Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (314) / 2017

Miłosz Markiewicz,

OBRONA ANTROPOMORFIZMU (FRANS DE WAAL: 'BYSTRE ZWIERZĘ')

A A A
Karierę w internecie zrobił ostatnio komentarz opublikowany przez Polski Związek Łowiecki na ich fanpage’u na portalu Facebook. Była to odpowiedź na jedną z burzliwych dyskusji, które toczyły się pod opublikowanymi przez PZŁ zdjęciami kobiet z polowań (kobiet-myśliwych, tzw. dian). Główne sformułowanie tego komentarza brzmiało następująco: „człowiek to ssak, a nie zwierzę”. Choć już na pierwszy rzut oka widać, iż zdanie to zawiera błąd logiczny, to przedstawiona w nim teza jest jedną z najczęściej wybrzmiewających podczas myślenia o relacji ludzi i zwierząt. Człowieka postrzega się jako istotę osobną, wyjątkową, w czym utwierdzać nas mają tysiące lat rozwoju ludzkiej myśli. Gdybyśmy byli zwierzętami, nie wytworzylibyśmy przecież kultury, języka, narzędzi czy filozofii – zdają się mówić obrońcy tezy o naszej odrębności. Im bardziej przyglądamy się swojemu gatunkowi, tym więcej widzimy dowodów na to, iż nie przynależymy do królestwa zwierząt. Jeśli zwierzęta posiadałyby takie możliwości poznawcze i umiejętności jak my, zapewne musielibyśmy dzielić z nimi „władzę nad światem”. Lęk przed tego typu sytuacją dobrze zawarł się w filmach z cyklu „Planeta małp” – człowiek okazuje się w nich gatunkiem drugiej kategorii. I chyba właśnie z tym nie mogą pogodzić się „obrońcy człowieczeństwa” – z tym, iż mogłoby się okazać, że wcale nie jesteśmy tacy wyjątkowi, jak nam się wydaje. Że możemy się okazać „zaledwie” tak samo inteligentni jak pozostałe zwierzęta. Jeśli nawet nie mniej…

Choć historia Homo sapiens rzeczywiście wydaje się wyjątkowa, to chyba nie w takim wymiarze, w jakim chcieliby tego piewcy naszej unikalności. Jesteśmy jedynym gatunkiem swojego rodzaju. Krótko mówiąc, oznacza to, że nie odnajdziemy na naszej planecie innych żyjących przedstawicieli rodzaju Homo. Jeszcze 150 000 lat temu sytuacja wyglądała jednak nieco inaczej – Ziemię zamieszkiwało kilka gatunków ludzi, z których najbardziej znanym w powszechnej opinii pozostaje Homo neanderthalensis, a więc neandertalczyk (swoją drogą, to niezwykle ciekawe, że właśnie to jednowyrazowe sformułowanie wyparło dokładniejsze tłumaczenie tej nazwy, jakim jest przecież człowiek neandertalski). Nie ma jednej odpowiedzi na to, w jaki sposób staliśmy się jedynym gatunkiem w swoim rodzaju – badacze zamykają się w spekulacjach, które mają raczej przybliżyć różne możliwości doprowadzenia do takiego stanu, niż dać konkretną odpowiedź. Nie zmienia to faktu, że chyba właśnie owa gatunkowa wyjątkowość, połączona z szerokim wachlarzem ludzkich wytworów, ma stanowić podstawę twierdzenia o naszym wyłączeniu z królestwa zwierząt. Argument Polskiego Związku Łowieckiego jest oczywiście absurdalny, ale myślenie, które reprezentuje, spotkamy bardzo często (mniejsza o to, czy będzie ono miało charakter uświadomiony, czy też nie).

Współczesna filozofia w wielu miejscach stara się jednak przypomnieć człowiekowi o jego miejscu w świecie natury, o jego niewyizolowanej pozycji. W tym celu używa się chociażby określenia „nie-ludzkie zwierzęta”, a więc „zwierzęta inne niż ludzie”, by choć trochę spróbować osłabić funkcjonujący dualizm ludzie-zwierzęta (w niniejszym tekście będę jednak używał tego powszechnego rozróżnienia, aby zachować klarowność myśli). Jedną z osób, które starają się popularyzować to myślenie o braku ludzkiej wyjątkowości, jest holenderski zoolog (dokładniej prymatolog, jako że głównym obiektem jego zainteresowania są ssaki naczelne) i etolog, Frans de Waal. Poprzez swoją działalność popularnonaukową szerzy on wiedzę o umiejętnościach zwierząt, a także próbuje szukać wśród naczelnych odpowiedzi na pytania o filozofię, religię czy moralność. Jego twórczość to w głównej mierze, pozytywistyczna wręcz, praca nad zasypywaniem podziału pomiędzy ludźmi i pozostałymi zwierzętami. Oprócz książek jednym z głównych pól działalności badacza jest internet – de Waal intensywnie prowadzi swój publiczny profil na portalu Facebook, gdzie codziennie umieszcza informacje o nowych odkryciach związanych z zachowaniem zwierząt (filmy, zdjęcia, artykuły). Przez jego profil przetaczają się także najpopularniejsze internetowe filmy pokazujące zbliżone do ludzkich zachowania zwierząt oraz długie dyskusje o etyce naszej koegzystencji. To właśnie tutaj Frans de Waal opublikował głośne oświadczenie, kiedy w maju 2016 roku pracownicy zoo w Cincinatti zastrzelili goryla Harambe, gdy do jego wybiegu wpadło czteroletnie dziecko. Prymatolog napisał, że zachowanie Harambe nie było agresywne, a wręcz przeciwnie – goryl wykazał się gestami opiekuńczymi w stosunku do ludzkiego dziecka, którego zdecydowanie nie traktował jako zagrożenia, a chciał mu jedynie pomóc. Wydźwięk tego oświadczenia był czytelny, a jednocześnie wyjątkowo dotkliwy – dopóki nie będziemy w stanie choć spróbować zrozumieć zachowania zwierząt, dopóty zawsze będzie się to kończyło niewinnymi śmiertelnymi ofiarami, takimi jak Harambe. Pozostaniemy więc zabójcami, którzy nawet nie potrafią usprawiedliwić swoich czynów. Tego typu refleksje powinny przemawiać przede wszystkim do naszej empatii i o to zapewne właśnie chodziło de Waalowi, gdy publikował swoje oświadczenie.

Historia zastrzelenia Harambe zbiegła się w czasie z wydaniem nowej książki de Waala, w której znów zabiera on głos w dyskusji o odczytywaniu zachowań zwierząt i o wynikających z tych odczytań konsekwencjach (nie tylko) dla naszego gatunku. Pod koniec ubiegłego roku książka ta została wydana także w polskim tłumaczeniu jako „Bystre zwierzę. Czy jesteśmy dość mądrzy, aby zrozumieć mądrość zwierząt?”. W swojej publikacji de Waal próbuje na rozmaitych przykładach ukazać zachowanie zwierząt w różnych sytuacjach – zachowanie, o które zwykliśmy podejrzewać jedynie nasz gatunek, a więc wytwarzanie narzędzi, używanie języka, wykorzystanie myślenia abstrakcyjnego, rozpoznawanie twarzy, funkcjonowanie społeczne itd. Przede wszystkim jednak próbuje on skierować nasze myślenie o zwierzętach na inne tory (kiedy piszę „nasze”, mam na myśli pewną zakładaną powszechność tej zmiany, wynikającą chociażby z popularnonaukowego charakteru książki). Chce przywrócić zwierzętom to, co do tej pory było im odebrane. Pisze: „(…) mamy zwyczaj porównywania z sobą inteligencji zwierzęcej i ludzkiej, traktując samych siebie jako punkt odniesienia. Warto jednak pamiętać, że jest to przestarzały sposób postępowania. To nie jest porównanie inteligencji »ludzkiej« ze »zwierzęcą«, a raczej różnych odmian inteligencji zwierzęcej, z których jedna jest właściwa naszemu gatunkowi” (s. 12). De Waal staje się więc ambasadorem chociażby wszystkich opiekunów domowych zwierząt, którzy mają zwyczaj wygłaszać tezy o niezwykłości swoich pupili. W „Bystrym zwierzęciu” stara się on przekroczyć wszystkie uprzedzenia, które towarzyszą nam, gdy zastanawiamy się nad umiejętnościami zwierząt i ich „możliwościami”. By poprzeć swoje tezy dotyczące konkretnych zachowań, przywołuje liczne i różnorodne przykłady pochodzące z obserwacji zarówno ssaków naczelnych, jak i pozostałych przedstawicieli królestwa zwierząt. Właściwie publikacja ta staje się zbiorem opowieści o różnych zwierzętach i zapewne – gdyby nie jej mocna podbudowa teoretyczna – służyłaby jedynie jako zbiór ciekawostek, interesujących historyjek i anegdot. Sam autor zdaje sobie doskonale z tego sprawę, dlatego też przeplata owe opowieści swoimi refleksjami filozoficznymi, referuje aktualny stan wiedzy o zachowaniach zwierząt oraz historię badań nad nimi. Owe „anegdoty” to dla niego zaledwie punkt wyjścia, swoisty tekst kultury, który dopiero poddany kontekstualnej analizie pokazuje swoją wysoką wartość.

Właściwie dzięki postawie de Waala książka ta staje się czymś więcej niż jedynie afirmacją zwierzęcej inteligencji – to podręcznik ludzko-zwierzęcych relacji, ukazujący złożoność świata natury i zwracający naszą uwagę na potrzebę wyzbycia się gatunkowych uprzedzeń. Sam autor niejednokrotnie pozostaje sceptyczny wobec przywoływanych badań czy faktów (dzieje się tak chociażby w przypadku „używania” ludzkiego języka przez papugę żako Alexa, zwierzęcego celebrytę, którego nekrologi po śmierci w 2007 roku zamieściły m.in. „The New York Times” czy „The Economist”). Zdaje sobie sprawę, iż przed nami jeszcze daleka droga do zrozumienia zachowań zwierząt. Nie zmienia to jednak faktu jego skuteczności w przezwyciężaniu antropocentrycznych postaw. Pozostaje niezwykle otwarty na wszystko, co czynią zwierzęta, obserwuje je bez uprzedzeń i próbuje poznać ich Umwelt (niemieckie określenie subiektywnego dla danego organizmu rozumienia swojego otoczenia, dosłownie środowisko – termin ten został spopularyzowany przez klasyka biosemiotyki, Jakoba von Uexkülla).

Postawa de Waala wobec antropocentryzmu jest niezwykle interesująca. Z jednej strony pozostaje on silnie wyczulony na wszelkie rodzaje gatunkowego wartościowania, umieszczania różnego rodzaju zwierząt (w tym ludzi) na drabinowej hierarchii. Jest chociażby przeciwnikiem przywołanego wcześniej przeze mnie określenia „nie-ludzkie zwierzęta”. Jak zauważa, za jego pomocą „miliony gatunków łączone są przez brak pewnej cechy – jakby im czegoś brakowało. Biedactwa, nie są ludźmi!” (s. 43). Po chwili dodaje natomiast: „Kiedy moi studenci przesiąkają tym żargonem, nie potrafię się opanować i na marginesie ich prac dopisuję sarkastyczne komentarze, że dla precyzji powinni dodać, że dane zwierzę jest również niepingwinem, niehieną i tak dalej” (tamże). Ujawnia w ten sposób naszą językową niedoskonałość w opisywaniu świata, co przydaje mu się chociażby przy późniejszej refleksji nad używaniem języka przez zwierzęta. Pozostaje jednak również druga, chyba jeszcze bardziej interesująca, strona relacji de Waala z antropocentryzmem. W przeciwieństwie do innych przedstawicieli swojej dziedziny wiedzy nie boi się on antropomorfizacji, a wręcz używa jej szeroko. Nie ma obaw przed nazywaniem zwierzęcych zachowań za pomocą zarezerwowanych dla ludzi określeń. Zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że unikanie ich może zbyt łatwo sprowadzić zachowania zwierząt do teorii bliskich mechanicyzmowi (w jednym z pierwszych rozdziałów autor opisuje rozwój swojej dziedziny, a więc etologii, i jej konflikt z behawioryzmem, oparty właśnie na różnicy w podejściu do funkcjonowania zwierząt).

Jest wręcz de Waal szczególnym obrońcą antropomorfizmu. Na potrzeby owej obrony ukuł nawet termin „antroponegacjonizm”, czyli „negowaniea prioriczłowiekopodobnych cech u innych zwierząt i zwierzęcopodobnychcech u ludzi” (s. 39).Pod tym względem jego postawa wydaje się niezwykle mało popularna, a jednocześnie skłaniająca do refleksji. Pisze on na przykład: „Protestowanie przeciwko niemu [antropomorfizmowi – M.M.] w imię obiektywizmu naukowego nierzadko wynika ze skrytego nastawienia przed-darwinowskiego – nieumiejętności pogodzenia się z myślą, że ludzie są zwierzętami” (s. 40). Sugeruje w ten sposób kolejny krok w aktualnych teoriach filozoficznych „odbierających” człowiekowi jego wyjątkowość. Być może te wszystkie cechy, które uważamy za specyficznie ludzkie, są dostępne wszystkim zwierzętom. Antroponegacjonizm byłby wtedy – nieuświadomioną zapewne – próbą obrony ludzkiego stanowiska jako zewnętrznego obserwatora rzeczywistości. W ten sposób de Waal dorzuca również swój kamyczek do ogródka współczesnej teorii krytycznej. To, iż czyni to z pola tzw. nauk ścisłych, to już kolejny dowód na to, iż zaproponowane niegdyś przez Wilhelma Diltheya wydzielenie „nauk o duchu” (niem. Geisteswissenschaften) sugeruje podział, który w najbliższej przyszłości może okazać się nie do utrzymania.

Warto czytać de Waala. Jego wnioski są czytelne i dobrze uargumentowane, a lektura jego przemyśleń skłania do własnych refleksji, a także może skutkować przeformułowaniem części poglądów odbiorcy. Możemy się z nimi nie zgadzać, ale już w trakcie lektury zauważymy, że autor jest otwarty na rzetelną i merytoryczną dyskusję – nie należy do „krzykaczy” uznających wyłącznie istnienie ich własnych teorii. Poza tym pisze z niespotykaną wręcz u naukowców lekkością (co widać nie tylko w „Bystrym zwierzęciu”, ale nawet w jego facebookowych postach), żartuje, przywołuje teksty kultury popularnej. Jest doskonałym obserwatorem zwierząt i ze swych obserwacji potrafi zdać fascynującą relację, co sprawia, że jego książkę czyta się z przyjemnością oraz autentycznym podziwem. Właśnie tak powinno się uprawiać popularyzowanie nauki. Nie wiem oczywiście, czy udaje mu się dotrzeć dalej niż jedynie do tzw. „już przekonanych”, ale jeśli tak, to jestem pewien, że lektura de Waala może zachwiać poglądami tych, którzy wątpią w inteligencję zwierząt i ich możliwości poznawcze.

Dlatego tym bardziej przykro mi, że – w niejakim postscriptum – muszę dodać tu kroplę dziegciu. Bo choć de Waal pisze wyśmienicie i ma lekkie pióro, a lektura jego tekstów sprawia przyjemność, polskie wydanie książki przygotowane przez Copernicus Center Press pozostawia wiele do życzenia. Przekład Łukasza Lamży jest dobry, udaje mu się zachować lekkość stylu holenderskiego etologa i jego językową swadę. Problemy pojawiają się jednak na poziomie edytorskim. Nie udało się bowiem wyłapać wielu tzw. literówek, które w tekście pojawiają się nagminnie, co psuje przyjemność lektury. Dodatkowo, nie zostały wyeliminowane potknięcia językowe samego tłumacza, które zdecydowanie powinny zostać poprawione podczas korekty. Dostajemy chociażby takie sformułowania jak: „Calliewbiegła po skanerze do specjalnej psiej drabince” (s. 168). Sam zajmuję się adjustacją i korektą tekstów, więc wiem, że jest to niełatwe zadanie, które trzeba wielokrotnie powtarzać, by wyeliminować większość błędów (bo wszystkich zapewne się nie da…). Jednak wypuszczenie do druku książki z tyloma „chochlikami” uważam za poważny błąd. Tym bardziej, że książka Fransa de Waala to naprawdę praca wartościowa i zasługuje na to, aby przeczytało ją jak najwięcej osób. Mam więc nadzieję, że problemy te uda się wyeliminować przy drugim wydaniu.
Frans de Waal: „Bystre zwierzę. Czy jesteśmy dość mądrzy, aby zrozumieć mądrość zwierząt?”. Przeł. Łukasz Lamża. Copernicus Center Press. Kraków 2016.