Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (314) / 2017

Przemysław Pieniążek,

W SPRAWIE NIEPODLEGŁOŚCI (THOMAS PAINE: 'ZDROWY ROZSĄDEK')

A A A
Thomas Paine (1737-1809) należał do najbarwniejszych postaci doby oświecenia, będąc przy tym jednym z najbardziej oryginalnych przedstawicieli światowej myśli politycznej. Ów związany z Filadelfią liberalny Brytyjczyk, mający na swoim koncie udział w rewolucji francuskiej oraz spisek przeciwko angielskiej monarchii, imał się najróżniejszych zajęć: sprawdzał się (między innymi) jako producent gorsetów, poborca podatkowy, księgarz, dziennikarz, żołnierz, rzecznik prasowy i parlamentarzysta. Jednak ten urodzony w Thetford charyzmatyczny samouk przeszedł do historii jako prekursor nowożytnego demokratyzmu oraz idei wolności, równości i praw człowieka. A dziełem, które zapewniło mu poczesne miejsce w pamięci potomnych, był wydany w 1776 roku (początkowo) anonimowy pamflet, do dziś uznawany za największy bestseller w dziejach Stanów Zjednoczonych.

„Kim jest autor tej publikacji, jest rzeczą całkowicie nieistotną dla czytelnika, jako że właściwy przedmiot zainteresowania stanowi tu sama doktryna, a nie człowiek. Tym niemniej warto nadmienić, że Autor nie pozostaje związany z żadnym stronnictwem ani pod żadnym publicznym czy prywatnym wpływem, lecz podlega jedynie rozumowi i wyznawanym wartościom” (s. 16-17). Trudno nie zgodzić się z powyższą konstatacją Thomasa Paine’a, którego tomik doskonale sprawdził się jako medium klarownie oraz dobitnie przedstawionej tezy – zgodnie z intencją autora podpartej argumentami niepodważalnymi dla każdego myślącego człowieka – zakładającej konieczność dążenia amerykańskich kolonii do separacji od brytyjskiej Korony.

Prace nad „Zdrowym rozsądkiem”, będącym iskrą dla wybuchu rewolucji oraz impulsem mającym swój udział w powstaniu Deklaracji Niepodległości (przyjętej 4 lipca 1776 roku), angielski myśliciel podjął jeszcze w czasie, kiedy publiczne głoszenie podobnych poglądów należało do rzadkości – groziło bowiem oskarżeniem o zdradę bądź podburzanie, w obu przypadkach karanych śmiercią. Dlatego nie do przecenienia jest wkład twórcy „Wieku rozumu” w pozyskanie dla sprawy uwagi i zaangażowania zwykłego obywatela.

Jak słusznie zauważa Cezary Błaszczyk, w tym stosunkowo niewielkim objętościowo pamflecie (osadzonym w tradycji anglosaskiego liberalizmu oraz republikanizmu) można odnaleźć wątki wspólne z myślami Johna Locke’a, Algernona Sidneya, Jonathana Mayhew czy Thomasa Jeffersona, głównie w kontekście głoszenia prymatu wolności oraz rozróżnienia państwa od społeczeństwa. Autor „Praw człowieka” zaznacza, iż udzielając poparcia dla doktryny separacji i niepodległości, nie kieruje się dumą, partykularnym interesem ani resentymentem, lecz przekonaniem, że Amerykanie stoją w obliczu momentu dziejowego, „gdy czas już zjednoczyć kontynent we wspólnej wierze i chwale” (s. 59).

Według pisarza Stany Zjednoczone opierały się wówczas na – nieposiadającym precedensu – poczuciu wspólnoty, które jednak w każdej chwili mogło osłabnąć, a które pragnęli zniszczyć przeciwnicy separacji. Na poparcie swojego wywodu Brytyjczyk sięga po przeróżne argumenty, także te odnoszące się do niuansów geograficznych („Nawet dystans, jakim Wszechmogący oddzielił Anglię od Ameryki, jest twardym i naturalnym dowodem, że zwierzchnictwo jednej nad drugą nigdy nie było zamiarem Niebios” [s. 69]), podnosząc równocześnie kwestię narodowej tożsamości. „Niektórzy wskazują jednak, że Brytania to kraj ojczysty. Tym większą zatem hańbą się on okrył. Nawet barbarzyńcy nie wydają na zgubę swojego potomstwa ani dzicy nie wypowiadają wojen swoim pobratymcom” (s. 63) – podobnych stwierdzeń czytelnik odnajdzie w omawianej publikacji o wiele więcej, podobnie jak sugestii, że macierzą Ameryki jest cały Stary Kontynent („Ten nasz Nowy Świat stał się przecież schronieniem dla wszystkich prześladowanych zwolenników wolności politycznej i religijnej z każdej części Europy” [s. 63-64]).

Thomas Paine jasno stwierdza, że wiara Anglików w zalety własnego rządu – składającego się z króla, lordów i deputowanych – bierze się raczej z dumy narodowej niż z patronującego pamfletowi terminu. Pisarz podkreśla, że nikt nie może być związany postanowieniami swoich przodków: prawa naturalne są bowiem przyrodzone, równe, niezbywalne i absolutne. W tym rozumieniu Amerykanie powinni wręcz wypowiedzieć posłuszeństwo Koronie. Autor nie ukrywa, że monarchia jawi mu się jako ustrój sprzeczny z prawami człowieka, gdyż narusza naczelną prerogatywę wspólnoty do samostanowienia, a przy tym godzi w wolność oraz własność jednostek. Co więcej, według myśliciela monarchia jest niezgodna z zamierzeniem Stwórcy („Zgodnie z biblijną chronologią w pierwszych wiekach świata nie było królów. W konsekwencji nie było też wojen, jako że to pycha monarchów sprowadza na ludzkość to nieszczęście” [s. 36]).

Pisarz z całą stanowczością podkreśla, iż angielski władca „nie ma wiele więcej do roboty jak wypowiadać wojny i rozdawać urzędy, czyli mówiąc wprost: zubażać i skłócać naród. Całkiem niezły interes, zajmować się tym wszystkim za 800 tysięcy funtów szterlingów rocznie i w nagrodę otrzymywać jeszcze powszechne uwielbienie!” (s. 55). Filozof odrzuca z góry ustaloną hierarchię społeczną i nie kryje wrogiego nastawienia do arystokracji, ze szczególną zawziętością krytykując zjawisko sukcesji, jak również obejmowanie tronu przez następców niezależnie od wieku.

Należy jednak wspomnieć, że radykalny sprzeciw wobec królewskiej tyranii oraz walka o prawa człowieka nie były w przypadku Thomasa Paine’a jednoznaczne z głoszeniem haseł anarchistycznych. Brytyjczyk uznaje konieczność powstania państwa – wie bowiem, że społeczeństwo pozostawione w stanie natury bardzo szybko pogrążyłoby się w bezprawiu. Wszak z ludzkiej natury wynika nie tylko potrzeba zjednoczenia z bliźnimi dla wspólnego pożytku, ale i skłonność do realizowania własnych pragnień kosztem innych. Dlatego by kontrolować grzeszną stronę ludzkiej natury, człowiek powoływał rząd, który stosował przemoc, wymuszając tym samym posłuch dla prawa.

Thomas Paine wskazuje, że państwo to zło konieczne, niemniej dlatego należy uczynić je jak najmniej dotkliwym. Skoro celem powołania rządu jest bezpieczeństwo, powinien on skoncentrować się na ochronie życia i mienia, zarówno wewnątrz kraju, jak i przed zakusami obcych. Stąd według Anglika idealną formą rządu, która wywiąże się z owych zadań (przy minimalnym nakładzie kosztów materialnych oraz równie nikłym ograniczeniu autonomii jednostki), będzie republika, stanowiąca jednakże nie tyle formę, ile cel (dobro społeczeństwa) oraz źródło legitymizacji (umowa społeczna) władzy politycznej.

Jednocześnie Paine nie zgadza się z poglądem, że idealna republika to sprzężenie monarchii, arystokracji oraz demokracji, poddając tak zwaną koncepcję mieszaną bezpardonowej krytyce. Jak zauważa Cezary Błaszczyk, autor „Zdrowego rozsądku” wierzył, że rewolucja stała się idealną okazją do moralnej odnowy społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. Wszelkie popełniane na amerykańskiej ziemi przestępstwa i niegodziwości miały bowiem wynikać z ustrojowej „niewydolności” monarchii, niepotrafiącej zahamować złej strony ludzkiej natury. Tym samym uniezależnienie się od Korony mogło stanowić dogodną szansę do stworzenia lepszego świata; realizację purytańskiej idei „nowego Jeruzalem” (s. 154).

Rewolucjonista konsekwentnie prowadzi swoich czytelników do wniosku, że odłączenie się USA od brytyjskiego zwierzchnictwa będzie rozwiązaniem nie tylko słusznym, ale przede wszystkim możliwym (na kartach swojego pamfletu prezentuje przegląd dostępnych zasobów, siły bojowej czy kosztów budowy floty). Thomas Paine ponadto zapewnia, iż amerykańska walka o niepodległość jest w dużej mierze „sprawą całej ludzkości” (s. 14).

Czytelność kompozycji, lekki, choć jednocześnie niestroniący od dosadnych sformułowań (koronowanych władców autor określa mianem „bękartów”, „łajdaków” czy „bydlaków”) oraz przemawiający do wyobraźni czytelnika styl emanujący przekonaniem pisarza o słuszności głoszonych (nie tylko) przez niego poglądów sprawiły, że dzieło zmarłego w Nowym Jorku myśliciela rozchodziło się jak świeże bułeczki, zbierając po drodze bardzo pozytywne recenzje – za wyjątkiem rzecz jasna periodyków wydawanych przez lojalistów, niepozostawiających na „Zdrowym rozsądku” suchej nitki. Pierwszy pełny przekład osiemnastowiecznego pamfletu to niewątpliwie doskonała okazja, aby zapoznać się z jednym z najbardziej wpływowych pism politycznych w historii.
Thomas Paine: „Zdrowy rozsądek”. Przeł. Cezary Błaszczyk. Wydawnictwo Aletheia. Warszawa 2016.