Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (314) / 2017

Andrzej Juchniewicz,

(NIE)WYCZERPANE ŹRÓDŁO TRAUMY (JACEK LEOCIAK: 'TEKST WOBEC ZAGŁADY. (O RELACJACH Z GETTA WARSZAWSKIEGO)')

A A A
Wyczytać Zagładę

Wznowienie rozprawy doktorskiej Jacka Leociaka „Tekst wobec Zagłady. (O relacjach z getta warszawskiego)” (prwd. Wrocław 1997) po 19 latach bez zmian, rozszerzeń i suplementów świadczy o ciągłej aktualności tej publikacji oraz pozycji badacza, którego dorobek naukowy stanowią cztery książki autorskie, jedna napisana wespół z Barbarą Engelking („Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” [wyd. I Warszawa 2001, wyd. II, zm., popr. i rozsz. Warszawa 2013]) oraz 21 ważniejszych i wyszczególnionych przez samego autora w nocie bibliograficznej artykułów zamieszczanych w periodykach polskich i zagranicznych (źródło: https://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=321). Wznowienie dysertacji zbiega się z jubileuszową datą dwudziestolecia pracy naukowej, zaś książka, trafiająca do rąk czytelników w nowej szacie graficznej, z sugestywną okładką projektu Tomasza Jaroszewskiego, przedstawiającą płonące getto, wypełnia lukę spowodowaną zaczytaniem pierwodruku i brakiem egzemplarzy w bibliotekach.

Brak autorskich ingerencji i aktualizacji bibliografii nie jest jednak wadą prezentowanej publikacji; autor postanowił, pozostawiając jej badawcze ramy nietknięte, ukazać zaawansowanie i stopień uszczegółowienia badań z zakresu holocaust studies w latach dziewięćdziesiątych; niezmienność jej kształtu staje się znakiem minionego czasu oraz akcentuje prymat literaturoznawcy w badaniach nad dokumentem osobistym czasu Zagłady, wynikający z pierwszeństwa podjęcia tego zagadnienia na gruncie polskiego literaturoznawstwa. Autor we wprowadzeniu nakreśla konstelację publikacji, które gruntowały wiedzę o Zagładzie, wymieniając te, które pretendują do miana monografii konkretnych pisarzy (A. Werner: „Zwyczajna Apokalipsa. Tadeusz Borowski i jego wizja świata obozów” [Warszawa 1971]; T. Drewnowski: „Ucieczka z kamiennego świata. O Tadeuszu Borowskim” [Warszawa 1972]), dzieł literackich (H. Zaworska: „Medaliony Zofii Nałkowskiej” [Warszawa 1961]), poetyk (N. Gross: „Poeci i Szoa. Obraz Zagłady Żydów w poezji polskiej” [Sosnowiec 1993]) lub przełomowych publikacji dla piśmiennictwa polskiego (J. Błoński: „Biedni Polacy patrzą na getto” [Kraków 1994]) albo w syntetyczny sposób przedstawiają Zagładę Żydów europejskich (M. Borwicz: „Literatura w obozie” [Kraków 1946]). Sporządza też rejestr publikacji zagranicznych, które wykorzystał w prowadzonych na kartach dysertacji badaniach nad dokumentem osobistym. Leociak podkreśla, iż zakres rozprawy i wybór literatury dokumentu osobistego jako materiału badawczego podyktowane były brakiem, mimo obszernej bibliografii związanej z polską literaturą dotyczącą Shoah powstającą już po zakończeniu działań wojennych, dysertacji skupiającej uwagę na tym obszarze piśmiennictwa, które w czasie okupacji osiągnęło niespotykane rozmiary, gdyż – jak konstatuje autor, przywołując słowa Emanuela Ringelbluma – „pisali wszyscy” (s. 40).

Obejmując szeroki zakres tekstów autobiograficznych i intymistycznych, Leociak wskazuje też na rejestr tekstów anonimowych, które przetrwały Zagładę, lecz nie poświadczają personaliów spisujących i prowadzących zapisy: „(…) tyle tekstów mimo wszystko przetrwało, chociaż zgodnie z logiką ostatecznego rozwiązania nie powinien przecież zostać po nich najmniejszy ślad, tak jak po ich autorach. A jednak istnieją. Przechowywane z narażeniem życia, przenoszone w fałdach ubrania, zakopywane pod gruzami w skrzynkach, bańkach po mleku czy puszkach po karbidzie, ukrywane w schowkach na strychu, w piwnicy czy pod podłogą, zagrzebywane w gorącym popiele z ludzkich kości – ocalały” (s. 7). Z podanej przez autora typologii miejsc zakopywania i ukrywania cennych rękopisów wynika, iż podlegały one precarium – zasadzie ontologicznej akcentującej możliwość zniszczenia zapisów werbalnych i wizualnych oraz narażenia ich na niebezpieczeństwo uszkodzenia. Precarium, czyli próba powierzenia swych rękopisów komuś lub czemuś (ziemi, popiołom), jest terminem zaproponowanym przez Bożenę Shallcross (Shallcross 2010: 14-15), którego pierwotne znaczenie sygnalizuje pewien status prawny, na podstawie którego powierza się jakąś rzecz w depozyt, pod warunkiem możliwości odzyskania jej przez prawowitych właścicieli w dogodnym dla nich momencie. Inne znaczenie tego łacińskiego terminu odnosi się do kondycji niestałości, jaka cechowała tekst Zagłady, kiedy ten przechodził z rąk do rąk. Precarium akcentuje wędrowną egzystencję tekstu, którego los zdeterminowany zostaje przez działania ściśle zaplanowane oraz przypadkowe i akcydentalne wobec pierwotnych zamierzeń i planów autora.

Jednym z walorów dysertacji jest możliwość przeczytania i zbadania, a także zrozumienia tych tekstów, które komunikując o ekstremalnej, granicznej sytuacji autora, są również poręczeniem jego tragicznej śmierci i beznadziejnego położenia: wszak w momencie wielkiej akcji likwidacyjnej życie setek mieszkańcow getta dobiegło końca – zostali uśmierceni w jego granicach lub w drodze do Treblinki. Teksty, które przetrwały, poświadczają strach i niepewność, jakie towarzyszyły ich autorom w czasie nierównej walki z okupantem, oraz niemożność obrony przed odroczoną destrukcją (w postaci śmierci i zapomnienia o losie mieszkańców dzielnicy zamkniętej). Leociak, wydobywając je z archiwów, oddaje głos zmarłym i na powrót przywraca ich do wspólnoty świadków Zagłady, zdejmuje z nich anatemę – jeśli nie anonimowości, to bez watpienia milczenia. Główny zamiar autora stanowi podważenie tezy o niemożności eksplikacji i wysłowienia doświadczenia Zagłady – wszak już samo materialne istnienie i skrzętne przechowywanie świadectw Shoah jest, jak pisze Leociak, „wyzwaniem dla nas wszystkich” (s. 7). Skoro więc przetrwały teksty, warto podjąć namysł nad formą artykulacji doświadczenia Zagłady, przebadać motywacje diarystów oraz, stosując kontekst biograficzny, ustalić różnice, które wynikały z czynników zewnętrznych, determinujących sposób prowadzenia narracji, wybór perspektywy pisarskiej i zakres temporalny prowadzonych zapisków.

Wariacje na temat pewnego gatunku

W pierwszej części dysertacji autor dokonuje uściślenia trzech terminów, jakimi posługiwali się kronikarze getta w odniesieniu do własnej twórczości (dziennik, pamiętnik, kronika), oraz proponuje własną typologię odmian gatunkowych, badając często zaskakującą świadomość genologiczną piszących (w wielu tekstach pojawiają się określenia quasi-genologiczne: „zapiski”, „notatki”, „szkic kronikarski”, „reportaż”, „oskarżenie”, „akt oskarżenia”, „materiał dla prokuratora”, „świadectwo zbrodni”, „spowiedź przedśmiertna”). Leociak na przykładzie „Dziennika z getta” Stanisława Sznapmana ujawnia mylącą kwalifikację genologiczną zawartą w tytule; według badacza tekst nie ma żadnych wykładników pozwalających klasyfikować go jako dziennik (nie był prowadzony z dnia na dzień, nie stanowi zbioru zapisów, który byłby podporządkowany chronologii, autor nie utrwala biegu wypadków na bieżąco, nie rejestruje napływających przeżyć i refleksji związanych z wydarzeniami, których był świadkiem). „Dziennik z getta” jest według Leociaka opowieścią o losach Żydów warszawskich od września 1939 do lipca 1943 roku, którą cechuje dystans czasowy: „Historia, którą opowiada Sznapman, już się wydarzyła, choć wojna wciąż jeszcze trwa. Autor jest jednak przekonany, że to, czego był świadkiem – Zagłada Żydów – jest przesądzone i nieodwracalne” (s. 19). Sznapman, poszukując formuły gatunkowej dla swojego tekstu, mimo że ten realizuje model pisarstwa zbliżonego gatunkowo do pamiętnika lub wspomnienia, skłonny był określić go mianem dziennika, ze względu na chęć podkreślenia i uwydatnienia pozycji autora będącego bezpośrednim świadkiem dziejących się wydarzeń oraz autentyzmu relacji i jej wiarygodności. Leociak wyszczególnia trzy cechy dziennika, które powodują, że jest on częściej wybieraną przez autorów formułą tytułową (nie zawsze zgodną z regułami i organizacją wynikającą z genologicznych uściśleń) niż kronika czy pamiętnik. Badacz podkreśla naoczność diarysty i jego pozostawanie „wewnątrz” rejestrowanego czasu, a więc brak „filtra pamięci” (s. 19), który powodowałby rekonstrukcję wydarzeń mogących ulec mechanizmom zapominania i rozmywania, podważających obiektywizm, nieskrępowaną regułami kompozycyjnymi swobodę diarysty w sposobie literackiego opracowywania kolejnych faktów (prym wiedzie napierająca na piszącego rzeczywistość i za jej sprawą dokonuje się selekcja materiału). Wspomniana naoczność jest dla formy dziennika bardziej obligatoryjna niż w przypadku pamiętnika. Co prawda Roman Zimand – autorytet w dziedzinie pisarstwa autobiograficznego – nie uściśla, w którym ze wspomnianych gatunków kryterium naoczności powinno przejawiać się mocniej, jednak sam Leociak zakłada, że to dziennik kojarzy się przede wszystkim z bezpośrednią obserwacją zapisywanych zdarzeń, przynosi „naoczność aktualną” (s.20), zaś praca pamiętnikarska polega na przypominaniu sobie zaszłych niegdyś wydarzeń. W zapisie dziennikowym mocniej zaznaczone zostają fakty i informacje uzyskane bezpośrednio (naoczność poręczana jest przez autorską sygnaturę) lub takie, których wpływ miał bezpośredni związek z biografią autora (był ich świadkiem, współuczestnikiem wydarzeń), pamiętnik zaś dopuszcza możliwość przywoływania informacji zasłyszanych, z drugiej ręki.

W obrębie pisarstwa autobiograficznego Leociak wyznacza kategorię „dziennika intymnego”, którego autorami byli m.in. Abraham Lewin i Chaim Aron Kapłan. Jego specyfika polega na subiektywizacji zapisu i wysokiej temperaturze emocjonalnej prowadzonych relacji. Dziennik Adama Czerniakowa skupia się zaś na sprawach publicznych, wykracza poza intymny świat diarysty, jest zapisem dotyczącym zbiorowości, mimo że idiom prezesa warszawskiego Judenratu nosi piętno indywidualności autora. „Kronika getta warszawskiego” Emanuela Ringelbluma również rości sobie prawo do totalności zapisu sytuacji getta i jego mieszkańców, autor skłania się ku całościowemu, zobiektywizowanemu spojrzeniu na pogarszającą się sytuację getta; zapis Ringelbluma nie jest jednak wolny od emocjonalnego zaangażowania, podobnie jak zapis Czerniakowa, pozostaje na granicy intymności i relacji wspólnotowej, obejmującej los mieszkańców dzielnicy zamkniętej. Leociak wymienia jeszcze jeden zapis mający decydujące znaczenie dla kształtowania się genologicznej klasyfikacji pism i relacji: „Kronika lat wojny i okupacji” Ludwika Landaua wykracza poza wymienione wyżej zależności; jej monumentalizm wynika z szerokiej perspektywy oglądu okupacyjnego życia stolicy, ale także wykracza poza jej granice, dając wyraz świetnego poinformowania autora i kronikarskiej rzetelności, która objawia się w rejestrze szczegółowych obserwacji i refleksjach ogólnych.

Mimo że analizowane zapisy różnią się stopniem uszczegółowienia informacji i reprezentują różne odmiany gatunkowe, stanowią jednak całość, którą konstytuują w pisarstwie autobiograficznym czasu Zagłady trzy parametry: stan zagrożenia, świadomość końca i uwięzienie w czasie. Te trzy egzystencjalne wyznaczniki odbijają się w prowadzonych zapiskach. Wielu diarystów i memuarystów nie podejmowało próby syntezy opisywanych wydarzeń, ponieważ nie wiedzieli i nie mogli wiedzieć, jak i kiedy skończy się okupacja getta i stolicy. Szczególną cechą analizowanych przez Leociaka tekstów jest brak dystansu do relacjonowanych wydarzeń, stąd powracająca w wielu relacjach „sytuacja uwięzienia” w teraźniejszości (s. 26): „Czas teraźniejszy staje się w osobistym doświadczeniu diarysty czasem ostatecznym. Jutro ma tylko walor odroczenia egzekucji, która nie odbyła się dziś. Przyszłość nabiera abstrakcyjnego charakteru miejsca pustego po katastrofie, utopii społecznej bądź religijnego mitu. Diarysta gettowy jest zatem uwięziony w sytuacji granicznej i z głębi tej sytuacji podejmuje decyzję pisania. W trakcie pisania zmieniają się okoliczności, stan jego własnego bezpieczeństwa, ale istota rzeczy nie ulega zmianie. Nie mogąc wydostać się z potopu, notuje obce i niszczące, ale jedynie dostępne, nieprzekraczalne, ostateczne »dziś«” (s. 27). Trzy wskazane przez badacza parametry mają swój udział w tekstowej organizacji relacji; istnieje bowiem różnica między tekstami pisanymi hic et nunc, a tymi powstającymi post factum, która ma swe źródło w rzeczywistości pozatekstowej. Różnym sytuacjom diarystów („skazanego na Zagładę” i „wspominającego ocalonego”) odpowiadają dwa typy doświadczeń: brak wiedzy o dniu jutrzejszym, poczucie osaczenia, realne zagrożenie śmiercią, strach o życie własne i najbliższych oraz doświadczenie ocalenia, pisanie w horyzoncie wydarzeń zaistniałych i minionych, które w sytuacji bezwzględnego bezpieczeństwa „zewnętrznego” generują poczucie „wewnętrznej” niespójności i rozedrgania, pozostawiają niezagojoną wewnątrztekstową „ranę pamięci” (s. 27). Leociak, powołując się na doświadczenie i zasługi Romana Zimanda dla tworzenia podwalin pod badania autobiograficzne i intymistyczne, pragnie, badając pozostawione teksty, traktować je nie tylko jako źródło historyczne, ale także sposób manifestacji autora.

Leociak, podobnie jak Zimand, skupia się na poetyce zapisu, zasadach jego gramatyki, utajonych intencjach autora, które ujawnia wnikliwa filologiczna analiza – by w ostatecznym rezultacie zrozumieć człowieka. Badacz postuluje więc szczególny namysł nad pozagładową schedą, ponieważ to właśnie w ruinach getta warszawskiego zdeponowany został testament mieszkańców dzielnicy zamkniętej, który domaga się odczytania. Leociak podkreśla również, że interesować go będą nie wydarzenia i historia (wg terminologii Seymoura Chatmana ang. story, fr. historie, czyli treść), lecz dyskurs, sposób przekazywania i to, jak komunikowane są wiedza i doświadczenie o zaistniałych wydarzeniach. Stanowisko autora „Tekstu wobec Zagłady” sytuuje się między dwoma sposobami odczytywania świadectw Holokaustu, które wyszczególnia James Young: pierwsze ignoruje plan wyrażania i ramę narracyjną, przyznając relacjom wartość dokumentalną, przynoszą one bowiem zapis autentycznych wydarzeń; drugie zaś kładzie nacisk na to, że narracja w istocie niczego nie dokumentuje poza własną aktywnością narracyjną i konstrukcyjną. W przypadku pierwszym tekst odsyłałby wprost do realnego świata, w drugim – do konstruowanego przez narratora obrazu świata, będącego złożonym systemem znaków odnoszących się do innych znaków. Leociak powiada: „Świat i człowiek odciskają na nim [tekście – A.J.] swe niezatarte piętno” (s. 35). Zdanie to mogłoby posłużyć jako motto do pracy badawczej literaturoznawcy. Badacz pragnie dotrzeć nie tylko do wiedzy zdeponowanej w pozostawionych tekstach, ale również do wrażliwości piszących je ludzi; musi odpowiedzieć na pytania: jakie środki ekspresji pozwoliły na najpełniejsze oddanie grozy Zagłady oraz w jaki sposób można o niej mówić i ją komunikować?

Wspólna Warszawa jak sen

Wśród tekstów badanych przez Leociaka znalazły się relacje autorstwa prawników, księgowych, subiektów, techników dentystycznych, architektów, tokarzy, urzędników i robotników. Autor analizuje również zapiski dzieci, ponieważ to właśnie one więcej czuły, więcej widziały i częstokroć lepiej rozumiały panującą w getcie sytuację (zob. świetny reportaż Magdaleny Kicińskiej „Pani Stefa” [Kicińska 2015: 228-231]). W archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, w zespole „Pamiętniki”, znajdują się dzienniki i pamiętniki dzieci z getta krakowskiego (dziennik Reni Knoll prowadzony między majem 1940 a wrześniem 1941, Ireny Glück, rozpoczęty również w maju 1940, a doprowadzony do sierpnia 1942) i łódzkiego (dzienniki dwóch niezidentyfikowanych dziewczynek). Żydowska Komisja Historyczna w Krakowie opublikowała w 1946 roku pamiętnik 12-letniej Janiny Hescheles, dotyczący jej pobytu w obozie „janowskim” pod Lwowem, a pisany w ukryciu w Krakowie. Dzieci, których zapiski przechowały się w Archiwum Ringelbluma, zostały deportowane przez Umschlagplatz do Treblinki. Leociak przywołuje ich tożsamości; z anonimowej masy ofiar wyłaniają się kolejne imiona i nazwiska w elegijnej kolekcji: Beniek Frylingsztajn, Minia Mądra i Gitla Szulcman z półinternatu przy ul. Nowolipki 25, którzy odpowiadali na pytanie ankieterów „Oneg Szabat”: „Jakie zaszły u nas zmiany podczas wojny?”. Byli wśród nich również chłopcy z Internatu dla Sierot przy ul. Gęsiej 6/8, którzy wydawali własne pisemko „Głos Domu Chłopców”: J. Denda, M. Lipman, S. Hajtler, Sz. Gogol, Josef Fibich, Jankiel Hanower, Jakub Lerych, J. Rutowicz, M. Bafiks, J. Cwinkiel. Jedną z zamordowanych ofiar hitlerowców była również Gina Gutman, siostra Israela Gutmana, który postanowił pozostawić ją w Domu Sierot na Siennej prowadzonym przez Janusza Korczaka i Stefanię Wilczyńską, mimo zapewnień Wilczyńskiej o możliwości zwrócenia dziewczynki instytucji z powodu niemożności zapewnienia jej opieki (w Domu ustalono, że odebrane dziecko nie będzie przyjmowane z powrotem) przez pełnoletniego brata: „Pocałował Ginę i odszedł szybko. Nie minie rok, kiedy będzie walczył w powstaniu getta. Przejdzie przez Majdanek, Auschwitz, Mauthausen. Przez całe późniejsze życie, jako historyk, będzie dokumentował i badał Holokaust, pokieruje też Jad Waszem. Przez całe późniejsze życie, jako brat, będzie myślał o tym, że się wtedy nie odwrócił” (Kicińska 2015: 241).

Leociak z obfitego materiału wybiera te relacje i zapiski, które świadczą o podwójnym podziale Warszawy: pierwszy podział, administracyjny, utrudniający, a następnie wykluczający możliwość kursowania tramwajów w obrębie dzielnicy zamkniętej, wiązał się z relatywizacją pojęć „blisko” i „daleko” (s. 62-63), drugi podział miał na celu zniszczenie relacji międzyludzkich i polsko-żydowskich, co świetnie oddaje passus z dziennika Chaima Kapłana: „Jesteśmy uwięzieni za podwójnym murem: murem z cegieł dla naszych ciał i murem milczenia dla naszych dusz. Wszystko, co się tu dzieje i robi, osłonięte jest kompletnym milczeniem” (s. 60). Diaryści (w tym najwyraźniej cytowany Kapłan) odczuwają pobyt w dzielnicy zamkniętej jako doświadczenie nowe, obce, a przecież spoglądają na ulice i zaułki dobrze znane, częstokroć mijane. Wydzielone getto jawi się przejeżdżającym przez nie pasażerom tramwajów objętych ruchem tranzytowym jako przestrzeń egzotyczna (Leociak 2009: 106-109). Najbardziej charakterystycznymi punktami getta były cztery drewniane mosty przerzucone ponad ulicą dla ruchu pieszego (rozwiązanie to Niemcy wprowadzili po raz pierwszy w getcie łódzkim, następnie przenieśli do Warszawy): kładka dla pieszych przerzucona między żydowską stroną ulicy Żelaznej a stojącym już po aryjskiej stronie budynkiem, gdzie mieścił się Arbeitsamt – Urząd Pracy Gminy (Leszno 86), zbudowany w połowie 1941 roku most na ulicy Przebieg, most na ulicy Mławskiej (północno-wschodni kraniec getta) oraz najbardziej znany i największy – most nad ulicą Chłodną, łączący duże i małe getto (funkcjonował od 26 stycznia 1942 roku do czasu likwidacji małego getta, tj. do drugiej dekady sierpnia 1942 roku). Osobne miejsce w dysertacji poświęca badacz dziurom w murze, dzięki którym mógł odbywać się szmugiel (s. 79), gmachowi Sądów Grodzkich, usytuowanemu między Lesznem i Ogrodową, oraz Umschlagplatzowi (s.81). Poza tym Leociak przytacza fragmenty relacji Samuela Putermana i Lewina, które traktują o uciekinierach z Treblinki i ich szokujących opinię społeczną opowieściach. Relacje uciekinierów z Treblinki zdeponowano w Archiwum Ringelbluma.

Osobny rozdział poświęcony został też losom tekstów i rękopisów powierzanych zaufanym osobom. Badacz śledzi także, jaki materiał najchętniej wykorzystywali diaryści do spisywania swoich relacji (Abram Kajzer, tkacz z getta łódzkiego, pisał na skrawkach grubego szarego papieru z worków po cemencie; po wojnie objechał rowerem większość obozów, w których przebywał, i wydobył przybijane od spodu do deski latrynowej ukryte kartki). Niektóre dokumenty pisane były na makulaturze różnego typu: na odwrocie blankietów firmowych czy kart wyrwanych z ksiąg buchalteryjnych, z zachowanym liniowaniem i nadrukami. Ringelblum część swoich notatek sporządzał na odwrocie etykietek po winie marki „Wermut-Santoza” oraz na makulaturze z przychodni lekarskiej. Troska o fachowy komentarz materiału, na jakim zapisywano relacje, wynika ze specyficznego pojmowania istoty świadectwa i atencji wobec wiadomości, które przetrwały eksterminację getta: „Teksty te bowiem są nie tylko poświadczeniem opisywanych zdarzeń, uczuć i myśli, lecz – w swym substancjalnym istnieniu – stają się świadectwem. Są nie tylko kombinacją znaków językowych odnoszących się do pozajęzykowej rzeczywistości, stanowią szczególny rodzaj rzeczywistości. Stają się cenne nie tylko przez to, o czym mówią, lecz także dzięki temu, że w ogóle są. (…) Tak jak przedmioty ocalałe z katastrofy, teksty te nabierają wartości już przez to samo, że istnieją, że przetrwały w kształcie, jaki nadali im tamci ludzie, tamten czas. Uzyskują podwójne odniesienie. Po pierwsze, wskazują na swego autora i przeżywany przez niego świat. Po drugie, wskazują na siebie jak na rzecz, która jest śladem, okruchem minionego. Są zatem nie tylko »mówieniem o tym, co było«, lecz także »samym byciem«, kawałkiem tamtego istnienia” (s. 90). Analizy kształtu formalnego i materialnych pozostałości dopełniają się, dzięki czemu czytelnik otrzymuje finezyjną rozprawę (łączącą narzędzia analityczno-interpretacyjne i warsztat literaturoznawcy oraz empatię) o ludzkiej determinacji i woli przetrwania, bez względu na wiek, status materialny i zawód, w piśmie. Jak słusznie zauważyła Alina Brodzka-Wald, recenzując rozprawę Leociaka w 1999 roku na łamach „Pamiętnika Literackiego”: „Ta praca nie jest lamentem, choć wnikliwie lament analizuje” (Brodzka-Wald 1999: 204). Rozprawa Leociaka, jedna z pierwszych w Polsce poświęcona swiadectwom Zagłady, przywraca wiarę w celowość wszelkiej aktywności pisarskiej, która pozwoliła tym ludziom przemówić, w myśl słów „Nie wszystek umrę” i pozostać w pamięci potomnych (s. 109).

Wobec tradycji literackiej

Prezentowana publikacja odznacza się niespotykanym kunsztem interpretacyjnym, który pozwala wydobyć z analizowanych tekstów wszelkie intertekstualne nawiązania i utajoną dialogiczność z innymi tekstami kultury, m.in. Biblią i Lamentacjami Jeremiasza. Leociak ujawnia również, że wiele klisz semantycznych i obrazowych pochodzi z „Boskiej Komedii” Dantego: Leon Najberg wspomina, że na Umschlagplatzu czuło się „przedsmak piekła” (s. 251), Sznapman widząc, co dzieje się na placu przeładunkowym, notował: „Dantejskie sceny działy się na Umschlagplatzu” (s. 251). Jednak poza tłumem, który w dziele Dantego stał się prefiguracją katuszy Żydów (szczególnie pierwszy i czwarty krąg piekła), gettowi diaryści widzieli jeszcze jedno nawiązanie do dantejskiej wizji piekła: trawiący ciała żar i chłód; koncepcja ta ma swój początek w pismach apokryficznych Starego Testamentu (Druga Księga Henocha) i jest zakorzeniona w tradycji średniowiecznej, ale także w dziejach późniejszych: u Szekspira („Miarka za miarkę”) oraz Miltona („Raj utracony”). Piekielne katusze pojawiają się w wielu relacjach i modelują wyobraźnię diarystów, są też jedynym znanym im kodem werbalizacji Zagłady, który przestaje funkcjonować jako atrybut literackości omawianych zapisów. Kolejne obrazy, jakie nasuwały się piszącym w członach porównawczych, to wizje apokaliptyczne (wymieszanie żywych i umarłych, chaos, bezład, makabra) oraz pozorne wskrzeszenie (s. 248-251). Leociak powróci do tego zagadnienia w kolejnej publikacji i zbierze szczegółowe relacje osób, którym udało się uniknąć śmierci w dole pełnym martwych ciał lub chwilowo przeżyć gazowanie w komorach gazowych; ich kondycję określić można jako „traumę wskrzeszenia”, na którą cierpi Łazarz z „Księgi apokryfów” (1932) Karela Čapka (Leociak 2009: 333-338).

Leociak dokonuje także szczegółowej analizy nowego typu dyskursu w pismach Racheli Auerbach: groteski makabrycznej (rozwinie ten wątek w jednym z rozdziałów kolejnej publikacji, zob. rozdział „Antygona współczesna” [Leociak 2009: 327-333]). Badacz zauważa, że czytelnik ma często do czynienia w tych zapisach ze swoistym „karnawałem śmierci” (s. 262). Getto w ujęciu Auerbach to „rewia trupów”, „jarmark trupów”, same zwłoki zaś – element codziennego pejzażu getta, rzecz spowszedniała i niezatrzymująca uwagi, pod jej piórem zostają wciągnięte w obręb groteskowych sytuacji. Leociak w toku finezyjnych analiz kolejnych zapisów makabrycznej groteski konstatuje, że „formuła groteski jest jakąś próbą dania świadectwa temu doświadczeniu, które dla form klasycznych, harmonijnych, racjonalistycznych okazuje się poza dyskursem. Poza możliwością ekspresji” (s. 266). Auerbach ujawnia też prawdziwe oblicze Frankensteina – żandarma pełniącego służbę przy bramie na skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej, którego oblicze miało, według Ringelbluma, licować z odrażającą duszą. Trafność jej sądów burzyła dotychczasowy porządek oparty na zgodności fizjonomii i duszy dygnitarzy i bonzów getta: „Portret żandarma Frankensteina (…) jest zwiastunem nowej estetyki, formującej się pod presją radykalnie nowego doświadczenia. Jest próbą zapisu nowego typu grozy oraz nowego oblicza zła, którego nosicielami okazują się postacie jak najbardziej przeciętne i trywialne. Dlatego też to nie potwór »o małpiej twarzy« jest prawdziwie przerażający, lecz ów »niepozorny człeczyna« o niespokojnych oczach” (s. 214).

W drugiej części drugiego rozdziału dysertacji badacz dokonuje gruntownej analizy kolejnych przestrzeni egzystencjalnych getta w myśl krytyki tematycznej, która obraz utrwalony w tekście traktuje jako element przeżywania i doświadczenia, będący zarazem kategorią, przez którą autor ujmuje świat i w której najpełniej do głosu dochodzi jego osobowość. W kolejnych mikrorozdziałach Leociak przedstawia okno jako specyficzną ramę wizualną doświadczających getta i egzystujących w nim diarystów, ludzi (portrery bonzów i mieszkańców getta pióra Ringelbluma, włączone przez wydawców do „Kroniki getta warszawskiego”), śmierć oraz trupy (które przyciągały uwagę kronikarzy, zaś ich ekspansja i mnogość w ograniczonej przestrzeni przywodziły na myśl miasto w czasie zarazy, zadżumione i skazane na dalszą ekspansję epidemii).

Publikację zamyka analiza dyskursu religijnego, której podstawą stają się lamentacje Karola Rotgebera, martyrologium rabina Szymona Huberbanda oraz kazania rabina Klonimusa Kelmisza Szapiro.

Kruchy skarb cenniejszy niż złoto

„Tekst wobec Zagłady” cechuje, podobnie jak wydaną dwanaście lat później, nominowaną do Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii „esej” publikację „Doświadczenia graniczne. Studia o dwudziestowiecznych formach reprezentacji” (Warszawa 2009), niespotykana zdolność organizacji materiału badawczego, który swym zakresem obejmuje wszystkie dziedziny życia ludności getta warszawskiego, dzięki czemu możliwy jest powrót do świata utraconego. Czytanie tekstów intymistycznych mieszkańców stolicy i getta warszawskiego pozwala nie tylko obcować z wrażliwością i osobowością autora (nadawcy), ale również zająć miejsce po jednej ze stron muru: odwrócić oczy (jak czynili warszawiacy sąsiadujący z gettem) lub zajrzeć wprost do rozgrywającego się w getcie piekła. Ta trudna sztuka empatycznej wspołzależności i odpowiedzialności jest czytelniczą powinnością ze względu na wyartykułowaną przez piszących nadzieję na odnalezienie tych tekstów (s. 118). Wśród pryncypiów wynikających z narracyjnej aktywności autorów na pierwszy plan wysuwa się potrzeba unieśmiertelnienia zamordowanych bliskich (s. 123), zaalarmowania świata (s. 116) oraz pomsty (s. 119).

18 września 1946 roku w ruinach pod adresem Nowolipki 68 w wyniku prac archeologicznych dochodzi do odnalezienia pierwszej części Archiwum Ringelbluma (ukrytej na terenie szopu Hallmanna 3 sierpnia 1942 roku). 1 grudnia 1950 roku odnaleziona zostaje druga część ukrytych zapisków (umieszczona w tej samej kryjówce w końcu lutego 1943 roku). Trzecią część Archiwum ukrył Marek Edelman w przeddzień powstania w getcie w schowku na terenie szopu szczotkarzy przy Świętojerskiej 34; nigdy jej nie odnaleziono (s. 99). Beata Chomątowska pisze, że Archiwum „to wiadomość przesłana przez umarłych, odpowiednik listów w butelkach wrzucanych w morze przez rozbitków” (Chomątowska 2012: 140). Misja archiwistów została spełniona, gdyż, jak pisze Leociak, „Dawid Graber ukrywając Archiwum Ringelbluma wierzył, że zakopuje w ziemi »skarb«” (s. 112). „Misja Archiwum polegała na tym, aby zebrać, przechować i przekazać dokumenty – świadectwa czasów. Aby świat się dowiedział” (s. 113). Publikacja Leociaka ma więc charakter agalmatyczny (termin zapożyczony od Shallcross [2010: 25]), bowiem przynosi satysfakcję znalazcy skarbu, w tym przypadku nie tylko badaczowi, ale również czytelnikom, którzy powracając za sprawą tekstowych relacji do getta, stają się depozytariuszami artykulacji „końca świata” w znanym im języku, a jednak przekraczającym ramy percepcji i absorpcji. Do opisu nowego doświadczenia autorzy przykładają stylistyczne i ikoniczne klisze pochodzące z kanonu tradycji by móc ujawić makabryczną wizję, która zmaterializowała się i urzeczywistniła na ich oczach. Rzeczywistość Zagłady „ulega nagle rozsunięciu, odsłaniając – niczym zwykle niewidoczny dla oka splot gobelinu – tajemny wzór, z którego utkany jest świat będący przedmiotem doświadczenia” (s. 268).

Misterna koncepcja publikacji Leociaka sprzyja dogłębnej analizie wszystkich kręgów piśmienniczych getta. Monografia ta stanowi także tekstową mapę getta, po której badacz porusza się bezbłędnie, tropiąc liczne informacje powtarzające się w kilku relacjach jednocześnie, ze względu na wagę wydarzeń, które zainicjowały gest pisarski (o śmierci Marysi Ajzensztadt – młodziutkiej śpiewaczki, córce dyrygenta chóru warszawskiej synagogi pisali m.in. Lewin [10 sierpnia 1942 roku], wspomina o niej Ringelblum w swoich „Sylwetkach”, a o śmierci Icchaka Gitermana – dyrektora polskiego oddziału Jointu, zastrzelonego 18 stycznia 1943 roku, donosili Ringelblum i Stanisław Adler) oraz unieśmiertelnia wychowawców i wychowanków placówek opiekuńczych funkcjonujących w Warszawie. Diaryści, pisząc o codzienności getta, odsłaniają także prawdę o sprawach najważniejszych, które koncentrują się wokół kilku problemów: na czym notować, jak skupić się na pisaniu w obliczu narastającej grozy (s. 76-77), jak poradzić sobie ze śmiercią ukochanej osoby (casus Ludwika Hirszfelda po śmierci córki Marysi [s. 217]) oraz samobójstwem prezesa Gminy, Adama Czerniakowa (s. 220). Leociak dokonuje także szczegółowej analizy czterech relacji o śmierci prezesa i rekonstruuje przebieg samobójstwa (na podstawie zapisów Jana Przedborskiego, będącego najbliżej całego zajścia, Samuela Putermana, Gustawy Jareckiej oraz Barbary i Adolfa Bermanów).

Dysertacja doktorska czytana wraz z kolejną monografią Leociaka stanowi wieloaspektowe studium sytuacji granicznych diarystów i memuarystów. „Doświadczenia graniczne” obfitują w olbrzymią liczbę świadectw pisemnych i wizualnych, począwszy od analizy księgi Sir Harolda D. Gilliesa „Plastic Surgery of the Face. Based on selected cases of war injures of the face, including burns, with original ilustrations”, wydanej w Londynie w 1920 roku, a skończywszy na relacjach ofiar i sprawców bombardowania Drezna (Peter de Wesselow, Józef Zubrzycki, Roy Akehurst). Kolejne rozdziały publikacji zawierają świadectwa ułomnej reprezentacji wojny we wszelkich jej aspektach i przejawach: bombardowanie niemieckich i alianckich miast, próba rekonstrukcji pamięci cywilów i lotników, próba namysłu nad celowością i skutecznością bombardowań ludności cywilnej, jazda aryjskim tramwajem przez warszawskie getto, rozłam Warszawy podzielonej murem getta na dwie nieprzystające do siebie przestrzenie, zmasakrowane ludzkie twarze, które ucierpiały w kontakcie z gazami bojowymi, relacje z okopów pierwszej wojny światowej zestawione z optymistycznymi reakcjami młodych mężczyzn na wiadomość o wymarszu na front, relacje o powikłaniach i urazach odniesionych w wyniku walki frontowej (shell shock), uszkodzone fotografie portretowe ofiar Zagłady, spotkania z trupem (zapisy Auerbach o szopie mieszczącej się na cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej), analiza porównawcza dwóch fotografii dziecięcych połączona z próbą ustalenia tożsamości chłopca ze zdjęcia dołączonego do raportu Jürgena Stroopa oraz semantyka zdjęcia „grubaska” przebranego w mundur żydowskiego policjanta – członka Służby Porządkowej (Ordnungsdienst). W „Doświadczeniach granicznych” autor tak konstruuje wywód, by po rozległych antecedencjach i próbach antropologicznej kwerendy każdego z zagadnień kluczowych dla dysertacji przejść do analizy pisemnych i ikonicznych źródeł ujawniających możliwość istnienia języka służącego do komunikowania o sytuacjach granicznych. W publikacji z 2009 roku większość zagadnień z publikacji doktorskiej zostanie uzupełnionych, rozszerzonych i pogłębionych. Leociak stworzy studium opisujące możliwość funkcjonowania relacji pisemnych w obliczu Zagłady i wojny, ale także przyzna doświadczeniu granicznemu prymat w kształtowaniu ludzkiej kondycji oraz psychiki. Warto więc przywołać sąd autora na temat uszkodzonych fotografii ofiar Zagłady: „Dzięki warstwie uszkodzeń, »przeszkadzających« w odbiorze, obraz zostaje niejako uaktualniony, patyna dawności, aura czasu minionego zostają zakwestionowane. Widz jest przeniesiony z bezpiecznego »tu i teraz« do niepokojącego »tam i wtedy«. Zakłócenie odbioru staje potwierdzeniem autentyczności i aktualności przekazu. Przedstawione na zdjęciach prywatnych »spokój« i »normalność« są pozorne – zdefektowana ich forma potwierdza naszą wiedzę o tym, co stało się potem, naszą wiedzę o końcu. Przedstawiona na zdjęciach konspiracyjnych groza rozsadza formę, dekomponuje ją” (Leociak 2009: 243). Ta wiedza o końcu prześladuje czytelnika relacji z getta warszawskiego. Czytając dysertację Leociaka, musimy pamiętać, że obcujemy z tekstami pisanymi niejako z drugiego brzegu świadomości, z mortualnej pustki, z której diaryści zdawali sobie sprawę. Urwane relacje, uszkodzony materiał zapisków, ubytki, ślady ingerencji czasu i środowiska to tekstowe stygmaty traumy oraz ekwiwalent losów ofiar zabezpieczających i porzucających swe relacje. Zniszczenie, któremu zdołały się oprzeć, ale również zdeformowanie, rozbicie zapisu manifestują (na poziomie ontologicznym) niemożność przedstawienia rzeczywistości w klasycznych ramach mimesis (zob. Leociak 2009: 246). Teksty te, podobnie jak zdjęcia, stają się metonimią losów autorów i właścicieli wizerunków. Skazane na Zagładę przetrwały, by świadczyć o ludzkiej determinacji i odwadze. Świadomość losów piszących rekompensuje wpisane w te teksty obawy o ich nietrwałość i zniszczenie.

W pracach Leociaka hermeneutyka stowarzyszona z empatią pozwala na rzetelną analizę indywidualnych losów ofiar oraz dyskursów, w jakie uwikłana była i jest Zagłada Żydów (heroizacja, patetyczność, podszywanie się pod postaci, do których czytelnik żywi pozytywne emocje [casus Tsvi Nussenbauma] oraz brak chęci i odwagi do identyfikacji z chłopcem odgrywającym rolę oprawcy). Jako uczeń Michała Głowińskiego Leociak w „Doświadczeniach granicznych” prezentuje niepodważalny pewnik, jaki można przyjąć, analizując dokumenty i świadectwa Zagłady: humanistyczną wiarę w możliwości absorbcji i reprezentacji krańcowych doświadczeń, które nie skazują człowieka na niemotę, lecz świadome poszukiwanie sensu, sensu domagającego się, mimo przeszkód, ocalenia. Zarówno książka z 1997 roku, jak i rozprawa habilitacyjna ujawniają badawczą swadę Leociaka, dla którego teksty o końcu człowieczeństwa są też zapowiedzią jego triumfu, odroczonego, ale w pełni docenionego i zrekonstruowanego.

LITERATURA:      

Brodzka-Wald A.: „»Tekst wobec zagłady : (o relacjach z getta warszawskiego)«, Jacek Leociak, Wrocław 1997 : [recenzja]”. „Pamiętnik Literacki” 1999, nr 4.         

Chomątowska B.: „Stacja Muranów”. Wołowiec 2012.      

Kicińska M.: „Pani Stefa”. Warszawa 2015.

Leociak J.: „Doświadczenia graniczne. Studia o dwudziestowiecznych formach reprezentacji”. Warszawa 2009.           

Shallcross B.: „Rzeczy i Zagłada”. Kraków 2010.
Jacek Leociak: „Tekst wobec Zagłady (O relacjach z getta warszawskiego)”. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2016 [seria: res humanae].