Wydanie bieżące

15 listopada 22 (310) / 2016

Anna Zagórska,

HOUELLEBECQ INTERWENCYJNY (MICHEL HOUELLEBECQ: 'INTERWENCJE 2')

A A A
Nadanie jakiemukolwiek dziełu, nie tylko książce, tytułu „Interwencje” jest mocnym akcentem, manifestacją, odważnym głosem, ale i deklaracją, która musi się przeobrazić w zobowiązanie, a w oczach odbiorcy, także czytelnika, gdy mowa o słowie pisanym, jest niczym formalne i treściowe przyrzeczenie. Nie inaczej dzieje się z jesienną nowością krakowskiego Wydawnictwa Literackiego. „Interwencje 2” Michela Houellebecqa są książką niepokojącą, rozdrażniającą, w której czytelnik wyczuwa wyraźnie rozmaite napięcia, rozdrapane rany. Poza tym zaś niemalże uczestniczy, na prawach świadka, w toczących się dyskusjach.

Michel Houellebecq jest postacią doskonale znaną polskiemu czytelnikowi. Autor kontrowersyjny w swojej bezpośredniości, budzący rozmaite – nieraz skrajne – odczucia. Jego proza na dobre zadomowiła się w Polsce, książki takie jak „Cząstki elementarne”, „Platforma” czy „Możliwość wyspy” budowały i wciąż budują mocną, choć i niejednoznaczną pozycję autora na rodzimym rynku wydawniczym. Jego utwory nieraz oburzały, postaci, które stwarza na kartach swoich książek, intrygują, ale i budzą niezrozumienie, u niektórych odbiorców pewnie także wstręt, przerażenie, obawę. Nie inne w wymowie bywają teksty pomieszczone w „Interwencjach 2”. Fascynują, urzekają sprawnością warsztatu i sporą erudycją pisarza, która z nich wypływa, ale też niepokoją, umacniają niejednoznaczny, kontrowersyjny wizerunek autora „Cząstek elementarnych”. Houellebecq naprawdę nie oszczędza nikogo. Za potwierdzenie niech posłuży otwarcie tekstu „Opuszczając wiek dwudziesty”: „Literatura nie służy niczemu. Gdyby bowiem czemuś służyła, lewacka hołota, która monopolizowała intelektualną debatę przez cały wiek dwudziesty, nawet nie mogłaby zaistnieć” (s. 195). Taki sposób pisania sprawia, że każdy ostrzejszy osąd czy mocniejsze słowo skłaniają odbiorę do głębokiej analizy spostrzeżeń Houellebecqa, przenikania jego wypowiedzi na wskroś, doszukiwania się w nich nie tylko szyderstwa i kpiny, ale także subtelniejszych: ironii, cynizmu, dwuznaczności.

„Interwencje 2” to zbiór krótkich tekstów rozmaitej proweniencji, o zróżnicowanej treści i formie. Wszystkie były wcześniej publikowane – w formie felietonów, recenzji, wywiadów. Są to teksty, które ukazywały się nie tylko w tradycyjnej prasie papierowej, ale i w sieci, a ich powstanie wiązało się z rozmaitymi kontekstami. Z polskiej perspektywy niektóre wydają się mniej czytelne, wymagają przypisów (które, oszczędnie, ale wystarczająco, pojawiają się w książce). Innym razem, z perspektywy roku 2016, trzeba filtrować je przez pryzmat czasu, jaki upłynął od ich pierwszej publikacji (część tekstów Michel Houellebecq napisał i wydał jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku). Nie można jednak stwierdzić – byłoby to nadużyciem, nieprawdą – że to zbiór treści zdezaktualizowanych, tekstów przedrukowanych bez pomysłu, dla autorskiego poklasku i poszerzenia sławy pisarza niepokornego, kontrowersyjnego, budzącego fascynację sprzężoną z obawą. Mimo upływu lat bowiem teksty te pozostają żywe, wpisują się we współczesny dyskurs humanistyczny, socjologiczny. Stawiają ważne pytania i udzielają istotnych odpowiedzi, komentują, oceniają, tłumaczą.

Wywiady, które znalazły się w „Interwencjach 2” dalekie są od wygładzonych rozmów, jakich pełno w dzisiejszych czasopismach, tych wszystkich dyskusji balansujących pomiędzy jednym a drugim wygodnym pytaniem, których wyłącznym celem wydaje się zwiększenie sprzedaży promowanej w wywiadzie twórczości. Warto przyjrzeć się tym wywiadom bliżej. Zarówno pytający, jak i sam pisarz nie unikają w tych rozmowach spraw niewygodnych, dyskutują wprost, bez znieczulenia. Houellebecq w jednym z wywiadów (jest to rozmowa z Gilles’em Martin-Chauffierem i Jérômem Béglém, która pierwotnie ukazała się na łamach „Paris Match” w październiku 2006 r.) stwierdza choćby bez ogródek, bez krzty krygowania się: „Wiem, co należy robić, żeby uchodzić za człowieka miłego; nie jestem idiotą. Tyle że nie mam na to ochoty. (…) Ruszyła jakaś kampania nienawiści przeciw mnie, jakby chciano, żebym zapłacił za nadmiar sukcesu lub namiar sławy. (…) Poczułem to” (s. 232-233).

Oto bezkompromisowość i pewność siebie, której autorowi „Cząstek elementarnych” zazdrości pewnie niejeden pisarz, także bardziej od niego poczytny. Nie każdy potrafi wprost mówić o niechęci, jaką budzi jego własna osoba, o krytyce i agresji, z którą przychodzi człowiekowi się mierzyć i z którą trzeba walczyć („Ja jestem trochę bardziej odporny. Być obrażanym przez palanta stanowi pewną frajdę. I na pewno przyjemniej jest być obrażanym niż ignorowanym” [s. 233]). Ta rozmowa to oczywiście nie tylko bon moty, ale i sporo szczerych wyznań i głębokich refleksji na temat stanu literatury, własnych poszukiwań twórczych, oczekiwań oraz zawiedzionych literackich planów czy pokładanych w sztuce słowa nadziei: „Chyba więc powrócę do swojej pierwszej miłości: science fiction. »Możliwość wyspy« to etap tej przemiany. Science fiction pozwala mi przejść do literatury bardziej poetyckiej i otwartej na marzenia senne. (…) To literatura (…) inteligentna, w której nie działają emocje wynikające z osobistej identyfikacji z bohaterami. Mało jest prawdziwych powieści science fiction ze wzruszającymi bohaterami, niezapomnianymi postaciami. To mnie kusi. Interesujące wyzwanie” (s. 232).

Sporo miejsca w swoich testach, także w wywiadach, autor „Możliwości wyspy” poświęca francuskiemu rynkowi wydawniczemu. Wspomina o własnych doświadczeniach, dzieli się rozlicznymi uwagami o księgarskich światku, komentuje jego charakter czy strukturę. Warto uważnie wsłuchiwać się w to, co Michel Houellebecq ma na temat do powiedzenia, bo tworzy on listę pochwał i zarzutów (tych drugich jest oczywiście więcej), która sprawdzić może się także poza granicami Francji. We wspomnianym wyżej wywiadzie pojawiają się uwagi: „Ten kraj [Francja – przyp. A.Z.] przywiązuje ogromną wagę do swojej literatury, w przeciwieństwie do innych, które bez trudu godzą się z faktem, że w księgarniach można znaleźć tylko książki amerykańskie. To kraj, w którym pisarzowi najłatwiej wystąpić w programie telewizyjnym. Lecz nadmiar powodzenia uchodzi za nieprzyzwoity. (…) Co pan sądzi o francuskich wydawcach? Są nieco zbyt konwencjonalni: nie lubią nowel, nie lubią poezji…” (s. 233).

Teksty pomieszczone w zbiorze „Interwencje 2” można więc śmiało nazwać osobistymi. Są niezwykle celne, choć także niepokorne. To słowa, które nikomu się nie kłaniają, niesforne (a często także niepopularne) opinie, którym nie sposób odmówić odwagi. Tematyka, którą podejmuje Houellebecq, wydaje się niemożliwa do wyczerpania: wciąż i wciąż zaznajamiani jesteśmy z kolejnymi tematami, postaciami, motywami. Co więcej, czytelnik – mimo tej różnorodności i odmienności treściowej – nie odnosi wrażenia, że oto odnalazł kwestię czy problem, których pisarz nie powinien rozwijać, bo brakuje mu argumentów, wiedzy, oryginalności sądu – jednym słowem: czegokolwiek, co ogranicza prawo głosu.

I tak przeczytamy tu tekst „Zabawa”, który można uznać za próbę przepisania i ujrzenia z zupełnie nowej perspektywy reprezentanta homo ludens. Houellebecq niezwykle błyskotliwie rozprawia się z pozornie jednoznaczną, bo opartą na szczerej przyjemności, potrzebą zabawy. Otóż potrzeba – w odczuciu pisarza – jest raczej przykrą koniecznością i obowiązkiem. Wraz z lekturą przemyśleń autora „Platformy” tracimy lekkość, radość i spontaniczność płynącą z zabawy. Oto ma nas ona – zdaniem Houellebecqa – sprowadzać do zwierzęcego sposobu postrzegania rzeczywistości, jakby tylko ból, cierpienie i żal – które są wszak przeciwnymi biegunami zabawy – były do głębi ludzkie. Świadomość cierpienia i własnej śmiertelności wyklucza nas z kręgów zagarniętych przez spontaniczną radość. Jest niczym cierń, który boleśnie kłuje, przypominając – w momencie możliwego zatracenia w zabawie – o (kiepskiej) ludzkiej kondycji. Houellebecq pokazuje, że zabawa powinna nas niepokoić, zasmucać, przygnębiać: „Zabawa służy do tego, aby pozwolić nam zapomnieć, że jesteśmy samotni, nieszczęśliwi i skazani na śmierć; innymi słowy, aby nas przekształcić w zwierzęta. Dlatego właśnie prymitywne plemiona mają silnie rozwinięty zmysł zabawy” (s. 73). Imprezowanie to więc dla autora „Cząstek elementarnych” nic innego jak bezustanne – a przy tym nieudolne – próby zagłuszenia przykrej ludzkiej kondycji zabawą do utraty tchu. Próby te są zaś męczące i – ostatecznie – bezowocne. Niemniej, jak konstatuje pisarz: „na koniec pocieszająca perspektywa: wraz z wiekiem mija poczucie obowiązku zabawy, a zwiększa się potrzeba samotności. Prawdziwe życie bierze górę” (s. 77). Jest w tym smutku głębia niejednoznacznego pocieszenia.

Michel Houellebecq to pisarz niepokornego języka i odwagi w głoszeniu niepopularnych sądów. Kreślone przez niego światy przedstawione i zaludniający je bohaterowie dziwią nie mniej niż on sam – pisarz, twórca, człowiek z krwi i kości. Autor „Cząstek elementarnych” stwierdza w tekście „Pokrzepienie technologiczne” (pierwodruk z 2002 r. w zbiorze „Lanzarote et autres textes”): „Nie lubię samego siebie, czuję do siebie niewiele sympatii, a jeszcze mniej szacunku; na dodatek sam siebie niezbyt interesuję. Od dawna znam swoje główne cechy, które w końcu zaczęły mnie mierzić” (s. 183). Ta szczególna autoniewygoda, poczucie drażnienia i jątrzenia siebie samego, dotyka Houellebecqa wraz z silnym przeczuciem o równie niewygodnej i drażniącej strukturze świata. Jakbyśmy musieli – obolali wszakże przez własne cechy – egzystować dodatkowo w mocno nieprzyjemnym świecie, który został przez autora „Platformy” podsumowany równie gorzko, jak jego własna osoba. Houellebecq wspiera się bowiem intuicją, że „wszechświat oparty jest na separacji, cierpieniu i złu” (s. 47). W takiej konstrukcji rzeczywistości nie trudno już o stwierdzenia typu: „Jaques Prévert to dupek” (s. 7), który „jest przede wszystkim anarchistą – czyli, fundamentalnie, imbecylem” (s. 11). Nie daleka już także droga do rozważań pokroju stwierdzenia: „dlaczego poezja Jacques’a Préverta jest mierna do tego stopnia, że przy jej czytaniu odczuwa się czasem wstyd?” (s. 10).

Co więcej, w „Interwencjach 2” przypomniany został wywiad z „Opinion indépendante” z 2002 r., w którym autor „Platformy” nie odżegnuje się, a wręcz przytacza wprost, jedną ze swoich najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi, która przyczyniła się do polaryzacji sądów na temat pisarza, rozbudziła niechęć do jego osoby, w końcu: realnie odbiła się na jego życiu. Houellebecq przypomina jednak i cytuje samego siebie po raz wtóry, najwidoczniej wciąż pewny własnej opinii: „islam to jednak najgłupsza religia świata (…). Nie dotarło do mnie, że poszanowanie dla tożsamości stało się tak silne. Poszanowanie stało się obowiązkowe, nawet wobec kultur najbardziej niemoralnych i głupich. Od kilku lat nawet Kościół katolicki zaczął się zachowywać jak żądająca szacunku mniejszość, choć nadal jest znacznie mniej zjadliwy od islamu” (s. 169).

Dosadnie i wprost, celnie i bezkompromisowo – cały Houellebecq pomieszczony w niewielkich rozmiarów książce. Ostatnią rzeczą, której możemy się spodziewać po tej lekturze, będzie więc nuda.
Michel Houellebecq: „Interwencje 2”. Przeł. Beata Maria Geppert. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2016.