakterystyczny dla wielu wcześniejszych książek podejmujących tematykę związaną z mniejszościami seksualnymi. To miłość niechciana, ale też niedająca nad sobą zapanować. Uczucie naznaczone aurą fatalizmu, realizujące się w tajemnicy, mroku, wśród przemilczeń, kojarzone z brudem, grzechem, niewolne od cierpienia i rozmaicie rozumianej przemocy.

Miłość, (wypierane) pożądanie, przemoc, seks – to pojęcia, które w „Blasku” często sąsiadują ze sobą. Pierwsze doświadczenia erotyczne związane są dominacją i strachem (narrator podczas samotnego spaceru nad morzem spotyka ekshibicjonistę, zauroczona przyjacielem brata Eleonora staje się obiektem, na którym Guildo wyładowuje swą zazdrość). Seks scalający później głównych bohaterów ma w sobie gwałtowność, dzikość (zupełnie inaczej niż w przypadku zbliżeń narratora z żoną), a przede wszystkim stanowi potwierdzenie tożsamości. Guido powie po miłosnej nocy: „byłem zwyczajnie i na powrót sobą”. To miłość Costantina go kształtuje, nadaje nowy sens dotąd samotnemu życiu: „moje imię, które (…) przeciskało się przez jego gardło, było najpiękniejszym imieniem na świecie i dodawało mojej lichej osobie odwagi, spływało do środka i mnie określało, nadawało mi czas i miejsce, i niepodważalny początek”. Odwzajemniona miłość to klucz do wolności, którego jednak nie można przyjąć – zbyt duży jest strach konfrontacją ze światem. Seks to nie tylko wyraz miłości, ale także osobistej porażki bohaterów w walce ze sobą i z tą (nie)chcianą miłością.

Dochodzi tu do pewnego paradoksu – choć miłość daje szczęście, to przez sam fakt swojego istnienia potęguje niechęć, lęk, obrzydzenie. Innymi słowy, doznania czy emocje mają swój nieakceptowalny rewers – miłość staje się „nieczystym pożądaniem”, a seks to „bolesny przymus w ciele ubiczowanym przez zmysły, przez chaotyczną psychikę, dosłownie wywróconą do góry nogami”. Guido i Costantino starają się degradować to, co się dzieje („Costantino uśmiechnął się, znowu był jak dawniej, spokojny, bez cieni, jakby nigdy nic między nami nie zaszło. Tylko chłopięce zabawy, męskie pakty, które wraz z pojawieniem się kobiety odpływają w dal”). Sprzeciw wobec homoseksualnej tożsamości rodzi przemoc, realizowaną przede wszystkim poprzez seks. Niebezzasadnie Guido marzy o tym, aby bić się ze swoim ukochanym. Warto przytoczyć tu buzującą erotyką scenę bójki: „Chwycił mnie za gardło i rzucił na ziemię, a wtedy zobaczyłem w jego oczach, że stracił panowanie, że jest zdolny mnie udusić. Muszę przyznać, że byłem zwyczajnie szczęśliwy, że zalało mnie szczęście erotyczne i metafizyczne zarazem, szczęście absolutne i absurdalne. Widziałem jego krew, jego wściekłość. (…) I przez chwilę miałem nadzieję, że mnie zabije, żebym nie musiał patrzeć na swoją przyszłość”. Widać w tym też prywatny dramat, bo przecież nie sposób uciec – od miłości, od przemocy i od siebie. Narrator stwierdza z pewnym okrucieństwem: „Będziemy się nawzajem gwałcić, tylko po to, żeby jakoś znieść ból życia”. Gdy bohaterowie – już niemłodzi – zdecydują się odrzucić dawny strach, Guido nieprzypadkowo powie, opisując ich zbliżenie: „Dziś w nocy umarła przemoc”.

Blask to przeciwieństwo ciemności. U Mazzantini oznacza prawdziwą miłość. Kiedy Guido czuje się kochany, dookoła niego robi się jasno: „Byłem silny i bezczelny naszą tajemnicą, piękny i diaboliczny, karmiony przez podziemne nurty, jaśniejący samoindukcyjnym światłem. (…) Przez wiele dni byłem jak lśniący pokarm dla lwa”. Miłość przydaje blasku – to stwierdzenie tylko na pozór ckliwe i banalne. Autorka „Nikt nie ocali się sam” nie zostawia złudzeń – ten blask jest drżący, niepewny zagrożony. Słowa szczęśliwego Guido (dyskretna zapowiedź tragicznych wydarzeń) mają w sobie coś z dramatycznego apelu: „Gdyby ktoś nas widział, wykpiłby nas, uznał za śmiesznych, patetycznych, za pedałów. Ale nikt nie znał prawdy, tylko my wiedzieliśmy, czym jest ta potworna tęsknota za miłością, tęsknota za sobą samym, za prawdziwą duszą”.

„- Guido, czy kiedykolwiek będzie nam wolno być sobą, nikim innym, tylko sobą?”, pyta Costantino i słyszy od ukochanego mężczyzny potwierdzenie. A przecież – wiedzą o tym obaj – to nie jest takie oczywiste. Wie o tym również Margaret Mazzantini. Przedstawia historię znaną już w literaturze i wykorzystuje przy tym klisze oraz przypisane takim opowieściom symbole – a jednak to nie czyni jej książki wtórną i niepotrzebną. To mogłaby być tylko piękna, intymna, przekonująca psychologicznie opowieść o trudnej miłości. Zapewne również w takiej wersji by się obroniła. A jednak ta książka – tak jak wiele innych podejmujących problematykę związaną z mniejszościami seksualnymi – to przede wszystkim mocny głos we wciąż aktualnej dyskusji. „Blask” stanowi mocne oskarżenie wymierzone w tych, którzy nienawidzą, wzbudzają strach, nie pozwalają innym na bycie sobą. W tych, którzy tak łatwo oceniają.
Margaret Mazzantini: „Blask”. Przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór. Wydawnictwo Sonia Draga. Katowice 2016.