Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (312) / 2016

Natalia Kaniak,

NAGŁE ATAKI DOROSŁOŚCI (CODZIENNA WALKA)

A A A
Jeśli komuś wydaje się, że sztuka komiksowa jest w jakimkolwiek wymiarze stricte eskapistyczna, powinien niezwłocznie zaznajomić się z „Codzienną walką”, która – poza niebywałą przyjemnością z lektury – przyniesie lawinę wątpliwości i przemyśleń godnych postbergmanowskiej traumy. Manu Larcenet zdaje się mówić: „Nie będzie łatwo i nigdy nie przestanie cię zdumiewać, jak inna może być czyjaś perspektywa na ten sam problem”. Nie jest niczym nowym, że we francuskich księgarniach – obok bestsellerów, książek historycznych i kulinarnych – znajdziemy osobny regał z bandes dessinées. Właśnie dzięki takiej polityce wydawniczo-księgarskiej francuski komiks jest często dziełem obyczajowym, kierowanym do dorosłych czytelników i spójnym z całością francuskiej kultury audiowizualnej. Nagroda dla Najlepszego Komiksu 2004 roku przyznana Manu Larcenetowi jest zasłużona, a przekłady rzeczonego albumu oraz jego filmowa adaptacja tylko podkreślają to, jak dobrą warsztatowo historią jest „Codzienna walka”.

Marco to młody fotograf, który zdobył uznanie dzięki serii zdjęć o tematyce wojennej. Niestety, zapadające w pamięć kadry męczą również samego fotoreportera, dlatego mężczyzna od kilku miesięcy nie chce wracać do pracy. Poznajemy go, gdy postanawia zakończyć psychoterapię i odwiedzić starszego brata oraz rodziców. Czas wolny, jaki postanawia sobie podarować, ma mu m.in. pomóc w uporaniu się z częstymi atakami paniki, które tłumi coraz większymi garściami leków. Na swojej drodze Marco spotyka Emilie, młodą weterynarkę, która nie bez trudu postanawia wyprowadzić protagonistę na życiową prostą.

Poza typowym, lecz niezmiennie świetnym frankofońskim stylem wizualnym, Larcenet oferuje nam najbardziej chwytające za serce i autentyczne dialogi od czasów Drugiej Nowej Fali. Podobne zmieszanie i szok w trakcie starcia z dziełem sztuki czułam ostatnio podczas seansu „Relacji rodzinnych” (1985) Jacques’a Doillona. Tam również nie wiedziałam, z którą postacią identyfikować się bardziej, bo dialogi rozpisane zostały w tak przemyślany sposób, aby widz na własnej skórze zrozumiał ideę konfliktu i kompromisu.

Trudno nie zauważyć, jak umiejętnie autor wpisał dosyć uniwersalną historię we francuski pejzaż społeczno-polityczny. Kryzys robotniczy, wybory prezydenckie, spór o imigrantów – wszystko zostało przefiltrowane przez losy młodego artysty. „Codzienna walka” jest niezwykle atrakcyjną opowieścią, której formalnie bliżej do normcore’u niż którejkolwiek z Nowych Fal. Recenzowany komiks uwodzi zupełnie bezpretensjonalną, choć pełną skomplikowanych emocji historią.

Larcenet zamknął w jednym albumie wszystkie najważniejsze problemy życia rodzinnego. Nie pokazuje, jak poradzić sobie z odchodzeniem najbliższych ani jak przetrwać żałobę. Nie rozrysowuje czytelnikom instrukcji, jak znaleźć życiowe powołanie, skąd czerpać siłę i motywację do założenia i powiększania rodziny ani jak przebaczać tym, którzy nie mogą wybaczyć dawnych błędów samym sobie. Dorosłość to dla Manu Larceneta pojedyncze bitwy z codziennością i właśnie ten fakt autor stara się nam uświadomić za pomocą perypetii bohaterów. 
Manu Larcenet: „Codzienna walka” („Le Combat Ordinaire. Integral”). Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Prószyński i S-ka / Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2016.