Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (314) / 2017

Anna Katarzyna Dycha,

ORGANEK IDZIE JAK BURZA. TOWARZYSZY MU 'CZARNA MADONNA'

A A A
Debiut „Głupi” dał Tomaszowi Organkowi drugie życie. Tchnął w niego nowe, muzyczne siły. Wcześniej artysta współpracował z zespołem Sofa, Kayah, Smolikiem, Jacaszkiem czy Foxem. Droga czasem była wyboista. Na „Głupim” Organek pokazał swoje prawdziwe oblicze. Artystyczną bezkompromisowość. Umiejętność inteligentnego czerpania z muzycznej tradycji. Sceniczną żywiołowość. Nic dziwnego, że publika Organka pokochała. Zjeździł z tym albumem cały kraj. Tłumy na koncertach, klub za klubem wyprzedany.

Niedawno ukazała się druga płyta formacji Organek, której liderem jest pochodzący z Raczek pod Augustowem wokalista i gitarzysta. „Czarna Madonna” pokazuje, że artysta podąża własną drogą. Udowadnia też, że bliski mu jest nie tylko blues, ale też ostry rock, punk czy country. Sprawdza się również jako tekściarz, żonglując popkulturowymi cytatami.

Najbardziej przebojowo brzmi tutaj „Wiosna” o „pięknych trzydziestoletnich” (przekornie, bo autor skończył już 40 lat). To nie tylko hymn na cześć wiosny, ale też pochwała niezobowiązującego stylu bycia. „I znowu noce są krótsze i coraz więcej dnia / a nasze ciała są chudsze, a w nich jest więcej nas” – wyśpiewuje autor. I dalej: „I znowu wiosna, wiosną najlepiej tracę czas”. Może wersy nie grzeszą oryginalnością, ale ten zawadiacki numer wpada w ucho.

Solidne rockowe uderzenie przynosi singlowe „Mississippi w ogniu” (tytuł zaczerpnięty z amerykańskiego filmu z lat 80. z Genem Hackmanem). Zgrabny refren („Moja miłość do ciebie wciąż płonie jak Mississippi w ogniu!”) gwarantuje powodzenie na listach przebojów.

Osobisty charakter ma „Ki Czort” z gościnnym udziałem Adama Nergala Darskiego. W jednym z wywiadów Organek opowiadał, że wykorzystał tutaj popularną w Ameryce historię, w której młody człowiek dociera do rozdroża i spotyka diabła. Ten obiecuje mu karierę w zamian za duszę. Organek też wyjeżdżał z rodzinnej miejscowości na studia w Toruniu. „Matka mi dała różaniec do ręki / a ojciec, po ojcu został nóż” – raczy nas autobiograficzną historią. W finale konstatuje: „na wieki pozostał tylko blichtr, czyli nic”. A Nergal w roli czorta? Mało oryginalna, ale w tej konfiguracji trafiona decyzja. Tekstowo „Ki Czort” nawiązuje także do utworu „Nazywam się Organek” z debiutanckiego albumu. Tutaj Organek również się przedstawia, „w sercu ma ranę, a na palcu pierścień”.

Jednak największy ładunek emocjonalny (Organek nie ukrywa, że to najważniejszy dla niego utwór) przynosi „Czarna Madonna”. Monumentalny, sześciominutowy song skierowany jest do ukochanej kobiety. Napięcie jest stopniowane, z każdą chwilą nabiera mocy, aż do punktu kulminacyjnego w finale.

Punkowo robi się w „HKDK”. „Hardkor i disko / widziałem już wszystko” – przyznaje Organek. Taka deklaracja nie powinna dziwić, jeśli wiemy, jaką krętą drogę pokonał. Jeden z wersów nawiązuje też do filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”.

Bluesowe fascynacje Organka dają znać o sobie w „Psychopomp”. To udany akustyczny utwór, w dodatku zaśpiewany po polsku. Padają tu znamienne dla scenicznych losów Organka słowa – „Głupi ten, co zawracać chciał”. Również „Ultimo” jest przykładem udanej ballady.

Oryginalnym brzmieniem artysta raczy nas w „Rilke” – śpiewa falsetem i funduje gitarowe uderzenie (w połowie utwór przypomina dokonania Muse). Przyjemna odskocznia.

Na krążku są jeszcze dwie anglojęzyczne kompozycje – „Get it right” i „Son of a gun”. Z rockowym nerwem, rasowo brzmiące, idealnie sprawdzą się na koncertach. A kto choć raz słyszał Organka na żywo, ten wie, że nie warto zaprzepaścić obecności podczas jego trasy promującej „Czarną Madonnę”.
Organek: „Czarna Madonna” [Mystic Production, 2016].