Wydanie bieżące

15 listopada 22 (310) / 2016

Kamila Czaja,

WRZOSOWISKO, KOBIETA I PIES (HAKAN NESSER: 'ŻYWI I UMARLI W WINSFORD')

A A A
Gramatyka bestselleru
Håkan Nesser kojarzony jest głównie z kryminałami, przede wszystkim z cyklem o komisarzu Van Veeterenie, chociaż ja akurat zaliczam się do czytelników stawiających wyżej serię o inspektorze Barbarottim. Ukazała się też w Polsce powieść „Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret”, a na ostatnią dekadę listopada Czarna Owca zapowiada „Jedenaście dni w Berlinie” – przy czym ta ostatnia książka nie ukaże się w Czarnej Serii. I można się zastanawiać, czy wydani w sierpniu po polsku „Żywi i umarli w Winsford” też nie powinni ukazać się bez gatunkowej etykietki, bo to raczej powieść psychologiczna (chociaż z wątkami zbrodni), a dopisek „thriller” na okładce wywołuje oczekiwania, których powieść nie spełnia.

Tajemnice (duszy)

Szwedzki pisarz porwał się na trudne zadanie. Nie tylko postanowił posłużyć się narracją pierwszoosobową z punktu widzenia kobiety, ale też umieścił narratorkę-bohaterkę w osamotnieniu. Większość „teraźniejszej” akcji ma miejsce na angielskich wrzosowiskach i w małym domku zamieszkałym przez Marię i jej psa. Oczywiście autor urozmaica opowieść, bohaterka wspomina bowiem to, co działo się dawniej, w innych krajach, a czasem kogoś spotyka i zawiera znajomości. W książkę wkrada się jednak pewna monotonia, a fakt, że doznaje jej sama Maria, nie usprawiedliwia faktu, że chwilami nuda staje się też udziałem czytelnika.

Przefiltrowane przez bohaterkę wydarzenia niekiedy wciągają (kilka historii rodzinnych, opowieści o angielskiej prowincji), a niekiedy nużą (dość przypadkowe anegdoty z dawnych czasów, „papierowy” romans z sąsiadem – w tym zdania w rodzaju: „Zanim wyszedł, przytulił mnie mocno. Wydawało mi się, że nie jestem mu obojętna” [s. 316]). Właściwie najpełniej wypada przyjaźń bohaterki i psa („Przecież jedyny cel, jaki mam, to przeżyć swojego psa, prawda?” [s. 220]) – aż szkoda, że nie wszystkie relacje buduje Nesser równie konsekwentnie i przekonująco. Za to dobrze, chociaż może zbyt dyskretnie, zarysowano (stanowiące mocną stronę także w kryminalnych seriach tego autora) obserwacje społeczne i środowiskowe. Rozważania na temat relacji władzy między płciami, wspomnienia z pracy w mediach oraz portret środowiska akademickiego wypadają interesująco, chwilami wręcz satyrycznie (pojawia się na przykład „radosny nietzscheanista”).

Nesser umiejętnie sygnalizuje zagrożenia czyhające na bohaterkę i stopniowo wprowadza kolejne tajemnice – teraźniejsze i przeszłe. Zagadkę związaną z mężem Marii łatwo (zbyt łatwo) rozgryźć, ale inne sekrety, pierwszo- i drugoplanowe, mogą zaintrygować na dłużej. Ta skumulowana tajemniczość zaczyna jednak działać dopiero około strony 150, wcześniej – a i później w dużym stopniu – przede wszystkim towarzyszymy Marii w jej wypełnionej introspekcją codzienności.

Wichrowe wzgórza

Bohaterka zauważa: „Jestem zdezorientowana. Nie z powodu otoczenia, bo ono się nie zmienia od dobrych kilku tygodni. Z powodu czegoś, coś jest we mnie” (zapis oryginalny, s. 280). Jednak to właśnie otoczenie, a nie psychologiczny portret postaci uważam za wyróżnik „Żywych i umarłych w Winsford” i najmocniejszy punkt powieści. Retrospekcje Marii sprawiają, że poznajemy wydarzenia dziejące się w Szwecji, zapiski Martina, męża głównej bohaterki, dotyczą Grecji i Maroka, a bardzo ważne sceny rozgrywają się – co polskiemu czytelnikowi uprzyjemni lekturę – w Międzyzdrojach. Przede wszystkim jednak trafiamy na angielską prowincję i to, jak Nesser radzi sobie z jej portretowaniem, zasługuje na duże uznanie. Na końcu książki zamieszczono adnotację: „Powieść powstała na podstawie luźnych fantazji autora na temat szwedzkich profesorów i szczupłych ministrów, angielskich i amerykańskich pisarzy oraz ludzi z okolic Winsford w angielskim hrabstwie Somerset. Krajobraz Exmoor został jednak w dużym stopniu opisany zgodnie z rzeczywistością” (s. 408). Najwyraźniej pisarz lepiej radzi sobie z tym, co zna, niż z tym, o czym musi fantazjować…

Relacje ze spacerów po wrzosowiskach i okolicznych miasteczkach, opisy budynków i lokalnej przyrody, spotkania z mieszkańcami okolicy w pobliskim pubie – to wszystko buduje klimat powieści. Taka przestrzeń doskonale łączy się z wnętrzem bohaterki i z mrocznymi kolejami jej życia – wszak „Chłód i wilgoć są pożywką dla smutku i beznadziei” (s. 56). Maria odkrywa:Krajobraz od razu nabrał nadprzyrodzonego charakteru, jak na starym obrazie – Gainsborough albo Constable’a. A może i Caspara Davida Friedricha” (s. 15). Wręcz czuje się na własnej skórze to połączenie piękna i mroku, w którym przyszło egzystować bohaterce. To doskonała sceneria, by mówić o „żywych i umarłych” – z przewagą umarłych. W pewnym momencie Maria zauważa z czarnym humorem (który też jest mocną stroną książki): „Mieszkam tu z psem w stojącym na uboczu domku z kamienia, który zbudowano po to, żeby czyjś wyrodny syn miał dach nad głową. Czuł się tu tak dobrze, że w końcu się powiesił” (s. 232).

Lektury i języki samotności

Nesser nie jest pisarzem akcji. Jego powieści, nawet te faktycznie kryminalne, przyciągają jednak subtelnym budowaniem fabuły i klimatu, poświęcaniem czasu na lepsze poznanie bohaterów. A także wrażliwością językową. Autor nie stroni od opisów, charakterystyk, intertekstualnych nawiązań. Retardacje mogą irytować fanów sensacji, ale przynajmniej ma się poczucie, że czytając o losach Van Veeterena czy Barbarottiego, obcuje się z literaturą nieco ambitniejszą niż typowo pociągowa… W „Żywych i umarłych w Winsford” udało się zachować ten powolny, solidny styl, a warstwę metatekstową jeszcze wzmocniono.

Podsunięte powyżej skojarzenie z „Wichrowymi wzgórzami” pojawia się w samej powieści Nessera. W przypływie gorszego humoru Maria stwierdza: „Są dni, kiedy człowiek czuje się pokrewną duszą Jane Austen i sióstr Brontë, ale wtedy tak nie było” (s. 153). Dostajemy też relacje z lektury „Samotni” Dickensa, która ma duży wpływ na postrzeganie otoczenia: „Kiedy wyglądam przez okno i porównuję swoją mgłę z wrzosowisk Exmoor z dickensowską mgłą z XIX wieku, odnoszę wrażenie, że to – zupełnie jak twierdził autor »Samotni« – żywy byt” (s. 91). Pojawia się nawet aluzja do książek Stiega Larssona („Co mogłaby zrobić na moim miejscu Lisbeth Salander?” [s. 251]). Widać też dużą świadomość formy. Żeby książka nie opierała się wyłącznie na subiektywnych wywodach jednej samotnej postaci, dostajemy sporą cześć wydarzeń w formie dzienników Martina, czytamy również maile od związanych z akcją bohaterów. Na dodatek Marię również charakteryzuje pogłębiona językowa świadomość. Przebywając na odludziu, kobieta ma czas zastanawiać się nad odbieranymi tekstami, nad doborem słów i ich znaczeniami. Udaje też pisarkę, co staje się w pewnym sensie przepowiednią, a życie traktuje trochę jak literaturę: „Byłam pewna, że się jeszcze spotkamy. Bo nawet najsłabsze opowiadanie nie skończyłoby się w taki sposób” (s. 371).

Ładnie, ale nudnawo

Metajęzykowe, metaliterackie wstawki dodają smaku lekturze „Żywych i umarłych w Winsford”. I gdyby na bardzo dobrą powieść wystarczyły ładny styl, autorskie oczytanie i mroczny, wynikający z przestrzennego i psychologicznego opisu klimat, to książkę Nessera można by polecić bez zastanowienia. Zwłaszcza że jest to chyba najambitniejsza – przynajmniej z prac przetłumaczonych na polski – powieść tego szwedzkiego autora.

A jednak czegoś zabrakło do pełni czytelniczego szczęścia. Nesser przekracza granice gatunkowe, ale także w tym wypadku obiecuje fascynujące tajemnice, które niekoniecznie rozgrywa wystarczająco wciągająco. Proponuje psychologiczny portret bohaterki, który okazuje się niestety dość nierówny. Uciekając przed konwencjonalną sensacyjnością, autor wpada czasem w pułapkę „dłużyzn”. Być może „Żywi i umarli w Winsford” zapowiadają dojrzały, obyczajowy okres w twórczości Nessera, ale w tym wypadku próba odejścia od literatury gatunkowej wypada przekonująco tylko w niektórych aspektach. Nie da się tej powieści łatwo zaklasyfikować, jednak to niekoniecznie zaleta. Czyta się książkę nieźle, bez wstydu, bo rzecz została solidnie napisana, fragmentami budzi wręcz uznanie. Ale całość okazuje się na tyle fabularnie nierówna, chwilami powierzchowna lub rozmyta, że po odłożeniu nie zostanie z odbiorcą na dłużej – nawet jeśli pragnienie przejścia się po ponurym wrzosowisku lub przeczytania Dickensa może się jeszcze po lekturze przez jakiś czas ujawniać…
Håkan Nesser: „Żywi i umarli w Winsford”. Przeł. Małgorzata Kłos. Wydawnictwo Czarna Owca. Warszawa 2016 [seria: Czarna Seria].