Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (313) / 2017

Luiza Stachura,

RZEKA NIEPAMIĘCI (MONIKA KOMPANIKOVA: 'PIĄTA ŁÓDŹ')

A A A
Odrzucenie w dzieciństwie i brak akceptacji ze strony najbliższej osoby piętnują na całe życie. Pozostawiają po sobie znak niemożliwy do zatarcia. Głęboko wypalone znamię samotności i niezrozumienia determinuje dalsze wybory wypełnione błędami i porażkami, ale nie kształtuje ostatecznie całego życia. Po przepracowaniu, po terapii duszy każdy upadek będzie powodem do podjęcia kolejnej walki o swoje szczęście, własny mikroświat. Wbrew pozorom poczucie stabilności i zwyczajności, możliwość uczestniczenia w rutynowym świecie obowiązków rodzinnych i społecznych są marzeniami okaleczonych dusz, które nie zaznały miłości od najbliższych. Bo w codzienności kryje się promyk radości, małe szczęście, niedostrzegalne – jeśli posiada się je na własność, odkąd się pamięta.

Jarkę, bohaterkę-narratorkę „Piątej łodzi”, powieści słowackiej pisarki Moniki Kompaníkovej, dręczą w snach łodzie. Zaczęło się w dzieciństwie, a z biegiem czasu szczegóły snu stawały się coraz bardziej wyraźne, nie pozostawiając już mglistego wrażenia niepokoju ani konieczności wyboru oraz potencjalnej możliwości skrzywdzenia kogoś. W każdej z łodzi znajduje się osoba, która w jakiś sposób wpłynęła na życie Jarki. Każda z nich pragnie, by bohaterka podpłynęła do niej i jej poświęciła swój czas oraz uwagę. Brakuje tylko własnej łodzi Jarki – jej osobistego miejsca-tratwy w rwącym potoku życia. Pasażerowie łodzi stawiają wysokie wymagania (np. rezygnacji z siebie na ich rzecz) małej dziewczynce zagubionej w świecie dorosłych, błąkającej się bez drogowskazu, bez promienia światła, bez odrobiny miłości. Dziewczynką obarczonej przez matkę winą za całe zło, które spotkało tych kilka osób w łodziach. Zupełnie jakby istnienie Jarki było katalizatorem fatalnych w skutkach wypadków, jakby jej urodziny zwiastowały destrukcję. W zasadzie wyłącznie jedna osoba stanowi jasny punkt w lodowym królestwie dorosłych, w przestrzeni zimna i ciemności – tym kimś jest Peter, ojciec Doroty, koleżanki Jarki. Dojrzały, odpowiedzialny i męski, gwarantujący bezpieczeństwo i pewność. Peter to archetyp mężczyzny, mężczyzna wyśniony, doskonały – wzór ojca, mentora i partnera życiowego, jakich brakuje w otoczeniu Jarki. Ale żeby móc odnaleźć swoje miejsce w jego stabilnym świecie, by odtworzyć wydarzenia i uczucia, oczyścić duszę i wybaczyć, a następnie móc się wyzwolić, Jarka musi zmierzyć się z przeszłością, zanurzyć się w wodzie snu.

Lucia została matką jako siedemnastolatka. Ojca dziecka nie znała, bo tego dnia było z nią kilku potencjalnych tatusiów – wyrostków z zawodówki. Swoim wybrykiem Lucia zniszczyła matce, Irenie, doskonałą reputację i przyczyniła się do utraty przez nią intratnej posady dyrektorki przedszkola. Zresztą i Lucia była „wpadką”, wystarczająco zagmatwała więc życie wyzwolonej kobiety. Wyrzucona z domu przez Irenę Lucia, zawieszona między dzieciństwem a dorosłością, niegotowa do roli matki, niezdolna do miłości, bo tej nigdy tak naprawdę nie doświadczyła, rozpoczęła życie z córką Jarką i z rozlicznymi kochankami. Od początku nakazała swojej córce zwracać się do niej po imieniu – nawet w języku wyrzekła się bycia matką, wyparła, zanegowała, odrzuciła ten fakt, jakby dzięki takiemu gestowi, magicznemu zaklęciu „matka” w niej nigdy nie mogła się ukonstytuować, nigdy nie miała prawa zaistnieć. Lucia dokonała rytualnego matkobójstwa w jednym tylko wymiarze, tym najbardziej destrukcyjnym – ponieważ własna matka ją odrzuciła, pozbawiona była możliwości pełnego przekształcenia się w kobietę, wybrania własnego modelu kobiecości w oparciu o zanegowaną, zmodyfikowaną bądź podtrzymaną kobiecość matki. Pozostało jej tylko odsunąć się od swojej córki, pozostać na zawsze niedorosłą dziewczyną, prawie siostrą Jarki, jeszcze nie kobietą, ale już nie dzieckiem – matkobójstwa dokonała na samej sobie. Irena również wyrzekła się miana „babci” na rzecz zachowania swojego imienia, niejako poprzez to wymazała ze swojego życia istnienie wnuczki stanowiącej świadectwo podwójnej hańby, jakby nie wystarczyła sama Lucia jako dowód porażki życiowej Ireny.

Słowacka pisarka w „Piątej łodzi” bez oceniania przygląda się trudnym relacjom matek i córek, wzajemnemu odrzuceniu, brakowi akceptacji wśród kobiet żyjących w świecie zdominowanym przez kobiety, pozbawionym w zasadzie warunkującego równowagę silnego pierwiastka męskiego. Odepchnięcie osoby najbliższej wynika z pragnienia życia bez zobowiązań w postaci dziecka, które kojarzone jest jedynie z przykrym obowiązkiem i zamknięciem drogi do spełnienia się jako kobiety wyzwolonej. Odsunięte dziecko instynktownie szuka bliskości u innych osób, zazwyczaj wykorzystujących jego ufność i deficyt miłości. I tym samym dziecko, które miało usunąć się w cień, przestać istnieć i nie sprawiać kłopotów swoim istnieniem, nieustannie poprzez swoje błędy i porażki, wynikające ze znajomości z niewłaściwymi ludźmi, nie pozwala matce o sobie zapomnieć. Jak Lucia, jak Jarka.

Podczas życia z niedojrzałą matką Jarka szybko przechodzi szereg inicjacji w dorosłość. Kochankowie Lucii wykorzystują dziewczynkę. Konieczność radzenia sobie, gdy Lucia na kilka dni albo tygodni znika, zmusza dziecko do racjonalnych zakupów i kreatywności w zakresie organizacji potrzebnych do funkcjonowania rzeczy. O ile mieszkanie dzielone z matką jest puste i zimne, o tyle altanka na należącej do Ireny działce przeobraża się w królestwo Jarki – miejsce wypełnione wyobrażeniami i snami, bezpieczny zakątek, położony daleko od wzroku ciekawskich, od natrętnych rąk i przykrych słów. Nieustanne włóczenie się po ulicach i podwórkach przynosi różne formy wtajemniczenia Jarki w śmierć. Pochowanie zdechłego wróbla stanowiło swego rodzaju misterium, część rytualnego pożegnania czegoś żywego, a odnalezienie przejechanego kota wzbudziło niezdrową ciekawość i skryte pragnienie dokonania sekcji „zwłok”, powstrzymane jedynie przez obawę spojrzenia postronnych ludzi. Zdecydowanie łatwiej oswajać śmierć, obserwując zwierzęta, z którymi nie było się emocjonalnie związanym. Rodzajem śmierci w odczuciu Jarki jest też sen na jawie, balansowanie na granicy świadomości i zaśnięcia, wejście w pierwszy etap gry nieświadomości – czasami tak śpi Lucia. Ale autentyczną inicjacją w śmierć było znalezienie przez Jarkę ciała jej babci Ireny.

Niegotowość Lucii, brak zdecydowania i niedojrzałość emocjonalna wpływająca na szukanie po omacku substytutu miłości, namiastki złudnego szczęścia, najbardziej skrzywdziły, co jasne, Jarkę. Kruchy świat dziewczynki, której matka też przecież była dzieckiem, rozpadł się już na starcie. Z odprysków, odłamków tego, co odnajdywała w świecie, tego, co podpatrzyła u innych, Jarka próbowała wytworzyć w sobie odrobinę ciepła i zbudować dom po swojemu. I dlatego ukradła… dwójkę małych dzieci sprzed dworca. To miała być inicjacja w życie rodzinne, wejście w obręb wspólnoty, próba odgrywania rodziny. Dziewczyna chciała się zaopiekować dziećmi, ofiarować im autentyczną, bezwarunkową miłość, stworzyć dla nich piękny świat, miejsce, w którym odnajdą ciepło i bezpieczeństwo, jakby ich rodzona matka nie była w stanie im tego zagwarantować. Jarka zawsze, gdy Lucia długo nie wracała, bała się, że coś się mogło jej stać, że może leży gdzieś martwa. Dlatego sama jako „matka” z wielkim bólem na krótkie chwile opuszczała swoje przybrane dzieci – Adelę i Jakuba. Przypadek sprawił, że na swojej drodze Jarka spotkała niedorosłego kandydata na przyszywanego „ojca” – kolegę Krystiana, dziecko wychuchane, chronione przez nadopiekuńczą matkę. Ale też takie dziecko, które raz się zbuntowało i uciekło ze złotej klatki. W sytuacji kryzysowej to paradoksalnie Krystian, wcześniej płaczący, histeryzujący i bezradny, obudzi w sobie na moment instynkt rodzicielski i przeciwstawi się utopijnej idylli, niemożliwej do spełnienia wizji Jarki. I w zasadzie to on uratuje sytuację przed finalną katastrofą. Najpewniej jego chwilowe otrzeźwienie i wyjście z iluzorycznej baśni o rodzinie, przerwanie zabawy grożącej niebezpieczeństwem wynikało ze wzoru rodzinnego, który odziedziczył w przeciwieństwie do Jarki.

Powieść słowackiej pisarki składa się z retrospektywnych obrazów, scenek z dzieciństwa przeplatanych krótkimi epizodami z życia dorosłej Jarki, bohaterki rozpaczliwie poszukującej miłości i ciepła oraz swojego miejsca. Odtwarzane momenty z czasów dziecięcości wypełnione są detalami, drobnymi wydarzeniami, tworząc tym samym bogaty we wrażenia świat małej dziewczynki, eksploratorki osiedlowej, układającej po swojemu dostępne elementy rzeczywistości, odłamki uczuć, pragnień i wyobrażeń. Bo z wyobrażeń i nielicznych realnych rzeczy mała Jarka buduje cierpliwie cały swój prowizoryczny, przejściowy mikroświat, zawieszony między rzeczywistością a onirią, jakby miał być antidotum na bolesną realność, pustkę i brak oparcia, na nieustanne słowa krytyki ze strony Lucii. W wyobraźni odmalowuje Jarka wizję rodzinnego życia, w którym dominują miłość i czułość, oraz portret idealnego mężczyzny na wzór Petera. Świat bez odpowiedzialnego i silnego mężczyzny jest bowiem światem niekompletnym, wybrakowanym. Co istotne, żadna z kobiet w „Piątej łodzi” nie potrafi czy nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje czyny i za wychowanie dziecka. Rola matki okazuje się dla nich zbyt niewygodna i uciążliwa, dlatego wybierają łatwy eskapizm i obojętność, szybki i niezobowiązujący substytut miłości, zamiast wymagającego zaangażowania, poświęcenia i wyrzeczeń, ale trwałego uczucia. Jak wydrążone ciała dryfują po przestrzeni bez chęci zatrzymania się i zbudowania czegoś stabilnego.

Nieustannie powracający motyw wody w powieści Moniki Kompaníkovej kieruje interpretację ku zapomnieniu, rzece niepamięci rozpuszczającej przeszłość, ale jednocześnie umożliwiającej narodzenie na nowo, oczyszczenie ciała i duszy, zmycie z siebie koszmarów minionych lat, by móc rozpocząć świadomą podróż po świecie w poszukiwaniu własnego miejsca. Po latach przeprowadzek, wędrówek, ucieczek od siebie i problemów dopiero autoterapia, samodzielne zmierzenie się z urazami, pretensjami i żalem, próba zrozumienia i pogodzenia się, warunkują odnalezienie siebie i zaakceptowanie przeszłości. Rozrachunek z krzywdami wyrządzonymi przez osobę najbliższą – matkę – chociaż bolesny, jest jednak niezbędny, by móc odnaleźć spokój i wyciszenie. Wyzwolenie z powracających w snach wspomnień, nieprzepracowanych traum i raniących słów możliwe jest po wybaczeniu.

„Piata łódź” Moniki Kompaníkovej jest zapisem kryzysu bliskości i czułości, jest rekonstrukcją błądzenia i upadków zakończonych próbą powstania i wypracowania własnej drogi w poszukiwaniu małego szczęścia – drugiej osoby, która będzie potrafiła obdarzyć miłością. To także powieść o matkach i córkach, o tych kobietach, które bez silnych i odpowiedzialnych, autentycznie kochających mężczyzn nie zbudują samodzielnie trwałego uczucia w kruchym świecie, świecie nastawionym na samorealizację, egoizm, wygodę. I wreszcie bardzo konfesyjna, kameralna „Piąta łódź” jest utworem o pamięci, zrozumieniu i trudnym wybaczeniu.
Monika Kompaníková: „Piąta łódź”. Przeł. Izabela Zając. Książkowe Klimaty. Wrocław 2016 [seria: Słowackie Klimaty].