Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (312) / 2016

Jan Zając,

NIEWCZESNY LAMENT LIBERAŁA-MIZANTROPA (JOSE ORTEGA Y GASSET: 'BUNT MAS')

A A A
Nakładem wydawnictwa Replika ukazała się reedycja „Buntu mas” hiszpańskiego filozofa José Ortegi y Gasseta. Jest to pozycja znana, wręcz kanoniczna, ważna zarówno dla myśli filozoficznej, jak i socjologicznej, mimo że od jej premiery minęło 87 lat. Tym bardziej warto zadać sobie pytanie o jej aktualność i przystawalność do realiów dzisiejszego świata.

Wprowadzone i wytrwale stosowane przez filozofa pojęcie „masy” zdawać się może ze wszech miar kontrowersyjne. W „Buncie mas” słowo to dotyczy kwestii stratyfikacji społeczeństwa tylko w ograniczonym zakresie, nie służy więc na przykład czynieniu dystynkcji pomiędzy różnymi klasami społecznymi. „Masa” jest we współczesnym społeczeństwie między- czy ponadklasowa, Ortega y Gasset rozumie ją jako pewien uspołeczniony wzorzec osobowościowy: „Masę stanowią ci wszyscy, którzy nie przypisują sobie jakichś szczególnych wartości – w dobrym tego słowa znaczeniu czy w złym – lecz czują się »tacy sami jak wszyscy« i wcale nad tym nie boleją, przeciwnie, znajdują (w tym – J.Z.) zadowolenie” (s. 13-14). Ów szczególny wzorzec osobowości może wystąpić – i występuje – zdaniem filozofa, we wszystkich klasach społecznych w równym stopniu. Jego przeciwieństwem jest taka mniejszość, na którą składają się ludzie nieprzeciętni, gotowi do poświęceń na rzecz społeczności, wykazujący się altruistyczną troską, doskonalący się i szczególnie twórczy, bohaterscy lub w inny jeszcze sposób wynoszący się ponad ogół im współczesnych.

Problem, diagnozowany przez Ortegę y Gasseta, wygląda następująco: we współczesnym świecie owa szczególnie uzdolniona mniejszość utraciła w społeczeństwie funkcję kierowniczą. Obmyślana i wprowadzona przez nią w życie demokracja liberalna, najlepszy, zdaniem filozofa, system polityczny w dziejach ludzkości, posiada bowiem, mimo swoich licznych zalet, tę wadę, że, przy okazji forsowania politycznej i społecznej emancypacji oraz technologicznych udogodnień, dopuszcza do decydowania o sprawach wspólnoty ludzi, którzy nie tylko są przeciętni – w tym jeszcze nie byłoby nic złego – ale „wiedząc o swojej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym” (s. 19). Zbuntowane masy, które Ortega y Gasset opisuje przez połączenie figur barbarzyńcy i dziedzica, rozpuszczonego, „zadufanego paniczyka” (a więc kontaminując elementy negatywnych dyskursów na temat klas ludowych i wyższych), to ludzie, którzy demokratycznego systemu nie stworzyli, lecz zastali, a zastawszy, nie zauważyli, że nie jest on dany raz na zawsze, że nie jest częścią natury, lecz że wymaga pielęgnowania i rozwijania, a pozbawiony tych zabiegów może się okazać bardzo kruchy i nietrwały. Zadowolony z siebie ignorant, pozbawiony wiedzy o przeszłości oraz wizji przyszłości, jeśli stanie się podmiotem polityki, jest – w argumentacji filozofa – największym zagrożeniem, jakie może się pojawić dla demokratycznego porządku. Nie sama natura demokracji parlamentarnej stanowi tu jednak problem, ale to, że masy przeciętnych wyborców przestały słuchać intelektualnych i moralnych autorytetów, uznawszy, że nie potrzeba im żadnych drogowskazów, skoro tak dobrze sobie radzą w życiu, i zapominając, że poprawa ich bytu nie jest ich zasługą, lecz właśnie wysiłkiem ciężkiej pracy tych, niegdyś docenianych i słuchanych mniejszości.

Autor „Buntu mas” nie jest więc przeciwnikiem przeciętności. Podkreśla pozytywne skutki wzrostu liczby zwykłych ludzi biorących udział w życiu publicznym, zwłaszcza w kontekście rozwoju technologicznego i poprawy średnich warunków życia. Zaznacza, że to właśnie przeciętni naukowcy wydatnie przyczyniają się do rozwoju dziedzin, w których pracują, przez wykonywanie niezbędnych mechanicznych czynności i procedur. Podobnie rzecz ma się w innych dziedzinach życia – sztuce, polityce, ekonomii, kulturze itp.: nie jest tak, że ludzie przeciętni, „masy” nie powinni w nich uczestniczyć. Po prostu powinni znać swoje miejsce, słuchać mądrzejszych od siebie i z wdzięcznością korzystać z wciąż nowych dobrodziejstw, dostarczanych przez stechnicyzowaną demokrację liberalną.

Choć myśl Ortegi y Gasseta nie jest arystokratyczna (autor często wyraża się krytycznie na temat dziedzicznej arystokracji), okazuje się silnie elitarystyczna i paternalistyczna oraz, co niezwykle istotne, europocentryczna. Filozof przedstawia troskę o losy Europy jako główny motyw swoich rozważań, podejmując próbę przemyślenia kryzysu, w którym się ona znajduje, i sformułowania propozycji jego rozwiązań. Ostro krytykuje bolszewizm i faszyzm, jako ideologie niedojrzałe, niebezpieczne i z gruntu „masowe”. Stwierdza jednocześnie, że Europa potrzebuje wielkiej idei, która, porwawszy Europejczyków (tj. europejską opinię publiczną), na nowo da im poczucie siły, sprawczości i kontroli, którego w ponad dekadę po Wielkiej Wojnie są oni pozbawieni, co skutkuje pojawiającą się co i rusz diagnozą popadania w dekadencję całego kontynentu, rozumianego tu jako pewien spójny system kulturowo-polityczny. Ideą tą jest dla Ortegi y Gasseta zjednoczona Europa. Filozof przedstawia ją nie tylko jako wielkie przedsięwzięcie kulturowe, polityczne i ekonomiczne, za którego realizację powinna zabrać się ponadprzeciętna mniejszość, ale też jako naturalną konsekwencję rozwoju europejskich państw narodowych, które stają się za małe i zbyt ograniczające dla wielkich możliwości współczesnego człowieka. Należy podkreślić, że Ortega y Gasset nie postuluje rezygnacji z idei państwa narodowego, lecz raczej jej poszerzenie, tak by wszyscy mieszkańcy kontynentu identyfikowali się przede wszystkim jako Europejczycy. Jest to szczególnie istotne nie tylko dla Starego Kontynentu, ale i dla całego świata, albowiem zadaniem Europy, jako źródła demokratycznych i liberalnych wartości, jest pełnienie na świecie przewodniej funkcji.

Upraszczając – dwie główne idee „Buntu mas” są więc następujące: 1) nieodpowiedzialni i głupi ludzie masowi zagrażają europejskiej demokracji, głosując na nieodpowiedzialnych i głupich polityków; 2) ratunkiem jest zainspirowanie Europejczyków ideą zjednoczonej Europy, co ma zarówno doraźne, polityczne znaczenie, jak i wiąże się z pewną historiozoficzną misją, którą Europa musi realizować wobec świata. Nie jest to narracja dzisiaj nieznana, wręcz przeciwnie. „Bunt mas” jest jak felieton Cezarego Michalskiego, choć rozrosły do rozmiarów książki i pełniejszy swady (należy podkreślić, że tyrady Ortegi y Gasseta wypadają naprawdę błyskotliwie i bardzo dobrze się je czyta). Części osób zmartwionych „dobrą zmianą”, Brexitem i Donaldem Trumpem w Białym Domu lektura ta może przynieść ulgę i rodzaj perwersyjnej przyjemności, czerpanej z możliwości odniesienia obrazu niebezpiecznego, zadowolonego z siebie idioty do politycznych adwersarzy. Powiedzieć więc, że „Bunt mas” okazuje się aktualny, to nic nie powiedzieć – jego język wręcz skrzy się życiem. Problemem nie powinna być tu jednak kwestia aktualności tego języka, lecz jego przeciwskuteczności. Może to właśnie jest najcenniejsza, wyciągana po latach lekcja z tej lektury – liberałowie-mizantropi, w obronie demokratycznych idei błyskotliwie atakujący kolejne grupy ludzi, nigdy nie osiągają zamierzonego skutku, a wręcz przeciwnie – umacniają jedynie postawy, które próbują zwalczać.
José Ortega y Gasset: „Bunt mas”. Przeł. Piotr Niklewicz. Wydawnictwo Replika. Zakrzewo 2016.