Wydanie bieżące

15 listopada 22 (310) / 2016

Katarzyna Szkaradnik,

(POST)ZALEŻNOŚCI AUTOBIOGRAFIZMU ('AUTOBIOGRAFIE (PO)GRANICZNE')

A A A
Tytuł „Autobiografie (po)graniczne” zakrawa na pleonazm; przecież – jak zresztą nadmieniono we wstępie do prezentowanego tomu – „autobiografizm jest u swych źródeł zjawiskiem pogranicznym” (s. 7). I to wielorako, gdyż pisarstwo takie sytuuje się między egzystencją a tekstem, między dokumentem a kreacją, między sferami prywatną i publiczną, między domenami literaturoznawstwa i nauk społecznych, między gatunkami, językami, czasami, przestrzeniami, postawami, tożsamościami… Sporo już na ten temat powiedziano. Stąd też, wziąwszy pod uwagę, że nie zamiera „powracająca fala autobiografizmu” – w sensie zarówno przyrostu liczby nacechowanych nim utworów, jak i stałego zainteresowania badaczy – wolno zapytać, co pozycja wydana niedawno przez Universitas wnosi do tej problematyki.

Odpowiedź wskazuje ogólna perspektywa patronująca tekstom z omawianego zbioru, stanowi on bowiem szósty tom serii, która wychodzi pod egidą Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych. (Notabene, we wstępie nie podano wprost, że zamieszczone artykuły są pokłosiem kolejnej, urządzonej w październiku 2015 roku, konferencji tej instytucji). Jak łatwo wywnioskować, autorzy rozpatrują autobiografizm z punktu widzenia nie tyle artystycznego, ile raczej historyczno-socjologicznego czy tzw. kulturowej teorii literatury. Tytułowa pograniczność ma zaś głównie aspekt geopolityczny – odsyła do pojęć podwójnej przynależności, kolonizacji, hegemonii kulturowej, przemocy symbolicznej, dyskursu imperium, a więc także do kategorii centrum i peryferii/marginesów. (Warto przypomnieć, że są to kategorie bazowe dla projektu, w ramach którego powstaje m.in. seria „Nowy regionalizm w badaniach literackich”, również publikowana w Universitasie i recenzowana w „artPAPIERZE”). Naturalnie, wymienione zagadnienia immanentnie wiążą się z pisarstwem autobiograficznym – z próbami konstruowania i artykułowania indywidualnej i zbiorowej tożsamości na przekór opresyjnemu językowi metropolii – i na jego materiale zazwyczaj są analizowane.

Szczęśliwie jednak pograniczność i (post)zależność nie ograniczają się tutaj do nawet najrozleglejszego „pejzażu postkolonialnego” (robię aluzję do książki Dariusza Skórczewskiego). Powiedziałabym, że w przypadku pograniczności chodzi o hybrydyczność form autobiograficznych, o podmioty umiejscowione na przecięciu kultur oraz o pisanie jako nadawanie granicy funkcji autoidentyfikacyjnej; lecz także o wszelkie dyslokacje. (Post)zależność obejmuje z kolei uwikłanie tekstów autobiograficznych w rozmaite – powodujące ich złożoność i nieoczywistość – zależności. Trzeba do nich, rzecz jasna, zaliczyć uwarunkowanie determinantami polityczno-ideologicznymi, a dodatkowo wpływ postpamięci, wypartych afektów, więzi emocjonalnych itp.

Splot wszystkich trzech pojęć (autobiografizmu, pograniczności, (post)zależności) wyraża się w tym, że nie mamy do czynienia z absolutnym podporządkowaniem, ale z dynamicznym napięciem i negocjowaniem pozycji dzięki performatywnemu charakterowi interesującego nas tu pisarstwa. Jak zauważa Hanna Gosk, „większość polskich dwudziestowiecznych autobiografii to właśnie takie [pograniczne] autobiografie, bowiem uwzględniają w opowieści i kategorię granicy, i ograniczenia, i transgresji, jako że te uwarunkowania narzucają im historia, geografia oraz polityka” (s. 242). W tomie roztrząsa się jednak twórczość nie tylko polskich autorów, duża jest też rozpiętość czasowa. Chociaż nie wszystkie interpretowane teksty pochodzą z okresu po transformacjach ustrojowych i upadkach imperiów, nawet dawniejsze odczytywane są przez pryzmat teorii wyrosłych na gruncie postkomunistycznym i postkolonialnym. Z drugiej strony, w ostatnich latach oprócz nowych narzędzi badawczych pojawiły się media umożliwiające zaistnienie nowych odmian autobiografizmu.

Taka pojemność problemowa może nasuwać wątpliwości, czy ramy nie zostały zakreślone zbyt szeroko, czy pogranicze nie okazuje się bezgraniczem, lub wręcz – co częste w tomach wieloautorskich – bezdrożem. Niemniej można stwierdzić, że większość z 20 szkiców uzupełnia się i oświetla nawzajem. Rozmieszczono je w trzech rozdziałach („Na pograniczach”, „Sceny autobiografii”, „Tożsamość w Polsce”), wszakże zarówno klasyfikacja jak i uszeregowanie poszczególnych tekstów nie zawsze wydają mi się trafne, pozwolę sobie przeto zaproponować własną kolejność ich prezentacji. Prezentacji pobieżnej i sprawozdawczej, lecz – mam nadzieję – skłaniającej do sięgnięcia po źródło i do dyskusji.

Na pograniczach”

Kategoria (po)graniczności stanowi dominantę każdego z artykułów, jednak w pierwszej części monografii mowa generalnie o obszarach geograficzno-kulturowych. Wypada tutaj wyróżnić cykl poświęcony Szczecinowi, gdzie nie bez powodu odbyła się wspomniana konferencja, działa tam przecież prężny ośrodek badań nad pograniczem. W ten kontekst idealnie wpisuje się szkic Małgorzaty Zduniak-Wiktorowicz dotyczący „polsko-niemieckich autobiografii naukowych”, przy czym owo sformułowanie może mylnie sugerować dwustronność/dwujęzyczność i jakiś „naukowy” typ autobiografii. Chodzi tymczasem o wypowiedzi rodzimych humanistów zajmujących się zawodowo stosunkami z sąsiadami zza Odry; konkretnie o wydaną w 20-lecie zburzenia sławetnego muru antologię „Moje Niemcy – moi Niemcy”, a także o tomy „Blogotony” Ingi Iwasiów oraz „Narożnikowo, centralnie, pogranicznie” Piotra Michałowskiego. Artykuł wolno uznać za przyczynek do badań skupionych m.in. na kwestii, „Czy i jakie polsko-niemieckie postzależności (kompleksy, urazy, dowody sympatii) dochodzą do głosu, gdy intelektualiści z gorszego Wschodu wyjeżdżają na bliski Zachód?” (s. 91). Z przywoływanych przez Zduniak-Wiktorowicz książek dwojga szczecińskich profesorów-literatów ogólnie płynie smutny wniosek, że pomimo nawiązania współpracy i wymiany kulturalnej nadal nie przepracowaliśmy naszego sąsiedztwa.

Na owym sąsiedztwie cieniem kładą się zaszłości, również w tużpowojennym Szczecinie, o czym traktują szkice Sławomira Iwasiowa i Jerzego Madejskiego. Pierwszy czyni przedmiotem namysłu „Dziennik 1945” Piotra Zaremby, prezydenta miasta w okresie, gdy jego losy dopiero się ważyły i przechodziło ono z rąk do rąk. Wzmiankowany architekt i dyplomata, oddelegowany do przejęcia i odbudowy miasta, zgodnie z propagandową wizją powiela narrację założycielską i mit słowiańskości oraz tworzy swój oficjalny konterfekt pioniera zdobywającego Szczecin i okolice dla polskiej administracji. Ale jak konkluduje Iwasiów, z zapisków w rodzaju owego dziennika wyłania się raczej sceneria rodem z antywesternu: „Nie ma tu dobrych i złych, a zwycięzcy i pokonani muszą żyć obok siebie (…). Wyzwoliciele gwałcą, mordują i rabują, a krajanie zbrodniarzy – umierają z głodu na ulicach wśród gruzów i płonących budynków” (s. 102).

Optykę podobną do Zaremby przyjmuje bohater tekstu Madejskiego, Stanisław Helsztyński. Wątek Szczecina pojawia się we fragmencie autobiografii tego polonisty i anglisty tyczącym się jego pobytu w mieście w 1945 roku jako kuratora oświaty, a odnośne opisy wspierają propagandą tezę o misji repolonizacyjnej. Swoją drogą, sam przedstawiany tekst cechuje pograniczność w sensie rozdwojenia, gdyż zanurzony jest on z jednej strony w kulturze wsi nad Obrą (autor cytuje nawet pamiętnik ojca-chłopa), z drugiej w kulturze tzw. wysokiej, choćby przez badania Helsztyńskiego m.in. nad Młodą Polską.

Ku innym regionom geograficznym kieruje szkic Heleny Duć-Fajfer na temat książki „A Wisła dalej płynie” Łemka Petra Murianki. Można rzec, że pograniczność charakteryzuje tyleż jego rodzinne strony, co stosunki w nowym miejscu po wysiedleniu. „W dyskursie postkolonialnym (…) podkreśla się ścisłe powiązanie (…) przemieszczenia, wykorzenienia z koniecznością (…) zaprezentowania siebie (wspólnotowego) w zmienionej postaci, (…) znalezienia nowej formy inwencji, ekspresji – w języku, narracji, micie” (s. 17) – zaznacza autorka artykułu. I ukazuje, jak Murianka, rówieśnik Akcji „Wisła”, z jednej strony buduje silną nawet po latach tożsamość „my” Łemków w opozycji do „Lachów”, z drugiej zaś pisze w języku polskim (acz nasyconym elementami łemkowskimi), by oferować Polakom szansę zrozumienia sąsiadów.

Nieco dalej, na wieloetniczną i wielojęzyczną Bukowinę, wędrujemy z Iwoną Boruszkowską. Przybliża ona genius loci (nie odwołując się do tego pojęcia) Czerniowiec na przykładzie utworów Rose Ausländer, jednej z tamtejszych niemiecko-żydowskich poetek. Z jej wierszy wyłania się dość stereotypowy obraz harmonijnej koegzystencji, chociaż na niektórych odciska się piętno Zagłady. Warto poznać innych poza Celanem – jak się okazuje, licznych – poetów z Bukowiny, niemniej wydaje się, że „liryka nacechowana autobiograficznie” (s. 40), w dodatku kreująca wyidealizowaną małoojczyźnianą arkadię, sama w sobie stanowi raczej zjawisko tuzinkowe.

Kolejne dwa artykuły nawiązują do problematyki par excellence postkolonialnej, dotyczącej obszarów pozaeuropejskich. Jakub Czernik przygląda się autobiografizmowi w anglojęzycznej literaturze indyjskiej, zresztą akcentuje pograniczną płynność samego tego pojęcia. Spośród prozaików pochodzących z Indii i żyjących w diasporze koncentruje się na Salmanie Rushdiem oraz jego grach z autobiografizmem w „Josephie Antonie”, zmaganiach z egzystencją na pograniczu kultur i poszukiwaniach punktów stycznych między Wschodem a Zachodem.

W najobszerniejszym tekście tomu Dorota Kołodziejczyk omawia „alienujące spotkanie z językiem imperium” (s. 41) w autobiograficznych refleksjach literatów z dawnych kolonii, ludzi, dla których „Pisanie siebie w języku angielskim jest (…) pisaniem fantomowym – duch innych języków jest w nim obecny (…), jest wyplenionym oryginałem, którego przekład funkcjonuje jako swoisty skandal – kopia (…) nosząca w sobie widmową obecność braku, która jest jej warunkiem możliwości” (s. 42). Prezentując różne spojrzenia owych twórców na autoafirmację w uprzedmiotawiającym języku kolonizatora, badaczka zastanawia się też wraz z nimi, czy, odwrotnie, pisanie w języku lokalnym oznacza wierność, czy raczej ograniczenie – zarówno wyobraźni, jak i odbioru. W związku z tym poruszone zostają kwestie politycznego wymiaru uznania (nobilitujące posługiwanie się angielszczyzną), nieeuropejskich wizji podmiotu, a także granicznego usytuowania pisarzy zmuszonych do samookreślenia zarazem wobec dziedzictwa postkolonialnego, własnej kultury i emigracji.

Artykułów Czernika i Kołodziejczyk nie umieściłabym pomiędzy tymi poświęconymi Europie Środkowej, lecz na początku albo na końcu rozdziału. Natomiast do następnej części zbioru przesunęłabym szkic Bożeny Karwowskiej o wspomnieniach z obozów zagłady, bo wszak nie tyle o peryferie polityczno-geograficzne chodzi, ile o rzeczone „sceny autobiografii” (parafraza pojęcia Rüdigera Campego „sceny pisania”, uwypuklającego dramaturgię aktu powstawania tekstu). W obrębie tej znanej tematyki autorka rozważa zwłaszcza dwa skorelowane problemy: po pierwsze, kategorii świadka – zasadniczo odnoszącej się do osoby trzeciej, a w tym wypadku łączącej się z doświadczeniem; po drugie, podmiotu narracji (autobiograficznego, bezosobowego, literackiego) w kontekście samousprawiedliwienia ofiary, która w obozie traci niewinność. W szkicu Karwowskiej dostrzegam jednak pewne niejasności. O wspomnieniach Haliny Birenbaum nadmienia ona, że czytelnicy „potrafili utożsamić się z autorką”, podobnie jak ze Stanisławem Grzesiukiem, po czym dodaje, że obie relacje „można także zobaczyć w kategoriach testimonio”, odmiany autobiografii, w której podmiot „nie zaprasza nas do identyfikowania się z nim. Zbytnio się różnimy” (s. 132). Nie całkiem klarownie rysuje się też pogodzenie następujących stwierdzeń: „Pytaniu, które Borowski zadał Kossak-Szczuckiej, a właściwie jej tekstowej reprezentantce – »jak to się stało, że właśnie pan(i) przeżył(a)?« – nie podlegają (…) teksty o wyraźnie skonstruowanym autobiograficznym »ja«, które zgodnie z klasyfikacją zastosowaną przez Borowskiego nie były tekstami pisanymi »bezosobowo«” (s. 131) oraz „Sposobami uniknięcia (…) prób usprawiedliwienia swojego postępowania w obozie we wczesnych tekstach autobiograficznych (…) były przede wszystkim tworzenie bezosobowego »ja« lub wyraźne (…) samooskarżenie” (s. 134). Po lekturze tego artykułu pozostało mi więc parę znaków zapytania.

Sceny autobiografii”

W niniejszym rozdziale niesłusznie, moim zdaniem, rozdzielono trzy wchodzące ze sobą w interakcję artykuły, opowiadające o autobiograficznych „tandemach”, ściślej: o różnych obliczach, jakie przyjmuje wspólna produkcja tekstu. Anna Artwińska, rozpatrując projekt Josefa Hiršala i Bohumily Grögerovej „Lot lot. (Próba rekapitulacji)”, stawia pytania o stosunki władzy i płci w takim zespole, o przebieg procesu tworzenia oraz o potencjał poznawczy i narratologiczny podobnych utworów. W książce czeskiej pary do heterogeniczności wynikłej z przemieszania wspomnień obojga autorów dochodzi heterogeniczność gatunków, czy wręcz mediów, gdyż czytelnik otrzymuje album-kolaż z fragmentami listów, fotografiami, a także cytatami z prasy, które dopełniają sferę prywatną sferą publiczną, kontrolowaną przez dyktaturę. Niemniej Artwińska przekonuje, iż „Przestrzeń tekstu zdaje się dla autorów przestrzenią pogranicza, heterotopią, która powstała wprawdzie na morzu totalitaryzmu, jest jednak niezależną od niego wyspą (…)” (s. 152).

Z nieco inną podwójnością autorstwa spotykamy się w diariuszach prowadzonych przez małżeństwo Bułhakowów oraz przez niewidomą poetkę Jadwigę Stańczakową i Mirona Białoszewskiego. Jak zauważa Tatiana Czerska, obie kobiety podporządkowały swoje życie twórczości podziwianych partnerów, były ich sekretarkami, gospodyniami, „agentkami”, w dodatku na nich zogniskowały zapiski dziennikowe. Co prawda Stańczakowa bardziej walczy o autonomię, ale w obu „tandemach” nie mamy do czynienia z pisaniem kooperatywnym, tylko – według określenia badaczki – ze skolonizowaniem jednej z osobowości. Tu zatem uwidacznia się wzmiankowana przeze mnie zależność emocjonalna.

Odmiennego rodzaju nierówności przedstawia Anja Tippner, mówiąc o „tekstach kolaboratywnych” jako przypadku granicznym, lokującym się pomiędzy autobiografią a biografią, pisemnością a oralnością. Pojęcie kolaboracji budzi niemiłe skojarzenia, co bywa zasadne, kiedy chodzi o ghostwriting, aczkolwiek do omawianej grupy badaczka zalicza również oral history. Wymienia różnice między obydwoma zjawiskami, sygnalizuje trudności prawne, narratologiczne i etyczne, jakie rodzi taka współpraca (rozumienie autorstwa, autentyczności, bezpośredniości itp.) oraz – odwołując się do figury autora-widma – akcentuje rolę osoby porządkującej materiał w koherentną całość.

Sądzę, że o swego rodzaju widmowości można też mówić w odniesieniu do postpamięci, którą zajmuje się Aleksandra Grzemska w szkicu „Uwikłane. O relacji matka–córka w autobiografiach kobiet”. Analizuje „Szum” Magdaleny Tulli i „Małą Zagładę” Anny Janko pod kątem (bio)dziedziczenia doświadczeń matek-Żydówek ocalałych, odpowiednio, z Holocaustu i z masakry we wsi na Zamojszczyźnie. Zastanawiając się nad relacjami między pamięcią biodziedziczną a autobiograficzną, badaczka z perspektywy psychoterapii roztrząsa problem uporania się z historią przodków i osiągnięcia „balansu między byciem sobą a współ-byciem (z) matką” (s. 172). Wszak mimo wielu rozbieżności z obu książek „wyłania się związek oparty na posttraumatycznym wzajemnym uwikłaniu, wynikającym z niemożliwości poradzenia sobie z emocjami różnej proweniencji, przekroczenia bariery komunikacyjnej zależnej zarówno od różnic pokoleniowych, jak i niewyrażalności traumy, (…) niedostatku lub nadwyżki empatii” (s. 168).

Swoistą zależność od bliskiej osoby przejawia także Odo Bujwid w swoim pamiętniku, przybliżanym przez Macieja Dudę. Pierwszy polski bakteriolog, ale i działacz oświatowy, po śmierci żony, mając 75 lat, zaczął pisać coś na kształt listów do zmarłej, które ostatecznie przerodziły się w dziennik-pamiętnik skierowany do przyszłego czytelnika. Jak zaznacza Duda, Kazimiera jest równoważną autorowi figurą pamiętnika, zresztą Odona łączyła z nią więź nie tylko emocjonalna: otóż nie chciano mianować go profesorem, gdyż jego żona zbierała składki na szkoły, a on sam wspierał jej pracę na rzecz emancypacji i kształcenia kobiet. Badacz uznaje za nieadekwatną kategorię fallicznej męskości w odniesieniu do podmiotu zapisków Bujwida i utrzymuje, że w jego wypadku podstawowe znaczenie ma bycie „po/między” jako „pełna możliwość bycia z/między innymi” (s. 238). Czy jednak istotnie jest to wyróżnik czyjejkolwiek indywidualności?

I wreszcie artykuły skupione na zależności(ach) od polityki i ideologii. Paweł Tomczok na przykładzie autobiografii Jakuba Wojciechowskiego, Hanza Marchwitzy i Lucjana Rudnickiego charakteryzuje nastawienie owych robotników do szkoły, do pracy w przemyśle, do emigracji i niemieckiego otoczenia, rozważa kategorie świadomości klasowej i narodowości, dążąc do odpowiedzi na pytanie, czy subalterni mogą przemówić. Argumentuje, że – mimo odmiennych postaw autorów i uwikłania w panujące układy – w przedstawianych tekstach przebija „historia nieoczekiwanych migracji [i] tożsamościowych problemów” (s. 156), tworzy się niejako oddolna historia klas zależnych.

Również o próbach „wybicia się na niepodległość”, walce o własny głos i autonomię, traktuje szkic Moniki Świerkosz dotyczący „Dzienników” Marii Dąbrowskiej. Jak podkreśla badaczka, prócz adaptacji do zniewolenia i internalizacji dyskursu kolonizatora należy dostrzegać też sprawczość kolonizowanego, która nie sprowadza się do mimikry. Świerkosz ubolewa, że wszelkie próby pertraktacji z centrum czy niuansowania swojego stanowiska są uznawane za „współudział”, wręcz kolaborację z systemem. A wszak choćby diariusz autorki „Ludzi stamtąd” stanowi „zapis biografii pogranicznej, w której nieustannie wracają pytania o granice własnej wolności w siatce zależności, ale również o ograniczenia samego systemu władzy, pozostawiającego zawsze – jak przypominał (…) Foucault – jakieś szczeliny, przepusty dla podmiotu. Nie tylko blokowanego i ujarzmianego podmiotu, ale również siebie ustanawiającego” (s. 199).

Tożsamość w Polsce”

Bodajże trafniej byłoby nazwać ten dział „Tożsamość polska”, gdyż przyjęta wersja obejmuje również np. wspomnianych Łemków i inne mniejszości, może także sugerować tożsamość indywidualną. Tymczasem w tekstach z ostatniego rozdziału mowa raczej o rysach zbiorowego doświadczenia Polaków, nawet jeśli ujawniają się nieraz – jak czytamy we wstępie – „na zakładce włożonej między spisywane w innym celu narracje” (s. 8). Moją tezę potwierdza fakt, że Hanna Gosk zestawia prozę i wywiady Stasiuka z fundamentalnymi książkami Andrzeja Ledera, Marcina Zaremby i Jana Sowy, unaoczniającymi psychospołeczne konsekwencje II wojny światowej. Literaturoznawczynię interesują szczególnie partie „Wschodu” poświęcone migracji rodziców autora z Podlasia do Warszawy jako egzemplifikacja awansu chłopów – warstwy podporządkowanej, przyuczanej do bierności – i „dziedzictwa” owego pochodzenia. Użyłam cudzysłowu, ponieważ właściwsze byłoby słowo „wydziedziczenia”. Jak przekonuje badaczka, bohater prozy Stasiuka (uosabiający los powszechny u zarania PRL) nie przynależy do żadnego chlubnego porządku symbolicznego: „Wszystko niby twoje, ale takie jakieś znalezione. Niemieckie, żydowskie, ukraińskie, pańskie, miejskie” (Stasiuk 2010: 141). Zmuszony jest zatem konstruować „ja” z „cudzego” materiału.

Niskie pochodzenie stanowi też centralną kwestię w autobiografiach interpretowanych przez Tomczoka, tam jednak mowa o początkach minionego wieku, tu zaś o przeobrażeniach powojennych. W ten kontekst wpisuje się artykuł Magdaleny Marszałek, która notabene podobnie jak Gosk wskazuje na wykorzenienie we „Wschodzie” i która uważa dolę chłopów za „nieprzepracowaną krzywdę feudalnej formy niewolnictwa” (s. 261). Omawia krótko autobiograficzne opowieści Wioletty Grzegorzewskiej i Zbigniewa Masternaka z ostatniej dekady, porównuje ich poetykę, strategie narracyjne, nowe wątki etc., niemniej konstatuje, że przyznawanie się do chłopskich przodków to wciąż wstydliwy coming out, a wbrew tradycji pamiętników włościańskich „Autobiograficzna artykulacja wiejskiej tożsamości jest (…) aktem literackim zdecydowanie odosobnionym” (s. 258). Ponieważ w najnowszych utworach widoczny jest zwłaszcza brak afirmacji owej tożsamości, pozwolę sobie napomknąć o wprawdzie nie najnowszych, lecz interesujących miniaturach socjologa Jana Szczepańskiego „Korzeniami wrosłem w ziemię” z 1983 roku. Interesujących dodatkowo w świetle pograniczności z uwagi na rozdwojoną perspektywę (optyka dziecka i uczonego, nostalgia i autoironiczny dystans, abstrakcyjny język literacki i gwara), a także pograniczne kulturowo położenie Śląska Cieszyńskiego.

Problem pochodzenia w związku z realiami powojennymi zgłębia również Marta Tomczok na materiale „Czasu niedokonanego” Bronisława Wildsteina, z którym, jak stwierdza, liberalna ani lewicowa krytyka nie dają sobie rady. Rudymentarna okazuje się sprzeczność między rekonfiguracją wątków autobiograficznych (rodzinnej historii żydowskiej) a polityczną powieścią z kluczem. Badaczka podkreśla, że szansę włączenia Żydów w polską pamięć zbiorową autor upatruje w podziale ich na dobrych i złych, przekładającym się na uproszczone tłumaczenie współpracy niektórych z komunizmem jako działalności antypolskiej, wobec czego główną bolączką okazuje się lustracja żydokomuny kosztem marginalizacji Zagłady. Zdaniem Tomczok wyeksponowanie aspektu „autobiograficzno-żydowskiego” pozwala ulokować Wildsteina między lewicowym a prawicowym biegunem debaty o Żydach, według mnie jednak tkwi on mocno w tym drugim nurcie, tyle że wyłącza siebie i bliskich spod podejrzeń, pisząc „biografię rodu Żydów (…) głęboko wrośniętych w rozmaite polskie mity” (s. 290).

Nieco odrębny wydaje się artykuł Krzysztofa Lichtblaua o zapomnianym autobiograficznym parakomiksie, lub raczej zbiorze karykatur Mieczysława Kuczyńskiego „Dzieje 2-go Korpusu… inaczej!”. Książka, wydana w 1969 roku, w humorystyczny sposób ilustruje codzienne życie żołnierzy na Bliskim Wschodzie, we Włoszech i na emigracji. Jest to ich swoista biografia zbiorowa, ale ze względu na medium i poetykę pasowałaby również do działu „Sceny autobiografii”. Także uwikłanie w (post)zależności jest w tym przypadku mniej wyraźne, chyba że chodzi o odejście od heroizmu i martyrologii, aczkolwiek z artykułu wynika, że „Dziejów…” nie uznawano za obrazoburstwo, raczej za ujęcie komplementarne m.in. wobec reportażu Wańkowicza o Monte Cassino, a może nawet… wierniejsze.

Tym bardziej w innym rozdziale widziałabym artykuł Agnieszki Czyżak na temat autobiografizmu – jak to żartobliwie ujęto w tytule – „staroświeckich inteligentów”, ponieważ nie mamy tu do czynienia z fenomenem specyficznie polskim. Autorka pisze z jednej strony o „literaturoznawstwie osobistym”, jakie wyłania się z ankiety wystosowanej w „Tekstach Drugich” do teoretyków literatury, z drugiej o wspomnieniach z dziecięcego obcowania z książkami oraz o kreacji „człowieka utekstowionego” w diariuszowo-eseistycznej prozie pisarzy starszych (Hen), młodszych (Bieńczyk) i najmłodszych (Dehnel). Innymi słowy, o traktowaniu doświadczenia lektury jako ważkiego przeżycia biograficznego.

Lektura „Autobiografii (po)granicznych” zapewne nie należy do najdonioślejszych przeżyć biograficznych, niemniej może pogłębiać spojrzenie na ambiwalentną przynależność podmiotu w różnych tekstach, nawet gdy nie jest ona explicite sproblematyzowana jak w pismach autobiograficznych. Ponadto może mieć odniesienie do samego czytelnika, także niebędącego literaturo- czy kulturoznawcą: zwraca uwagę na potrzebę krytycznej refleksji nad własnym usytuowaniem i uwikłaniem w mniej lub bardziej niejawne zależności.

LITERATURA:

Stasiuk A.: „Dziennik pisany później”. Wołowiec 2010.
Autobiografie (po)graniczne”. Red. Inga Iwasiów i Tatiana Czerska. Universitas. Kraków 2016 [seria: Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych, t. 6].