Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (314) / 2017

Andrzej Ciszewski,

WEWNĘTRZNA BOSKOŚĆ (MIRACLEMAN)

A A A
W 1982 roku na łamach brytyjskiego magazynu komiksowego „Warrior” dokonał się powrót Marvelmana – stworzonego w 1954 roku przez Michaela „Micka” Anglo angielskiego superherosa, bardzo mocno wzorowanego na postaci Kapitana Marvela rodem z amerykańskiej oficyny Fawcett Comics. Redaktor periodyku, Dez Skinn, powierzył owo zaszczytne zadanie 28-letniemu wówczas autorowi, który w niedalekiej przyszłości dał się poznać jako współtwórca takich kamieni milowych w historii medium, jak „Strażnicy”, „V jak Vendetta”, „Zabójczy żart” czy „Prosto z piekła”.

Pierwotny scenarzysta „Miraclemana” (jak dziś woli być określanym ten brodaty Brytyjczyk) nie dość, że uwspółcześnił do bólu naiwne perypetie cudownej rodziny blondwłosego trykociarza (w której szeregach znajdowali się m.in. Young Miracleman i Kid Miracleman), nadając im prawdziwie epicki rozmach, cenną wielowymiarowość oraz zdolność do generowania autentycznej grozy. Wywracając na nice gatunkowe schematy, autor nie tylko wykazał się doskonałą znajomością tematu, ale zaproponował przy tym kilka ważkich, skłaniających do refleksji pytań: co by się stało, gdyby superbohaterowie istnieli w realnym świecie? W jaki sposób wpłynęliby na jego dalsze losy?

Przedstawiając perypetie Michaela Morana, dziennikarza „Daily Bugle”, który w mocno podbramkowej sytuacji przypadkiem odkrywa (a właściwie przypomina sobie), jaki nadludzki potencjał drzemie w jego wnętrzu, scenarzysta śmiało igra z czasoprzestrzennymi uwarunkowaniami snutej przez siebie wielopodmiotowej narracji. W dodatku wprowadza na scenę nietuzinkowe persony, serwuje rewelacyjne dialogi (vide: reakcja Liz Moran na opowieść męża referującego okoliczności, w których otrzymał fantastyczne moce), wabi czarnym humorem, erudycją oraz intertekstualnymi smaczkami, jak również przewrotnością refleksji nad opozycją człowiek / bóstwo.

W równym stopniu sięgając do motywów zaczerpniętych z przeróżnych mitów oraz legend, co mnożąc nawiązania do klasyki literatury dziecięcej, pism filozoficznych, psychoanalizy oraz dystopijnej fantastyki, Brytyjczyk przemyca w „Miraclemanie” (początkowo ilustrowanym przez Garry’ego Leacha, wzorującego postać protagonisty na wizerunku aktora Paula Newmana) elementy doraźnego komentarza społeczno-politycznego. W tym trzymającym w napięciu studium socjopatii – gdyż również w takim kluczu można odczytywać uwiecznione w tomie perypetie Kida Miraclemana – na uwagę zasługuje warstwa graficzna komiksu.

Wizualne szarady, symbolika, pyszne zabawy z kompozycją do dziś pozostawiają niezatarte wrażenie. Operowy rozmach i poetyka snu to jedno; w latach 80. opowieść o tytułowej istocie szokowała naturalistycznymi scenami (vide: uwieczniona przez Ricka Veitcha i Ricka Bryanta scena narodzin dziecka Liz Moran) oraz chwilami naprawdę ekstremalną przemocą. Skrajnym tego przykładem jest infernalna panorama Londynu zniszczonego przez oszalałego superłotra – wizja autorstwa Johna Totlebena przez wielu krytyków uznana została za najdrastyczniejsze wyobrażenie w historii medium.

Skomplikowane losy wydawnicze „Miraclemana” (nieporozumienia między scenarzystą a redaktorem czy pogróżki ze strony działu prawnego Marvel Comics, wymuszającego zmianę nazwy bohatera na aktualnie brzmiącą godność to zaledwie wierzchołek góry lodowej) do pewnego stopnia znalazły odzwierciedlenie w malejącej popularności tytułu wśród czytelników. Dez Skinn udzielił licencji na przedruk historii amerykańskim wydawcom, m.in. oficynie Eclipse Comics, pod której szyldem pierwotny scenarzysta zakończył swoją opowieść wraz z szesnastym odcinkiem przygód Miraclemana, namaszczając przy tym swojego następcę (niejakiego Neila Gaimana), odpowiedzialnego za pisanie dalszych losów tej barwnej postaci. Ale to już zupełnie inna para trykotów. Reasumując: ukazujący się nakładem wydawnictwa Mucha Comics ekskluzywny wolumin to brawurowo napisana oraz rewelacyjnie zilustrowana seria, która przed laty przyczyniła się do zmiany postrzegania komiksów o superbohaterach, mając realny wpływ na całe pokolenie scenarzystów, szczególnie tych lubujących się w rewizjonistycznym spojrzeniu na gatunkowe konwencje. 
Pierwotny scenarzysta, Mick Anglo, Garry Leach, Rick Veitch, John Totleben i inni: „Miracleman”. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2016.