Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (313) / 2017

Radosław Pisula,

LĘK I ODRAZA W GOTHAM (BATMAN: GOTYK)

A A A
„Batman: Gotyk” to historia, która powstała jako składowa dwóch bardzo ważnych projektów związanych z amerykańskim komiksem lat 90.: pierwszym było sprowadzenie do Stanów Zjednoczonych genialnego Szkota Granta Morrisona, drugim – start nowej regularnej serii z Nietoperzem w roli głównej, która (ze względu na stojącą za nią ideę) okazała się zdecydowanie czymś więcej niż tylko próbą kolejnego skoku na portfele czytelników.

„Gotyk” jest drugą fabułą wydaną w ramach cyklu „Batman: Legends of the Dark Knight” (numery 6–10, zaraz po „Szamanie” Dennisa O’Neila). Nowy miesięcznik był swoistym polem eksperymentów – najczęściej wpadały do niego pojedyncze opowieści, niezwiązane z seriami „Detective Comics” i „Batman”, zaś zespoły twórców pracujących przy tym tytule zmieniały się jak w kalejdoskopie. Akcję epizodów osadzano (przynajmniej na początku) w czasach, gdy Batman dopiero zaczynał działać w Gotham, dzięki czemu scenarzyści mogli pokazywać nieznane dotąd wydarzenia, które kształtowały niedoświadczonego jeszcze herosa. Pod tym szyldem wystąpiło wielu znanych dzisiaj autorów (np. Matt Wagner, Tim Sale, Warren Ellis, Ted McKeever, John Wagner, Mark Millar, Garth Ennis), a dynamiczne zmiany konwencji zapewniały (prawie zawsze) wysoki poziom owej wydawniczej inicjatywy.

Grant Morrison bardzo wcześnie otrzymał szansę dodania swojej cegiełki do serii, co jednak nie dziwi, bo chwilę wcześniej – za sprawą „Azylu Arkham”, „Animal Mana” i cyklu „Doom Patrol” – z wykopem zaczął swoją przygodę ze światem DC. Jednak w tym przypadku artysta postanowił nieco odejść od typowych dla siebie narkotycznych „jazd bez trzymanki”, prezentując czytelnikom klasyczny gotycki horror w bardzo brytyjskim sosie. Mimo że nie odnajdziemy w „Gotyku” absurdalnych odlotów, Morrison w pełni pokazuje swoją sprawność w operowaniu gatunkowymi schematami.

Całość bardzo przypomina film brytyjskiego studia Hammer, które na początku drugiej połowy XX wieku święciło triumfy na polu renarracji opowieści o klasycznych monstrach (Drakula, twór Frankensteina, Wilkołak) czy historii płynących na fali ogólnoświatowej fascynacji okultyzmem. Szkot przesyca uniwersum Batmana – skąpane od czasów Franka Millera w ulicznym brudzie – atmosferą niesamowitości oraz zjawiskami nadprzyrodzonymi. Tym razem Mrocznemu Rycerzowi – zatwardziałemu stoikowi – przyjdzie się zmierzyć z grasującym po mieście potencjalnie nieśmiertelnym mordercą dzieci, który zaczyna eliminować ważnych gangsterów. Protagoniście nie pomaga w śledztwie fakt, że przerażający przeciwnik zwany Szeptem ma prawdopodobnie już trzysta lat i… w jakiś sposób jest powiązany z dzieciństwem Wayne’a.

Morrison z gracją odkrywa kolejne karty tego nad wyraz solidnego kryminału, w którym pierwsze skrzypce gra niesamowita atmosfera otaczająca Szepta oraz związaną z nim opowieść. Wprowadzanie nadprzyrodzonych elementów do współczesnego Gotham jest zresztą bardzo na miejscu, biorąc pod uwagę architekturę i historyczne uwarunkowania miasta – Batman i jego świat zawsze w niezwykły sposób lawirowali pomiędzy futurystycznymi rozwiązaniami technologicznymi a gotyckim przepychem, dlatego scenariusz Morrisona jest świetnie zaprojektowaną laurką źródeł genezy Mrocznego Rycerza, jak również różnorodnych fascynacji szkockiego twórcy.

Recenzowany komiks, naszpikowany ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi, jest bez wątpienia popisem literackich kompetencji scenarzysty: autor odwołuje się bowiem do gotyckiej poezji, literatury czy kina Republiki Weimarskiej (np. do „M – Mordercy” Fritza Langa), dając czytelnikowi materiał do analizy. I jest tutaj w czym przebierać, gdyż nie są to puste nawiązania, lecz elementy istotne dla klimatu opowieści – szukanie informacji o tych dziełach daje nie mniejszą satysfakcję niż sama lektura „Gotyku”.

W tej zabawie Morrisona wspiera Klaus Janson – znany głównie jako inker – który idealnie wpisuje się w ponury świat okultystycznego Gotham. Na pierwszy rzut oka dosyć prosta, geometryczna kreska odznacza się niezwykłą dynamiką, a postacie i budynki w swojej formie przypominają strzelistość gotyckiej architektury. Dodając do tego nieodzowny deszcz oraz oblepiające kolejne kadry ciemne kolory (w których złowieszczo zaznaczony został krwistoczerwony płaszcz Szepta), otrzymujemy wzorowy komiksowy horror – trzymający w napięciu, intrygujący i zaskakujący.

Nie jest to na pewno największe dzieło Granta Morrisona – może wydawać się trochę zbyt konwencjonalne – ale dla fanów literackiego (albo filmowego) gotyku będzie świetną zabawą. Co najważniejsze: jest to opowieść na wskroś „Batmanowa”, a złowrogo ascetyczne Gotham prezentuje się w niej naprawdę upiornie.
Grant Morrison, Klaus Janson: „Batman: Gotyk” („Batman: Gothic”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2016.