Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (313) / 2017

Anna Adamowicz,

WIERSZE

A A A
muzeum anatomiczne I

po śmierci chcę zostać eksponatem – głową

oderwaną od niepotrzebnej reszty.

mieć zaszyte powieki i usta, wydrążone wnętrze.

brak bodźców to ulga, nicość – pełne szczęście.



chyba że cudem przez szparę w szwie dojrzę

czaszkę stojącą w gablocie naprzeciw – zazdrość

na widok wklęsłych oczodołów i zębów zebranych

w biały garnitur zakłuje boleśnie,

rozpraszając pustkę, zaboli mocniej niż

paznokcie studentów wbijające się w skórę



masakra na premierze nowego filmu o Batmanie

Joker wyszedł z ekranu

z karabinem, który w trakcie akcji się zaciął.

Joker, zacięty, wyciągnął strzelbę i pistolet,

lepiej przeszkolone, silniejsze psychicznie – pacyfizm

nawet nie przyszedł im na myśl



fikcja wynicowana na lewą stronę stała się prawdą,

a ludzie nie chcieli wierzyć – łapali kule w ręce,

wpychali sobie do ust

i w klatki piersiowe



św. Bartłomiej

egzamin wyznaczony na ósmą, więc od siódmej siedzą

przed gabinetem, świadomi swoich ciał, jak nigdy

czujący wszystkie uchyłki, napięci niby struny ścięgniste.



nauka wyglądała tak: szkielet, który owijasz mięśniami,

do środka upchnąwszy płuca, nerki, serce, wszystko

zwieńczone zmysłami, przędzą żył i nerwów.



powinno być odwrotnie – człowiek, z którego zdzierasz skórę,

obnażasz z włókien. po kolei wyjmujesz trzewia, zwijasz

kapilary w kłębek. wreszcie



odcinasz głowę



jadąc z nocy na Wschód

pierwsze pnie oświetlone, dalsze toną w czarnym;

na policzkach dotyk owadów, żyłkowany trzepot,



ciemność lita marmurem, miękka niby welur.



kawałek za lasem

ziemia transmutuje w szklistą mgłę,

ziemia trans