Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (314) / 2017

Wojciech Rusinek,

KARTOGRAFIA MARZYCIELI (PRZEMYSŁAW CZAPLIŃSKI: 'PORUSZONA MAPA')

A A A
Właściwie nie wiem, dlaczego książki krytycznoliterackie czytam od kilkunastu lat z niesłabnącą fascynacją. Jest to fascynacja głęboko paradoksalna, bo znając dobrze przynajmniej jednego wiernego czytelnika polskich publikacji z półki krytyki (siebie) i domyślając się, że dla kilku innych osób również bywają one punktem wyjścia ważnej przygody intelektualnej (czasem deklarowanej wprost, jak w książce „Apetyt na eksces” Alana Sasinowskiego), nie mogę sobie ostatecznie wyobrazić, po co i dla kogo (w szerokim sensie) są dzisiaj pisane. Wspomniani wyżej to wszak najczęściej także krytyczki i krytycy, ponadto zwykle związani z uniwersytetem, a takim odbiorcom nie przeszkadza jawnie tautologiczny tryb pisarstwa krytycznego – dzięki tomom esejów i recenzji poznajemy interpretacje powieści, które najczęściej sami czytaliśmy, nawet w bardzo podobnym trybie (pozostajemy wszak w dość zgodnym paradygmacie lektury). A zatem – bardzo wąska grupa odbiorców, ledwie podzbiór w obszerniejszych zbiorach filologów, polonistów, historyków literatury itd. Zagadka staje się tym bardziej fascynująca, kiedy tom analiz najnowszej prozy czy poezji decyduje się opublikować firma tak znacząca na rynku komercyjnym jak chociażby Wydawnictwo Literackie.

To, o czym piszę powyżej, dotyczy między innymi „Poruszonej mapy” Przemysława Czaplińskiego opublikowanej właśnie przez krakowskie WL – w jego ofercie w tym samym czasie, kiedy ukazywała się rozprawa krytyka (jesienią 2016 roku), znaleźć można było kilka topowych i bardzo mocno reklamowanych tytułów (z nielicznymi wyjątkami, takimi jak Szczepan Twardoch czy Jerzy Pilch, prawie zawsze są to pozycje z obszaru prozy światowej, uobecniające się raczej w domenie recenzenctwa niż krytyki w ścisłym sensie). Nie jestem zatem w stanie wyobrazić sobie czytelnika, który sięgałby po „Poruszoną mapę”, a nie byłby mniejszym bądź większym specjalistą z zakresu po pierwsze nowej polskiej prozy, po drugie i trzecie, i czwarte: rynku wydawniczego, rynku idei i najmodniejszych tendencji humanistyki współczesnej. Uwagi te nie stanowią, oczywiście, krytyki tomu Czaplińskiego, przeciwnie – zmierzam do punktu, od którego zacząłem lekturę „Poruszonej mapy”: krytycy i krytyczki, których książki śledzę od kilkunastu lat, opowiadają o naszym świecie w sposób nie mniej fascynujący niż proza narracyjna i bardzo szkoda, że ściśle rozumiane pisarstwo krytyczne z roku na rok budzi coraz mniejszy entuzjazm (nie czas i miejsce, by udowadniać tę ostatnią tezę i wskazywać przyczyny zjawiska, wymieńmy tylko jedną – upadek prasy literackiej). Trzeba tym samym podkreślić, jak ważną decyzję podjęło Wydawnictwo Literackie, publikując „Poruszoną mapę” Czaplińskiego, książkę – co oczywiste – dla specjalistów, niemniej mającą dzięki rozpoznawalnej marce szansę dotarcia do ciut szerszej grupy odbiorców.

„Poruszona mapa” stanowi kolejne ogniwo wielkiej, syntetyzującej narracji o Polsce, jaką Czapliński snuje od wydania głośnej i kontrowersyjnej „Polski do wymiany” z 2009 roku (przypomnijmy emocjonalne odpowiedzi badacza na krytyczne omówienia tej książki opublikowane przez Tomasza Mizerkiewicza w „artPAPIERZE” i Alana Sasinowskiego w nieistniejących już „Pograniczach”), a może nawet od ważnego, będącego swoistą uwerturą omawianej tu całości eseju „Polska poróżniona” (ogłoszonego w 2001 roku na łamach „Pracowni” i włączonego później do tomu „Świat podrobiony” [2003]). Drugim ogniwem tej opowieści była – mam wrażenie, że słabiej obecna w świadomości krytycznej – rozprawa „Resztki nowoczesności” (2011). „Poruszona mapa” domyka tę trylogię krytyczną, choć – jak pokażę poniżej – z założenia wcale nie przynosi kompletnej i wyczerpującej wiedzy o polskiej współczesności kulturowej. Metodologiczną podstawą refleksji badacza, która łączy wymienione wyżej artykuły i książki, jest przekonanie o narracyjnym, a więc tekstualnym charakterze rzeczywistości kulturowej. Założenie to Czapliński podkreśla wielokrotnie, w „Poruszonej mapie” staje się ono niemal refrenem (niestety nieraz nadmiernie, do znudzenia eksponowanym): „Mieszkamy w mniej i bardziej rozbudowanych opowieściach, nie zaś w obiektywnych i fizycznie opisywalnych przestrzeniach. Nasze narracje wywierają wpływ na miejsce. Zamieszkując kulturę, istniejemy w relacjach, a do wytworzenia relacji potrzebne są opowieści” (s. 322). A jeśli tak jest w istocie, to literatura odgrywa niebywale istotną rolę jako najbardziej skomplikowany kod ekspresji zbiorowych wyobrażeń o świecie. W krytyce Czaplińskiego rzeczywiście nieustannie pobrzmiewa (wyrażone wprost) przekonanie, że literatura jest przede wszystkim medium „samowiedzy polskiej kultury” (s. 9). Dopowiedzmy tę myśl do końca: takie założenie podkreśla tym samym istotną rolę krytyka jako kogoś, kto ową samowiedzę werbalizuje i wzmacnia w sposób abstrakcyjny, stoi więc w jednym szeregu z politykami, duchownymi, dziennikarzami i celebrytami jako organizatorami zbiorowej wyobraźni.

Lyotardowskie pojęcie narracji, przywołane w podtytule i wyjaśnione we wstępie tomu „Polska do wymiany”, Czapliński przypomina najpierw po to, by sprawdzić, jak opowiadamy sobie polską późną nowoczesność w kontekście dziedzictwa oświeceniowego, idei wolności, równości i braterstwa, było to więc pytanie o współczesny stan relacji międzyludzkich w polskim społeczeństwie. W „Resztkach nowoczesności” z kolei Czapliński sprawdzał, jak polskie narracje społeczne radzą sobie z linearną koncepcją czasu, czyli z tradycją (głównie sarmacką) i utopijnym myśleniem o przyszłości. W „Poruszonej mapie”, w zgodzie z logiką, przedmiotem refleksji krytyka stała się przestrzeń – a ściślej zbiorowe opowieści (mity, teorie, wyobrażenia), za pomocą których próbujemy w Polsce określić swoje usytuowanie względem świata zewnętrznego: kolejno Wschodu, Zachodu, Południa i Północy. Poza komplementarną perspektywą metodologiczną i tematyczną, która każe połączyć trzy ostatnie książki Czaplińskiego w spójną całość (wnętrze – zewnętrze, czas – przestrzeń, przeszłość – przyszłość), fundamentem projektu krytyka jest także być może najważniejsza z idei ogniskujących kolejne analizy: Polska. Pisarstwo autora „Wzniosłych tęsknot” wyróżnia bardzo poważne i zaangażowane podejście do Polski jako idei organizującej nasze życie zbiorowe i wyobraźnię kulturową. Kto wie, może to jedyny eseista po stronie liberalno-lewicowej, który Polskę i polskość przywołuje co najmniej tak często jak tradycjonaliści i to bynajmniej nie w celu dekonstrukcji i odrzucenia! „Wymiana” Polski nie oznacza w książkach badacza unieważnienia idei polskości, lecz jej krytyczne przeformułowanie, co więcej – w „Poruszonej mapie” wyraźnie pobrzmiewa pragnienie skonstruowania nowej, swoistej, odrębnej od Wschodu i Zachodu, Południa i Północy koncepcji polskości. Jakiej? Tego się niestety nie dowiadujemy do końca, Czaplińskiego w omawianych tu książkach interesuje bowiem bardziej sam moment przemieszczeń, przewartościowań i poruszeń (jak w tytule najnowszej rozprawy), które dopiero otwierają możliwość ustanowienia nowej, zwykle bardziej otwartej, tolerancyjnej i empatycznej narracji. Polska Czaplińskiego to zatem Polska niegotowa, dopiero ustanawiana. Założenie, że jesteśmy w początkowym momencie tych „przemieszczeń” narracyjnych, w fazie wielkiej przebudowy opowieści zbiorowych, uniemożliwia krytykowi określenie, jaka jest dzisiejsza polskość, przez co rozprawy tracą nieco na wyrazistości, nieustannie zapowiadając, projektując, wskazując momenty dekonstrukcji i otwarcia. To oczywiście stawia Czaplińskiego na antypodach tradycjonalizmu, uznającego kategorie tożsamościowe za pewną stałą (nawet metafizyczną stałą, jak w pisarstwie Jarosława Marka Rymkiewicza) i przeoczającego tak ważne dla poznańskiego krytyka tekstualne podstawy każdej wielkiej idei.

Prześledźmy zatem, jaką narrację rekonstruuje Czapliński w „Poruszonej mapie”. Badacz pragnie – jak wskazuje podtytuł rozprawy – zbadać „wyobraźnię geograficzno-kulturową” najnowszej polskiej literatury, w czym pomagać mają mu pojęcia tzw. geografii wyobrażonej, koncepcji zakorzenionej w teorii postkolonialnej (Edwarda Saida i polskie rozprawy z tego kręgu teoretycznego badacz przywołuje we „Wstępie”). „Geografia jest pochodną postrzegania, a nie twardych danych” (s. 9) – czytamy na pierwszych stronach „Poruszonej mapy” i rzeczywiście Czaplińskiego zdecydowanie bardziej interesuje współczesne polskie imaginarium dotyczące przestrzeni, powiązań i różnic kulturowych oraz wyobrażona mapa wpływów cywilizacyjnych niż oparte na faktach diagnozy politologiczne. Społeczne imaginaria mają ponadto tendencję do ewolucji – wyobrażenia organizujące społeczne odruchy i ideologie mogą podlegać zmianom: „Wyobraźnia literacka pozostaje jednak czymś więcej niż magazynem gotowych wzorców, ponieważ literatura potrafi podyktować opowieść zakłócającą komunikację społeczną” (s. 9). Co więcej, właśnie „kwestionowanie mapy” staje się głównym zadaniem literatury dotyczącej relacji międzykulturowych czy międzypaństwowych, tym samym dziedzina ta – dopowiedzmy za Czaplińskiego – okazuje się ważniejsza niż polityka operująca na gotowych, utrwalonych w społecznej wyobraźni schematach myślowych, jest awangardą przekraczających granice relacji etnicznych i cywilizacyjnych. Dlatego Czapliński zakłada, że mapa, która organizuje nasze wyobrażenie o świecie, „ma charakter performatywny: nie tyle odtwarza jakąś przestrzeń, ile jest procesem jej wytwarzania” (s. 11). Ucieczka od faktografii zostaje przez badacza podkreślona, choć w przywoływanych na marginesach głównego wywodu cytatach (bardzo interesujący zabieg kompozycyjny) wielokrotnie pojawiają się dane statystyczne. Jest w tym pewna niekonsekwencja, która w pewnym sensie tkwi immanentnie w założeniach metodologicznych rozprawy. Mówiąc na razie bardzo ogólnie: konsekwentne pozostawanie w kręgu „postrzegania, a nie twardych danych” prowadzi czasem Czaplińskiego do ujmowania niemal wszystkich wyobrażeń na temat innych kultur jako stereotypów, co tym samym skutkuje zaskakującą relatywizacją doświadczenia (zwłaszcza tego, co skłonni bylibyśmy uznać za społeczną tragedię czy osobiste cierpienie). A przecież niezliczoną ilość razy powtarzany fakt (np. dotyczący braku swobód obywatelskich w Rosji) niekoniecznie musi być z natury niezgodny z rzeczywistością. Całe szczęście są w „Poruszonej mapie” miejsca, gdzie podkreśla się, iż narracje nie tylko służą opisowi świata, ale też mają na ów świat całkiem realny wpływ, na przykład w postaci uzasadnianej za ich pośrednictwem przemocy.

Charakterystyczną cechą dyskursu Czaplińskiego jest również – od zawsze – dążenie do przejrzystej syntezy. Książki krytyka zwykle posiadają czytelną strukturę, operują modelami, wyliczeniami strategii, typologiami, badacz często dokonuje podsumowań wcześniejszych rozpoznań. Dzięki temu narracja krytyczna pozostaje w nich bardzo czytelna, choć – co często zarzucano autorowi „Ruchomych marginesów” – logiczna kompozycja wywodu bywa nieraz zwodnicza. Strukturę „Poruszonej mapy” wyznaczają kategorie przestrzenne. Cztery części książki są analizą współczesnych polskich wyobrażeń dotyczących Wschodu, Zachodu, Południa i Północy. Czapliński zakłada, że w ostatnich latach doszło w naszym imaginarium, a w zasadzie dochodzi, bo to wciąż niezakończony proces, do kopernikańskiego przesunięcia Polski. Jak dotąd – twierdzi badacz – Polska sytuowana była przede wszystkim na linii Wschód-Zachód, czyli tak naprawdę pomiędzy demonizowanymi Rosją i Niemcami, na co miały wpływ głównie okoliczności polityczne (zabory, komunizm, aspiracje lat 90. XX wieku zakończone akcesją unijną). Dziś jednak, co skorelowane jest m.in. z europejskim kryzysem imigranckim i silnymi polskimi konfliktami kulturowymi, zaczynami coraz częściej osadzać Polskę na linii Północ-Południe. Przy czym korelacja nie oznacza bezpośredniego wpływu na literaturę – na problematykę Południa arabsko-afrykańskiego chyba jeszcze zbyt wcześnie (choć przypuszczam, że temat ten wkrótce stanie się istotny w polskiej prozie), Czapliński, myśląc o Południu, przede wszystkim pyta z polskie relacje z kulturą Czech i Węgier. W przypisie wspominana jest przez Czaplińskiego dość osobliwa „linia ukośna”, czyli relacja z Islandią – „osobliwa”, bo reprezentowana tylko przez jednego prozaika, a wspominam o tym dlatego, by pokazać, że czytelne klasyfikacje rzeczywiście mają swoje ograniczenia, gdy chodzi o dzieła niepasujące do wyrazistych modeli.

Z tych czterech kierunków geografii wyobrażonej najważniejszy dla Czaplińskiego wydaje się Wschód. Znamienne, że część poświęcona obrazom Rosji w najnowszej polskiej prozie artystycznej i reportażu zajmuje aż połowę „Poruszonej mapy”. W partiach tych widać także największą pasję autora – rozdział „Wschód, czyli brud Europy” napisany został z największym zaangażowaniem, badacz przywołuje w nim i brawurowo interpretuje sporą liczbę dzieł. Dyskurs jest tu wciągający: dość powiedzieć, że niektórym pozycjom (np. „Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego) poświęcono tu po kilkanaście, dwadzieścia kilka stron, które czyta się bez śladu znudzenia. Czapliński rozpoczyna od zdemaskowania orientalizujących schematów obecnych w polskim stosunku do Rosji (książki Kapuścińskiego, Krystyny Kurczab-Redlich, Eustachego Rylskiego i innych autorów), następnie szuka takich tekstów, które pozwoliłyby spojrzeć na wielkiego sąsiada Polski od innej strony, bez uprzedzeń ugruntowanych w polskiej i europejskiej tradycji kulturowej. Znajduje to odmienne podejście m.in. w książkach Jacka Dukaja i Olgi Tokarczuk, a przede wszystkim Jacka Hugo-Badera i Mariusza Wilka. Reportaże tych ostatnich stanowią według Czaplińskiego próbę zrozumienia Rosji na jej zasadach, w głębokim zanurzeniu w jej rytuałach społecznych i jej języku, wreszcie jej praktykach etycznych. „Pozycja Hugo-Badera – czytamy o „Dziennikach kołymskich” – pozwala (jemu i nam) dotrzeć do takich właśnie lokalnych systemów; poświadczają one, że społeczeństwo rosyjskie jest nie antycywilizacją, lecz inną cywilizacją, że wykształca i dziedziczy własne podziały na czyste i nieczyste i że stosuje własne praktyki puryfikacyjne” (s. 85). Dzienniki Wilka Czapliński ceni natomiast za „podważenie autorytetu Zachodu jako źródła wiedzy o Rosji” (s. 122), zaś przede wszystkim za odważną próbę wyrwania się poza język (jako nośnik utartych sposobów myślenia): „Wilk, ostentacyjnie lekceważący politologiczne korzyści dyskursu o Rosji, przekonuje, że rzeczywistość jest zrośnięta z językiem, więc zrozumienie świata rosyjskiego bez udziału języka rosyjskiego jest niemożliwe. W następnym zaś kroku autor wyznaczył sobie zadanie ustanowienia języka (poruskiego), pozwalającego zadomowić się w Rosji” (tamże).

Tyle tylko, że kluczowa rola tych autorów, a także Andrzeja Stasiuka czy Ziemowita Szczerka (według Czaplińskiego eksplorujących delirycznie i po plebejsku polskie lęki), nie polega jedynie na budowaniu zaskakujących obrazów Rosji. Stawka tych narracji okazuje się dużo poważniejsza niż tylko literacka oryginalność, dlatego artystyczne rozpracowanie Rosji jest w „Poruszonej mapie” ważniejsze niż podróż w innych kierunkach. Zaraz na początku rozdziału czytamy: „Im mocniej Rosja służy polskiej kulturze do ustalenia nie-rosyjskiej tożsamości własnej, tym wyraźniej odsłania się jako nasza intymna obcość, od której nie możemy się oddzielić” (s. 14). Czapliński wielokrotnie podkreśla, że Rosja od wieków stanowi najważniejszy punkt odbicia dla polskiej tożsamości; krótko mówiąc – im bardziej polska kultura orientalizuje lub tercjalizuje (spycha w kategorie trzeciego świata) Rosję, tym bardziej w swoim przekonaniu staje się zachodnia. Tymczasem im bardziej brudny, irracjonalny, totalitarny obraz Rosji konstruujemy, tym silniej owe zmazy ujawniają się w sercu polskości jako nasza najbardziej wstydliwa część. W tym sensie Rosja jest inkluzem Polski, jej niezbywalną częścią. Koncepcja ta tłumaczy także – ujawnione m.in. w prozie Szczerka czy w konserwatywnych political fiction nostalgicznie rysujących niedoszły sojusz między Drugą Rzeczpospolitą i III Rzeszą – masochistyczne marzenia o zwarciu z Rosją, wielkiej wojnie, bo „rosyjska napaść jest (…) ostatecznym potwierdzeniem wartości Polski” (s. 158). Rosja jako powracająca „część wyklęta” (s. 179), jak we „Wschodzie” Stasiuka, skazuje polską tożsamość na niemal kolonialną zależność, którą zagłuszamy z kolei polskim dyskursem kolonialnym, orientalizującym wroga, a tym samym uniemożliwia wytworzenie rzeczywiście silnej, samodzielnej, dojrzałej, bo mentalnie niezależnej Polski. Na marginesie warto zauważyć, że brakuje w rozważaniach Czaplińskiego wskazania na jedno ważne źródło polskich obrazów Rosji – literatury romantycznej. Być może to skojarzenie nie zostało przywołane z powodu jego oczywistości, ale nie byłoby dziś wszak reprodukowanych bez końca opisów rosyjskich brudu, śniegu i tandety, gdyby nie chociażby „Ustęp Dziadów” Adama Mickiewicza.

Kluczową rolę polskich wyobrażeń o Wschodzie podkreśla także fakt, że w „Poruszonej mapie” dopiero po „odbiciu” się od Rosji następuje literacka podróż w innych kierunkach. Nie ukrywam, że nieco rozczarował mnie rozdział poświęcony obrazom Niemiec – okazuje się dość krótki i brakuje w nim rozleglejszej egzemplifikacji, zwłaszcza na tle wcześniejszych partii „Poruszonej mapy”. Źródłem tego rozczarowania nie jest jednak zawartość tej części książki, lecz – najnowsza polska literatura. Wygląda bowiem na to, że polskie pisarki i polskich pisarzy ostatnich lat bardziej jednak fascynuje Wschód i że mitologia Niemiec (zarówno ta pozytywna, jak i negatywna) ogniskuje się wokół zdecydowanie mniej nośnych figur (takich jak pojednanie). Nie bez powodu chyba Czapliński wraca w tym rozdziale do książek tak dawnych, jak… „Początek” Andrzeja Szczypiorskiego i „Hanemann” Stefana Chwina, rzadko i głównie na zasadzie wyliczenia przywołując teksty z ostatnich lat.

Fascynujące są z kolei fragmenty poświęcone Południu, czyli tak naprawdę mitowi Mitteleuropy. Paradoksalnie to właśnie w tych interpretacjach Czaplińskiego odkrywamy, w jakiej kondycji znajduje się polskie imaginarium opisujące Zachód, w rozdziale tym bardzo ważna jest także perspektywa polityczna – krytyk od lektur reportaży Mariusza Szczygła i Krzysztofa Vargi płynnie przechodzi do diagnozy końca koncepcji Europy Środkowej i pozorności tego tworu kulturowo-politycznego. Jak doszło do wygaszenia mitu Mitteleuropy w polskiej kulturze? Według Czaplińskiego powodów było co najmniej kilka. Po pierwsze: teoria, która od lat 80. organizowała wyobraźnię narodów środkowoeuropejskich, sugestywnie zarysowana w eseju Milana Kundery „Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej”, zakładała od początku swój koniec: „Kunderowe okrojenia i uproszczenia [Europa Środkowa to jedynie Czechy, Polska i Węgry – przyp. W.R.] miały wyraźny cel: opowiedziana mapa kulturowo-geograficzna prowadziła do okcydentalizacji Środka, do jego utożsamienia z Zachodem. Razem z okcydentalizacją szła krótkotrwałość: w ujęciu Kundery Europę Środkową stworzyła zdrada, jakiej dopuścił się Zachód, więc istnienie Środka powinien zakończyć powrót Europy do swoich zobowiązań” (s. 240). Po drugie: pojawił się silny „kontrmit” środkowoeuropejski, który przez lata rozwijał w swojej prozie podróżnej Stasiuk. Czapliński podkreśla, że propozycja Stasiuka właściwie unieważnia pojęcia zaproponowane przez Kunderę. Autor „Opowieści galicyjskich” przesuwa granicę Środka głęboko na Południe, aż na Bałkany, ośmiesza wzorce kultury zachodniej, sprowadzając je do komercyjnej tandety i zwykłych śmieci zalewających kraje europejskiego Międzymorza, w końcu wskazuje, że obszar ten nie tyle jest – jak chciał Kundera – ostoją żywiołu mieszczańskiego, co plebejską prowincją dekonstruującą najważniejsze osiągnięcia ideowe Zachodu. Po trzecie wreszcie: wydarzenia polityczne ostatnich lat, pokazujące, że nie istnieje środkowoeuropejska solidarność, chociażby w zakresie polityki wobec uchodźców czy wzajemnego wsparcia państw Grupy Wyszehradzkiej.

Czego zatem możemy dowiedzieć się, czytając kulturę krajów tzw. Środka? Wbrew pozorom Mitteleuropa stanowi dla tożsamości polskiej ważny punkt odniesienia, w reportażach Szczygła i Vargi Czechy i Węgry stają się swoistym laboratorium uniwersalnych doświadczeń XX wieku i lustrem dla naszych własnych zmagań z pewnymi doświadczeniami dziejowymi. Historia Czechosłowacji pozwala obserwować mechanizmy systemów totalitarnych („Czechy […] okazują się poligonem totalitaryzmu” [s. 278]), mentalność Węgrów w ujęciu Vargi może stać się przestrogą, jak nie budować relacji między tradycją narodową a nowoczesnością, a przede wszystkim jest przestrogą przed mentalnym odgradzaniem się od świata. Przywołane dzieła uświadamiają jednak – zdaniem Czaplińskiego – że trudno dziś mówić o wyłanianiu się jakiejś nowej narracji środkowoeuropejskiej, a tym samym – o nowej, ważnej dla Polski, ponadgranicznej wspólnocie. Dlatego też punktem dojścia całej narracji krytyka jest odkrycie, że dziś „Polska wchodzi w stan wewnątrzkontynentalnego dryfu. Coraz słabiej powiązana z Europą, konfliktowo nastawiona do Rosji, fantomowa zjednoczona z Czechami, Słowacją, Węgrami i Rumunią, odrywa się od sąsiadów i płynie w nieokreślonym kierunku” (s. 400).

Wreszcie kierunek ostatni: Północ, najmłodszy obszar, ku któremu spogląda polska kultura, tym samym krąg kulturowy bardzo podatny na mitologizacje. Zarówno te lewicowe – Skandynawia to dla wielu „socjaldemokratyczny raj”, wielokrotnie stawiany za wzór w polskiej publicystyce politycznej tzw. nowej lewicy, jak i konserwatywne – które pokazują Północ jako nieomal przedłużenie nazistowskiego i komunistycznego totalitaryzmu. Nie bez powodu Czapliński zauważa (analizując fragmenty prozy Doroty Masłowskiej), że „Szwecja okazuje się toposem, a więc pustą syntagmą, otwartą na grę społecznych wyobrażeń. Każdy może ją wypełnić własnymi fantazmatami, tworząc w ten sposób alternatywę dla rzeczywistości przez siebie zamieszkiwanej” (s. 336). Rozdział poświęcony Szwecji przynosi intrygującą diagnozę Czaplińskiego, otóż krytyk polskie zachwyty nad skandynawską wersją modernizacji kulturowej traktuje jako „działanie dyskursu kolonizującego”, które „polega na podsuwaniu nowego wzorca imitacyjnego” i nakierowane jest „na wywołanie poczucia gorszości w społeczeństwie polskim” (s. 360). Tym samym potwierdza się to, o czym pisałem powyżej: „Poruszona mapa” nie tyle służy dekonstrukcji idei Polski, co szukaniu jej nowej formuły.

Moje wątpliwości budzi natomiast inna kwestia obecna w rozdziale „Północ, czyli inna nowoczesność”. Mniej więcej połowę tej części „Poruszonej mapy” stanowi esej poświęcony kryzysowi europejskiego myślenia o państwie i społeczeństwie, co zostaje zarysowane w oparciu o kryminały Stiega Larssona i Henninga Mankella. Oczywiście interpretacje krytyka są nieodmiennie fascynujące, nieraz zachęcają do poważnej dyskusji, co jest ich walorem, niemniej włączenie do książki tak mocno eksplorującej polskie imaginarium geograficzno-kulturowe powieści pisanych przez prozaików szwedzkich wydaje się mało uzasadnione. Mimo zabiegów krytyka, by uczynić te partie spójną częścią całości, strony te wyraźnie nie pasują do zaproponowanej we wcześniejszych rozdziałach narracji. Tym bardziej jest to zastanawiające, że w zasadzie to jedyny moment publikacji, w którym krytyk nawiązuje do literatury gatunkowej.

Wskazane powyżej zastrzeżenia dotyczą oczywiście kwestii drugorzędnych, niemających znaczącego wpływu na fakt, że „Poruszona mapa” Przemysława Czaplińskiego na pewno należy do grona najważniejszych książek krytycznych ostatnich lat i sądzę, że stanie się pretekstem wielu dyskusji dotyczących współczesnej polskiej tożsamości kulturowej. Autor zaproponował rozległą i sugestywną opowieść o naszych relacjach z Europą; opowieść, w której literatura piękna i proza reportażowa stanowią najważniejsze źródło wiedzy o mentalności i jednocześnie laboratorium wytwarzania nowych więzi i różnic kulturowo-cywilizacyjnych. Tym samym „Poruszona mapa” staje się pulsującym bieżącą problematyką, niemal publicystycznym głosem na temat najważniejszych problemów, z jakimi zmagamy się jako wspólnota pozostająca w relacji ze światem zewnętrznym (Wschodem, Zachodem, Południem i Północą). Poza wszystkimi walorami jest zatem książka Czaplińskiego ważną wypowiedzią w dyskusji o społecznej ważności literatury. „Poruszona mapa” udowadnia, że bez tego lustra, jakim dla polskiej mentalności jest sztuka słowa, nie wiedzielibyśmy o sobie bardzo wiele. Przede wszystkim – sugeruje krytyk – nie rozpoznalibyśmy owego „samotnego dryfu” geograficznego, który stał się w ostatnich latach udziałem polskiej kultury.

LITERATURA:      

Czapliński P.: „Polska do wymiany. Późna nowoc1zesność i nasze wielkie narracje”. Warszawa 2009.   

Czapliński P.: „Polska poróżniona”. W: tegoż: „Świat podrobiony. Krytyka i literatura wobec nowej rzeczywistości”. Kraków 2003.

Czapliński P.: „Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu”. Kraków 2011.

Mizerkiewicz T.: „Niewymienność narracji. W sprawie »Polski do wymiany« raz jeszcze”. „artPAPIER” 2009, nr 20.           

Mizerkiewicz T.: „Wolność, równość, bra…terstwo?”. „artPAPIER” 2009, nr 10.                       

Sasinowski A.: „Apetyt na eksces. Szkice o literaturze, szkice o krytyce”. Szczecin, Bezrzecze 2015.
Przemysław Czapliński: „Poruszona mapa. Wyobraźnia geograficzno-kulturowa polskiej literatury przełomu XX i XXI wieku”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2016.