Wydanie bieżące

15 listopada 22 (310) / 2016

Przemysław Pieniążek,

DZIEDZICTWO ARTHURA C. CLARKE'A (HOTEL)

A A A
Zbiór zróżnicowanych pod względem metrażu komiksowych form Boichiego (pseudonim mieszkającego w Japonii południowokoreańskiego artysty Mujika Parka) nie bez powodu dedykowany jest twórcy „2001: Odysei kosmicznej”. Autor w intrygujący sposób nawiązuje bowiem do fabularnych motywów, zagadnień oraz problematyki bliskiej klasykowi literackiej science fiction. Najbardziej reprezentatywnym tego przykładem jest patronująca tomikowi nowela „Hotel: Otwarty od 2079 n.e.”, w której mangaka snuje refleksję na temat globalnej zagłady spowodowanej gigantycznym efektem cieplarnianym wynikającym z zanieczyszczenia atmosfery oraz rabunkową gospodarką złożami naturalnymi.

Nieubłaganie postępujący wzrost średniej temperatury Ziemi (będącej na dobrej drodze do zostania drugą Wenus) przypieczętowuje los ludzi oraz wszelkich organizmów żyjących na niebieskiej planecie, o których pamięć ma szansę przetrwać zarówno dzięki „arce” wystrzelonej w przestrzeń kosmiczną, jak i wzniesionej na Antarktydzie gigantycznej wieży, gdzie zostało zdeponowane DNA organizmów innych niż ludzkie. O wszystkim czytelnik dowiaduje się od Louisa – obdarzonego samoświadomością oraz duchowymi rozterkami komputera pełniącego w owym futurystycznym molochu obowiązki „menadżera”. Wykorzystująca liczne elipsy czasowe narracja, aura melancholii, żalu i samotności (łagodzona humorystycznymi wstawkami, które, o dziwo, współgrają z tonem fabuły), jak również kilka metaforycznie nośnych kadrów (vide: sekwencja wyestetyzowanych obrazów umierającego świata okraszonych tekstem szlagieru „What a Wonderful World”) to niektóre z elementów sprawiających, że recenzowanemu epizodowi najbliżej do problematyki i wrażliwości dzieł Arthura C. Clarke’a.

Bardzo dobre wrażenie pozostawia również opowieść „A wszystko to dla tuńczyka” – epicki, autentycznie wciągający, choć chwilami budzący szczere zdumienie i niekontrolowany atak śmiechu pean na cześć tytułowej ryby. Zapewniam jednak, że i w tym segmencie zbioru, poruszającym wątek idée fixe wyrastającej na gruncie poczucia winy, odnajdziemy wiele punktów zbieżnych ze światopoglądem brytyjskiego pisarza. Na życzliwą uwagę zasługuje także „Prezent” – wykorzystujące wątek wysoce zaawansowanej technologii intymne studium rodzinnego dramatu, będącego równocześnie niejednoznaczną opowieścią o drugiej szansie.

Co więcej, Boichiemu zupełnie przyzwoicie wychodzą trawestacje biblijnych bądź apokryficznych historii. Kto nie wierzy, niech przeczyta dwustronicową „Dolę” udowadniającą, że koniec świata może okazać się kolejnym etapem ewolucji, albo zajrzy do niestroniącego od werystycznych ujęć „Stephanosa” inspirowanego Apokalipsą Świętego Jana bądź sięgnie po „Diadem” – zaserwowaną w wersji full-color wariację na temat losów Lilith. Ale w „Hotelu” nie zabrakło też krótkich form SF, pokroju kreskówkowej „Migreny”, superbohaterskiej „Ryby-Rangera” czy zaskakującej miniatury „Kenji, Król Wynalazków” – udowadniających, że autor posiada sympatyczne poczucie humoru.

Spora różnorodność poetyk, strategii narracyjnych oraz form graficznych (od cartoonu po pieczołowite studia portretowe) sprawia, że lektura „Hotelu” jest doświadczeniem na swój sposób ożywczym, pozostawiającym wyraziste wspomnienia, jak i chęć sięgnięcia po kolejne dzieło tego nietuzinkowego artysty. 
Boichi: „Hotel”. Tłumaczenie: Tomasz Molski. Wydawnictwo Kotori. Gołuski 2016.