Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (313) / 2017

Sara Nowicka,

REALIZM FIKCJI (GEORGIO MANGANELLI: 'CENTURIA. STO KRÓTKICH POWIEŚCI RZEK')

A A A
„Centuria. Sto krótkich powieści rzek” – już sam oksymoron, użyty w tytule książki Giorgio Manganellego, zbija czytelnika z pantałyku. Gdy do trudności związanej z wyobrażeniem sobie „krótkiej powieści rzeki” dodamy fakt, że Manganelli jest pisarzem w Polsce nieznanym i że jest to pierwsza książkowa prezentacja jego twórczości w naszym języku, odbiorca staje przed prawdziwym wyzwaniem. Tym bardziej, że w każdej miniaturze dzieją się rzeczy niezwykłe, nie do końca zgodne z powszechnym pojęciem logiki, zaś kolejne strony zasiedlają tak oryginalni bohaterowie jak Smok, Krwawa Księżniczka, Postacie ze Snu, dinozaury, duchy, osoba czekająca na swoją egzystencję czy osoba, która nie istnieje. Pierwszy kontakt z „Centurią” może budzić lekką konsternację, jednak z każdą kolejną stroną wchodzenie w fikcyjne światy tworzone przez włoskiego autora sprawia czytelnikowi coraz więcej przyjemności.

Manganelli zdaje się znajdować największą pisarską satysfakcję w konfundowaniu odbiorcy. Członek Gruppo 63, neoawangardowej włoskiej grupy literackiej, do której należeli m.in. Umberto Eco i Antonio Porta, czyni swój znak rozpoznawczy z zabawy skostniałą formą literacką i tworzenia coraz to barwniejszych i nierzeczywistych narracji. Autor stawia siebie w kontrze do pisarzy zajmujących się drobiazgowym opisywaniem rzeczywistości i analizowaniem aktualnych problemów społeczno-politycznych. W tekście „Literatura jako kłamstwo”, który można przeczytać w „Literaturze na Świecie” (nr 1-02 [270-271]/1994, s. 258-263), Manganelli wprost nazywa literaturę niemoralną i cyniczną, szczególnie, gdy ludzkie cierpienie zamienia w formę ekspresji. Włoski pisarz stanowczo odcina się od chęci naprawiania świata lub człowieka sztuką, zaś prawdziwe piękno literatury widzi właśnie w kłamstwie. W fikcji, która jest właściwa ludziom, tak samo jak zwierzętom właściwe są wielobarwne, fantazyjne futra.

Pierwszym skojarzeniem, jakie nasuwa lektura „Centurii”, jest OuLiPo, francuska grupa literacka słynąca ze stosowania wobec literatury rygorów tworzonych często na bazie formuł matematycznych. Manganelli podczas pisania tego zbioru również postawił sobie pewne ograniczenie: każda z miniatur mieści się na jednej kartce. Z przedstawicielami OuLiPo łączy włoskiego autora jeszcze jeden aspekt – potencjalność tworzonej literatury. Dla francuskich twórców potencjalność literatury kryła się w różnych możliwościach lektury tekstu lub w podaniu czytelnikowi samego konceptu dzieła jako gotowego przekazu. U Manganellego potencjalność literatury tkwi natomiast w możliwości dopowiedzenia sobie dalszego ciągu miniatury oraz w czytelniczym wypełnieniu niezliczonych miejsc niedookreślonych. „Centuria” jest dziełem szczególnie otwartym na rozmaite konkretyzacje. Autor tworzy coś na wzór zbioru szkiców, mimo że każdy z tekstów oparty jest na tradycyjnym schemacie, z wyraźnym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem, nierzadko w postaci intrygującej pointy. Szkicowość miniatur polega na tym, że stanowią one punkty wyjścia dalszych rozmyślań. Na tym właśnie opiera się tytułowy pomysł „krótkich powieści rzek” – „Centuria” jest zbiorem tekstów, które otwierają przed czytelnikiem możliwość długich rozważań, nie tylko nad filozoficznym aspektem treści, ale przede wszystkim nad jego „pustymi miejscami”.

Pomiędzy OuLiPo a twórczością Manganellego tkwi jednak zasadnicza różnica. Tam, gdzie Georges Perec i inni członkowie grupy odkrywali przed czytelnikiem „pozazwyczajny” wymiar zwyczajności, włoski pisarz pokazuje, że za kurtyną sztuczności, którą jest rzeczywistość, tkwi jedynie pustka. Najbardziej zaskakującym elementem „Centurii” jest to, że choć wszystkie miniatury sprawiają odbiorcy prawdziwą przyjemność (jest w nich wiele humoru, dowcipu i prawdziwie wyszukanej zabawy literacką formą), to większość z nich przedstawia bardzo pesymistyczny obraz życia, zdominowanego myślą o nicości. Pustka przeważa nie tylko w powieściach dotykających tematów egzystencjalnych czy ontologicznych, jak w żartobliwym opowiadaniu o człowieku, który odnalazł dowód na istnienie Boga, jednak zapomniał go zapisać, lecz także w miniaturach dotyczących miłości. W wielu tekstach przewija się temat zakochiwania się jednego bohatera w drugim. Najczęściej są to miłości krótkie, nawet kilkudziesięciominutowe, i bardzo rzadko zsynchronizowane, przez co pan często jest zmuszony kochać panią, która jeszcze się nie narodziła, natomiast pani obraża się na pana, którego już nie kocha, o to, że on przestał ją kochać dwadzieścia minut wcześniej. Międzyludzkie relacje są tak samo podszyte nicością, jak pozbawione pierwiastka duchowego życie bohaterów niemal każdej historii.

Halina Kralowa, tłumaczka i autorka posłowia tomu, dołącza do interpretacji „Centurii” kolejny ważny trop. Zestawiając omawiane wydanie z całą twórczością włoskiego pisarza, wskazuje: „otóż po raz pierwszy wydaje się, że bohater Manganellego nie jest bezimienny. Ów starszy pan z solidnym wykształceniem, który żyje obok innych żałośnie wyobcowany i samotny i czeka na coś, co musi, a w każdym razie powinno się zdarzyć, na owo coś innego, które odmieni wreszcie jego los, to sam pisarz” (s. 210). Kralowa widzi też w pisarstwie Manganellego bunt przeciwko społecznym wartościom i narzucanej z góry, z gruntu fałszywej, wizji świata i prawdy. Jak pisze tłumaczka: „pisarz znajduje wyraźne upodobanie w zmazywaniu retuszów, obnażaniu sztucznych mechanizmów tam, gdzie najbardziej chciałoby się wierzyć w spontaniczność i szczerość. Jego wizja świata jest zdecydowanie negatywna. Nie ma prawdy, którą chciałby przeciwstawiać fałszowi i sztuczności społecznego mechanizmu, nie ma żadnej propozycji pozytywnej. Życie, jak te sportowe zawody w pogoni za rekordami, o których pisze z jadowitą ironią w jednym z artykułów, jest niczym więcej jak wyścigiem ku śmierci w oczekiwaniu na bliski koniec świata” (s. 208).

Pomimo tej pesymistycznej wymowy „Centuria” jest zbiorem powieści, który daje odbiorcy taką samą radość z lektury, jak dzieła innych pisarzy, takich jak Italo Calvino czy Georges Perec, którzy upodobali sobie zabawy literacką fikcją. Niektóre gry proponowane przez pisarza są iście postmodernistyczne, np. w miniaturze „Sześćdziesiąt pięć” znajdziemy opowieść o rycerzu á rebours – pokonanie smoka nie przynosi bohaterowi sławy i chwały, a jedynie wyrzuty sumienia. Autor chętnie łączy także kolejne teksty podobnymi postaciami lub nawet zapowiada w jednej powieści następne. Dzieje się tak chociażby we fragmencie pojawiającym się w opowiadaniu „Sześćdziesiąt sześć”: „pan ten faktycznie miał lekkie skłonności do halucynacji, wyobrażeń paranoicznych, stanów przygnębienia: słowem, miał pogląd na świat niezwykle realistyczny i wyraźnie sformułowany. Wierzył we wróżki, w numery magiczne, w statek widmo” (s. 136), w którym pojawiają się tematy kolejnych miniatur: numerologia i statek widmo.

Oprócz wspaniałego opanowania formy i umiejętności tworzenia krótkich, intrygujących historii Manganelli przejawia jeszcze jeden pisarski talent. Wspaniale opowiada o snach, zapominaniu i innych pułapkach, które płata człowiekowi umysł. Robi to w sposób zupełnie inny niż surrealiści czy pisarze awangardowi – sny w „Centurii” są realistyczne, lecz obdarzone zasadami specyficznej logiki pisarza. Świat powieści to druga strona lustra, odwrócenie obowiązujących na co dzień zasad, jednak zupełnie pozbawiony elementu cudowności i niezwykłości. Manganelli nie tylko doskonale opisuje sny, ale także czekanie – prozaiczne, nieokreślone i nieskończone. „Centuria” to wielka literatura, której nie brak kolejnych warstw i znaczeń. Lektura, która budzi apetyt na kolejne dzieła tego zmarłego w 1990 roku pisarza i rodzi pytanie – dlaczego na jego pierwszą wydaną w Polsce książkę musieliśmy czekać tak długo?
Giorgio Manganelli: „Centuria. Sto krótkich powieści rzek”. Przeł. Halina Kralowa. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2016.