Wydanie bieżące

15 listopada 22 (310) / 2016

Andrzej Ciszewski,

WIELOKONDYGNACYJNE PIEKŁO (BLAME! TOM 2)

A A A
Wyobraźmy sobie świat, gdzie zagadkowa epidemia wywołała mutację, po której nic już nie było takie jak kiedyś. Stałym elementem futurystycznego pejzażu jest wertykalna metropolia o tysiącach kondygnacji przedzielonych grubą warstwą megastruktury. Plątanina zdradliwych korytarzy, zagadkowych przejść, labiryntowych połączeń oraz śmiertelnie niebezpiecznych zakamarków stanowi kluczowy element aglomeracji, którą przemierza Killy – uzbrojony w emiter grawitonów protagonista poszukujący osób posiadających gen terminala sieciowego. Wszak tylko one mają dostęp do sieciosfery, a tym samym możliwość zatrzymania niekontrolowanego rozrostu miasta. Niestety, poziom trudności misji bohatera, wędrującego u boku Cibo (byłej szefowej działu badań Koncernu Biocyber) oraz dziewczynki o imieniu Sana-kan, w znaczący sposób wzrasta za sprawą bezwzględnych Safeguardów, pojawiających się zawsze tam, gdzie ktoś nieuprawniony próbuje wkroczyć w rzeczywistość wirtualną. Po szeregu perypetii trio dociera do osady elektrybaków, gdzie Killy nieoczekiwanie zaczyna rozpoznawać znaki oraz komunikaty pojawiające się na siatkówkach jego oczu, dowiadując się przy tym, że jest kimś więcej niż do tej pory przypuszczał.

Jak wykazują znawcy tematu, uniwersum „BLAME!” – stworzone przez mangakę Tsutomu Niheia – zdradza wiele cech wspólnych z budową i funkcjami komputera. Konstrukcje umieszczone w megastrukturze można uznać za odpowiednik hardware’u, co rusz manifestujący swoją obecność przedstawiciele Komitetu Zarządczego to ekwiwalent systemu operacyjnego, podczas gdy Safeguardzi (eksterminujący wszelkich niepożądanych gości) działają niczym oprogramowanie antywirusowe. Zgodnie z tą symboliczną nomenklaturą opisywana przez Japończyka rzeczywistość bazowa jest niczym innym jak realnym światem, w którym funkcjonują protagoniści recenzowanego utworu, natomiast sieciosferę słusznie identyfikuje się jako Internet.

Wprowadzając w drugim tomie serii partię retrospektywnej narracji, ale także nowe postaci, Nihei podsuwa czytelnikowi kolejny zestaw tropów pomocnych przy rekonstruowaniu złożonej, wciąż pełnej niedopowiedzeń rzeczywistości świata przedstawionego. Podobnie jak w poprzednim woluminie, przygody Killy’ego dostarczają ekstremalnych wrażeń: brutalne, wręcz makabryczne w skutkach starcia – donośne echa splatterpunkowej poetyki – oraz potężne eksplozje pełnią rolę widowiskowego motywu przewodniego. Sugestywny design postaci (vide: Safeguardzi, zarządcy, majestatyczny Król Torbiel) płynnie łączy się w „BLAME!” z zapadającą w pamięć scenografią, pieczołowicie oddającą architektoniczne aspekty metropolii. Pełne rozmachu kompozycje przestrzenne, jak również zmyślne operowanie splash page’ami sprawia, że album czyta się oraz kontempluje niczym fascynujący scenorys wysokobudżetowej produkcji SF.

Drugi tom bestsellerowej mangi Tsutomu Niheia umacnia w przekonaniu, że autor „Abary” doskonale czuje się w uniwersum wzniesionym na fundamencie neo-noirowych i cyberpunkowych motywów fabularnych, zespolonych za pomocą kontrolowanej dawki okrucieństwa, krwi oraz akcji mknącej na złamanie karku. Warto!
Tsutomu Nihei: „BLAME! Tom 2” („Shinsoban BLAME!”). Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała / Laboratorium Językowe KOTOKEN. Wydawnictwo J.P. Fantastica. Mierzyn 2016.