Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (311) / 2016

Natalia Kaniak,

CUKIERKOWA GROZA (MUTE. ON/OFF)

A A A
W „Californication” z ust Hanka Moody’ego padają całkiem adekwatne dla Wydawnictwa Komiksowego słowa: „Pierwszą powieść należy napisać, spalić i zapomnieć o niej”, jest bowiem zbyt ważna dla autora, by być wystarczająco dobra dla czytelników. Podobnie jest z kilkunastoma zawartymi w „Mute. On/Off” opowiadaniami. Nie są złe, ale przecież „niezłe” to najbardziej rozczarowująca ocena, jaką można wystawić dziełu. Albumowi na wielu poziomach nie można niczego zarzucić, ale komiks, obok którego przechodzi się obojętnie, nie jest dziełem, jakie chce się mieć na półce.

„Mute. On/Off” ma w sobie wszystko, co „niezłe” dzieło powinno zawierać: świetny warsztat, wyborne kolory, schludne i dopracowane wydanie, w końcu historie, które w większości pozwalają przebrnąć czytelnikowi do końca tomu. Sam tytuł odnosi się do dialogów, które występują w opowiadaniach naprzemiennie z niezmąconym dymkami obrazem. Poza osobą rysownika, nowel nie łączy absolutnie nic, zaś album stanowi typowy appendix do twórczego dorobku autora i współpracujących z nim scenarzystów: Dennisa Wojdy oraz Bartosza Sztybora. 

Sebastian Skrobol korzysta z kreskówkowej estetyki, zazwyczaj przypisywanej powieściom graficznym dla młodszych odbiorców. To połączenie fluorescencyjnego anturażu z gatunkowo zakorzenionymi scenariuszami poszczególnych opowiadań, mogłoby stworzyć zaskakujący efekt i wprowadzić podmuch świeżości do komiksowej grozy. Niestety, brak w albumie spójności, a kilka opowiadań nie powinno zostać w ogóle opublikowanych (np. zwyczajnie złe i nieśmieszne „Oby się nie powtórzył”).

W recenzowanym tomiku dochodzi do głosu jeszcze jedna dosyć drażniąca maniera, mianowicie: selektywne tłumaczenie tytułów poszczególnych nowelek. Z pewnością jest to nawiązanie do „Quiet Little Melody: A Simple Fairytale” (wcześniejszego albumu Skrobola) i wyraz chęci wzbogacenia treści o muzyczne konotacje, jednak taki zabieg nie wydaje się szczególnie owocny. Język polski potrafi być wystarczająco niepokojący w warstwie dźwiękowej, by właśnie z niego korzystać i na nim budować nastrój.

O ile talent ilustratorski Sebastiana Skrobola jest niezaprzeczalny, o tyle trudno oprzeć się wrażeniu, że po lekturze „Mute. On/Off” pozostają jedynie kolorowe powidoki. Szkoda, że przy takich umiejętnościach i skrupulatności ani autor, ani wydawcy (znani z ekstremalnie abstrakcyjnych przedsięwzięć, takich jak wydanie „Kwintesencji” duetu Grzegorz Janusz / Krzysztof Gawronkiewicz) nie pokusili się o wypuszczenie albumu z samymi, niepowiązanymi ze sobą ilustracjami.

Wojciech Szot zaznaczył we wstępie, że tomik jest zbiorem wcześniej nagradzanych komiksów – w moim odczuciu taki prolog, poza zaostrzeniem apetytu czytelnika, pozostawia również wrażenie wzajemnego poklepywania się po plecach. Trudno mi polecić „Mute. On/Off” dorosłym czytelnikom, do których ów tytuł był początkowo kierowany. Wrażliwością, wyglądem i zawartością przysporzy za to sporo frajdy dzieciom, które godzinami będą mogły zachwycać się kolorami.
Dennis Wojda, Bartosz Sztybor, Sebastian Skrobol: „Mute. On/Off”. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2016.