Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (313) / 2017

Andrzej Ciszewski,

DON'T DREAM IT'S OVER... (SANDMAN. UWERTURA)

A A A
Ukazujący się po raz pierwszy w latach 1989–1996 „Sandman”, wielokrotnie nagradzany owoc scenopisarskiego kunsztu Neila Gaimana oraz wizualnej maestrii zastępu cenionych artystów, do dziś pozostaje jednym z licznych dowodów na to, że komiks może być prawdziwym dziełem sztuki. Abstrahując od okazjonalnych serii pobocznych i graficznych bonusów, kultowa marka zakończyła swój barwny żywot wraz z pamiętnym „Przebudzeniem” – ostatnim pełnowymiarowym tomem cyklu.

Po niespełna dwudziestu latach brytyjski pisarz postanowił raz jeszcze wrócić do uniwersum Śnienia, przygotowując na tę okazję epicką konkluzję perypetii Morfeusza (którego powołał do życia razem z Samem Kiethem i Mikiem Dringenbergiem), będącą jednocześnie prequelem wydarzeń przedstawionych w pierwszym odcinku przygód Władcy Snu. Tym samym Gaiman przenosi nas do Londynu Anno Domini 1915, skąd tytułowy bohater wyrusza w pełną niebezpieczeństw, międzywymiarową podróż, odpowiadając na tajemniczy zew, którego konsekwencji nie sposób przewidzieć. W trakcie iście baśniowej wędrówki bladolicy protagonista napotka na swojej drodze przeróżne aspekty własnej osobowości, jak i swoich potężnych rodziców: Czas i Noc.

Potoczysta, erudycyjna, przesycona duchem poezji oraz typowym dla twórcy „Nigdziebądź” poczuciem humoru narracja nie stroni od płynnie wprowadzanych retrospekcji, przez co czytelnik ma okazję spotkać starych znajomych, ale także spojrzeć na wybrane wątki z biografii Morfeusza pod nieco innym kątem. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że swoją hipnotyczną wręcz siłę oddziaływania „Uwertura” zawdzięcza nie tyle scenariuszowi (skądinąd sprawnemu, lecz ustępującemu wcześniejszym dokonaniom literackiego ojca „Koraliny”), co przyprawiającej o estetyczny zawrót głowy oprawie wizualnej przygotowanej przez wielce utalentowanego rysownika J.H. Williamsa III wspieranego przez doskonale znającego swój fach kolorystę Dave’a Stewarta.

Amerykański grafik, znany chociażby ze współpracy z Alanem Moore’em (vide: „Promethea”), w pełni wykorzystuje swoje malarskie inklinacje, brawurowo operując przeróżnymi stylami i poetykami – a wszystko po to, by uchwycić „esencję niestałości” charakteryzującą fabularną, jak również plastyczną warstwę tego komiksu. Dlatego artysta (przywołujący echa prac Mauritsa Cornelisa Eschera oraz Jima Steranki) chętnie nawiązuje do tradycji surrealizmu, secesji i tradycji pop-artu. Zmieniające się w kalejdoskopowym tempie fantasmagoryczne scenografie pełne są kompozycyjnych niespodzianek, w których główną, choć nie jedyną rolę odgrywają kapitalne zmiany planów, pyszne zabawy z perspektywą oraz chwilami naprawdę zaskakujące kształty kadrów. Pieczołowita kreska Williamsa bezbłędnie oddaje topograficzne niuanse, akcentuje istotne detale, nadaje perypetii operowego przepychu i maestrii.

Z kolei Stewart (znów zachwycający nienagannym doborem barw) nadał odpowiednim fragmentom opowieści szlachetny efekt głębi, rewelacyjnie współgrający z formalnym rozmachem „Uwertury”, w której nawet tytuły poszczególnych rozdziałów imponują nietuzinkowym designem, zainspirowanym metodami graficznymi stosowanymi onegdaj przez samego Willa Eisnera. Mówiąc krótko: omawiany tom wprost emanuje psychodeliczną aurą, oferując odbiorcy liczne sekwencje obrazów, których nie sposób zapomnieć, ale i tak chce się do nich wracać.

Oczywiście, w „Sandmanie”, obok nastrojowych okładek narysowanych przez Williamsa, nie mogło zabraknąć prac wieloletniego współpracownika Gaimana, Dave’a McKeana. Brytyjski ilustrator zaserwował zestaw z miejsca rozpoznawalnych obrazów stworzonych za pomocą grafitu, tuszu, farb i przeróżnych naturalnych surowców zespolonych magią Photoshopa. Swoistą wisienką na torcie jest liternictwo przygotowane przez weterana serii, Todda Kleina, którego przebogaty wachlarz projektowych sztuczek obejmuje m.in. mistrzowską technikę „przejrzystego liternictwa”, pozwalającego dostrzec elementy obrazu przysłonięte komiksowym dymkiem.

Ekskluzywne wydanie „Uwertury” wzbogacone zostało o sekcję „Akompaniamentów”, czyli liczących ponad czterdzieści stron dodatków, obejmujących galerię szkiców i okładek, wywiady z autorami oraz dokumentujące proces powstawania dzieła notatki Neila Gaimana. Chociaż nie brakuje (być może) słusznych opinii, że najnowsza – choć ponoć definitywnie ostatnia – odsłona przygód Morfeusza jest spektakularnym skokiem na kasę wiernych fanów serii, recenzowany album broni się sam, będąc pozycją do wielokrotnej lektury, a nade wszystko – sensualnej kontemplacji, której absolutnie nie chce się przerywać. Przyjemnego snu!
Neil Gaiman, J.H. Williams III, Dave Stewart, Dave McKean: „Sandman. Uwertura” („The Sandman: Overture – The Deluxe Edition”). Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2016.