Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (311) / 2016

Michał Kazimierczuk,

UPORCZYWA APOLOGIA NIEMOCY (EMIL CIORAN: 'POKUSA ISTNIENIA')

A A A
Szyfr apokryfu

Przybliżanie twórczości autora „Brewiarza zwyciężonych” uznawanego obok Mircei Eliadego i Eugène’a Ionesco za trzeciego wybitnego intelektualistę rumuńskiego XX wieku – w kilku lapidarnych zdaniach wydaje się rzeczą tyleż dwuznaczną, co karkołomną. Zacznijmy od tego, dlaczego jest to kwestia dwuznaczna. Problem percepcji-recepcji myśli Ciorana zawiera się w formie, jaką narzucił swym dziełom i przede wszystkim interpretatorom autor „Na szczytach rozpaczy”, stosując geometrię eseju. Uznający siebie za „antyfilozofa”, a wszystko, co pisze, za „mieszaninę dziennikarstwa i metafizyki” (Cioran 2004: 23), myśliciel poprzez neurotyczny stosunek do kwestii cierpienia i osobliwą koncepcję poznania nie ułatwia dokonania spójnej interpretacji swoich dokonań. Dwuznaczność wytycza zatem sam quasi-przedmiot myślenia, który z – użyjmy bolesnego słowa – konieczności musi pozostawać poza jednoznaczną sferą dyskursywnego dookreślenia.

Stąd dwuznaczność streszczania myśli Ciorana nieuchronnie zbiega się z karkołomnością, gdyż sam projekt wytycza napięcia na linii nakładania się porządku psychologicznego na ontologiczny. To sprawia, że neurotyczne krążenie myśli Cioranowej w rytmie świętego podejrzenia wobec funkcji rozumowych konceptów gorliwie uwalnia od goryczy, którą potęguje. Podnosi apel do mistyki, której fundamenty unicestwia, zaś wykpiwając doktryny mające pod płaszczem nadziei chronić egzystencję, odkrywa okruchy remedium w strategii rezygnacji. No bo jak nurzać się w istnieniu, skoro nawet zalecana apatia pozostaje finalnie „napięciem, konfliktem, agresywnością?…” (s. 8). Byt jest zdaniem autora niemy, zatem i sam aforyzm wyraża niewiele ponad echo dramatu wewnętrzności. Prawem tego świata jest cierpienie, jak napisze na kartach „Na szczytach rozpaczy” Cioran, a specyfika doznawania, wymykając się miarom i hierarchiom ocen, pozostawia każdego w konfrontacji sam na sam. „Albowiem dla normalnego człowieka życie jest oczywistością; tylko chory śpiewa na jego cześć i sławi je, aby nie załamać się zupełnie. A cóż ten, kto nie może już chwalić ani życia, ani ducha?…” (Cioran 2007: 23).

Obwoluty niemalże wszystkich tłumaczonych utworów Ciorana, chcąc podkreślić oryginalność autora, wypełniają się najczęściej sformułowaniami w rodzaju „myśl niedającą się etykietować” bądź „autor niepodpadający pod żadną typową systematyzację”. Na ile są to sądy w pełni uprawnione, można się spierać, bowiem nawet stosunkowo krótkie przeprawy przez warstwę poetycko-retorycznego gorsetu rumuńskiego myśliciela ukazują jednoznaczne pokrewieństwa z nurtami filozofii życia i egzystencjalizmu, francuskimi moralistami XVII wieku, a nawet porzuconym dosyć wcześnie przez Ciorana systemem Bergsona z jego słynnym élan vital. O tym, że na tle wspomnianych nurtów Cioran się wyróżnia, rzekomo pozbywając się etykietek, przesądza radykalizacja, dla której fundamentem bezgruncia jest teza, że to fakt przeżyty i kategoria doznania górują poznawczo nad wtórną pracą intelektu i abstrakcją (Piechaczek 2011: 109).

Przekonanie o wartości fragmentów jako intuicyjnie wyłapywanych dyktatów chwil, a tym samym jako dogodniejszych, co znaczy dla Ciorana bliższych życiu i miąższowi rzeczy, każe autorowi „Na szczytach rozpaczy” patrzeć podejrzliwie na każdą napotkaną doktrynę pragnień. Nie dziwi zatem, że to przede wszystkim język i forma wyrazu stają się siłą rzeczy swoistą zaczarowaną wyspą, na której ruchomych piaskach pobudzanych przez trzewia i gorączkę bezsennego czuwania Cioran stara się rozcinać lep myśli od dziedziczonych w metafizycznym bagażu Zachodu dystynkcji i alternatyw.

Zasób motywów spajających biograficzno-literacką antyścieżkę jest wbrew pozorom stały i oscyluje wokół kwestii (nie)spełnienia egzystencji i powiązanej z tym (dys?)funkcji samoświadomości oraz dzierżonym po Nietzschem przekonaniu o upadku wiary w logiczno-teodycealne źródło wartości. Różnica, która dzieli Ciorana od autora „Poza dobrem i złem”, wytyczona jest przez wyciągnięcie radykalnych konsekwencji z otwartej bramy antysystemowości, jaką zdaniem Ciorana pozostawił Nietzsche. Tym razem chodziłoby o podróż absolutną, zaś taka odbyć się może tylko w przypadku nieoglądania się na jakiekolwiek idole, na przykład nadczłowieka (Cioran 1999).

Kwestie dyskutowane

Czy owy projekt odsunięcia wszelkich „myślowych podpórek” i wystawienie się na całkowite bezgruncie może się praktycznie odbyć/odbywać? Zgodnie z immanentną logiką myśli Ciorana jest to kwestia z góry skazana na przegraną, bowiem „Ja” pozostaje nieuleczalne, jak dopowie autor w „Zeszytach”, zaś „chorobotwórczy” charakter bycia zasadza sie na nieustannym odradzaniu pragnienia (Piechaczek 2013). Paradoks porzucania wszelkich złudzeń i iluzji, aby móc realizować założone kuriozum, musi także rykoszetem porzucić ułudę porzucenia wszelkich złudzeń, bowiem oznaczałoby to w praktyce zrealizowanie stanu soteriologicznego samospełnienia, sceptyka ortodoksyjnego. Pożegnaniu z absolutnym wyzwoleniem, a więc z pewną formułą pokusy istnienia, towarzyszy krytyczne falsyfikowanie ratio, któremu zdaniem Ciorana mylnie przypisywana jest moc nieograniczoności. Konsekwencję wdrażania negatywności dobrze oddaje zmieniający sie stosunek myśliciela do Buddy, który z wpływowej i aprobatywnej inspiracji musiał przerodzić się z czasem w stan podejrzenia, kończący się oskarżeniami wschodniego mędrca o „systematyczność wyrzeczenia” i zarozumiałość.

Wyczulenie wobec iluzjotwórczej funkcji ratio odbywa się poprzez przemaganie konceptów i zajadłe tropienie zalegających pozostałości metafizyki, przy pomocy autoironii, gamy elips, aforystyki i burzliwych esejów, co w tej autoweryfikacyjnej taktyce biograficzno-literackiej kreacji pełni rolę postulatu estetyczno-etycznego. Jak bowiem wzmiankuje autor w „Pokusie istnienia”: „Cierpieć – oto jedyny sposób na poznanie poczucia istnienia. Istnienie – oto jedyny sposób podtrzymania naszej przegranej. Tak będzie do chwili, aż jakaś terapia wiecznością odtruje nas ze stawania się, aż zbliżymy się do owego stanu, w którym – według pewnego chińskiego buddysty – »chwila warta jest dziesięć tysięcy lat«” (s. 23). Rytm myśli, lawirującej między niekomunikowalną „terapią wieczności” a „utraconą szczęśliwością niewiedzy”, wznieca pokłady silnego pragnienia quasi-religijnego. Nie dziwi zatem, że wielu krytyków wykazywało, iż nad Cioranową refleksją roztoczony jest fantazmat o skazie poznania i utraconym raju, który nieustannie popycha autora „Brewiarza zwyciężonych” ku wypieraniu stawania się, na rzecz iluzji, przypominającej do złudzenia Augustiańskie wieczne teraz, co celnie uchwycił Piotr Mróz (Mróz 2005).

Pokusa istnienia

A o czym traktuje wznowiona we wrześniu przez Wydawnictwo Aletheia „Pokusa istnienia”, na którą składa się jedenaście esejów? Można powiedzieć – posługując się kodem symbolicznym Ciorana – że jest rejestrem antydyskursu filozoficznego, utwierdzeniem absurdum, w którego opium ani egzystencjalny bunt, ani mądrość nie spełniają funkcji lekarstwa, lecz jawią się jako ekwiwalent trucizny. „Mądrość i bunt to dwie trucizny. Niezdolni do bezrefleksyjnego ich przyjęcia, w żadnej z nich nie odnajdujemy formuły zbawienia” (s. 21). Eseje składające się na „Pokusę istnienia” to zapiski prywatnego przemagania z metafizyką nowożytności oraz próba rejestru upadku imperium racjonalności zachodniej i dogorywania witalnych sił epoki tzw. encyklopedycznego zamętu, w której łonie – zdaniem Ciorana – „historia sztuki, zastąpiła sztukę, a historia religii – religię…” (s. 161). „Pokusa istnienia” to tym samym kolejna wariacja strategii autora „Na szczytach rozpaczy” – z założenia oczywiście niepełna i akcydentalna – myślenia przeciw sobie, to znaczy przeciw immanentnej grze wypychającej z konkretów, na rzecz iluzji systematyczności.

Ujmując tę kłopotliwą antymisję jeszcze inaczej, można stwierdzić, że „Pokusa istnienia” wyraża rejestr biograficzno-literackiej taktyki odraczania nieuchronnej „klątwy samoświadomości” i wzbierającej fali regresu epok dopalania się absolutnego odczarowania, jakie – idąc za Nietzschem – dopełnia się na linii Bóg-historia-człowiek. Wszak, jak napisze Cioran: „Syta ludzkość wytwarza sceptyków, nigdy świętych. Absolut? To kwestia diety…” (s. 179). Otwierający tom esej o znamiennym tytule „Myśleć przeciw sobie” pełni rolę zarówno imperatywu, jak i niekończącego się preludium dla niemogącej się wypełnić nasyceniem jednostki, która narażona jest nieustanne na iluzję wartości bycia, którą roztacza przed nią, „pokusa istnienia”.

Czytelnik odnajdzie tu nie tylko wewnętrzny rejestr stanu ducha, typowy dla literacko-biograficznej maniery autora, lecz także eseje poświęcone kondycji cywilizacji Zachodu oraz krótkie tournée po jej minionych fenomenach, które zdaniem Ciorana przestały preparować aurę zdolną wytyczać naiwną legitymizację codzienności. Tu szczególnie wart uwagi jest esej „O cywilizacji w zadyszce”. „My już nie mamy przeszłości albo raczej w przeszłości nie ma już nic naszego: nie ma już kraju wybranego, oszukańczego zbawienia, schronienia w minionych czasach. Nasze perspektywy? Nie sposób ich przewidzieć, jesteśmy barbarzyńcami bez przyszłości…” (s. 114).

Na uwagę z pewnością zasługuje także esej o przeznaczeniu literatury współczesnej „Poza powieścią”, jak i kontrowersyjny tekst poświęcony Żydom – o dwuznacznym tytule „Naród samotników”. Kontrowersyjny nie tylko z perspektywy politycznego zaangażowania młodego Ciorana, lecz przede wszystkim ze względu na dość osobliwe dwuznaczności i niejasności w nim zawarte. Weźmy dla przykładu pierwszą z brzegu. „Ale niezależnie od tego, jakimi uczuciami darzyłem ich w różnych momentach swego życia, jedno nie uległo w nich nigdy zmianie: moje przywiązanie do Starego Testamentu, kult, jakim otaczałem zawsze ich księgę, opatrzność moich wybuchów i rozgoryczeń…” (s. 86). Abstrahując od pisarskiej taktyki rozmiękczania przeszłości, szkoda, że Cioran nie miał w trakcie komponowania eseju w zasięgu Eliadego, który z pewnością przypomniałby autorowi „Pokusy istnienia”, że Stary Testament nie jest księgą Żydów, chociażby z powodu odmiennej zawartości pism wchodzących w różny od chrześcijańskiego kanon, nie mówiąc już o diametralnie innym układzie ksiąg tradycji rabinicznej. Po drugie, nie trzeba być wytrawnym religioznawcą, aby zdać sobie sprawę, że samo określenie „Stary” w odniesieniu do Testamentu, pojawić się może tylko w logicznej opozycji do „Nowy”, przez co już samo używanie sformułowania „Stary Testament” w odniesieniu do tradycji religijnej judaizmu wyraża nienależyte rozpoznanie tematyki. Nie wydaje mi sie, aby ewentualna linia obronna mogła odwoływać się do form eseju jako rejestracji migawkowych doznań, które sprowadzają sie w finalnej wersji do, jak mówił o swoich esejach Cioran, wydawania dekretów zamiast metodycznego dowodzenia.

To jednakże tylko skromne wtrącenie na marginesie, bowiem również esej „Wściekłości i rezygnacje” wymagałby szerszego pasma krytyki, której wyników nie sposób streścić w krótkim artykule. Żeby rzec przedstawić pokrótce, należy nadmienić, że Cioran omawia w tym tekście wzloty i upadki lirycznego zachwytu nad terminami z coraz bardziej wyświechtanych i zużywanych słowników filozoficznych (jak chociażby: postęp, trwanie, egzystencja). Uznaje tym samym, że również zawrotna w starożytnej Grecji kariera „duszy” opuściła na zawsze gorączkę filozoficznego dyskursu typowego dla okresu neoplatonizmu, a pojęcie to przestało być odrębnym przedmiotem naszych zabiegów, stając się niewiele mówiącym tematem letnich, niezobowiązujących piosenek. Fakt, na próżno dziś nasłuchiwać, żeby ktoś się o duszę troszczył i nawiązywał przy tym do teorii pochodzenia z Jedna mając na myśli Plotyńskie „Enneady”. Jednakże przekonanie o tym, że „Chrześcijaństwo, mniej dbając o zdefiniowanie natury duszy niż o ustalenie zastosowania, jakie miała ona mieć dla wierzącego, sprowadziło ją do wymiarów ludzkich…” (s. 184-185) wydaje się – mówiąc łagodnie – uproszczeniem.

Na przekór podobnemu zapatrywaniu staje złożona tradycja intelektualna, zwłaszcza nawiązująca do neoplatonizmu wprost, w tym neoplatońskie traktaty m.in. Mariusza Wiktoryna i św. Augustyna, w których – zwłaszcza u drugiego z nich – problem natury duszy i poznania ujęty zostaje właśnie w formie bramy do inteligibilnego świata i Boga. Jeżeli jednak zastanowić się dłużej nad tłem i ścieżkami greckiej myśli i przybrać eseistyczną formę kompilowania zarzutów, jak czyni to Cioran, to sprowadzenie duszy do wymiarów ludzkich, można równie eseistycznym gestem zarzucić samemu Sokratesowi, stawiającemu przecież po raz pierwszy w tak otwarty sposób problem psyche na piedestale greckiej myśli (Jaeger 2001). Krytyczne uwagi pod adresem eseju można by mnożyć, ale (już poza konkursem) zaskakujące wydają się wyrazy oburzenia w kierunku sprowadzenia duszy do roli użytkowej w ustach Ciorana, któremu daleko byłoby do egzystencjalnego zaakceptowania metafizycznej teorii emanacji Plotyna. Zupełnie razi przy tym jednostronny i wydaje się wewnętrznie niespójny atak na pierwszych wyznawców wiary w Zmartwychwstanie Jezusa. Działalność apostolska lub, jak chce Cioran, „wirus chrześcijaństwa” zostaje tu oskarżony o współudział w upadku imperium Rzymskiego, zaś tylko na marginesie dodam, że lista inwektyw pod adresem apostołów, zwłaszcza św. Pawła, mogłaby z powodzeniem zawstydzić nawet Nietzschego.

Cioran prowokuje nieustanne. Powyższe uwagi to raptem garść z tego, co czytelnik napotka w „Pokusie istnienia”. Próba zespajania przenikliwości i bezkompromisowości, wzorowana na postawie Diogenesa, to w przypadku autora „Na szczytach rozpaczy” nieustanny marsz ku weryfikacji własnego wątpienia. Podkreślmy: weryfikacji mającej charakter bezkompromisowej rezygnacji wobec pokus nadziei eskortujących egzystencję przez świat. To rola zarazem własnego kata i ofiary, głosiciela kryptoteologicznego orędzia błahości i poniechania Boga, niemogącego nawet na kilka stron rozstać się z problemem istnienia Absolutu. To także po części szata mistyka pragnącego wygaszenia religijnych fantazji o zbawieniu, który za najlepszy obraz naszej poznawczej katastrofy uznaje biblijny mit o grzechu pierwszych rodziców.

LITERATURA:

Cioran E.: „Na szczytach rozpaczy”. Przeł. I. Kania. Warszawa 2007.

Cioran E.: „Zarys rozkładu”. Przeł. M. Kowalska. Warszawa 2006.

Cioran E.: „Zeszyty 1957-1972”. Przeł. I. Kania. Warszawa 2004.

Jaeger W.: „Paideia. Formowanie człowieka greckiego”. Przeł. M. Plezia, H. Bednarek, Warszawa 2001.

Mróz P.: „Samobójstwo myśli. Uwagi o filozoficznej aforystyce E. Ciorana”. „Estetyka i Krytyka” 2005-2006, nr 2-1.

Laignel-Lavastine A.: „Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze”. Przeł. I. Kania. Kraków 2010.

Piechaczek S.: „Iluzja buddyjskiego wyzwolenia w myśli Emila Ciorana”. „Roczniki filozoficzne” 2013, nr 4.

Piechaczek S.: „Bibliografia intelektualna Emila Ciorana”. „Analiza i Egzystencja” 2011, nr 14.

„Rozmowy z Cioranem”. Przeł. I. Kania. Warszawa 1999.

Szaj P.: „Nihilista radykalny. O diagnozach kulturowych Emila Ciorana”. „Analiza i egzystencja” 2015, nr 31.

Wójs P.: „Odmiany rozumu ludzkiego według Emila Ciorana”. „Analiza i Egzystencja” 2014, nr 28.
Emil Cioran: „Pokusa istnienia”. Przeł. Krzysztof Jarosz. Wydawnictwo Aletheia. Warszawa 2016.